29 maja w elektrociepłowni Norilsk-Taimyr Energy doszło do awarii zbiornika z paliwem. Olej napędowy o masie 21 tys. ton dostał się do lokalnych rzek. Firma Nornickiel, odpowiedzialna za elektrownię, w oficjalnym komunikacie podaje, iż fundamenty zbiornika zawaliły się z powodu topnienia wiecznej zmarzliny. Niestety, nie jest to jedyna przyczyna wycieku. W 2014 roku odpowiednie rosyjskie służby nakazały odnowienie rdzewiejącego silosu. Napraw do dnia usterki nie wykonano. Prezydent Putin ogłosił stan wyjątkowy, a opisany przez media incydent porównywany jest w Rosji do największego wycieku ropy z rurociągu Komi w 1994 roku. Choć właściciel elektrociepłowni zapewnia, że w 90 proc. odzyskał paliwo z zanieczyszczonych terenów, to ekolodzy są innego zdania. Według nich zanieczyszczenia dotarły 20 km dalej, aż do jeziora Pyasino. W wyniku awarii rosyjska prokuratura generalna zarządziła kontrole wszystkich niebezpiecznych instalacji zbudowanych na wiecznej...
rozwiń