Rozwijanie szaleńczych prędkości zarówno samochodem, jak i motocyklem powinno być domeną wyłącznie zawodów sportowych. Przekonał się o tym pewien motocyklista, który postanowił chyba pobić rekord prędkości. Niestety wybrał do tego najgorszą możliwą przestrzeń – drogę szybkiego ruchu, na której nie brakowało innych pojazdów. Razem ze swoim kompanem wyprzedzają kolejne samochody, zwiększając prędkość. Ta, momentami sięga blisko 300 km/h. Niestety po chwili dochodzi do wypadku, który przerywa szaleńczą jazdę. Nie wiadomo, jak dla motocyklisty skończyła się ta brawura. Wątpliwym jest jednak, by z takiego wypadku wyszedł bez szwanku. Gdyby swój popis wykonał na specjalnym torze, który jest przygotowany do takich prędkości, miałby znacznie większe szanse na przeżycie.