programy
kategorie

Polski rynek lotniczy. Opinia eksperta

Dr Artur Bartoszewicz rozmawiał z Sebastianem Ogórkiem na temat polskiego rynku lotniczego.
Tranksrypcja:Sebastian Ogórek, to jest program "Money. To się liczy", a z...
rozwiń
ekonomista, dzień dobry.
Dzień dobry!
Porozmawiajmy o sytuacji
na rynku budowlanym
w kontekście budowy lotniska w Radomiu.
Tam jest pewien zgrzyt,
bo jedni chcą budować szybko,
drudzy chcą budować trochę wolniej,
no i pojawia się
problem, kto tutaj ma rację?
Pana zdaniem?
Mim zdaniem zawsze ten,
który wykłada pieniądze,
a nie ten,
który chce te pieniądze wyciągnąć
z kieszeni tego, który z tymi pieniędzmi dysponuje.
Faktycznie jest tak,
że lotnisko Radom
musi
zostać wybudowane i uruchomione
w określonym czasie,
ze względu nie dlatego,
że ktoś ma takie chciejstwo,
tylko ze względu na konieczność
ograniczeń rozwojowych
samego lotniska głównego,
jakim jest lotnisko Chopina,
te plany czasowe, które zostały
przedstawione
one wynikają
po pierwsze z potrzeb biznesowych, ale po drugie bezwzględnie z analizy doświadczeń
budowy tego typu
rozwiązań, jakim jest budowa terminala.
I w Polsce i zagranicą.
Firmy budowlane jedna chcą rozwlec to w czasie... Dlaczego? One dzisiaj
mają taką pozycję i tyle kontraktów,
że chcą złapać
trochę więcej tych srok za ogon?
Mamy dwie dwie sytuacje. Po pierwsze
mamy szczyt koniunktury budowlanej już, która pokazuje, że część podmiotów zaczyna mieć ogromne
kłopoty,
bo albo nabrała za dużo zleceń, albo została wyeliminowana
z kontraktów
przez tych najsilniejszy graczy którzy sobie nazgarniali
i mają dziś
w wielu obszarach problem z wykonaniem swoich zobowiązań.
Teraz, jeżeli widzą następny kontrakt, to oczywiście
łapczywie chcą go
wziąć,
ale nie są gotowi organizacyjnie i technicznie
do zrealizowania.
No więc, wiedząc, że mają zobowiązania już rozpoczęte, chcą
na tyle wydłużyć proces,
żeby mieć pewność zyskania korzyści.
Dlatego, że ten kontrakt,
który wiąże się z budową terminala, zakłada
premie
za skrócenie okresu.
Więc czym pan
bardziej wydłuży
kontrakt,
tym ma pan większe prawdopodobieństwo uzyskania premii za jego skrócenie.
Więc cała gra polega na tym, żeby
wymyślić maksymalne terminy, absurdalne,
takie, które pozwolą
zapewnić,
że zbierze się
wartość dodaną, jaką jest
nadwyżka, wynikająca z premii za skrócenie i ostatecznie
ten terminal będzie oddany o wiele krócej niż nawet
dzisiaj PPL sobie planuje, dlatego że
za dodatkowe pieniądze
biznes
zrobi bardzo dużo, też to pokazują doświadczenia
skracania prac
na przykład na obwodnicy
Skarżyska Kamiennej,
czy też innych przykładów budowlanych... Czyli taki mechanizm zapisywania premia za szybsze ukończenia to jest coś,
co powinno być standardem w Polsce,
żebyśmy nie mieli opóźnionych dróg... Ja bym chciał, żeby po pierwsze w Polsce standardem było to, że budujemy 24 h...
Ja bym chciał, żebyśmy chociaż
7 dni w tygodniu... Nie. 24 h przez 7 dni w tygodniu, dlatego że maszyna może pracować. Jeżeli Kowalski
ma swoje ograniczenia
wynikające z kodeksu pracy,
to nie znaczy, że trzech Kowalskich
w cyklu zamiennym
nie może obsługiwać maszyny.
Stanie maszyn
to jest największy
koszt.
Jak jeździmy po całej Polsce, widzimy. To dla mnie jest całkowicie niezrozumiałe,
dlatego że, po pierwsze paraliżuje to cały system dookoła, tego nikt nie liczy, nie liczy się
kosztów ekonomicznych problemu, związanego z przedłużaniem
się procesu budowlanego.
Skrócenie czasu,
a szczególnie w takich miejscach
wrażliwych, jakimi są na przykład
huby komunikacyjne, czy też
miasta,
gdzie mamy drogi,
czy różnego rodzaju budynki
Jak komuś zależy... Ten największy budynek w Warszawie budowany dziś.
Totalnie.
Po prostu coś, co się dzieje, to jest jedno piętro na tydzień. To pokazuje,
że technologicznie i technicznie jest to wykonalne,
ale kiedy jest wykonalne?
Kiedy wykonawca ma zgromadzony sprzęt,
technologię. Nawet oni nie mają tam placu budowlanego, dlatego że wszystko musi przyjeżdżać na czas, dlatego że nie ma przestrzeni.
To jest coś podobnego, jak kiedyś budowana była pod Wrocławiem fabryka LG Philips.
Oni mieli
co do minuty wyliczoną budowę fabryki
i dokładnie to zrobili. Kwestia prywatnego inwestora?
Dokładnie. Budowlańcy potrafią to zrobić,.
Kwestia tego,
żeby tak przygotować kontrakty
i zobowiązania,
że kary
za różnego rodzaju ograniczeni, opóźnienia,
są bardzo duże. Oczywiście trzeba
zapłacić godne pieniądze na rynku,
ale bezwzględnie,
za próbę manipulacji na rynku - karać.
Dużo większe są pieniądze za
pracę 24h?
To nie jest kwestia dużo większych
pieniędzy, to jest kwestia pytania o premię: za to, w jaki
sposób przedstawisz mi rozwiązanie.
Ja uważam, że
tego typu
terminal, który ma być
postawiony -mówimy tak naprawdę
o 30 tys.
metrów kwadratowych.
Proszę zwrócić uwagę - jak się jedzie
dzisiaj na trasie z Warszawy do Łodzi, widzimy po prawej stronie budowę hali 100 tys.
metrów kwadratowych. Pod Grodziskiem Mazowieckim.
Ja jestem z tamtych okolic.
Pan widzi, z jakim tempem to jest budowane.
A czym się różni terminal od takiej hali?
Terminal jest troszeczkę lepiej wykończony w środku. Ale mniejszy
i ma mniej wymagań. Mówimy o tym terminalu Radomskim.
To jest terminal dosyć prosty w konstrukcji, tylko po to,
żeby obsługiwać
pasażerów
i tych low costowych i czarterowych.
A to nie jest trochę tak, że dzisiaj
na rynku się porobiło, że to nie inwestor,
tylko firma budowlana stawia warunki?
Jeżeli dzisiaj sytuacja jest taka,
że tych zamówień jest dosyć dużo,
czy było, firmy nałapały
tych zamówień,
czyli one są bezpieczne.
One
mogą zacząć wybierać, mogą
też wymyślać
sposób, który jest niebezpieczny dla inwestora.
Ja sam wiem, bo mam też swoje inwestycje,
które przygotowuję, jak trudno, jak długo
na przykład
zajmuje cały proces
przygotowania inwestycji,
jak rozbieżne są ceny,
proszę
wyobrazić sobie,
że cena
na projekt może
być cztero-, pięciokrotnie wyższa, różnicę od najtańszej do
najdroższej,
pięć
razy ta wartość najniższa.
To pokazuje, że część
tych przygotowujących ma już tyle zamówień, że ma dokładnie w nosie
tych zainteresowanych
i naprawdę bardzo trudno jest
znaleźć taniego wykonawcę.
A z wykonawstwem
budowy hal
to ja muszę mieć
sytuację,
w której dziś podejmuję działania planistyczne, architektoniczne,
a jak dobrze mi pójdzie, to znajdę wykonawcę,
czyli przestrzeń
na wykonanie
przez wykonawcę czasową,
może w 2021,
jak mi dobrze pójdzie.
To pokazuje
jak to dzisiaj wygląda.
To jest chwila, bo za chwilę może się okazać, że dekoniunktura
po pierwsze
odwróci ten rynek,
a po drugie
upadłości
podwykonawców
będą strasznie
bolesne dla tych dużych firm,
bo przecież te duże firmy same nie robią.
Na co one narzekają? Że w Radomiu, w okolicach Radomia, nie mają podwykonawców do pracy.
Panie Arturze, ale może ten czas,
możliwe, że wydłużony, będzie można przygotować do tego, żeby Radom,
zdjąć z niego odium lotniska w Radomiu?
To są dwie rzeczy.
Po pierwsze, samo przygotowanie miasta,
które nie do końca chyba czuje
skalę inwestycji, z którą ma do czynienia
i zobowiązania, czy też ryzyka, które się z tym wiążą.
Druga część, to są
]sieci komunikacyjne, które poprzez
dokończenie zwiększą
czy poprawią komunikację między Warszawą a Radomiem.
Czyli mówimy tutaj o drodze S7
i linii kolejowej.
Jeżeli one są opóźnione
w swoim wykonaniu,
więc
ten czas może spowodować, że one będą
szybciej gotowe, tym samym już
mieszkańcy okoliczni
przyzwyczają się do określonego
procesu. Ile to jest miejsc pracy mniej więcej?
Trzeba liczyć w ten sposób, że na milion
obsługiwanych pasażerów, to jest 2000 miejsc pracy w regionie, około 1425
bezpośrednio lokalnie.
Czyli załóżmy, że to będzie 3000 na milion pasażerów
Zakładając, że mamy 3 miliony
to razy 3 ta kwota.
Powiedzmy, że to jest 8000 ludzi,
To już naprawdę jest bardzo znaczna zmiana w samym
Radomiu
i w okolicach.
I teraz wróćmy jeszcze do tej kwestii związanej z przygotowaniem miasta.
To jest kwestia
bezpieczeństwa
medycznego.
Szpitale,
służby medyczne,
służby bezpieczeństwa,
które muszą
przejść przygotowanie
na obsługę lotniska,
które będzie miało 3 miliony pasażerów,
to są sytuacje nadzwyczajne,
to są specjalizacje medyczne,
które trzeba utrzymać,
to jest kadra, którą trzeba
przygotować, to jest cała oferta turystyczna, która również powinna być uzupełniona,
to są
różnego rodzaju rozwiązania
hotelowe, logistyczne,
masę ofert,
które muszą zostać rozwinięte,
bo lotnisko nie jest takim obcym ciałem, które my sobie wkładamy i ono niezależnie funkcjonuje,
ono musi...
A na to patrzą włodarze miasta?
Jaką mają szansę i jak spróbują ją wykorzystać? Myślę, że już dzisiaj
chyba tak,
przez pewien czas
było postrzeganie jako tego ciała obcego,
a jak rozmawiam
z niektórymi włodarzami,
oni mają
już pewność, że to na pewno zadziała,
tylko sposób komunikacji jeszcze nie jest poprawny.
Ta komunikacja wokół Radomia była, umówmy się, dosyć specyficzna...
Przypomnijmy sobie,
to jest przecież lotnisko,
które upadło.
I teraz jest takie,
zresztą też sam ja jeżdżę
do Radomia,
jest takie przekonanie,
że zaraz zaraz,
przecież już raz to graliśmy,
to i tak nie wyjdzie,
takie polskie podejście. Nie wierzą.
Ale ja cały czas
tłumaczę jedną prostą rzecz.
Poprzednie lotnisko,
to było
tak zwane leczenie kompleksów przez samorząd.
Nie mamy lotniska,
to sobie zbudujemy.
Ktoś, kto się kompletnie nie zna
na organizacji tego procesu,
stwierdza, że będzie miał lotnisko,
to nie tylko to.
Modlin to jest to samo.
Leczenie kompleksów.
Nagle mamy sytuację, w której na upadły podmiot,
wchodzi inwestor
strategiczny branżowy.
To jest marzenie biznesowe.
Biznes zawsze mówi, że wygrywa ten,
kto się zna na branży.
Zarabia ten,
który zna się na tym obszarze.
Proszę zauważyć,
to PPL mówi,
my będziemy inwestować
nie pieniądze twoje,
nie pieniądze publiczne,
tylko
swoje pieniądze wynikające
z zysków, które wypracowujemy jako przedsiębiorstwo
i z konieczności
biznesowej, czyli wiemy,
że niewydolny dzisiaj
jest port lotniczy w Okęciu,
bo na 600 operacji, które można zrealizować dziennie
a 42 około w godzinę,
jest to mechanizm,
który pokazuje,
że jesteśmy na granicy,
czyli lotnisko jest w tym momencie
na granicy możliwości.
W nocy nie można
latać mówimy
starty i lądowania...
Tam jest jeszcze jeden problem, znaczy linie lotnicze też były jednak negatywnie nastawione. Pana zdaniem
uda się zdjąć ten problem?
Ja wiem, że jakby w momencie, kiedy
każdy gra
o dodatkową ostatnią przestrzeń,
bo jeżeli dzisiaj mamy sytuację taką, że mamy 600 operacji, a we wrześniu było 587 operacji zrealizowanych,
czyli przestrzeń już jest naprawdę graniczna,
dochodzimy do 600 operacji,
więc już nic
nie można, środowiskowo nie można, organizacyjnie nie można,
jeszcze w międzyczasie trzeba
dokonywać remontów pasa,
no i w tym momencie pojawia się pytanie: co można zrobić?
I tym momencie linie lotnicze mają wybór - albo uciekają
gdzieś bardzo daleko, bo nie ma oferty,
Modlin nie przyjmie,
bo jest
źle zorganizowany, zależny Ryanaira, jeszcze nie ma aktualnej decyzji środowiskowej,
więc nie ma możliwości,
Pytanie tak, do Łodzi?
Proszę bardzo, to jest kwestia komunikacji,
A może w tym momencie to jest
region, to jest jedyna możliwość, jest najbliższa.
Technicznie najsprawniejsza.
Najszybsza w wykonaniu, która może uzupełnić braki, spowodować, że jeżeli w ciągu godziny będzie można do Radomia
dojechać
drogą kolejową
czy samochodem, to w tym momencie pojawia się dostępność
tego lotniska na tyle blisko dla Okęcia,
jeżeli Okęcie
będzie też wspomagało ten proces przeniesienia
i pokaże
standard obsługi,
to to spowoduje,
będą musiały zrobić te
linie
po prostu ruch,
który oczywiście dzisiaj on
najlepiej to by było w centrum miasta
koło Pałacu Kultury... Mówiąc szczerze, jak popatrzymy na Europę, to Okęcie jest jedynym takim
lotniskiem w samym środku miasta. Berlin miał podobne, ale już z wycofał się z tego...
Miasto dojrzało do decyzji.
I oczywiście my mamy przyzwyczajenie, że najlepiej
pod mieszkanie
samolot powinien
podjeżdżać, a potem dopiero na
ten pas startowy ruszać...
Jesteśmy
przyzwyczajeni do
czegoś, co jest niestandardowe na świecie.
Jakoś się nie denerwujemy, kiedy jedziemy
do Hiszpanii czy do Francji czy do Wielkiej Brytanii,
że dotarcie na lotnisko zajmuje
od 40 do nawet 90 minut.
Nikt z tego nie robi problemu.
Miasto może się rozwijać. Przecież to,
co też ogranicza funkcjonowanie miasta to to,
że Okęcie
jest w mieście. Tam są ogromne tereny, które dla rozwoju miasta są niezbędne
są ogromne ograniczenia środowiskowe. Ci ludzie, którzy mieszkają w okolicach lotniska
odczuwają...
Ja odczuwam to nawet w tym studiu, bo te samoloty latają mi tutaj nad głową i czasami je wręcz tutaj słychać.
Jak się mieszka
i żyje w jakiejś przestrzeni, w której ciągle ten samolot ląduje...
W Lizbonie mamy taką sytuację,
i wtedy mieszkając,
bo tam mniej więcej do centrum 12 minut się jedzie.
Mieszkasz w hotelu i ci samolot
de facto
cały czas funkcjonuje nad twoim łóżkiem hotelowym.
To jest ogromny problem, oni będą też musieli się zmierzyć z wyzwaniem, jakim jest przeniesienie lotniska.
Panie doktorze, dziękuję bardzo. Doktor Artur Bartoszewicz, Szkoła Główna Handlowa, dziękuję bardzo!
0
0
Podziel się
Komentarze (0)
Napisz komentarz