irakijczycy

Pierwsi migranci wrócili z Białorusi do Iraku. "Rażono nas prąd, pryskano gazem i wodą"
WIDEO

Pierwsi migranci wrócili z Białorusi do Iraku. "Rażono nas prąd, pryskano gazem i wodą"

Setki Irakijczyków powróciły drogą lotniczą z Białorusi do kraju po porzuceniu nadziei na dotarcie do Unii Europejskiej. Pierwsi migranci zdecydowali się na powrót po tym, jak utknęli tuż przy granicy Polski i zewnętrznej granicy Unii Europejskiej. Setki osób wciąż koczują po białoruskiej stronie, co jakiś czas próbując forsować ogrodzenia i granicę. Spośród 430 pasażerów linii Iraqi Airways, 390 osób leciało do portu w Irbilu – stolicy irackiego Kurdystanu. Pozostali pasażerowie lecieli do Bagdadu. Zorganizowany przelot dla chętnych osób był bezpłatny. Większość pasażerów miała na sobie ciężkie i zimowe ubrania z Białorusi, mimo ciepłej pogody w Iraku. W rozmowie z dziennikarzami agencji Associated Press Irakijczycy mówili o złym traktowaniu – zarówno przez stronę białoruską, jak i polską. Relacje i wrażenia z pobytu były różne. - Daesh [Państwo Islamskie] zniszczyło nasze życie. Zostaliśmy wysiedleni. Od ośmiu lat mieszkamy w namiotach, które regularnie zapalają się, nasze dzieci są wtedy poparzone – tłumaczyła Zeina Khalaf, Jazydka wracająca do Sindżaru. - Wyjechaliśmy do innego kraju, na Białoruś, ale tam rażono nas prądem, pryskano wodą i gazem. Także nasze dzieci. Przytrafiły nam się tam możliwie wszystkie złe rzeczy - dodawała. Niektórzy migranci doceniali działania reżimu Łukaszenki. Niyaz Suleiman, Irakijczyk wracający do Irbilu, chwalił białoruskie służby za dostarczanie jedzenia wody i "innego sprzętu", oskarżając przy tym przed kamerą polskie jednostki o "używanie gazu łzawiącego na oczy i stałe próby odpychania i zawracania". Lot dla Irakijczyków zorganizowało tamtejsze ministerstwo spraw zagranicznych we współpracy z Białorusią. Wcześniej władze Iraku poinformowały o zawieszeniu lotów na linii Bagdad-Mińsk.
Sytuacja migrantów przy polsko-białoruskiej granicy. Pokazali, jak żyją w magazynie
WIDEO

Sytuacja migrantów przy polsko-białoruskiej granicy. Pokazali, jak żyją w magazynie

Migranci pokazali warunki panujące w hali magazynowej w pobliżu przejścia granicznego Bruzgi, ok. 500 metrów od granicy z Polską. To tutaj reżim Łukaszenki przeniósł setki ludzi, oferując im do dyspozycji fragment ogrzewanego centrum logistycznego, a także koce, jedzenie i leki. Na nagraniu jednego z migrantów, zweryfikowanym i udostępnionym przez agencję Associated Press, widać tłum ludzi wewnątrz hali oraz przed nią. Ludzie leżą na kocach i śpiworach. Migrantów jest tak dużo, że wykorzystują półki z regałów na żywność na drugim i trzecim poziomie, zajmując każdy skrawek wolnego miejsca. Według autora nagrania, irackiego Kurda - Mirana Aliego, magazyn w Bruzgach jest obecnie przepełniony, bo w poszukiwaniu noclegu przybyły tu kolejne setki osób, które koczowały bezpośrednio przy polskiej granicy. Jak relacjonuje mężczyzna, nowo przybyłe osoby z lasu muszą pozostać na zewnątrz. Dla wszystkich nie ma już miejsca. Polskie Ministerstwo Obrony Narodowej publikuje cały czas nowe nagrania z okolic przejść granicznych w Kuźnicy i Bruzgach. Jak podają służby, na miejscu wciąż przebywa kilkaset osób, które nocuje w namiotach i rozpala przed nimi ogniska. Potwierdzają to także zdjęcia lotnicze. Irakijczyk Miran Ali nagrał, jak wygląda jedzenie, które koczownicy otrzymują od białoruskich służb. "Nie wiem dokładnie, co to jest, ale to wygląda jak gotowana pszenica" – relacjonuje na nagraniu iracki Kurd. Polskie służby chronią granicę Polski i jednocześnie zewnętrzną granicę Unii Europejskiej przed jej nielegalnym przekroczeniem. Od 8 listopada co najmniej 2 tys. migrantów z Bliskiego Wschodu utknęło na przejściu granicznym. Według agencji ONZ ds. uchodźców, mniejszą połowę z nich stanowią kobiety i dzieci. W ostatnich tygodniach w tym rejonie zginęło co najmniej 12 osób, w tym roczny chłopiec, o którego śmierci poinformowała w czwartek polska organizacja humanitarna.