polska (strona 68 z 132)

WIDEO

Niewidoma staruszka mieszka sama w ruinie. "Ktoś musi mi pomóc"

- Nie tak wyobrażałam sobie starość. Ja pracowałam na kierowniczych stanowiskach - załamuje ręce 71-letnia pani Urszula, schorowana, niewidoma kobieta, żyjąca samotnie w zimnym, rozsypującym się domu bez wody i toalety. Brakuje jej regularnych ciepłych posiłków i właściwej opieki. Jak to możliwe, skoro o jej trudnej sytuacji wiedzieli rodzina, opieka społeczna i policja? Pani Urszula od śmierci męża mieszka samotnie w części starego, rozsypującego się domu w Sosnowcu. Od 11 lat jest na emeryturze. Cztery lata temu, z uwagi na pogłębiające się problemy z oczami, zupełnie straciła wzrok. Mimo iż kobieta wymaga pomocy w codziennych czynnościach, nie miała zapewnionych tak podstawowych rzeczy jak dostęp do toalety, regularne ciepłe posiłki, kąpiel, czy opieka lekarska. Podczas nieobecności córki, która wyjeżdża do pracy za granicą, panią Urszulą zajmował się jej zięć i mieszkająca obok dalsza rodzina. - Ja sobie z niczym już nie radzę. Co można zrobić, jak się nie widzi? Nawet chleba sobie nie posmaruję. Picia sobie nie zrobię. Nic - mówi pani Urszula. Jak dodaje, jedyny jej dochód to renta, ale nie ma jak z niej skorzystać. - Zabiera ją zięć - mówi. Co starsza pani otrzymuje w zamian? - Ten napój. Oranżadę. Do jedzenia chleb i kotlety, nieraz wędlinę. Na tym koniec. Przedwczoraj przyniósł tylko chleb, do niego nic - mówi pani Urszula. Pani Urszula trafiła do ośrodka interwencji kryzysowej. Czeka teraz na wizytę lekarza. Nie wiadomo jeszcze, co dokładnie jej dolega. Być może gdyby wcześniej zapewniono jej właściwą opiekę jej problemy ze wzrokiem nie byłyby w tej chwili tak zaawansowane. W najbliższych dniach powinna trafić do specjalistycznego domu pomocy społecznej, gdzie otrzyma odpowiednią pomoc.
Smaszcz-Kurzajewska o protestach kobiet: "Pokazały, że należy się nas bać"
2:24
WIDEO

Smaszcz-Kurzajewska o protestach kobiet: "Pokazały, że należy się nas bać"

Październikowy Czarny protest i inne manifestacje organizowane przez kobiety doprowadziły do odrzucenia skrajnie restrykcyjnej ustawy. Zakazywała ona aborcji nawet gdy ciąża zagraża życiu matki, jest wynikiem gwałtu, lub gdy wiadomo, że dziecko umrze tuż po narodzinach. Wyjście na ulice polskich miast blisko 100 tysięcy Polek było pierwszym tak dużym wyrazem solidarności kobiet w naszym kraju. Paulina Smaszcz-Kurzjewska zwraca uwagę na to, że kobiety w Polsce mają prawo również mieć oczekiwania w stosunku do rządzących. Podobnie jak mężczyźni dokładają się do budżetu i nie mogą zgodzić się na to, by ich głos był marginalizowany.Nie czuję się feministką, są mądrzejsze kobiety by być feministkami. Jestem mamą, żoną, przyjacielem, ale przede wszystkim jestem kobietą. Feministki jedne robią bardzo dużo dobrego dla Polski, są też takie, które psują reputację. Oby obecnie kształtowała się solidarność kobiet w Polsce. Nie przeżyłyśmy w Polsce rewolucji feministycznej, powoli dorastałyśmy do tego, żeby mieć głos, to pierwszy krok, żebyśmy mogły pokazać, co możemy. Te protesty pokazały, że należy się nas bać, że jesteśmy mądre, wyedukowane, mamy oczekiwania i wiele dajemy. My zarabiamy również. Państwo bogaci się dlatego, że my też zarabiamy, też jesteśmy wyborcami. Siła jest w kobietach.
WIDEO

Woźniak: "Nie poruszyło mnie to, co powiedziała Natalia Przybysz

Na temat ustawy antyaborcyjnej wypowiedziało się już nie tylko wielu polityków, czy działaczy organizacji społecznych. Głos w dyskusji coraz częściej zabierają celebryci. Ostatnio kontrowersyjnym wyznaniem podzieliła się z mediami Natalia Przybysz. Przyznała, że dokonała aborcji na Słowacji. Choć wokalistka chciała w ten sposób wesprzeć kolejne manifestacje w ramach Czarnego Protestu, podzieliła nawet środowisko demonstrantek. Część z nich uznała, że przyznając, że dokonała aborcji z powodu zbyt małego mieszkania (60 m2) dała nowe argumenty orędownikom całkowitego zakazu przerywania ciąży. Jej wyznanie nie przemówiło również do Aleksandry Woźniak. Jestem przeciwna obecnie trwającej histerii wokół ustawy antyaborcyjnej. To nie jest tak do końca, że to jest związane tylko z aborcją czy z projektem, który znalazł się w Sejmie, ale został odrzucony. Ja popieram tę ustawę, która teraz jest aktualnie i nie chciałabym, żeby ona się zmieniała. Natomiast jestem przeciwna tej histerii, która się teraz odbywa i się z nią nie zgadzam. Chciałabym to rozdzielić, bo to, co powiedziała Krystyna Janda, inaczej do mnie przemówiło, niż to, co powiedziała Natalia Przybysz. I raczej bardziej poruszyło mnie to, co powiedziała Janda, a nie za bardzo to, co powiedziała Natalia Przybysz. Wiele osób myśli, że się wypowiada tylko na temat aborcji, a gdzieś staje się narzędziem w rękach polityków. I uważam, że tego należy uniknąć.