poród (strona 3 z 8)

WIDEO

Minister Zdrowia o matce błagającej o cesarskie cięcie: "Nie wprowadzimy go na żądanie"

W piątek wyszła na jaw bulwersująca historia jednej z matek ze Świebodzina. Do tamtejszego szpitala około szóstej rano trafiła rodząca kobieta. Pomimo pośpiechu jej i męża, poród nie miał końca, a co gorsze, kobieta zaczęła słabnąć. Wtedy zaczęli z mężem prosić o wykonanie cesarskiego cięcia, które pozwoliłoby jej urodzić. Małżeństwo trzy razy próbowało nakłonić lekarza do zmiany decyzji i pomocy, a kolejne godziny mijały. W końcu doszło do drastycznego porodu - dopiero o godzinie 20:00, czyli 14 godzin odkąd matka trafiła do szpitala. Niestety, dla dziecka było już za późno. Nie przeżyło. W odpowiedzi na tę i inne historie minister zdrowia Konstanty Radziwiłł w TVN24 stwierdził, że lepszym rozwiązaniem zarówno dla matki, jak i dziecka jest poród naturalny. Podkreślił zarazem, że kobieta w trakcie porodu ma prawo do znieczulenia, nie może natomiast żądać cesarskiego cięcia. Lepszym rozwiązaniem jest poród naturalny, zarówno dla mamy, jak i dziecka. Nie ma mowy, żeby wprowadzić program cesarskiego cięcia na żądanie. Tam gdzie kobieta oczekuje znieczulenia, powinno być jej zapewnione, ale to nie dotyczy cięcia cesarskiego. Zdaniem ministra lepiej skazywać matkę na 14 godzin porodu i urodzenie martwego dziecka, niż odpowiedzieć na jej prośby? W tym wypadku żądanie wydaje się być mocno niewłaściwym słowem.
WIDEO

Siostra kobiety rodzącej na podłodze: Było 8 osób na dyżurze, nikt nie pomógł

Ciężarna Izabela Zięba została przyjęta na oddział położniczy w szpitalu Starachowicach po tym, jak przestała wyczuwać ruchy dziecka. Badania wykazały, że dziecko nie żyje. Lekarze wywołali poród, a potem przestali interesować się pacjentką. Zięba rodziła na podłodze między łóżkami i bez fachowej pomocy personelu szpitala. Siostra pani Izabeli, Bogusława Gębura, zwraca uwagę na to, że to nie pierwsza niepokojąca sytuacja w tym szpitalu. Siostra czuje się bardzo źle, bardzo to przeżywa, próbuje dojść do siebie, ale my jako rodzina obserwujemy, że ciężko sobie radzi. Przed nami kolejna ciężka sprawa, musimy pochować dzieciatko. Było 8 osób na dyżurze i nikt nie przyszedł i nikt nie pomógł. Siostra wieczorem rozpłakała się bardzo, myślała ,że jej nie uwierzą. Chcieliśmy to nagłośnić, żeby to się nigdy więcej nie przydarzyło. Siostra miała podobną sytuacje z poprzednią ciążą, też prawie urodziłaby na podłodze. Poprzednią ciążę kilka lat temu straciła w 5. miesiącu ciąży. Został wywołany poród, lekarze powiedzieli, że dziecko umrze, że nie da się takiego dziecka uratować. Leżała na sali, dostała bóle, pacjentka obok na to patrzyła i płakała. Pobiegłam do salowe, salowa odpowiedziała: czym pani się przejmuje, dziecko jest tak malutkie, wyjdzie, chlupnie, nie wiadomo kiedy, może na łóżku.