Poszedłem na pokaz "cudownych garnków". "Rzadko zdarzają się tak upierdliwe osoby, jak pan"
W money.pl opisywaliśmy historie osób, które dostały zaproszenia na akcje promocyjne hoteli. Schemat w każdym przypadku wyglądał podobnie: dzwoniła pani, która zapraszała po odbiór vouchera do wykorzystania w jednym z ośrodków. Warunek? Po voucher trzeba stawić się osobiście podczas spotkania, na którym doradcy opowiedzą o turystyce. Na miejscu często okazywało się, że żadnych voucherów nie ma. Mało tego, nie padało nawet ani jedno słowo o hotelach, które rzekomo miały być promowane. Zamiast tego były prezentacje sprzętów do masażu, ozonatorów, robotów kuchennych. Ceny poszczególnych egzemplarzy był niebotyczne: sięgały niekiedy 10 tys. zł. Uczestnicy spotkań, którymi były głównie osoby starsze, miały być przekonywane, że grupę produktów będą mogły zabrać do domu pod warunkiem wzięcia udziału w losowaniu. "Wygraną" okazywał się jednak nie sam produkt, ale kredyt, który miał go sfinansować. Oszołomieni seniorzy bezrefleksyjnie podpisywali dokumenty zakupu, a potem mocno tego żałowali. Postanowiliśmy pójść na jeden z takich pokazów. Okazja nadarzyła się na początku września, w piątkowy wieczór w pewnym hotelu w Warszawie. To, co zobaczyliśmy, przeszło nasze oczekiwania. Spotkanie, które było promowane jako "miłe i bezpieczne" okazało się trudnym doświadczeniem, podczas którego baliśmy się o nasze bezpieczeństwo. Przedstawiciele firmy robili wszystko, aby wyrzucić nas z sali. Szczegóły w materiale video.