WAŻNE
TERAZ

Korki strzelą na Kremlu? Faworyt w Bułgarii patrzy na Wschód

dziecko (strona 13 z 56)

WIDEO

Chłopiec ze śladami przypaleń. "Tata gasił na mnie, bo byłem niegrzeczny!"

Zostałyśmy poinformowane, że dziecko ma ślady po gaszeniu papierosa - wspomina Hanna Kaczmarek Kierownik Gminnego Ośrodka Pomocy Społecznej w Miedzichowie i dodaje, że zaraz potem powiadomiła o sprawie prokuratora, a następnie zabrała matkę i dziecko do lekarza. Pani doktor jednoznacznie stwierdziła, że to są ślady po gaszeniu papierosa. Ślad był na policzku i na dekolcie - mówi. Na pytanie, co się stało, dziecko odpowiedzieć miało: "tata gasił na mnie, bo byłem niegrzeczny". Byliśmy u kolegi na kawie i poszliśmy do kuchni zapalić. Wpadł mi w papierosa. Było tam sześcioro dzieci, nie szło porozmawiać. Powiedziałem, że jak nie przestaną broić, to się ubierzemy i pojedziemy do domu. Może w ten sposób sobie skojarzył - próbuje tłumaczyć ojciec.Jak twierdzą Urbaniakowie, dwa przypalone miejsca to efekt tego, że za koszulkę dziecku wpadł żar. Po tym, jak podejrzenia padły na Piotra Urbaniaka, ojczyma chłopców, opieka społeczna natychmiast odebrała dzieci rodzicom. Sąd odebrał dzieci nie tylko z powodu poparzenia czterolatka papierosem. Chłopcy po raz pierwszy w czasie zeznań opowiadali także o biciu przez ojczyma. Wcale nie były bite. Zdarzały się tylko "malutkie klapsy". Oni i tak się z tego śmiali i mówili, że ich nie boli. Jeżeli by miały jakieś pręgi, jakaś krzywda dzieciom by się działa, pogoniłabym swojego męża. Kazałabym mu się spakować i wynosić z domu, tak jak to zrobiłam z poprzednim mężczyzną - dodaje matka. Gminny Ośrodek pomocy społecznej rodziną pani Ilony zajmuje się od wielu lat. Kobieta ma ograniczone prawa rodzicielskie do trzech synów. Jej obecny mąż, pan Piotr, nie jest biologicznym ojcem żadnego z chłopców. Rodzina ma przydzielonego kuratora i asystenta rodzinnego. Rodzice zapewniają, że zrobią wszystko, by odzyskać dzieci. Prokuratura bada sprawę, nikomu nie postawiono jeszcze zarzutów. O tym, co dalej stanie się z dziećmi zadecyduje sąd.
WIDEO

Znachor skazany na 3,5 roku więzienia. Przez jego kurację rodzice zagłodzili dziecko

Trzy lata temu opinię publiczną zbulwersowała sprawa półroczną Madzi z Brzeznej pod Nowym Sączem. Ciało dziewczynki znaleziono na poddaszu rodzinnego domu, śledczy stwierdzili śmierć z... głodu i wyczerpania. Ojciec Madzi, Michał P. wezwał pogotowie, gdy zauważył, że dziewczynka nie rusza się i ma trudności z oddychaniem. Rodzice uchodzą za zamożnych i wykształconych. Prokuratura ustaliła, że małżeństwo zrezygnowało z leczenia Madzi w Polsce, a do ośrodka zdrowia dostarczyło zaświadczenie, że korzystają z usług lekarzy na Słowacji... Sąsiedzi potwierdzają, że rodzina P. leczyła się u "znachora". Na poddaszu znaleziono susz roślinny oraz pokarm w granulacie. Po trzech latach od śmierci półrocznej Magdy z Brzeznej zapadł wyrok w sprawie znachora Marka Haslika. To za jego radą rodzice karmili dziewczynkę jedynie kaszkami z rozwodnionymi kozim mlekiem. Zmarła z niedożywienia. Wyrok w jego sprawie zapadł przed sądem rejonowym w Nowym Sączu. Marek Haslik został skazany na 3,5 roku bezwzględnego więzienia. Sędzia w uzasadnieniu powiedział, że znachor "wykorzystał faktyczny wpływ", jaki miał na rodziców półrocznej dziewczynki. Sąd na poczet kary zaliczył okres od maja do listopada 2014 roku, w którym skazany przebywał w areszcie. Uznaję Marka Haslika za winnego. Bez uprawnień lekarskich udzielał świadczeń zdrowotnych. Kierując postępowaniem Joanny i Michała P. wykorzystywał faktyczny wpływ, jaki posiadał na te osoby. Wymierzam karę trzech lat i sześciu miesięcy pozbawienia wolności.