4-latek tonął nad zalewem Nakło-Chechło na Śląsku. Pijany ojciec siedział w barze
Bardzo niewiele brakowało, aby doszło do tragedii nad zalewem Nakło-Chechło w województwie śląskim. Pozostawiony bez opieki 4-letni chłopiec zachłysnął się wodą i zaczął się topić. Obecni na miejscu ratownicy WOPR zobaczyli tonące dziecko i ruszyli mu z pomocą. Udało się wyciągnąć go na brzeg i udzielić pomocy. Pytanie, gdzie byli w tym czasie rodzice 4-latka? Odpowiedzi udzieliła podinspektor Aleksandra Nowara, rzeczniczka KWP w Katowicach, która była gościem programu Newsroom WP. - Okazało się, że chłopiec był pod opieką swojego rodzeństwa, w wieku 8 i 9 lat.[...] Policjanci, którzy byli na miejscu, szybko ustalili, że jest z nimi ojciec, ale nie było go na brzegu jeziora ani w zasięgu wzroku. [...] Okazało się niestety, że był w najbliższym barze - przekazała podinspektor. Mężczyzna został zatrzymany. 46-latek tłumaczył się tym, że skoro kąpielisko jest strzeżone, to obowiązkiem ratowników jest zadbanie o bezpieczeństwo dzieci. Po zbadaniu alkomatem okazało się, że 46-latek ma ponad 2 promile alkoholu we krwi. Zostaną mu przedstawione zarzuty narażenia na utratę zdrowia lub życia swoich dzieci. Grozić może mu nawet do 5 lat pozbawienia wolności. - Absolutnie nie spuszczamy z oczu swoich pociech. Dbamy o to, to jest nasz obowiązek. [...] Jeżeli udajemy się na kąpielisko strzeżone lub niestrzeżone, to nie spożywamy alkoholu, bo ten alkohol bardzo często prowadzi do tragedii - zaapelowała na koniec podinspektor Aleksandra Nowara.