francja (strona 6 z 18)

Francuzi podsumowują swoje badania. Radioaktywna chmura przyleciała z Rosji
WIDEO

Francuzi podsumowują swoje badania. Radioaktywna chmura przyleciała z Rosji

Przez dwa tygodnie jesienią 2017 roku nad Europą unosił się izotop promieniotwórczy ruten-106. Wykryto go na niemal całym kontynencie. Radioaktywna chmura nie była niebezpieczna, ale jej pochodzenie stanowiło wielką tajemnicę. Teraz naukowcy z Francuskiego Instytutu Ochrony Radiologicznej i Bezpieczeństwa Jądrowego (IRSN) twierdzą, że izotop został uwolniony z zakładu Majak - jednego z największych zakładów atomowych w Rosji. Według IRSN rosyjscy technicy spartaczyli wytwarzanie rutenu-106, który miał trafić do Włoch na potrzeby eksperymentu fizycznego. Rząd Federacji i państwowy operator atomowy gwałtownie zaprzeczyli doniesieniom, ale przedstawiciele Instytutu Badawczego Bezpieczeństwa Nuklearnego Rosyjskiej Akademii Nauk są w tej sprawie podzieleni. Już w październiku 2017 roku Francuzi wywnioskowali z próbkowania powietrza, że izotop najprawdopodobniej pochodzi z Uralu. Stwierdzono też, że radioaktywna chmura to nie wynik wypadku w reaktorze. Wtedy promieniotwórczych zanieczyszczeń w powietrzu byłoby dużo więcej. Cień podejrzeń padł na zakład Majak, przez który w 1957 roku doszło do poważnego skażenia dużego obszaru Uralu, a obecnie wytwarza się tam izotopy promieniotwórcze ze zużytego paliwa jądrowego. Według Francuzów do uwolnienia rutenu-106 doszło w wyniku niekontrolowanego wzrostu temperatury, gdy Rosjanie wytwarzali radioaktywny cer-144 na potrzeby Państwowego Laboratorium Gran Sasso. Wtedy część rutenu przekształciła się w tlenek i ostatecznie z powietrzem rozprzestrzenił się w Europie. Ponieważ rosyjskie władze i zakład Majak oficjalnie zaprzeczają, sprawa wciąż jest otwarta. Jednak zdaniem Franka von Hippela, fizyka z Uniwersytetu Princeton Francuzi mają rację. Dodaje też, że nawet jeśli nad Europą radioaktywna chmura była niegroźna, to mieszkający w pobliżu zakładu Rosjanie na pewno otrzymali "potencjalnie znaczącą dawkę izotopu do płuc".
WIDEO

Gojdź o odmładzaniu się Brigitte Macron: "Musi być reprezentacyjna. Zrobiła lifting, wypełniacze i botoks

Brigitte Macron ma obecnie 64 lata, a od swojego męża jest starsza o blisko ćwierć wieku. Gdy się poznali, Emmanuel Macron był jej uczniem, przyszła pierwsza dama Francji pracowała bowiem jako nauczycielka francuskiego w szkole. Zakochany 15-latek obiecał sobie, że ożeni się z Brigitte, gdy osiągnie pełnoletność. Różnica wieku między parą prezydencką wzbudziła wiele negatywnych komentarzy, zwłaszcza w środowiskach prawicowych i konserwatywnych. Nie zgadza się z nimi Krzysztof Gojdź. Dodaje od razu, że na twarzy nowej pierwszej damy Francji widać oznaki interwencji lekarza medycyny estetycznej. Jego zdaniem niektórym zabiegom Brigitte Macron poddała już podczas wyścigu o najwyższy urząd w państwie. Była ingerencja. To jest sześćdziesięcioparoletnia kobieta. Podziwiam taką miłość i otwartość na związek z różnicą dwudziestu paru lat. Po Brigitte widać pewne zmiany, jakie zachodziły w przeciągu nawet ostatnich kilku miesięcy. Jest po mini liftingu, po wypełniaczach, po botoksie, ale kobieta w tym wieku powinna o siebie również zadbać, nie tak jak często Polki, które poddają się, siadają w domu tylko z pilotem i są załamane, że są już babciami. Będzie teraz pierwszą damą Francji, musi być reprezentacyjna. Ona absolutnie musi zadbać o siebie. I fajnie dba, w sposób naturalny, nie przegina. Nie przegina, faktycznie?