prezydent (strona 3 z 24)

Orędzie prezydenta Ukrainy po decyzji Putina. Zełenski: nie boimy się nikogo i niczego
1:37

Orędzie prezydenta Ukrainy po decyzji Putina. Zełenski: nie boimy się nikogo i niczego

- Jesteśmy na swojej ziemi, nie boimy się niczego i nikogo. Nie jesteśmy nikomu nic winni. Nikomu też niczego nie oddamy. Jesteśmy tego pewni – podkreślił w swoim wystąpieniu Wołodymyr Zełenski, prezydent Ukrainy. Jego kancelaria opublikowała nagranie, w którym Zełenski odniósł się do decyzji Władimira Putina o uznaniu niepodległości dwóch separatystycznych republik. - Ukraina uważa ostatnie działania Rosji za naruszenie suwerenności i integralności terytorialnej naszego kraju. Cała odpowiedzialność za wszystkie konsekwencje tej decyzji spoczywa na rosyjskim kierownictwie politycznym – ogłosił ukraiński przywódca. - Uznanie niepodległości okupowanych terenów obwodów ługańskiego i donieckiego może oznaczać jednostronne wycofanie się Rosji z porozumień mińskich. Prezydent Ukrainy podkreślił, że nie ma powodów do "chaotycznych działań", a jego kraj będzie "trzymał się pokojowej i dyplomatycznej drogi". - Tymi decyzjami Rosja legalizuje swoje wojska, które od 2014 roku są de facto obecne na okupowanych terenach Donbasu. Kraj, który przez osiem lat wspierał wojnę, nie może utrzymać pokoju – dodał w opublikowanym orędziu. Władimir Putin ogłosił, w poniedziałek 21 lutego, podjęcie decyzji ws. uznania niepodległości tzw. Donieckiej i Ługańskiej Republiki Ludowej. W trakcie telewizyjnego orędzia Putin oznajmił, że to "konieczne". Decyzja prezydenta Rosji natychmiast została potępiona przez wielu liderów państw z całego świata.
Autor artykułu o incydencie z Andrzejem Dudą odpowiedział rzecznikowi prezydenta
3:58

Autor artykułu o incydencie z Andrzejem Dudą odpowiedział rzecznikowi prezydenta

Gościem programu "Newsroom" WP był dziennikarz Wirtualnej Polski Szymon Jadczak, który opisał szczegóły incydentu do którego doszło podczas lotu Andrzeja Dudy latem 2020 r. Prezydent lub ktoś z jego otoczenia naciskał na pilotów. Ci w konsekwencji złamali przepisy podczas lotu z Zielonej Góry do Warszawy. Rzecznik prezydenta Błażej Spychalski napisał później, że wszystkie procedury były zachowane, a artykuł jest napisany "pod tezę". - Moja teza była bardzo prosta. Zróbmy coś, żebyśmy w końcu żyli w normalnym kraju, gdzie politycy nie mają w nosie przepisów i gdzie prawo jest po to, żeby je przestrzegać, a nie po to, żeby wykorzystywać przepisy na potrzeby kampanii wyborczej - powiedział autor artykułu. Spychalski zarzucił również Jadczakowi, że on oraz inne osoby z otoczenia prezydenta mieli zbyt mało czasu na odniesienie się do sprawy. - Daliśmy im bardzo mało czasu ponieważ wiedzieliśmy, że ci ludzie grają nie fair. Podejmowali wysiłki, które miały wyciszyć moje działania, działania naszej redakcji. Chcieli wpływać na nasz artykuł - odparł dziennikarz. Według niego, wiele instytucji publicznych w Polsce traktuje dziennikarzy nieuczciwie i nie chce udzielać jakichkolwiek odpowiedzi na zadane pytania. - Gdyby instytucje i ci ludzie w uczciwy sposób traktowali dziennikarzy, nas wszystkich, bo to my jesteśmy odbiorcami mediów, to nie musieliby narzekać, że dziennikarz daje im tylko kilka godzin na odpowiedź - oświadczył gość Agnieszki Kopacz. Jak dodał, po ujawnieniu incydentu z udziałem prezydenta oraz prób jego tuszowania, osoby za to odpowiedzialne powinny podać się do dymisji. W jego ocenie jednak tak się nie stanie. "Żyjemy w takim kraju w którym ludzie, którzy mają władze są bezkarni" - dodał.
Maciej Zubel Maciej Zubel