"PiS wyszło z wielkiego dołka". Ale gość WP nie wróży różowej przyszłości
- Lewica uratowała samopoczucie obozowi władzy – powiedział w programie "Newsroom WP" prof. Jarosław Flis, socjolog z UJ, pytany o to, kto wygrał na sporze o Krajowy Plan Odbudowy. - Przypomina mi to trochę sytuację z 2007 roku. Wtedy też PiS wspólnie z lewicą próbowali podzielić elektorat Platformy, doprowadzili do debaty Kwaśniewski-Kaczyński, ignorując Tuska. Plan się nie powiódł. Dzisiaj pytanie jest takie, jak zareaguje na to elektorat Lewicy. Wiemy z badań, że to on z największą niechęcią podchodzi do PiS. Gdyby taki manewr zrobiło PSL, wszystko byłoby bardziej klarowne. Jak ocenił prof. Flis, "Prawo i Sprawiedliwość wyszło z wielkiego dołka, ale to jeszcze nie znaczy, że będzie górą". - Problem PiS i Jarosława Kaczyńskiego polega na tym, że zawsze jeśli wpada w jakieś tarapaty, to trochę pokornieje, zaczyna łapać kontakt z rzeczywistością i zachowywać się względnie racjonalnie. Potem przychodzi jednak zwykle moment rozochocenia i dochodzi do karygodnych błędów – powiedział prof. Flis. – Widzieliśmy to w przypadku ubiegłorocznych wyborów, kiedy po wcześniejszym zwycięstwie w Sejmie partia wpadła w euforię i uwierzyła, że jest w stanie wszystko zrobić - nawet przeprowadzić wybory (prezydenckie) w środku pandemii, nie oglądając się na nikogo. Potem trzeba było pogodzić się z rzeczywistością. PiS znowu się rozochocił, doszło do całej serii błędów jesienią, po których notowania zaczęły spadać. Lewica z kolei ma chwilę radości, ponieważ wbiła szpilę swojej największej konkurentce, czyli Platformie Obywatelskiej. Ale nie jestem przekonany, kto będzie śmiał się ostatni. Może będzie to Szymon Hołownia - podkreślił.