WAŻNE
TERAZ

Prezes Zondacrypto rozesłał pożegnalne oświadczenie. Znamy treść

stan wyjątkowy (strona 2 z 3)

Stan wyjątkowy. Bartomiej Sienkiewicz ma teorię. Zwraca uwagę na szczegół
WIDEO

Stan wyjątkowy. Bartomiej Sienkiewicz ma teorię. Zwraca uwagę na szczegół

- Realne zagrożenie jest i zamykanie na to oczu jest niewłaściwe. Łukaszenka prowadzi tę operację z uchodźcami jako operację polityczną wymierzoną w UE, w NATO, w Polskę, w Litwę i w Łotwę. To są fakty, ale władza publiczna pochodząca z mandatu demokratycznego ma obowiązek pokazywać, czy jej działania są właściwe czy nie - mówił były szef MWSiA, poseł Koalicji Obywatelskiej Bartłomiej Sienkiewicz w programie "Tłit" Wirtualnej Polski. Mamy do czynienia z posługiwaniem się uchodźcami jako formą presji na UE. Łukaszenka robił to najpierw intensywnie na Litwie i na Łotwie. Teraz robi to na polskiej granicy. Tamte kraje wprowadziły stan wyjątkowy, ale to wcale nie oznaczało, że kompletnie odsunęły opinię publiczną od tego, co się dzieje na granicy. Wręcz przeciwnie - litewscy dziennikarze mogli być na granicy. Polscy nie mogą być. No, to ma pan odpowiedź na pytanie, o co chodzi ze stanem wyjątkowym. Nie o faktyczne zabezpieczenie granicy, tylko o ukrycie sprawy - kontynuował Sienkiewicz. - Jeśli zagrożenie jest tak poważne, to od tego jest Frontex, żeby pomógł, żeby skierował siły, środki, funkcjonariuszy i sprzęt na polską granicę. Korzystali z tego Litwini, a Polska zdecydowanie odmawia - zwrócił uwagę polityk PO. W jego ocenie rząd PiS-u nie chce żadnego niezależnego świadka na polsko-białoruskiej granicy.
Natalia Durman Natalia Durman
Mocne wystąpienie Mateusza Morawieckiego. Piotr Zgorzelski komentuje
WIDEO

Mocne wystąpienie Mateusza Morawieckiego. Piotr Zgorzelski komentuje

Sejm nie uchylił rozporządzenia prezydenta dotyczącego wprowadzenia stanu wyjątkowego w pasie przygranicznym z Białorusią. Na posiedzeniu pojawił się premier Mateusz Morawiecki. Uzasadniając wprowadzenie stanu wyjątkowego, uderzył w dotychczasowe działania opozycji w trakcie kryzysu polsko-białoruskiego. - Dawniej, szanowni państwo, takie działania traktowane były jak zdrada narodowa. Dziś wierzę, że to jest po prostu naiwność, głupota, chęć zbicia kapitału politycznego na tym nieszczęściu, które się tam dzieje - mówił premier. Co na to wicemarszałek Sejmu Piotr Zgorzelski (PSL)? - W wymiarze politycznym to było wystąpienie triumfatora, który w sposób cyniczny mówi: daliście nam paliwo do wygrania tej rozgrywki, ponieważ aktywiści środowisk lewicowych biegali nieroztropnie po granicy, co dawało asumpt - komentował w programie "Tłit" Wirtualnej Polski. - My dlatego się wstrzymaliśmy, że podobnie jak obóz "pokłóconej prawicy" diagnozujemy zagrożenie jako poważne, ale jego źródło definiujemy gdzie indziej. Nie w garstce ludzi, która jest do opanowania, tylko w tym, że mamy pewność, że nasza granica była testowana na okoliczność szmuglu ludźmi. I tutaj jest zadanie dla premiera Morawieckiego, dla naszych przedstawicieli w UE, by w końcu tego bandytę Łukaszenkę postawić przed Trybunałem Stanu. To międzynarodowy terrorysta - podkreślił Zgorzelski.
Natalia Durman Natalia Durman
Stan wyjątkowy. Prof. Dudek: Opozycja mogła na tym nieco ugrać
WIDEO

Stan wyjątkowy. Prof. Dudek: Opozycja mogła na tym nieco ugrać

W poniedziałek posłowie zajmują się rozporządzeniem prezydenta Andrzeja Dudy o wprowadzeniu stanu wyjątkowego w pasie przygranicznym z Białorusią. Jak przekonywał w programie "Newsroom WP" prof. Antoni Dudek z Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego, "gdyby opozycja miała do tego od początku nieco inne podejście, mogła na tym nieco ugrać pokazując słabości narracji PiS-u w tej sprawie". - Oczywiście nie mamy do czynienia z jakimś apokaliptycznym zagrożeniem polskich granic, które buduje propaganda wspierająca PiS. Nie ma w tym kryzysie przewodniczącego Komitetu ds. Bezpieczeństwa Narodowego i spraw Obronnych Jarosława Kaczyńskiego. Zupełnie milczy. Prezydent zachowuje się niepoważnie, bo jeżeli po raz pierwszy w dziejach III RP wprowadzany jest stan wyjątkowy nawet na niewielkim fragmencie terytorium Polski to na tyle ważne wydarzenie, że wypadałoby, żeby głowa państwa osobiście poinformowała o tym Polaków w wystąpieniu telewizyjnym. Z wielu znacznie bardziej błahych powodów prezydent Duda zabierał publicznie głos żądając prawa do wygłaszania orędzia - mówił profesor. Gość programu "Newsroom WP" dodał jednak, że ani krytyka prezydenta, ani wicepremiera Kaczyńskiego, nie przebije krytyki, którą większość Polaków kieruje w kierunku posłów opozycji, "którzy dali się Łukaszence wciągnąć w grę". - Można powiedzieć, ze tu mleko się rozlało i nie da się go w moim przekonaniu z punktu widzenia opozycji uratować. Jedyne, co można zrobić, to starać się przejść do innych problemów i zagadnień, stosując metodę ucieczki do przodu. Ciągnięcie tej sprawy dalej pod hasłem "krwiożerczy reżim Morawieckiego czy Kaczyńskiego", którzy razem z Łukaszenką dręczą migrantów na granicy, nie ma racji bytu. Jest przeciwskuteczne - tłumaczył prof. Dudek.
Prawa dziennikarzy ograniczone. "My z tego prawa skorzystaliśmy"
WIDEO

Prawa dziennikarzy ograniczone. "My z tego prawa skorzystaliśmy"

W związku z wprowadzeniem przez rząd stanu wyjątkowego na obszarach przy granicy z Białorusią zarówno część opinii publicznej, jak i wielu polityków opozycji nie zgadza się z tą decyzją, zarzucając rządowi m.in. odcięcie dziennikarzy od możliwości monitorowania panującej tam sytuacji. Jak stwierdził poseł Bartłomiej Sienkiewicz, rozporządzenie o stanie wyjątkowym zostało jego zdaniem "stworzone w jednym celu: żeby nie było żadnych innych niż PiS oczu nad granicą Polski". Do tych słów w rozmowie z Wirtualną Polską odniósł się wiceszef MSWiA Maciej Wąsik. - To nie my wymyśliliśmy ustawę o stanie wyjątkowym. Ona funkcjonuje w polskim porządku prawnym już od bardzo dawna, która przewiduje wiele różnych obostrzeń, które można stosować. Ja chciałbym przypomnieć, że wybraliśmy tylko kilka niezbędnych, tak, żeby dolegliwość tego stanu wyjątkowego była jak najmniejsza – skomentował Wąsik. Z kolei odpowiadając na pytanie, dlaczego dziennikarze nie mogą być na miejscu wydarzeń pod granicą z Białorusią stwierdził, że "na tym polega stan wyjątkowy". - Nie pozwolimy na to, żeby każdy ruch polskiego strażnika granicznego, polskiego żołnierza czy policjanta był pod okiem kamer albo osób, które twierdzą, że są dziennikarzami mediów społecznościowych. Nie można dopuścić do tego, żeby oni wykonywali swoje czynności, niezwykle niebezpieczne i trudne pod ciągłą, nieustanną presją, a do tego chciano doprowadzić – powiedział wiceszef MSWiA. - Polski porządek prawny przewiduje, że w określonych sytuacjach, i taka sytuacja jest na granicy, można ograniczyć prawo dziennikarzy do informowania opinii publicznej. My z tego prawa skorzystaliśmy świadomie, wiedząc jaka jest sytuacja – przyznał gość programu "Newsroom" WP.
Stan wyjątkowy w Polsce. Roman Giertych: Prawne przesłanki nie zostały spełnione
WIDEO

Stan wyjątkowy w Polsce. Roman Giertych: Prawne przesłanki nie zostały spełnione

We wtorek premier Mateusz Morawiecki zapowiedział chęć wprowadzenia stanu wyjątkowego w tzw. pasie przygranicznym z Białorusią. - Wydaje mi się, że tutaj nie zostały spełnione wszystkie przesłanki. Stan nadzwyczajny wprowadza się wtedy, kiedy normalne środki nie wystarczają. A tutaj normalnymi środkami jest budowa określonych urządzeń, budowa systemu monitoringu i normalna praca Straży Granicznej - komentował w programie "Newsroom" WP adwokat Roman Giertych, były wicepremier. - Nie ma jakiegoś gwałtownego wydarzenia, nie mamy setek tysięcy ludzi, którzy oczekują na Białorusi na przedarcie się do Polski. Zresztą Białoruś nie ma skąd ich brać. Oni ich importują samolotami, w związku czym to nie będzie takie zagrożenie, jakie było w roku 2015 roku w Grecji czy Bułgarii. (...) Jeśli ktoś przyjechał na Białoruś jako turysta, to niech ten kraj zwiedza. Jeśli kupił bilet i ma wizę turystyczną, to zgodnie z prawem międzynarodowym ma prawo zwiedzać Białoruś - ironizował prawnik. - Granicy trzeba pilnować i od tego jest Straż Graniczna. Ale nie potrzeba żadnego stanu nadzwyczajnego. Trzeba kompetentnych urzędników - tłumaczył Giertych. Prowadzący Mateusz Ratajczak dopytywał, czy w takim razie po 30 dniach stan wyjątkowy się skończy. - Zobaczymy, jaka będzie potrzeba medialna PiS-u. Tysiące Polaków umierało w czasie pandemii i wszyscy mówili, że jest potrzeba wprowadzenia stanu nadzwyczajnego, bo rząd wprowadził lockdown, który był nielegalny. A teraz, kiedy mamy dziennie kilkudziesięciu migrantów, którzy chcą przekroczyć granicę, to rząd chce wprowadzać stan nadzwyczajny. Wszystko po to, aby dyskusja toczyła się wokół migrantów, a nie wokół wzrostu cen, które powodują, że każdego dnia biedniejemy. (...) Wydaje mi się, że nie ma żadnych przesłanek do wprowadzenia stanu wyjątkowego, poza jedną: aby pokazać społeczeństwu, jak bardzo PiS chroni obywateli przez nielegalnym zalewem migrantów. A tego problemu realnie nie ma. (...) To jest mit, to jest fikcja, to jest propaganda PiS - skonkludował były wicepremier.