Naukowcy twierdzą, że znaleźli nowe ślady pozostawione przez potężne tsunami, które 66 milionów lat temu wywołał meteoryt. Odkrycia dokonano przypadkiem. Dr Gary Kinsland z Uniwersytetu w Luizjanie był zaangażowany w dwa pozornie niepowiązane ze sobą projekty. Badał krater Chixculub na dnie Zatoki Meksykańskiej, którego powstanie łączy się z czasem, kiedy wymarły dinozaury. Miał on powstać podczas uderzenia meteorytu, czego następstwem miało być ogromne tsunami. Jednocześnie jego studenci mapowali obecność metanu w północnej Luizjanie. Radar penetrujący glebę wykazał istnienie charakterystycznych zmarszczeń. "Dodałem 2 do 2 i wykrzyknąłem: o mój Boże!" – napisał w oficjalnym oświadczeniu Kinsland. Badacz wysunął więc hipotezę, że ślady tsunami ciągną się aż od krateru Chixculub do północnej części stanu. Jeśli badacz się nie myli, to znaczy, że odkrył właśnie największą na świecie tego typu formację. Zmarszczki mają 16 m wysokości i występują co 600 m....
rozwiń