tsunami

Erupcja wulkanu w pobliżu Tonga. Dramatyczne nagrania po uderzeniu tsunami
WIDEO

Erupcja wulkanu w pobliżu Tonga. Dramatyczne nagrania po uderzeniu tsunami

Mieszkańcy nadbrzeżnych obszarów Peru zmagają się z powodziami i wysokimi falami wywołanymi przez podwodną erupcję wulkanu Hunga Tonga-Hunga Ha'apai w pobliżu archipelagu wysp Tonga na południowym Pacyfiku. Sobotni gwałtowny wybuch wulkanu był widoczny nawet z kosmosu. Na zdjęciach satelitarnych widać ogromny pióropusz popiołu i pary wodnej, który wzniósł się w powietrze. Naukowcy określili, że taka erupcja zdarza się "raz na tysiąc lat". Odnotowano podniesienie się poziomu oceanu o ok.70 cm. Co najmniej dwie kobiety utonęły wciągnięte przez wodę w regionie Lambayeque u wybrzeży Peru. Woda zalała wiele restauracji i budynków przy plażach w popularnych nadmorskich kurortach. Fale tsunami zagrażały także innym krajom położonym nad Pacyfikiem. Ewakuację przeprowadzono m.in. w Japonii, Australii i Tasmanii oraz Stanach Zjednoczonych. Alerty ogłoszono dla wybrzeży Meksyku, części stanów USA, a także Kanady. Wzrost ciśnienia spowodowany erupcją wulkanu odnotowano nawet w polskich Tatrach, dokładnie na Kasprowym Wierchu – podał Instytut Meteorologii i Gospodarki Wodnej. Wciąż nie ma oficjalnych danych o liczbie poszkodowanych po erupcji wulkanu. Mieszkańcy wysp uciekali w popłochu w ich głąb. W ciągu 20 minut potężne fale tsunami zaczęły rozbijać się o najbliżej położone domy, ogrodzenia i drogi. Uszkodzone zostały sieci telefoniczne, internetowe, odcięty jest prąd. Królestwo Tonga znajduje się w południowej części Oceanu Spokojnego. Blisko 170 wysp zamieszkuje ok. 100 tys. osób.
Zaskakujące odkrycie w Luizjanie. "Wykrzyknąłem: o mój Boże!"
WIDEO

Zaskakujące odkrycie w Luizjanie. "Wykrzyknąłem: o mój Boże!"

Naukowcy twierdzą, że znaleźli nowe ślady pozostawione przez potężne tsunami, które 66 milionów lat temu wywołał meteoryt. Odkrycia dokonano przypadkiem. Dr Gary Kinsland z Uniwersytetu w Luizjanie był zaangażowany w dwa pozornie niepowiązane ze sobą projekty. Badał krater Chixculub na dnie Zatoki Meksykańskiej, którego powstanie łączy się z czasem, kiedy wymarły dinozaury. Miał on powstać podczas uderzenia meteorytu, czego następstwem miało być ogromne tsunami. Jednocześnie jego studenci mapowali obecność metanu w północnej Luizjanie. Radar penetrujący glebę wykazał istnienie charakterystycznych zmarszczeń. "Dodałem 2 do 2 i wykrzyknąłem: o mój Boże!" – napisał w oficjalnym oświadczeniu Kinsland. Badacz wysunął więc hipotezę, że ślady tsunami ciągną się aż od krateru Chixculub do północnej części stanu. Jeśli badacz się nie myli, to znaczy, że odkrył właśnie największą na świecie tego typu formację. Zmarszczki mają 16 m wysokości i występują co 600 m. Zachowały się dlatego, że nie powstały na lądzie, ale na odpowiedniej głębokości w wodzie. Wg szacunków wynosiła ona 60 m, co znaczy, że fale tsunami miały wysokość prawie 2 km. Sensacja wywołała kontrowersje w środowisku naukowym. Sedymentolog z Universidade de Coimbra w Portugalii – J.M. Costa – uważa, że "zmarszczki" są skutkiem jakiegoś innego wydarzenia. - Trudno jest zrozumieć, w jaki sposób tak wysokoenergetyczne wydarzenie może tworzyć zmarszczki, ponieważ zwykle są one kojarzone ze znacznie spokojniejszym środowiskiem – napisał.