Miłość

Zapraszają Anna Dec i Nikola Zbyszewska-Strus

Postawili ją pod ścianą i strzelili nad głową. Matka wykradła ją ze szpitala, by uratować przed kalectwem. Dziś ma 88 lat, gra na imprezach do świtu i mówi wprost: "Niczego od nikogo nie chcę". W poruszającej rozmowie w programie "Miłość" DJ Wika opowiada o wojennej traumie, pracy w resocjalizacji i bezczelnie prostej recepcie na szczęście, której mogą jej pozazdrościć dwudziestolatkowie.

Gdy wielu rówieśników DJ Wiki narzeka na zdrowie i samotność, ona potrafi grać imprezy po kilka nocy z rzędu. Wraca do domu o godz. 5 rano, odsypia do południa, wyłącza telefon i nabiera sił na kolejne wyzwanie.

– Jak mam teraz 88 lat, to ja miałam siedzieć w domu 28 lat? Ja sobie tego absolutnie nie wyobrażam – mówi z rozbrajającą szczerością o emeryturze. – To nakręca i daje mi energię. Lubię patrzeć na ludzi roztańczonych i pogodnych. A jeżeli się kocha, to się tak nie męczy.

Cień wojny i matczyna odwaga

Pytana o młodzieńcze lata, DJ Wika wraca do wydarzeń, które ukształtowały jej wrażliwość. Urodzona w 1938 r., pamięta zapach prochu, wojenny głód i ukrywanie się przed zsyłką na Syberię w tajnym pokoju za biblioteką. Prawdziwy koszmar przeżyła jednak tuż po wojnie, gdy na Ziemiach Odzyskanych jej rodzina padła ofiarą napadu.

– Postawili nas pod ścianą, strzelili nad głową i zabrali wszystko, co było lepsze. To chyba zaważyło, bo bardzo mocno to przechorowałam – wspomina.

Trauma i niedożywienie doprowadziły do ciężkiej choroby biodra. Lekarze w Słupsku chcieli operować dziewczynkę. Zabieg mógł uczynić z niej kalekę. Wtedy do akcji wkroczyła matka. – Mama mnie po prostu wykradła ze szpitala i zawiozła do Gdańska do znajomego lekarza. Dzięki jej trzeźwości umysłu zawdzięczam to, że dziś chodzę.

Od resocjalizacji po Parady Równości

Zanim Wika stanęła za konsoletą, przez dziesięciolecia pracowała jako pedagożka resocjalizacyjna. Praca w zakładach wychowawczych otworzyła jej oczy na problem, który uważa za źródło wszelkiego zła: brak miłości i odrzucenie.

– Zakład dał mi wiedzę, co znaczy wychowanie bez miłości. Domy dziecka to dzieci-ofiary braku miłości. A czym się kończy odrzucenie? Agresją i nieszczęściem – podkreśla.

Dziś tę wrażliwość przenosi na swoją działalność. Jest pomysłodawczynią pierwszej Parady Seniorów w Warszawie, charytatywnie wspiera kampanie zdrowia psychicznego ("Twarze Depresji") i regularnie gra na Paradach Równości. – Lubię ten kolorowy tłum pełen radości i otwartości. Bardzo się dziwię, gdy matka odrzuca dziecko tylko dlatego, że jest inne.

Recepta na wolność: "Niczego nie chcę i niczego nie daję"

Wika ma niekonwencjonalne podejście do starości i relacji rodzinnych. O sobie mówi pół żartem, że jest "nieużyteczną babcią" – nie gotuje, nie pilnuje mieszkań dzieci i nie rozdaje pieniędzy w kopertach.

– Największym szczęściem dla moich dzieci jest to, że jestem samodzielna, niezależna i niczego nie chcę. Mam swój własny dom i żyję swoim życiem – deklaruje.

Odrzuca też społeczne gorsety i przekonanie o tym, co starszej osobie "wypada". – Dla mnie nie wypada być tylko i wyłącznie chamskim, nie wypada mi być plotkarzem czy agresywnym. Ale chodzić kolorowo ubraną? Przecież żyć to jest cud!

Zapytana o najważniejszą radę na długie i szczęśliwe życie, odpowiada bez wahania: akceptować siebie, cieszyć się z drobiazgów i nie bać się okazywać uczuć.

– Wszak miłość nie ma wieku. Chcesz być szczęśliwy? Zakochaj się, człowieku! – podsumowuje z uśmiechem ikona polskiej muzyki.

N. Zbyszewska-Strus, oprac. K. Grabińska

Nikt jeszcze tego nie skomentował

Przełam ciszę i podziel się swoją opinią.

Wszystkie odcinki programu "Miłość"

Odcinki innych programów

Wybrane dla Ciebie