naziści (strona 2 z 2)

Znaleźli go przez przypadek. Ma co najmniej 1000 lat i "służył" nazistom
WIDEO

Znaleźli go przez przypadek. Ma co najmniej 1000 lat i "służył" nazistom

Po 91 latach od odkrycia, naukowcy postanowili raz na zawsze rozwiać tajemnicę pewnego czeskiego szkieletu. Mowa o ludzkich szczątkach z X w., które odkryto pod Zamkiem na Hradczanach w 1928 r. Należały do mężczyzny, który został pochowany ok. 1000 lat temu na skraju cmentarza m.in. z mieczem i dwoma nożami. Szkielet został odkryty podczas poszukiwań najstarszych części zamku przez Narodowe Muzeum Czechosłowacji. Odkrycia dokonał Iwan Borkowski - Ukrainiec, który w 1920 roku, po walce dla Rosji i Austro-Węgier, uciekł do Czechosłowacji. Borkowski postanowił nie publikować opracowania na temat odkrycia, więc kiedy w 1939 r. wkroczyła armia niemiecka, został oskarżony o próbę utajnienia znaleziska. Zarzut był poważny, bowiem Niemcy uważali, że szczątki należały raczej do Niemca lub Wikinga, niż do Słowian. Takie myślenie miało oczywiście znaczenie propagandowe. Naziści wykorzystali szkielet i jego rzekome pochodzenie na dowód, że czeski zamek był germański, a nie słowiański. Kiedy więc Borkowski wydał książkę na temat odkrycia napisał, że szkielet ma skandynawskie pochodzenie. W 1946 archeolog postanowił sprostować tę informację. Napisał, że drugie badanie wykazało, że szczątki należą do ważnej osoby z dynastii Przemyślidów. Teraz postanowiono zweryfikować wszystko, co wiemy na temat tajemniczego szkieletu. Wiadomo bowiem, że mężczyzna został pochowany z przedmiotami, które mogą świadczyć o pochodzeniu słowiańskim, jak i skandynawskim. Naukowcy zwracają uwagę, że cała historia przypomina, jak skomplikowana bywa sprawa identyfikacji szczątków.
WIDEO

Sekret matki Hepburn. Aktorka chciała tajemnicę zabrać do grobu

Audrey Hepburn zawsze mówiła, jakim koszmarem była dla niej II wojna światowa, która zastała jej rodzinę, gdy mieszkali w Holandii. W roku 1944 dotknął ich głód. Od tamtej pory aktorka miała problemy zdrowotne. Zaskakujące jest więc to, co opisał Robert Matzen w swojej książce pt: "Holenderska dziewczyna". Okazuje się bowiem, że matka Hepburn - Ella van Heemstra - podziwiała Adolfa Hitlera i nazistów. Ella poznała osobiście Fuhrera w Monachium. Hitler ponoć nawet pocałował ją w rękę. Kobieta była tak zachwycona kanclerzem Niemiec, że nawet napisała artykuł do gazety, który był peanem na jego cześć. Podczas okupacji Holandii matka Hepburn dalej uważała, że trzeba "dobrze żyć" z nazistami. Podobno umawiała się nawet z jednym oficerem, a w domu była powieszona flaga ze swastyką. Na występy młodej Audrey, która pragnęła być primabaleriną, przychodzili niemieccy żołnierze. Sytuacja zmieniła się dopiero, gdy wuj Audrey i brat matki Otto van Limburg Stirum został zamordowany przez gestapo. 6 lat po wojnie Hepburn dostała rolę Gigi, która była jej przepustką do wielkiej kariery w Hollywood. Od tamtego czasu gwiazda kina bała się, że jeśli fascynacja jej matki Hitlerem wyjdzie na jaw, zniszczy to jej filmową karierę. Podobno już przez całe życie w relacjach między matką i córką było napięcie. Hepburn nie była w stanie uporać się z przeszłością i przekonaniami matki. Sekret ten chciała zabrać do grobu.
WIDEO

Wspomnienia tłumacza procesów norymberskich

Opublikowane niedawno wspomnienia jednego z tłumaczy biorących udział w procesach norymberskich ukazują zaskakującą twarz sądzonych za najgorsze zbrodnie wojenne nazistowskich dowódców i dygnitarzy. Wolfe Frank tłumaczył z angielskiego na niemiecki podczas procesów 24 nazistów. 14 z nich, w tym wysoko postawieni dowódcy, usłyszeli z jego ust wyrok śmierci. Frank miał wątpliwą przyjemność poznać większość z nich osobiście, co opisał w swoim dzienniku. O Hermannie Göringu napisał, że miał rozbrajające poczucie humoru. Były marszałek Rzeszy żartował, że nie przywieziono mu mebli z jego rezydencji i że poskarży się kierownictwu. Tłumacz wspomina też jego podkrążone oczy. Jego zdaniem był to efekt kuracji odwykowej, jaką przeszedł Göring. Tłumacz poznał też innego prominentnego nazistę Roberta Leya, który chciał, by jego obrońca był Żydem. Rudolfa Hessa opisuje jako mającego szaleństwo w oczach i zupełnie zrezygnowanego. Otto Ohlendorf, dowódca Einsatzgruppe D, który przyznał się do zabicia 90 tys. Żydów, zrobił na tłumaczu piorunujące wrażenie. Napisał o nim: był bez wątpienia dumny ze swojej pracy. Nie miał żadnych skrupułów. Wolfe Frank wspomina, że nierzadko po całym dniu w sądzie nie był w stanie jeść i musiał się upić by zasnąć. Tłumacz sam był niemieckim Żydem. Działał aktywnie w ruchu oporu, a w 1933 r. uciekł z Rzeszy do Wielkiej Brytanii. Nie znał wtedy w ogóle języka angielskiego. Po procesach norymberskich został określony "najlepszym tłumaczem świata". Później pracował jako dziennikarz śledczy, tropiąc nazistów, którym udało się uciec sprawiedliwości.