WAŻNE
TERAZ

Oficjalnie. Lewandowski ogłosił decyzję ws. przyszłości!

polska (strona 75 z 132)

Wybudził się ze śpiączki, może rozmawiać
1:39
WIDEO

Wybudził się ze śpiączki, może rozmawiać

Dwa tygodnie po wszczepieniu stymulatora mózgu wybudził się ze śpiączki i zaczął mówić. 35-letniego mężczyznę czeka teraz długa rehabilitacja. Podczas serii operacji, które zostały przeprowadzone w maju i czerwcu w Uniwersyteckim Szpitalu Klinicznym w Olsztynie, zespół neurochirurga prof. Wojciecha Maksymowicza wszczepił stymulatory u czworga pacjentów w śpiączce. - Ten impuls, którego się spodziewaliśmy, został przekazany i pacjent budzi się. Każdego dnia jest coraz lepiej - mówi jeden z lekarzy uczestniczących w pionierskich operacjach, dr Łukasz Grabarczyk. W lipcu urządzenia wszczepiono kolejnym chorym z minimalnym stanem świadomości, którzy zapadli w śpiączkę po wypadkach m.in. komunikacyjnych, w których doznali urazów czaszkowo-mózgowych. Jeden z pacjentów, 35-letni mężczyzna będący w śpiączce od maja, wybudził się po dwóch tygodniach od zabiegu. - Możemy z nim rozmawiać - powiedział prof. Wojciech Maksymowicz. Jak mówił, przy pacjencie cały czas są rodzice. To oni pierwsi zauważyli, że 35-latek coś mówi. Profesor zwrócił uwagę, że pacjent jest smutny, ponieważ po odzyskaniu przytomności zdaje sobie sprawę ze swego stanu fizycznego. - Zorientował się, że nie może poruszać ręką ani nogą - mówi profesor i podkreśla, że teraz pacjent potrzebuje wsparcia psychologicznego. - Każdy po wybudzeniu jakby narodził się na nowo i to jest prawda - mówi profesor. Przy pacjencie cały czas są rodzice. - Mam nadzieję, że będzie lepiej, już jest poprawa. Powoli zaczyna ruszać palcami - mówi Anna Sulżycka, matka Tomasza. Profesor Maksymowicz mówi jednak, że stan świadomości 35-latka jest bardzo dobry i jest on zdolny do komunikowania się, ponieważ nie ma uszkodzonego ośrodka mowy.
Ukradli ponad 80 dzieł sztuki. Byli pewni, że pochodzą z "kolekcji Goebbelsa"
0:53
WIDEO

Ukradli ponad 80 dzieł sztuki. Byli pewni, że pochodzą z "kolekcji Goebbelsa"

W połowie lipca poznańska policja otrzymała zawiadomienie od kolekcjonera, że bliżej nieznane osoby ukradły mu kilkadziesiąt dzieł sztuki. Sprawą zajęli się policjanci z komendy wojewódzkiej w Poznaniu. W trakcie działań operacyjnych ustalono, że w poznańskim światku przestępczym od jakiegoś czasu krążyła informacja o rzekomej kolekcji dzieł sztuki przejętej w czasach wojennych, tzw. kolekcji Goebbelsa. Miała ona znajdować się w rękach poznańskiego kolekcjonera. - Policjanci ustalili, że grupa osób zainspirowała się informacjami o "złotym pociągu", a przy okazji dowiedziała się o tzw. kolekcji Goebbelsa - zbiorze dzieł sztuki, które miały być przejęte w ramach działań wojennych. Z niewiadomych przyczyn stwierdzili, że mają się one znajdować właśnie w prywatnym domu kolekcjonera - mówi Borowiak. Poznaniak, któremu skradziono dzieła sztuki, zbierał je od około 30 lat. - Mężczyzna przez lata skupował te dzieła. Dla niego ich wartość miała wynosić wiele milionów złotych. Czekamy na opinię biegłych, którzy przeprowadzą ekspertyzę ich rzeczywistej wartości - wyjaśnia Borowiak. Jak dodaje, żaden z obrazów, grafik i szkiców nie był na liście poszukiwanych dzieł sztuki, utraconych podczas II wojny światowej. Złodzieje zostali zatrzymani przed Muzeum Narodowym w Warszawie. Policjanci odzyskali 80 dzieł sztuki, trzy osoby trafiły do aresztu.