WAŻNE
TERAZ

Macierewicz z aktem oskarżenia. Prokuratura: znieważył SKW

ukraina (strona 6 z 42)

Prof. Matyja: Nie wyobrażam sobie współpracy polskich środowisk medycznych z Rosjanami
2:31

Prof. Matyja: Nie wyobrażam sobie współpracy polskich środowisk medycznych z Rosjanami

Prof. Andrzej Matyja, prezes Naczelnej Rady Lekarskiej został zapytany, czy wyobraża sobie dzisiaj współpracę polskich środowisk naukowych, np. medycznych z Rosjanami. - Nie, nie wyobrażam sobie. Dlatego jednym z elementów walki z tym okropnym najeźdźcą jest izolacja wszystkich instytucji. W tym o charakterze naukowym, badawczym, ale także i medycznym. Tylko wewnętrzny opór przeciwko brutalnemu najeźdźcy jest w stanie zmienić sytuację, doprowadzić do deeskalacji działań i zakończenia wojny (…). Oczywiście może to być odczute jako bardzo bolesne przez niewinnych ludzi, ale nie ma innej drogi. W tej chwili powinniśmy izolować wszystkie instytucje, które miałyby wpływ wewnętrzny na decyzje prezydenta Putina i cofnięcie wojsk rosyjskich z Ukrainy. Taka izolacja powinna trwać do ostatniego żołnierza, który będzie na Ukrainie - wyjaśnił ekspert. Pytany, co myśli o Putinie, ocenił że "tylko jedno słowo ciśnie się na usta – bandyta". - Jeśli ktoś zabija niewinnych ludzi, atakuje suwerenny kraj, to jak nazwać takiego człowieka – podkreślił. Gość WP został też zapytany, jak odpowie tym, którzy mówią, że "akurat naukowcy powinni się dogadywać dla dobra gromadzenia naukowej wiedzy i dobra całej ludzkości. Nieważne pod jaką flagą pracują, przecież robią dobro". - Tak, ale w momencie pokoju na świecie - ocenił Matyja. - My musimy w tej chwili zrobić wszystko, by nie ginęli bezbronni ludzie, kobiety, dzieci, starsi ludzie. Ja wczoraj byłem świadkiem dramatycznej sytuacji, kiedy widziałem docierających do hotelu ludzi, z małymi dziećmi i niemowlętami. To tragedia dla tych ludzi. Oni są tułaczami - mówił.
Lekarz o warunkach na wojnie. "To jest trudno wyrazić słowami"
3:06

Lekarz o warunkach na wojnie. "To jest trudno wyrazić słowami"

Dramatyczne warunki, w jakich muszą pracować ukraińscy lekarze podczas bestialskiej wojny, rozpętanej przez Rosję przeciwko Ukrainie, skomentował w programie specjalnym WP prezes Naczelnej Rady Lekarskiej, prof. Andrzej Matyja. - To jest trudno wyrazić słowami. Ja uczestniczyłem wielokrotnie w misjach humanitarnych na terenie Afryki i warunki, w jakich tam pracowaliśmy, wydawałoby się, że gorszych być nie może. Ale to, co w tej chwili widzimy, to, co się dzieje, przerosło moją wyobraźnię lekarza - chirurga, który pracuje w zawodzie ponad 40 lat - przyznał gość WP. - To jest nie do opisania, że w XXI wieku przyszło nam pracować (…) w tak tragicznych warunkach - mówił o ukraińskich lekarzach, ratujących obywateli Ukrainy. Rozmówca WP dodał też, że jak najszybciej należy umożliwić ukraińskim uchodźcom w Polsce stały dostęp do opieki medycznej. - Musi to być uregulowane natychmiast - powiedział, zaznaczając, że rada zwróciła się już w tej sprawie do ministra zdrowia Adama Niedzielskiego. Jego zdaniem ważne jest uszczegółowienie "rozwiązań prawnych, które pozwoliłyby tym potrzebującym ludziom korzystać z opieki medycznej w naszym kraju". - Byśmy mogli jako lekarze przepisywać im chociażby recepty refundowane - stwierdził. - To musi być uregulowane prawnie (…). Już i natychmiast, byśmy mogli zgodnie z prawem funkcjonować i udzielać pomocy potrzebującym - mówił. - Ale także apeluję do decydentów w całej Europie, do KE, do PE, by pomogli nam nie tylko finansowo (…), ale tak, żeby tych pacjentów także przyjmowali do swoich szpitali, czyli troszeczkę dalej, niż za naszą wschodnią granicą z krajem, w którym toczy się ta okropna wojna - uściślił rozmówca WP.
Rosjanie ostrzelali elektrownię w Zaporożu. Gen. Skrzypczak bije na alarm. Mówi, czym to grozi
5:44

Rosjanie ostrzelali elektrownię w Zaporożu. Gen. Skrzypczak bije na alarm. Mówi, czym to grozi

Rosja przeprowadziła ostrzał rakietowy elektrowni atomowej w Zaporożu - największego tego typu obiektu w Ukrainie i w Europie. - To bardzo niebezpieczna informacja. Widać, że Rosjanie nie panują nad sytuacją, nad tym, co robią. Ostrzał może spowodować katastrofę większą od Czarnobylu. Skażenie promieniotwórcze terenu byłoby tak ogromne, że skażone byłyby Europa i Bliski Wschód. To wielka nieodpowiedzialność. Rosjanie wykazują ogromną niecierpliwość. To powoduje chaotyczne działanie, ostrzał na oślep - komentował w programie specjalnym WP gen. Waldemar Skrzypczak, były dowódca Wojsk Lądowych. Generał podkreślił, że takie ataki grożą wybuchem podobnym, w swojej skali, do wybuchu bomby jądrowej. - Powoduje to ogromną falę niszczącą, falę uderzeniową, która w promieniu dziesiątek kilometrów niszczy wszystko. Potem jest fala ciepła, promieniowanie przenikliwe, ogromne skażenie terenu na ogromnej przestrzeni, wypalenie wszystkiego. Promieniowanie powoduje chorobę popromienną. Pyły reaktywne, które się unoszą w przestrzeń, powodują opad skażenia podobny do opadu po wybuchu w Czarnobylu - wyjaśnił. W ocenie Skrzypczaka powinna być groźba odwetu ze strony NATO. - Powinno być mocno wyartykułowane, że cios za cios. Nie może być tak, że Rosjanie mogą bezkarnie używać broni jądrowej, demolować elektrownie atomowe, które są niczym innym jak bombą jądrową, bez zagrożenia swojego terytorium odwetowymi działaniami - przekonywał generał.
Natalia Durman Natalia Durman
Białoruś zaatakuje Ukrainę? "Szukają tych wzmocnień"
5:30

Białoruś zaatakuje Ukrainę? "Szukają tych wzmocnień"

Siły wojskowe Władimira Putina miały ostrzelać własne terytorium – wieś Popowkę – w ramach prowokacji. – Jeżeli takie wydarzenie miałoby miejsce w ostatnich godzinach przez wybuchem tej wojny, to moglibyśmy to potraktować jako szukanie pretekstu do wejścia wojsk. Natomiast dzisiaj już chyba nikt nie ma wątpliwości, że armia rosyjska dostała takie polecenie i sama próbuje także realizować zadania poprzez brutalność. Te ostrzały cywilnych osiedli wydają się w dużej mierze zamierzone. Próbuje się w sposób takiego siania strachu wymusić pewne reakcje na społeczeństwie – mówił w "Programie Specjalnym" WP Mariusz Cielma z Nowej Techniki Wojskowej. Dodał, że na tym etapie "Rosjanie już nie potrzebują prowokacji". Dopytywany o to, jaki jest dalszy scenariusz działań armii rosyjskiego agresora i czy wojska białoruskiego dyktatora Alaksandra Łukaszenki również wezmą udział w ataku na Ukrainę, odparł, że jego zdaniem na pewno "jest presja na Łukaszenkę". Jak stwierdził, w armii rosyjskiej "zauważalny jest ten zastój, nie ma inicjatywy, wojsko nie ma pędu". – Więc szukają tych wzmocnień. Te wzmocnienie najbliżej są na terytorium Białorusi – dodawał. – Pojawia się pytanie: jeżeli obserwujemy, jakie morale jest w wojskach rosyjskich, jak wygląda ten sprzęt, jak wygląda ich skuteczność, pomimo wielu ćwiczeń (…), to moim zdaniem na pewno nie możemy zakładać, że wojska białoruskie będą skuteczniejsze i bardziej zmotywowane do walki – podkreślił. Zauważył też, że "generalnie nawet nie są aż tak liczne". Pytany z kolei o to, czy tym sposobem Rosja będzie chciała odciąć duże miasta od korytarzy ewakuacyjnych i dostaw m.in. broni z Zachodu, odpowiedział, że "na pewno jest takie zamierzenie rosyjskich władz i wojskowych". – To dobrze widać na przykładzie Kijowa, gdzie po tych pierwszych próbach, bardzo wręcz prostych atakach masowych wojsk powietrzno-desantowych, podjęto tę próbę przynajmniej od zachodu obejścia tego miasta. Tylko wydaje się, że tam się znalazło za dużo sił na zbyt małym terenie, trudnym do zabezpieczenia logistycznego – wyjaśniał. – Trochę to dzisiaj może jest mniej prawdopodobne, ale ciągle nie można tego wykluczyć, że Rosjanie cały czas utrzymywali całkiem pokaźne zgrupowanie wojsk w rejonie Brześcia. Brześć to jest w zasadzie miasto graniczne z Polską. Były te obawy, że takie połączone zgrupowanie białorusko-rosyjskie, uderzając z Brześcia (…) na Ukrainę, nie będzie też próbowało dokonać takiej głębokiej penetracji – powiedział ekspert.
Barbarzyńska strategia Rosji. "Niemcy robili to w Warszawie"
4:47

Barbarzyńska strategia Rosji. "Niemcy robili to w Warszawie"

- Rosjanie liczyli na to, że część ludności ukraińskiej będzie ich witała z otwartymi rękami, że będzie to wyzwoleńczy marsz. Okazało się, że nie ma ani wyzwolenia, ani marszu. Teraz będą terroryzować ludność cywilną, by obniżyć morale Ukrainy, które jest bardzo wysokie - mówił w programie specjalnym WP gen. Tomasz Drewniak, były inspektor Sił Powietrznych. Generał podkreślił, że Rosjanie są "bardzo mocno zaskoczeni". - Spodziewali się, że - przynajmniej na wschodzie - będą witani kwiatami, nikt im nie będzie przeszkadzał w podsuwaniu się naprzód - wyjaśnił. W ocenie Drewniaka Rosjanie przeorganizowują swoją taktykę, która jest "barbarzyńska i nieakceptowalna we współczesnym świecie". - Nawiązuje to do tego, co Niemcy robili w Warszawie w czasie II wojny światowej. Myślałem, że takie obrazki będę już widział tylko na zdjęciach z książek historii. Okazuje się, że widzimy je "live" w XXI wieku - zaalarmował. Generał zwrócił też uwagę na podobieństwo do wydarzeń w Czeczenii, gdzie również miał miejsce terror miast, ich bombardowania, a następnie otaczanie miast konwojem. - Jeżeli tak zrobią, to będzie bardzo przypominało jesień '44 roku w Warszawie, gdzie Niemcy zrobili dokładnie tak samo. Po powstaniu ludziom polecono się ewakuować, a miasto zostało zniszczone - przypomniał. - Mam nadzieję, że Rosjanie tego nie zrobią, że się opanują. Gdyby tak zrobili, to byłby najkoszmarniejszy moment we współczesnej historii - podsumował Drewniak.
Natalia Durman Natalia Durman