ukraina (strona 6 z 42)

Rosjanie ostrzelali elektrownię w Zaporożu. Gen. Skrzypczak bije na alarm. Mówi, czym to grozi
5:44

Rosjanie ostrzelali elektrownię w Zaporożu. Gen. Skrzypczak bije na alarm. Mówi, czym to grozi

Rosja przeprowadziła ostrzał rakietowy elektrowni atomowej w Zaporożu - największego tego typu obiektu w Ukrainie i w Europie. - To bardzo niebezpieczna informacja. Widać, że Rosjanie nie panują nad sytuacją, nad tym, co robią. Ostrzał może spowodować katastrofę większą od Czarnobylu. Skażenie promieniotwórcze terenu byłoby tak ogromne, że skażone byłyby Europa i Bliski Wschód. To wielka nieodpowiedzialność. Rosjanie wykazują ogromną niecierpliwość. To powoduje chaotyczne działanie, ostrzał na oślep - komentował w programie specjalnym WP gen. Waldemar Skrzypczak, były dowódca Wojsk Lądowych. Generał podkreślił, że takie ataki grożą wybuchem podobnym, w swojej skali, do wybuchu bomby jądrowej. - Powoduje to ogromną falę niszczącą, falę uderzeniową, która w promieniu dziesiątek kilometrów niszczy wszystko. Potem jest fala ciepła, promieniowanie przenikliwe, ogromne skażenie terenu na ogromnej przestrzeni, wypalenie wszystkiego. Promieniowanie powoduje chorobę popromienną. Pyły reaktywne, które się unoszą w przestrzeń, powodują opad skażenia podobny do opadu po wybuchu w Czarnobylu - wyjaśnił. W ocenie Skrzypczaka powinna być groźba odwetu ze strony NATO. - Powinno być mocno wyartykułowane, że cios za cios. Nie może być tak, że Rosjanie mogą bezkarnie używać broni jądrowej, demolować elektrownie atomowe, które są niczym innym jak bombą jądrową, bez zagrożenia swojego terytorium odwetowymi działaniami - przekonywał generał.
Natalia Durman Natalia Durman
Białoruś zaatakuje Ukrainę? "Szukają tych wzmocnień"
5:30

Białoruś zaatakuje Ukrainę? "Szukają tych wzmocnień"

Siły wojskowe Władimira Putina miały ostrzelać własne terytorium – wieś Popowkę – w ramach prowokacji. – Jeżeli takie wydarzenie miałoby miejsce w ostatnich godzinach przez wybuchem tej wojny, to moglibyśmy to potraktować jako szukanie pretekstu do wejścia wojsk. Natomiast dzisiaj już chyba nikt nie ma wątpliwości, że armia rosyjska dostała takie polecenie i sama próbuje także realizować zadania poprzez brutalność. Te ostrzały cywilnych osiedli wydają się w dużej mierze zamierzone. Próbuje się w sposób takiego siania strachu wymusić pewne reakcje na społeczeństwie – mówił w "Programie Specjalnym" WP Mariusz Cielma z Nowej Techniki Wojskowej. Dodał, że na tym etapie "Rosjanie już nie potrzebują prowokacji". Dopytywany o to, jaki jest dalszy scenariusz działań armii rosyjskiego agresora i czy wojska białoruskiego dyktatora Alaksandra Łukaszenki również wezmą udział w ataku na Ukrainę, odparł, że jego zdaniem na pewno "jest presja na Łukaszenkę". Jak stwierdził, w armii rosyjskiej "zauważalny jest ten zastój, nie ma inicjatywy, wojsko nie ma pędu". – Więc szukają tych wzmocnień. Te wzmocnienie najbliżej są na terytorium Białorusi – dodawał. – Pojawia się pytanie: jeżeli obserwujemy, jakie morale jest w wojskach rosyjskich, jak wygląda ten sprzęt, jak wygląda ich skuteczność, pomimo wielu ćwiczeń (…), to moim zdaniem na pewno nie możemy zakładać, że wojska białoruskie będą skuteczniejsze i bardziej zmotywowane do walki – podkreślił. Zauważył też, że "generalnie nawet nie są aż tak liczne". Pytany z kolei o to, czy tym sposobem Rosja będzie chciała odciąć duże miasta od korytarzy ewakuacyjnych i dostaw m.in. broni z Zachodu, odpowiedział, że "na pewno jest takie zamierzenie rosyjskich władz i wojskowych". – To dobrze widać na przykładzie Kijowa, gdzie po tych pierwszych próbach, bardzo wręcz prostych atakach masowych wojsk powietrzno-desantowych, podjęto tę próbę przynajmniej od zachodu obejścia tego miasta. Tylko wydaje się, że tam się znalazło za dużo sił na zbyt małym terenie, trudnym do zabezpieczenia logistycznego – wyjaśniał. – Trochę to dzisiaj może jest mniej prawdopodobne, ale ciągle nie można tego wykluczyć, że Rosjanie cały czas utrzymywali całkiem pokaźne zgrupowanie wojsk w rejonie Brześcia. Brześć to jest w zasadzie miasto graniczne z Polską. Były te obawy, że takie połączone zgrupowanie białorusko-rosyjskie, uderzając z Brześcia (…) na Ukrainę, nie będzie też próbowało dokonać takiej głębokiej penetracji – powiedział ekspert.
Barbarzyńska strategia Rosji. "Niemcy robili to w Warszawie"
4:47

Barbarzyńska strategia Rosji. "Niemcy robili to w Warszawie"

- Rosjanie liczyli na to, że część ludności ukraińskiej będzie ich witała z otwartymi rękami, że będzie to wyzwoleńczy marsz. Okazało się, że nie ma ani wyzwolenia, ani marszu. Teraz będą terroryzować ludność cywilną, by obniżyć morale Ukrainy, które jest bardzo wysokie - mówił w programie specjalnym WP gen. Tomasz Drewniak, były inspektor Sił Powietrznych. Generał podkreślił, że Rosjanie są "bardzo mocno zaskoczeni". - Spodziewali się, że - przynajmniej na wschodzie - będą witani kwiatami, nikt im nie będzie przeszkadzał w podsuwaniu się naprzód - wyjaśnił. W ocenie Drewniaka Rosjanie przeorganizowują swoją taktykę, która jest "barbarzyńska i nieakceptowalna we współczesnym świecie". - Nawiązuje to do tego, co Niemcy robili w Warszawie w czasie II wojny światowej. Myślałem, że takie obrazki będę już widział tylko na zdjęciach z książek historii. Okazuje się, że widzimy je "live" w XXI wieku - zaalarmował. Generał zwrócił też uwagę na podobieństwo do wydarzeń w Czeczenii, gdzie również miał miejsce terror miast, ich bombardowania, a następnie otaczanie miast konwojem. - Jeżeli tak zrobią, to będzie bardzo przypominało jesień '44 roku w Warszawie, gdzie Niemcy zrobili dokładnie tak samo. Po powstaniu ludziom polecono się ewakuować, a miasto zostało zniszczone - przypomniał. - Mam nadzieję, że Rosjanie tego nie zrobią, że się opanują. Gdyby tak zrobili, to byłby najkoszmarniejszy moment we współczesnej historii - podsumował Drewniak.
Natalia Durman Natalia Durman
Kolejna decyzja Rosji. "Putin próbuje ratować twarz"
6:30

Kolejna decyzja Rosji. "Putin próbuje ratować twarz"

Na Morze Berentsa wypłynęły rosyjskie okręty podwodne z napędem jądrowym. Na Syberii trwają też ćwiczenia mobilnych wyrzutni rakiet międzykontynentalnych. Rosyjskie wojsko nie potwierdza, by manewry miały związek z niedzielną decyzją prezydenta Władimira Putina o postawieniu w stan najwyższej gotowości sił nuklearnych. Decyzję komentował w programie "Tłit" Wirtualnej Polski Jacek Raubo z Defence24. W jego ocenie "Putin został złapany na gorącym uczynku na jednym z najgorszych blefów, jaki mógł wykonać". - Rosjanie zagrozili elementem strategicznego odstraszania atomowego, ale nie zostało to wskazane jako prawdopodobne ze strony służb specjalnych państw zachodnich. Osłabiono więc w znacznym stopniu ostrze oddziaływania psychologicznego - podkreślił. Zdaniem Raubo "jakiekolwiek formy dyslokacji okrętów, wyprowadzenie ich, zrobienie manewrów to próba uratowania twarzy Putina". - Zauważmy, że nakazał rozpoczęcie ćwiczeń, podjęcie gotowości, ale chwilę później dowiadujemy się, że nic praktycznego nie zostało zrealizowane w jednostkach - wyjaśnił. Raubo twierdzi, że "Putin został postawiony w sytuacji, gdzie grozi bronią atomową, a tak naprawdę nikt wokół tego nie wykonuje". Ekspert mówił też o potencjalnym szturmie na Kijów. - Olbrzymim mankamentem Rosjan, i to jest jedna z największych szans Ukrainy, jest mankament logistyki i zaplecza. Rosjanie nie są w stanie odpowiednio zapatrywać swoich jednostek - wskazał gość WP.
Natalia Durman Natalia Durman
Poruszające wystąpienie Zełenskiego. "Historyczny moment"
5:05

Poruszające wystąpienie Zełenskiego. "Historyczny moment"

Prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski wystąpił we wtorek podczas nadzwyczajnej sesji plenarnej w Parlamencie Europejskim. - Chcemy, żeby nasze dzieci mogły żyć. To chyba uczciwe marzenie - mówił. - Byłem bardzo poruszony tym wystąpieniem. Prezydent Zełenski mówił to, co ma w sercu. To nie było przemówienie polityczne. On powiedział, że oni są tacy sami, jak my - chcą bezpiecznie żyć, mają rodziny (...) które są dziś bombardowane - komentował w programie specjalnym WP europoseł PO Bartosz Arłukowicz. W PE, gdy mówił Zełenski, była "absolutna cisza". - Słuchałem tego wystąpienia na stojąco. Nie byłem w stanie usiąść, kiedy Zełenski mówił. Dostał burzę braw. To był moment historyczny. Miałem wrażenie, że dzieje się historia - relacjonował Arłukowicz. W ocenie europosła PO "nic już nie będzie takie samo w geopolityce po brutalnym ataku Putina". - Europa musi zbudować na nowo wspólnotę. Musi pokazać, że naprawdę jesteśmy razem. Ten moment pokazał, że nasze działania muszą być w pełni skonsolidowane - podkreślił. Wystosował również apel do premiera polskiego rządu. - Oczekuję od Mateusza Morawieckiego jasnej deklaracji wycofania się z gestów współpracy z Salvinim, Le Pen i Orbanem - oświadczył Arłukowicz. Tematem rozmowy była również wizyta posła PiS Jarosława Zielińskeigo w Suwałkach z okazji Narodowego Dnia Pamięci Żołnierzy Wyklętych. - Proszę o wyjaśnienia ministra Błaszczaka, premiera Morawieckiego. Kto pozwolił, by w czasie wojny Zieliński wędrował po Suwałkach opancerzonymi samochodami, czcząc pamięć Żołnierzy Wyklętych? Kto na to pozwolił? Jestem wstrząśnięty. Za granicą giną kobiety i dzieci, a Zieliński pajacuje po Suwałkach - mówił Arłukowicz.
Natalia Durman Natalia Durman