ukraina (strona 8 z 42)

"To fenomen". Gen. Mirosław Różański zachwycony Ukraińcami
8:51

"To fenomen". Gen. Mirosław Różański zachwycony Ukraińcami

- Jeżeli jest prawdą, że zginęło 4 tys. Rosjan w ciągu 5 dni, jeśli zestawimy to z dekadowym pobytem Rosjan w Afganistanie, gdzie stracili 14 tys. żołnierzy, to proszę sobie wyobrazić, jaki to jest wymiar tragicznego wizerunku tych walczących Rosjan, którzy w takiej liczbie giną. Niektórzy z nich zupełnie nie wzięli pod uwagę tego, że przeciwko nim wystąpi nie tylko armia regularna, ale całe społeczeństwo - mówił gen. broni rez. dr Mirosław Różański, prezes Fundacji Stratpoints, w specjalnym programie WP, poświęconym atakowi Rosji na Ukrainę. - Nawet jeśli pojawią się bardziej doświadczeni żołnierze rosyjscy, to pamiętajmy, że po drugiej stronie są żołnierze ukraińscy, których morale przez te 5 dni rośnie. Jeśli żołnierze armii ukraińskiej, ochotnicy, którzy są formowani w oddziałach obrony terytorialnej, słyszą, widzą i wiedzą, że za nimi są kolejne dostawy uzbrojenia, że są dostarczane środki socjalne dla nich, dla ich rodzin, to ta determinacja będzie dobrą przeciwwagą nawet dla najbardziej elitarnych jednostek - stwierdził. - Może fascynacja tym, co robią dziś Ukraińcy, jest przedwczesna, ale jest uzasadniona. To naprawdę fenomen, który obudził też polityków zachodnich. Na początku był sceptycyzm, a teraz wszyscy wiedzą, że Ukraina ma szanse się obronić. Byłoby nawet nie "trendy", żeby nie stać po stronie Ukrainy. To wynik postawy prezydenta, żołnierzy i ochotników, którzy walczą - podsumował gen. Różański.
Natalia Durman Natalia Durman
"Dzieje się historia". Przełomowe decyzje Zachodu ws. Putina
4:07

"Dzieje się historia". Przełomowe decyzje Zachodu ws. Putina

- Stała się rzecz niesłychanie ważna - Zachód porzucił lęk pt. nie drażnijmy Putina, nic nie róbmy, bo to go może zdenerwować. On przeszedł czerwoną linię, a i my przeszliśmy bardzo daleką drogę - mówił w programie specjalnym WP były szef MON Tomasz Siemoniak (KO). - Dobrze, że szef unijnej dyplomacji, kierownictwo KE, zaczęły działać tak mocno i klarownie. To bardzo ważne momenty, dzieje się historia. KE na rzecz państwa, które nie jest w UE, postanowiła podjąć takie kroki, nie bojąc się Putina, nie bojąc się Rosji. Być może to jest ten język, który może doprowadzić do zmian - kontynuował. - Bardzo wielu przywódców na świecie stara się zatrzymać to szaleństwo. Wszyscy zrozumieli, że tu nie chodzi o Ukrainę, choć ona pada ofiarą tej brutalności. Chodzi o sytuację w Europie, na świecie, o powrót zimnej wojny, o konflikty, które mogą wybuchać w bardzo różnych miejscach. Jeśli temu się nie powie "stop", to będzie czekać nas dekada nieszczęść, wojen, tragedii. Nikt nie chce na to pozwolić - czy jest demokratycznym przywódcą, czy mniej demokratycznym. Sprawa pokoju jest tutaj podstawowa - wskazał Siemoniak. - To, co robi Putin, wykracza poza wszelką skalę. To jest polityka prowadzona już nawet nie w zimnowojennym stylu, tylko z pełną brutalnością używania siły jak setki lat temu - podsumował były szef MON.
Natalia Durman Natalia Durman
Panika w Moskwie. Co zrobią władze Rosji?
4:30

Panika w Moskwie. Co zrobią władze Rosji?

- Myślę, że Rosjanie zaczęli się bać i dostrzegać całą grozę, która płynie z tej sytuacji, w której znalazło się ich państwo, które stało się agresorem - skomentowała obecną sytuację w Rosji dla Wirtualnej Polski Anna Maria Dyner, analityczka Polskiego Instytutu Spraw Międzynarodowych. W niedzielę podjęto decyzję, że banki Rosji zostaną odcięte od systemu SWIFT, co wywołało, wśród Rosjan falę paniki. Przed bankomatami w Moskwie, pojawiły się długie kolejki mieszkańców, którzy chcieli w ostatnim momencie wypłacić swe oszczędności. - Czas gra tutaj na korzyść Ukrainy i na niekorzyść Rosji, bo okazuje się, że rosyjskie władze przelicytowały i nie myślały, że będzie tak duży opór po stronie ukraińskiej. Nawet pudrowanie rzeczywistości w rosyjskich mediach, pokazuje, że Rosjanie i tak wiedzą swoje i mają poczucie, że w jakimś stopniu są zagrożeni. - Wielu ekspertów mówi, że duża nadzieja w tym, że czołowi wojskowi przestaną wierzyć Putinowi i przestaną wierzyć w Putina, czy to jest możliwy scenariusz? – dopytywała gościa Agnieszka Kopacz, prowadząca program. - Myślę, że to bardzo trudne, bo jednak ta operacja wojskowa odbyła się przy pełnym poparciu sztabu generalnego, jak i Ministerstwa Obrony - odpowiedziała Anna Maria Dyner. Zauważyła jednak, że operacja wojskowa jest "dziwna", bo Rosjanie sprawiają wrażenie, że nie mają planu działania. Dodała przy tym, że część żołnierzy, która trafiła do niewoli relacjonowała, że miała świadomość uczestnictwa w ćwiczeniach, a nie regularnej wojnie z Ukrainą, które wielu z nich nie uważał wcale za wrogie. - Dużo osób w sztabie generalnym i Ministerstwie Obrony zastanawia się teraz co zrobić dalej, żeby umieć odpowiadać przed społeczeństwem - dodała Dyner.
Niskie morale w rosyjskiej armii. "Tej kampanii nie da się logicznie wytłumaczyć"
3:50

Niskie morale w rosyjskiej armii. "Tej kampanii nie da się logicznie wytłumaczyć"

- Jakie jest morale w rosyjskiej armii? Wspominała pani o tym, że wśród rosyjskich żołnierzy jest pewien chaos, oni nie wiedzą, dlaczego zostali skierowani na tereny Ukrainy. Słyszymy także informacje, że tym, którzy dostali się do niewoli, Ukraińcy robią zdjęcia i wysyłają do kontaktów w ich telefonach. Jak to może wpływać na morale w rosyjskiej armii? - pytała Annę Marię Dyner Agnieszka Kopacz, prowadząca program "Newsroom WP". - Myślę, że to będzie bardzo mocno podważało morale i sądzę, że wielu żołnierzy, w tym ci, którzy jeszcze nie biorą obecnie udziału w walkach, zadaje sobie pytanie "dlaczego?". Działania tej kampanii nie da się jakkolwiek logicznie wytłumaczyć, nawet działania w Syrii można było nadać im hasło, że jest to wojna z terroryzmem, który dotyka każdego państwa na świecie, w tym Rosję. Tutaj trudno zarzucić Ukrainie jakiekolwiek agresywne działania, więc to Rosja postawiła wśród państw agresorów, które napadają na inne kraje. Im dłużej ta operacja będzie trwała, to morale i nastawienie w siłach zbrojnych będzie coraz słabsze - mówi Anna Maria Dyner, analityczka ds. Białorusi. - Wprost przeciwna sytuacja dzieje się po drugiej stronie, wśród Ukraińców, gdzie morale wydaje się być bardzo duże. Myślę, że tu działa zasada sprzężenia zwrotnego. To, że ukraińska armia się nie poddała tylko się broni, wzmacnia morale społeczeństwa. To działa także w drugą stronę: jeżeli żołnierze ukraińskiej armii widzą, że mają kogo bronić, że ludzie nie chcą, żeby się poddali, to jest im znacznie łatwiej. Poza tym oni bronią swojej ziemi, rodzin i państwa, więc siłą rzeczy morale są o wiele wyższe. Nie ma też co się oszukiwać: Wołodymir Zełeński wyrósł na męża stanu, widać, że kieruje obroną, cały czas podkreśla, że losy Ukrainy leżą w rękach wojska i społeczeństwa, które bardzo karnie wykonuje polecenia. To pokazuje też, jak duża jest determinacja wśród Ukraińców, co już jest jednym z największych zwycięstw tego państwa - dodała ekspertka.
200 tys. ukraińskich uchodźców w Polsce. "Sytuacja będzie się pogarszać"
7:09

200 tys. ukraińskich uchodźców w Polsce. "Sytuacja będzie się pogarszać"

- Służby podają, że jeszcze dzisiaj (w niedzielę 27 lutego) liczba uchodźców, która przekroczy granicę ukraińsko-polską dobije do 200 tys. osób. Każdego dnia do Medyki przybywa mnóstwo osób i tutaj znajdują bezpośrednią pomoc zorganizowaną przez wolontariuszy. Służby graniczne poinformowały, że przez polską granicę przechodzą nie tylko Ukraińcy w ucieczce przed wojną, ale także obywatele innych krajów - donosi z Medyki reporter WP Klaudiusz Michalec. - Środków pomocy doraźnej w Medyce jest aż nadto, aczkolwiek wciąż brakuje takich rzeczy jak powerbanki, baterie oraz źródła prądu. Z najnowszych doniesień wynika, że wciąż problemem jest przejście graniczne po stronie ukraińskiej. Przedstawiciele polskiego rządu podają, że ukraińscy pogranicznicy bardzo wolno odprawiają wszystkich chętnych, ze względu na problemy techniczne np. zawieszający się system komputerowy, który wymusza wypełnianie wniosków ręcznie. Z doniesień ludzi, którzy już są w Polsce wynika, że niektórzy stali na granicy nawet do 3 dni - opowiada nasz reporter. - Już dwa dni czekamy na dzieci, które dalej są na Ukrainie. Z tego, co wiemy, mają jeszcze 20 km do granicy. Wszystko się dzieje bardzo powoli, polska strona zdecydowanie szybciej zajmuje się procedurami - mówi ukraińska kobieta czekająca na resztę swojej rodziny. - Wyobraźmy sobie ludzi, którzy stoją po kilka dni na granicy, mają ograniczone ilości jedzenia czy środków higienicznych jak choćby pampersy. 90 proc. osób zmierzających do Polski to są kobiety z dziećmi. Często brakuje toalet oraz jedzenia, a kobiety, którym w końcu uda się dostać do Polski są skrajnie wyczerpane. Z doniesień wynika, że kończy się także prowiant w okolicznych sklepach, dlatego w niedzielę 27 lutego MSWiA poinformowało, że za zgodą ukraińskich pograniczników zostanie dostarczone jedzenie na granicę. Służby zaapelowały także, aby udzielać pomocy z głową i nie przyjeżdżać na granicę bez konkretnej rodziny, której się chce pomóc, ponieważ to również wprowadza zamęt - podsumowuje reporter WP.
Jak powstrzymać Putina? "Trzeba użyć siły"
4
6:38

Jak powstrzymać Putina? "Trzeba użyć siły"

Jak powstrzymać Władimira Putina? – Jeszcze bardziej konsekwentna postawa Zachodu – odpowiedział stanowczo w programie "Newsroom" WP Paweł Kowal z Koalicji Obywatelskiej. – NATO. Ludzie wierzą w NATO. Dla nich NATO to jest Zachód, a Zachód to jest nasze zobowiązanie – dodał. Jak podkreślił, w zakresie sankcji należy „bardziej cisnąć naszych sojuszników”. – Już dzisiaj po tym, jak się nie udało wczoraj ze SWIFT-em, powinna jechać delegacja z Polski do Niemiec, do Francji, do wszystkich dużych stolic – kontynuował. – Bardzo negatywną rolę w tym procesie odgrywa Wiktor Orban (...). Trzeba do nich jechać (...) nie odpuszczać, bo to jest nasz interes (…). Trzeba więcej, i my to musimy mówić: to jest nasz polski interes – podkreślił. – Każdy ten ruch to jest wielka inwestycja w bezpieczeństwo każdej polskiej rodziny – dodawał. Zaznaczył, że Putin jest "szalonym, rozjuszonym dyktatorem". – To jest naprawdę jak w '39 roku. Nawet zaczął o godz. 4.45 – ocenił. – Wielka klasyczna wojna. Dawno czegoś takiego nie widzieliśmy i musimy rozumieć związek między tą wojną a naszym bezpieczeństwem. On jest bezpośredni – powiedział Kowal. – Mamy do czynienia z szalonym wrogiem – wskazywał. Dodał, że również polski rząd i opozycja powinni być "w tych dniach jednością". – Rząd jeszcze nie czuje tego dramatyzmu sytuacji – ocenił gość WP. Jak więc NATO i USA w praktyce powinny pomóc Ukrainie? Zdaniem posła KO, poprzez m.in. dostawy broni i zaangażowanie militarne. – USA może dostarczać broń, może się zaangażować militarnie – oznajmił. Czy zdaniem polityka Putin nie zatrzyma się na Ukrainie? – Ale on nie ma żadnego ograniczenia. To jest szalony dyktator. Nic nie zrobimy, jeśli nie zrozumiemy, w jakiej jesteśmy sytuacji. Jeśli ktoś w Warszawie, czy w Paryżu, myśli, że jeśli pozwoli mu się zjeść jeszcze dwa czy trzy ukraińskie miasta, zbombardować Lwów (…) i pogrążyć Charków, to on się uspokoi? Nie. Taki dyktator się nie uspokoi. Będzie tylko bardziej rozjuszony – przekonywał Paweł Kowal.
Atak Rosji na Ukrainę. "Najtrudniejszy moment w powojennej historii Europy"
4:19

Atak Rosji na Ukrainę. "Najtrudniejszy moment w powojennej historii Europy"

- Myślę, że w tym nieszczęściu, w tej tragedii, którą obserwujemy, to jest najtrudniejszy moment w powojennej historii Europy. Bez wątpienia najbardziej dramatyczny – ocenił w programie "Newsroom" WP były ambasador RP w Waszyngtonie, Ryszard Schnepf. – Mamy szczęście, że na czele Stanów Zjednoczonych stoi człowieka, który jest nie tylko odpowiedzialny, ale jest emocjonalnie zaangażowany w promowanie, umacnianie wolności (…). Jego słowa należy traktować serio. Nawet nie chcę myśleć o tym, co by było, gdyby na czele państwa amerykańskiego stał jego poprzednik Donald Trump i wówczas jak dochodziłoby do porozumień pomiędzy Moskwą a Waszyngtonem – ponad naszym głowami i z ponownym dzieleniem całego świata na strefy wpływów. A o to właśnie chodzi Putinowi – precyzował. – Bardzo jestem zmartwiony zmasowanym atakiem na politykę niemiecką. Chociaż Olaf Scholz pokazuje absolutnie wszystko, że jest z Zachodem – kontynuował Schnepf, nawiązując do rezygnacji z budowy Nord Stream 2. Odniósł się też do słów Piotra Wawrzyka, który stwierdził, że "Niemcy zachowują się nieprzyzwoicie", nie chcąc odciąć Rosji od systemu SWIFT. – Myślę, że pan Piotr Wawrzyk może nie końca rozumie SWIFT i może nie wie, że SWIFT to nie jest mechanizm, który można przy pomocy kluczyka wyłączyć (…). To nie jest coś, co po prostu odłączy rosyjską agresję od prądu – dodawał. – Rosja z całą pewnością przygotowywała się na ten scenariusz bardzo precyzyjnie – mówił. – W ciągu ostatnich miesięcy Rosja zgromadziła ogromne zasoby finansów (…). Oni się do tego przygotowywali. Myślę, że jeżeli Zachód ma coś uruchamiać, to warunkiem skuteczności jest, aby to rzeczywiście zadziałało. A nie było tylko pozornym działaniem – podkreślił gość WP.