ukraina (strona 9 z 42)

Putin jak Hitler i Stalin? Były wiceszef MSZ nie przebierał w słowach
1
5:44

Putin jak Hitler i Stalin? Były wiceszef MSZ nie przebierał w słowach

- Władimir Putin się nie zatrzyma. To widać. Przekroczył czerwoną linię, poza którą będzie sądzony. Zostanie zapamiętany jak Hitler czy Stalin. Rzucił się na niewinnych ludzi, to regularna wojna. Wyspa Węży będzie ukraińskim Westerplatte. To wszystko dzieje się na naszych oczach. Dopóki nie zrozumiemy, jak jest i nie damy poczucia bezpieczeństwa naszym obywatelom, nie wyciśniemy z siebie wszystkiego, co można, jeśli chodzi o relacje z naszymi sojusznikami na Zachodzie, będziemy żałowali - mówił w specjalnym wydaniu Poranka Wirtualnej Polski były wiceszef MSZ, poseł Koalicji Obywatelskiej Paweł Kowal. Polityk przyznał, że działania Zachodu w kontekście rosyjskiego ataku na Ukrainę nie są adekwatne. - Mam dosyć tego płakania w Warszawie "a co ten Zachód, a co ten Zachód". Jaki Zachód? Zachód zaczyna się, Bogu dzięki, od wejścia Polski do UE, do NATO, na Bugu. My jesteśmy częścią Zachodu. Jeżeli nie udało się komuś czegoś wynegocjować wczoraj w nocy, to musi pojechać drugi, trzeci i czwarty raz - podkreślił. - Trzeba cisnąć na Berlin, na Budapeszt. Mamy duży problem z Orbanem i z Włochami. Już dzisiaj samoloty z przedstawicielami rządu, ale także opozycji, jak potrzeba, powinny lecieć do tych stolic i powinniśmy im tłumaczyć, że jak dzisiaj się nie postawią, to będą to musieli zrobić za dwa miesiące i to na dużo gorszych warunkach, kiedy upadnie Kijów - wskazał Kowal. Poseł KO powiedział, że "ma wielkie pretensje do polskiego rządu". - Jeszcze dwa miesiące temu poważni polscy ministrowie chodzili i "pitolili" w mediach, że zagrożeniem dla naszej suwerenności jest Bruksela czy Waszyngton. Polska polityka zagraniczna była prowadzona źle. Premier Morawiecki jeszcze 3-4 tygodnie temu pojechał tańcować z Marine Le Pen - przypomniał gość WP.
Natalia Durman Natalia Durman
Rosyjski atak na Kijów. "Nikt nie wie, czego można się spodziewać"
3:30

Rosyjski atak na Kijów. "Nikt nie wie, czego można się spodziewać"

W piątek nad ranem Rosja rozpoczęła bombardowanie Kijowa. - Sytuacja była bardzo trudna, przede wszystkim ze względu na niepewność mieszkańców, którzy nie wiedzieli, w którym miejscu o i kiedy będą mogli spodziewać się tego ewentualnego i możliwego bombardowania. Dlatego tak wiele osób już późnym wieczorem skierowało się do schronów – relacjonował w programie "Newsroom" WP reporter Wirtualnej Polski, przebywający w Kijowie. Dodawał, że wielu mieszkańców miasta spędziło noc w schronach. – Widać było wcześnie rano, jak ludzie zabierali swoje karimaty, śpiwory – mówił. Jak przekazał, mieszkańcy Kijowa gromadzą się w pobliżu metra na wypadek ewentualnego bombardowania. – Nikt nie wie, czego można się spodziewać – podkreślał. – Pojawiają się informacje o tym, że celem Rosjan będzie dzielnica rządowa i zdaje się, że wszyscy oficjele, którzy tutaj w dzielnicy rządowej pracują, się do tego przygotowują. Dlatego w ostatnich godzinach trwało bardzo intensywnie palenie dokumentów na wypadek, gdyby Rosjanom udało się zdobyć ważne instytucje – wyjaśnił. – Taka jest procedura: chodzi o to, by niepożądane informacje nie dostały się w ręce Rosjan, jeśli uda im się zdobyć te kluczowe punkty – dodawał. Jak także relacjonował, na ulicach widać młodych mężczyzn, zmobilizowanych do wojska, ale też takich, którzy "jeszcze przed powszechną mobilizacją (…) mówili, że są gotowi do ewentualnej walki". – Trudno wyobrazić sobie, że ta sytuacja tak bardzo zmieniła się w stolicy i to w ciągu kilkudziesięciu godzin – oznajmił. Wskazał też na ogromną wartość pracy ukraińskich dziennikarzy. – Dziennikarze ukraińscy, którzy są wiarygodnymi źródłami informacji, pracują nieprzerwanie od niemal ponad 40 godzin non stop – podkreślił.
Apel do obywateli Ukrainy. "Każdy może liczyć na wsparcie"
7:33

Apel do obywateli Ukrainy. "Każdy może liczyć na wsparcie"

- Przede wszystkim stawiamy tutaj na współpracę sojuszniczą, bo żadne pojedyncze państwo nie jest w stanie samodzielnie przeciwdziałać takiej agresji – oznajmił wiceszef MSZ Paweł Jabłoński w programie "Newsroom" WP, pytany o to, jakie kolejne kroki podejmie Polska w kwestii pomocy Ukrainie zaatakowanej przez Rosję. – W sferze krajowej przygotowujemy się przede wszystkim do wzmocnienia poziomu bezpieczeństwa, a także do przyjęcia grupy ludzi, którzy mogą przez naszą wschodnią granicę przedostać się do Polski. (…) Jesteśmy przygotowani na to, żeby tym ludziom pomagać – zapewnił. Dopytywany, czy Polska może zapewnić schronienie np., setkom tysięcy Ukraińców, odpowiedział – Jest taka możliwość. – Będziemy robić wszystko, co w naszej mocy, aby pomóc każdemu, kto będzie się o takie wsparcie do nas zwracał – dodawał. Wiceminister wystosował też apel do Ukraińców, m.in. tych przebywających obecnie w Polsce. – Jesteśmy z wami, jesteśmy z Ukrainą. Polska przez ostatnie kilka lat stała się domem dla nawet pół miliona obywateli Ukrainy. Jesteśmy mieszkańcami jednego kraju i myślę, że każdy, kto mieszka w Polsce, każdy obywatel Ukrainy wie, że może liczyć na wsparcie Polski, na wsparcie Polaków – powiedział. – Każdemu, komu tylko będziemy mogli, pomożemy – zapewniał. Zwrócił się także do Polaków. – Odradzamy absolutnie wszelkie podróże na Ukrainę. Sugerujemy każdej z takich osób, (która przebywa obecnie na Ukrainie – red.), aby natychmiast podjęła działania zmierzające do opuszczenia terytorium Ukrainy (…). Jeśli to nie jest możliwe - ważne, żeby każdy kto może, zarejestrował się w systemie Odyseusz. To jest system MSZ, który umożliwia nam sprawną łączność z naszymi obywatelami – uściślił. – Sytuacja jest bardzo trudna, bardzo poważna, ale trzeba działać spokojnie, w opanowany sposób i śledzić komunikaty, nie dawać się dezinformacji – podkreślił. Zapytany z kolei o to, czy możliwa są konkretne zmiany w prawie, ułatwiające obywatelom Ukrainy przybycie do naszego kraj, zarejestrowanie się i pracę w Polsce, odparł: - My się przygotowujemy poprzez działania administracji. Bo jeśli chodzi o działania legislacyjne, to te działania prawne są niezwykle proste – mówił, podając przykład uzyskania pozwolenia na pracę. Dodał, że w ramach systemów administracyjnych czasami dochodzi do ich przeciążenia, jednak – jak zapewnił – "będziemy w to także inwestowali, żeby systemy działały sprawnie".
Poruszająca relacja dziennikarza WP z Ukrainy. "Nigdy czegoś takiego nie przeżyłem"
5:12

Poruszająca relacja dziennikarza WP z Ukrainy. "Nigdy czegoś takiego nie przeżyłem"

- Mieszkańcy Ukrainy mierzą się z potężnym stresem i potężnym zagrożeniem. CNN informuje o rannych w całym kraju. Te doniesienia, które się pojawiają, cały czas są weryfikowane. W takiej sytuacji panuje duży chaos informacyjny - relacjonował dziennikarz WP Patryk Michalski w specjalnym wydaniu programu "Newsroom" WP, poświęconym atakowi Rosji na Ukrainę. - Ta noc była całkowicie bezsenna. Śledząc to, co się dzieje, nie byłem w stanie zmrużyć oka nawet na minutę. Nigdy czegoś takiego nie przeżyłem. Z minuty na minutę wiadomo było, podczas tej bezsennej nocy, że wszystko zmierza do inwazji na pełną skalę. Wszyscy czekali tutaj, aż wzejdzie słońce, bo wydawało się, że jeśli do świtu ta inwazja nie nastąpi, to być może będą to kolejne niespełnione proroctwa. Tak się jednak nie stało. Nagle w centrum Kijowa można było usłyszeć wybuchy - ja też je słyszałem. Długo się wstrzymywałem z podaniem tych informacji, bo nikomu nie chciało się wierzyć, że kilkadziesiąt minut po słowach Putina ostrzał słychać było również w Kijowie. Miałem przeświadczenie, że być może to jest taki dźwięk, który przypominał wybuch, ale okazało się, że te wybuchy rzeczywiście były słyszane także w Kijowie. Informacje, które do nas napływają, świadczą o tym, że ten dźwięk nadchodził z okolic lotniska Boryspol - przekazał Patryk Michalski. Jak dodał, "zalecany jest spokój, przebywanie w domu, a na wypadek, kiedy w miastach zawyją syreny, trzeba udać się do najbliższego schronu".
Natalia Durman Natalia Durman
Kijów reaguje na sankcje nakładane na Rosję. "Umiarkowany optymizm". Relacja reportera WP
5:08

Kijów reaguje na sankcje nakładane na Rosję. "Umiarkowany optymizm". Relacja reportera WP

Po tym jak Władimir Putin uznał niepodległość samozwańczych republik na wschodzie Ukrainy i wysłał do Donbasu rosyjskie wojska, Stany Zjednoczone, Unia Europejska i Wielka Brytania ogłosiły pierwszy pakiet sankcji przeciwko Rosji. Reakcjom na decyzje Zachodu przyglądał się w Kijowie reporter Wirtualnej Polski Patryk Michalski. - Wczoraj przez cały dzień Ukraińcy czekali na zdecydowane reakcje kolejnych krajów (…). Nastroje zmieniały się w ciągu dnia i wieczorem były nieco lepsze niż rano - mówił wysłannik WP do Kijowa w programie "Newsroom". Przypomniał, że po początkowych obawach, że sankcje dotkną tylko okupowanych części Ukrainy, po południu przyszła informacja o wstrzymaniu przez Niemcy ratyfikacji gazociągu Nord Stream II oraz restrykcjach nałożonych przez Stany Zjednoczone na rosyjskich oligarchów i banki. Jak relacjonuje Patryk Michalski, sankcje te zostały w Kijowie przyjęte z "umiarkowanym optymizmem". Władze Ukrainy podkreślają wciąż, że restrykcje Zachodu nie będą wystarczające tak długo, jak długo rosyjskie wojska będą pozostawać na ukraińskim terytorium. Reporter WP mówił też o nastrojach wśród zwykłych mieszkańców Kijowa. - W ciągu kilkudziesięciu ostatnich godzin, zaobserwowaliśmy zdecydowanie mniejszy ruch w centrum miasta. Wszyscy mówią, że najprawdopodobniej jest to efekt strachu. To nie jest tak, że miasto jest sparaliżowane, bo sklepy są otwarte, czynne są restauracje, ludzie chodzą do pracy, ale ruch rzeczywiście jest mniejszy - relacjonował Patryk Michalski. Jak dodał, niektóre ukraińskie firmy, które mają siedziby również na zachodzie Ukrainy, dały części swoich pracowników możliwość przeniesienia się do tej części kraju.
Maciej Zubel Maciej Zubel
Putin sięgnie po kraje bałtyckie? "Mało prawdopodobne"
2
6:07

Putin sięgnie po kraje bałtyckie? "Mało prawdopodobne"

W jakim świetle Władimir Putin, który kilka dni temu dopuścił się inwazji na Ukrainę, ukazuje Polskę – sojusznika Ukrainy? – Polska jest wrogiem, była wrogiem i będzie wrogiem (Rosji – red.) – powiedział w programie "Newsroom" WP prof. Daniel Boćkowski. – Natomiast nie jesteśmy w tym głównym nurcie. Jesteśmy symbolicznym kraje, który cały czas wspiera Ukrainę, który działa na rzecz Ukrainy, który jest antyrosyjski, ma gigantyczne antyrosyjskie fobie – kontynuował. – Wszystkie kraje, które należały do bratniego sojuszu Związku Radzieckiego plus wchodziły w skład ZSRR, nagle po rozpadzie Związku Radzieckiego stały się wrogami, stały się antyrosyjskie. A więc i my jesteśmy w tej antyrosyjskości zapiekli i tak naprawdę nie wiadomo, co robić i jak działać – dodawał. Zapytany o to, czy w świetle ostatnich wydarzeń można podejrzewać, że kraje bałtyckie będą następnym celem Putina, odparł iż Putin rzeczywiście sądzi, że Rosja została "ograbiona" przy rozpadzie ZSRR. – Tutaj nie ulega wątpliwości, że jest to pewna teza, która będzie teraz mocno realizowana. Nie sądzę, by Rosja odpuściła sobie poprzez Ługańsk i Donieck Ukrainę. Teraz będzie właśnie grała na całe obwody, a tak naprawdę celem de facto jest wchłonięcie Ukrainy w tej czy innej formie – oznajmił ekspert dodając, że może mieć to miejsce "w taki sposób, jak Białoruś". – Bo tylko z Ukrainą (…) Rosja będzie mogła grać w tej lidze światowej. Na razie jest takim kieszonkowym pancernikiem. Natomiast czy sięgnie po państwa bałtyckie? Mało prawdopodobne, bo mimo wszystko myślę, że tutaj ogromną rolę gra jednak to, że sojusz jest silny, zwarty i tutaj Rosja nie może sobie pozwolić na takie same działania, jak w przypadku Ukrainy. Co nie oznacza, że cały czas będzie nie będzie działać na osłabienie tych państw czy na ewentualne siły wewnętrzne, które zmieniałyby np. wektory polityki. Czyli taka hungaryzacja państw bałtyckich, żeby tam też nastroje były takie, jak na Węgrzech, żeby pozyskać takiego Orbana bis – podsumował prof. Boćkowski.