wideotest samochodu (strona 2 z 3)

Mercedes-AMG GLC 63 s e-performance - najmocniejszy na świecie
15:10

Mercedes-AMG GLC 63 s e-performance - najmocniejszy na świecie

Dla wielu fanów Mercedesa literki AMG są jak bóstwo, bo kojarzą się z najbardziej zwariowanymi odmianami z potężnymi silnikami o absurdalnych pojemnościach i klasycznym układzie V8. Żyjemy jednak w czasach, kiedy coraz więcej do gadania ma prąd, a nie benzyna. Dlatego ostatnio przy najmocniejszych wersjach pojawił się dopisek e-performace. Dziś mam dla Was jeszcze gorącego GLC 63 e-performance, na którego premierę przyleciałem do Barcelony. Sprawdźmy, co ten model oferuje. Wygląd tego samochodu może być Wam już znany, bo Mercedes pokazał ten samochód już jakiś czas temu i w sumie wygląda tak, jak można było się tego spodziewać, bo zmiany wersji AMG względem “cywilnych” modeli są raczej ustandaryzowane w przypadku Mercedesa. Grill z pionowym użebrowaniem, przedni zderzak w znanym nam kształcie, ze sporymi wlotami, które kierują strumień powietrza w ukierunkowany sposób. Zarówno pod auto, jak i na jego boki. Wszystko po to, aby uzyskać jak najmniejsze opory, a przy tym doskonały docisk. Z boku oczywiście mamy dokładki progowe AMG, a z tyłu spoiler, który w zależności o wersji nieco się różni tak jak końcówki układu wydechowego. W odmianie AMG 43 są owalne, natomiast w 63 S, tak jak widzie są trapezoidalne. Reasumując wygląd GLC AMG 63 S e-performance? Wygląda dobrze, ale tak jak wspomniałem wcześniej kompletnie nie zaskakująco. Jednak nie wygląd jest w tym samochodzie najważniejszy. Najważniejsze jest to, co dzieje się pod maską i pod kierowcą.
BMW M3 CS - orzeszek z batona za 285 tys. zł
19:25

BMW M3 CS - orzeszek z batona za 285 tys. zł

Jednym z najpopularniejszych modeli M jest M4, które premierę miało trzy lata temu, ale do dzisiaj pamiętam atmosferę w dniu pokazania tego auta. Krótko mówiąc, była gęsta! Natomiast wystarczyło tylko raz zasiąść za kierownicą tego samochodu, żeby mieć w poważaniu jego wygląd i charakterystyczne zęby bobra. Nie ma co ukrywać, BMW M4 jeździ cudownie, ale ma niestety dla wielu osób jedną, zasadniczą wadę! Ta wada to brak tylnych drzwi. Bądźmy szczerzy, coupe to jedno z piękniejszych rodzajów nadwozi, ale jednak nie jest to nadwozie „na co dzień”, bo ciężko nazwać go praktycznym. BMW doskonale o tym wie, dlatego równocześnie z M4 na rynku pojawiło się M3, które było tą bardziej praktyczną wersją i klienci to doceniają, bo M3 jest aktualnie najpopularniejszym modelem M. Niedawno jednak pojawiło się M3 Touring, które ja osobiście uważam, za samochód kompletny i jeszcze bardziej praktyczny niż M3, dlatego tutaj znowu pojawił się problem. No bo jeśli jesteśmy nastawieni na te modele i chcemy kupić coupe, to bierzemy M4, a kiedy chcemy sportowy samochód praktyczny, to idealne w tym momencie jest M3 Touring. Co więc w takiej sytuacji ma zrobić biedne M3? BMW nie zostawiło go na pastwę dwóch braci. BMW czekało tylko na idealny moment by pokazać światu odmianę, która stanie się wisienką na torcie. Mowa oczywiście o BMW M3 CS, a dokładnie mówiąc M3 Competiton Sport. Odmiana, która dla fanów BMW nie jest niczym nowym, bo skrót CS mocno zakorzeniony jest w historii bawarskiej marki.