wojna w Ukrainie (strona 14 z 16)

Kolejna decyzja Rosji. "Putin próbuje ratować twarz"
6:30

Kolejna decyzja Rosji. "Putin próbuje ratować twarz"

Na Morze Berentsa wypłynęły rosyjskie okręty podwodne z napędem jądrowym. Na Syberii trwają też ćwiczenia mobilnych wyrzutni rakiet międzykontynentalnych. Rosyjskie wojsko nie potwierdza, by manewry miały związek z niedzielną decyzją prezydenta Władimira Putina o postawieniu w stan najwyższej gotowości sił nuklearnych. Decyzję komentował w programie "Tłit" Wirtualnej Polski Jacek Raubo z Defence24. W jego ocenie "Putin został złapany na gorącym uczynku na jednym z najgorszych blefów, jaki mógł wykonać". - Rosjanie zagrozili elementem strategicznego odstraszania atomowego, ale nie zostało to wskazane jako prawdopodobne ze strony służb specjalnych państw zachodnich. Osłabiono więc w znacznym stopniu ostrze oddziaływania psychologicznego - podkreślił. Zdaniem Raubo "jakiekolwiek formy dyslokacji okrętów, wyprowadzenie ich, zrobienie manewrów to próba uratowania twarzy Putina". - Zauważmy, że nakazał rozpoczęcie ćwiczeń, podjęcie gotowości, ale chwilę później dowiadujemy się, że nic praktycznego nie zostało zrealizowane w jednostkach - wyjaśnił. Raubo twierdzi, że "Putin został postawiony w sytuacji, gdzie grozi bronią atomową, a tak naprawdę nikt wokół tego nie wykonuje". Ekspert mówił też o potencjalnym szturmie na Kijów. - Olbrzymim mankamentem Rosjan, i to jest jedna z największych szans Ukrainy, jest mankament logistyki i zaplecza. Rosjanie nie są w stanie odpowiednio zapatrywać swoich jednostek - wskazał gość WP.
Natalia Durman

N. Durman

Opcje
Poruszające wystąpienie Zełenskiego. "Historyczny moment"
5:05

Poruszające wystąpienie Zełenskiego. "Historyczny moment"

Prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski wystąpił we wtorek podczas nadzwyczajnej sesji plenarnej w Parlamencie Europejskim. - Chcemy, żeby nasze dzieci mogły żyć. To chyba uczciwe marzenie - mówił. - Byłem bardzo poruszony tym wystąpieniem. Prezydent Zełenski mówił to, co ma w sercu. To nie było przemówienie polityczne. On powiedział, że oni są tacy sami, jak my - chcą bezpiecznie żyć, mają rodziny (...) które są dziś bombardowane - komentował w programie specjalnym WP europoseł PO Bartosz Arłukowicz. W PE, gdy mówił Zełenski, była "absolutna cisza". - Słuchałem tego wystąpienia na stojąco. Nie byłem w stanie usiąść, kiedy Zełenski mówił. Dostał burzę braw. To był moment historyczny. Miałem wrażenie, że dzieje się historia - relacjonował Arłukowicz. W ocenie europosła PO "nic już nie będzie takie samo w geopolityce po brutalnym ataku Putina". - Europa musi zbudować na nowo wspólnotę. Musi pokazać, że naprawdę jesteśmy razem. Ten moment pokazał, że nasze działania muszą być w pełni skonsolidowane - podkreślił. Wystosował również apel do premiera polskiego rządu. - Oczekuję od Mateusza Morawieckiego jasnej deklaracji wycofania się z gestów współpracy z Salvinim, Le Pen i Orbanem - oświadczył Arłukowicz. Tematem rozmowy była również wizyta posła PiS Jarosława Zielińskeigo w Suwałkach z okazji Narodowego Dnia Pamięci Żołnierzy Wyklętych. - Proszę o wyjaśnienia ministra Błaszczaka, premiera Morawieckiego. Kto pozwolił, by w czasie wojny Zieliński wędrował po Suwałkach opancerzonymi samochodami, czcząc pamięć Żołnierzy Wyklętych? Kto na to pozwolił? Jestem wstrząśnięty. Za granicą giną kobiety i dzieci, a Zieliński pajacuje po Suwałkach - mówił Arłukowicz.
Natalia Durman

N. Durman

Opcje
Wielka radość na oddziale. Trzy Ukrainki urodziły dzieci po przekroczeniu granicy
8:08

Wielka radość na oddziale. Trzy Ukrainki urodziły dzieci po przekroczeniu granicy

Nasz reporter Klaudiusz Michalec był przed szpitalem wojewódzkim w Przemyślu. Rozmawiał z jego rzecznikiem Pawłem Bugirą. Do tej pory na SOR trafiło ok. 80 osób z Ukrainy. - Obecnie 23 osoby przebywają w naszej placówce. Głównym powodem hospitalizacji jest wycieńczenie trudną podróżą i stres. Pojawia się odwodnienie, podwyższone ciśnienie. Z większością tych rzeczy radzimy sobie szybko i te osoby mogą szybko opuścić szpital - mówił Paweł Bugira. - Trafił do nas 73-letni pacjent, mieszkaniec zachodniej Ukrainy. Zdiagnozowano niedokrwienie nogi. Był to stan zagrażający życiu. Podjęto decyzję o szybkiej operacji. Zabieg został przeprowadzony w tym samym dniu. Trwał 5 godzin. Aktualnie pacjent przebywa u nas w szpitalu. Wiemy, że ci, którzy jadą pociągiem, są w trudnych warunkach. Jest tłoczno, jeżeli pan musiał długo stać w pociągu, to mogło się to przyczynić do jego stanu. Jest tam zaawansowana miażdżyca. Mamy obecnie dziesięcioro dzieci w naszym szpitalu. Tu też głównym powodem jest wyczerpanie. Dzieci dochodzą do siebie. Trzy panie urodziły u nas w szpitalu. Praktycznie po przekroczeniu przejścia granicznego zostały przewiezione do nas. Chłopiec był pierwszy, później były dwie dziewczynki. Była radość na oddziale, u tych pań, które są szczęśliwe. Jedna z nich była z Charkowa, w którym odbywają się największe walki - mówił rzecznik szpitala.
Opcje
Jest reakcja polskiego rządu na groźbę Rosji
6:28

Jest reakcja polskiego rządu na groźbę Rosji

Rosyjskie ministerstwo spraw zagranicznych grozi, że "dostawcy broni śmiercionośnej" na Ukrainę poniosą odpowiedzialność, jeśli zostanie ona użyta podczas trwającej wojny. - To działanie, które ma wzbudzić w społecznościach poszczególnych krajów obawy przed tym, by popierać lub nie popierać Ukrainę - komentował w programie specjalnym WP rzecznik rządu Piotr Müller. - Postępujemy rozsądnie. Najważniejszym celem jest obronienie Ukrainy. Jeżeli Ukraina nie będzie obroniona, Władimir Putin nie zatrzyma się u bram Unii Europejskiej. Putin te bramy otworzy i wjedzie na teren UE bez żadnych oporów. To sytuacja możliwa w perspektywie wieloletniej. Dlatego w tej chwili trzeba zadać bardzo dotkliwe ciosy gospodarcze reżimowi rosyjskiemu i to się w dużej mierze udaje - kontynuował Müller. Rzecznik rządu przyznał, że niektóre z tych działań powinny być przyjęte wcześniej. - Gdyby Putin wiedział, że odpór świata zachodniego będzie w tym zakresie tak bardzo jednoznaczny, to myślę, że nie podjąłby takiej decyzji. Na pewno nie spodziewał się takiej sytuacji. Szczerze mówiąc, nie mógł się spodziewać. Wcześniej, w przypadku Gruzji, świat nie reagował tak, jak powinien. Na Krymie nie reagował, we wschodniej Ukrainie nie reagował. Putin nauczył się, że może Zachodem manipulować - stwierdził minister. Müller skomentował też m.in. postawę Węgier, które nie wydały zgody na przepuszczenie broni do Ukrainy. - Uważamy, że to błąd - oznajmił rzecznik rządu.
Natalia Durman

N. Durman

Opcje
"To fenomen". Gen. Mirosław Różański zachwycony Ukraińcami
8:51

"To fenomen". Gen. Mirosław Różański zachwycony Ukraińcami

- Jeżeli jest prawdą, że zginęło 4 tys. Rosjan w ciągu 5 dni, jeśli zestawimy to z dekadowym pobytem Rosjan w Afganistanie, gdzie stracili 14 tys. żołnierzy, to proszę sobie wyobrazić, jaki to jest wymiar tragicznego wizerunku tych walczących Rosjan, którzy w takiej liczbie giną. Niektórzy z nich zupełnie nie wzięli pod uwagę tego, że przeciwko nim wystąpi nie tylko armia regularna, ale całe społeczeństwo - mówił gen. broni rez. dr Mirosław Różański, prezes Fundacji Stratpoints, w specjalnym programie WP, poświęconym atakowi Rosji na Ukrainę. - Nawet jeśli pojawią się bardziej doświadczeni żołnierze rosyjscy, to pamiętajmy, że po drugiej stronie są żołnierze ukraińscy, których morale przez te 5 dni rośnie. Jeśli żołnierze armii ukraińskiej, ochotnicy, którzy są formowani w oddziałach obrony terytorialnej, słyszą, widzą i wiedzą, że za nimi są kolejne dostawy uzbrojenia, że są dostarczane środki socjalne dla nich, dla ich rodzin, to ta determinacja będzie dobrą przeciwwagą nawet dla najbardziej elitarnych jednostek - stwierdził. - Może fascynacja tym, co robią dziś Ukraińcy, jest przedwczesna, ale jest uzasadniona. To naprawdę fenomen, który obudził też polityków zachodnich. Na początku był sceptycyzm, a teraz wszyscy wiedzą, że Ukraina ma szanse się obronić. Byłoby nawet nie "trendy", żeby nie stać po stronie Ukrainy. To wynik postawy prezydenta, żołnierzy i ochotników, którzy walczą - podsumował gen. Różański.
Natalia Durman

N. Durman

Opcje
"Dzieje się historia". Przełomowe decyzje Zachodu ws. Putina
4:07

"Dzieje się historia". Przełomowe decyzje Zachodu ws. Putina

- Stała się rzecz niesłychanie ważna - Zachód porzucił lęk pt. nie drażnijmy Putina, nic nie róbmy, bo to go może zdenerwować. On przeszedł czerwoną linię, a i my przeszliśmy bardzo daleką drogę - mówił w programie specjalnym WP były szef MON Tomasz Siemoniak (KO). - Dobrze, że szef unijnej dyplomacji, kierownictwo KE, zaczęły działać tak mocno i klarownie. To bardzo ważne momenty, dzieje się historia. KE na rzecz państwa, które nie jest w UE, postanowiła podjąć takie kroki, nie bojąc się Putina, nie bojąc się Rosji. Być może to jest ten język, który może doprowadzić do zmian - kontynuował. - Bardzo wielu przywódców na świecie stara się zatrzymać to szaleństwo. Wszyscy zrozumieli, że tu nie chodzi o Ukrainę, choć ona pada ofiarą tej brutalności. Chodzi o sytuację w Europie, na świecie, o powrót zimnej wojny, o konflikty, które mogą wybuchać w bardzo różnych miejscach. Jeśli temu się nie powie "stop", to będzie czekać nas dekada nieszczęść, wojen, tragedii. Nikt nie chce na to pozwolić - czy jest demokratycznym przywódcą, czy mniej demokratycznym. Sprawa pokoju jest tutaj podstawowa - wskazał Siemoniak. - To, co robi Putin, wykracza poza wszelką skalę. To jest polityka prowadzona już nawet nie w zimnowojennym stylu, tylko z pełną brutalnością używania siły jak setki lat temu - podsumował były szef MON.
Natalia Durman

N. Durman

Opcje
Panika w Moskwie. Co zrobią władze Rosji?
4:30

Panika w Moskwie. Co zrobią władze Rosji?

- Myślę, że Rosjanie zaczęli się bać i dostrzegać całą grozę, która płynie z tej sytuacji, w której znalazło się ich państwo, które stało się agresorem - skomentowała obecną sytuację w Rosji dla Wirtualnej Polski Anna Maria Dyner, analityczka Polskiego Instytutu Spraw Międzynarodowych. W niedzielę podjęto decyzję, że banki Rosji zostaną odcięte od systemu SWIFT, co wywołało, wśród Rosjan falę paniki. Przed bankomatami w Moskwie, pojawiły się długie kolejki mieszkańców, którzy chcieli w ostatnim momencie wypłacić swe oszczędności. - Czas gra tutaj na korzyść Ukrainy i na niekorzyść Rosji, bo okazuje się, że rosyjskie władze przelicytowały i nie myślały, że będzie tak duży opór po stronie ukraińskiej. Nawet pudrowanie rzeczywistości w rosyjskich mediach, pokazuje, że Rosjanie i tak wiedzą swoje i mają poczucie, że w jakimś stopniu są zagrożeni. - Wielu ekspertów mówi, że duża nadzieja w tym, że czołowi wojskowi przestaną wierzyć Putinowi i przestaną wierzyć w Putina, czy to jest możliwy scenariusz? – dopytywała gościa Agnieszka Kopacz, prowadząca program. - Myślę, że to bardzo trudne, bo jednak ta operacja wojskowa odbyła się przy pełnym poparciu sztabu generalnego, jak i Ministerstwa Obrony - odpowiedziała Anna Maria Dyner. Zauważyła jednak, że operacja wojskowa jest "dziwna", bo Rosjanie sprawiają wrażenie, że nie mają planu działania. Dodała przy tym, że część żołnierzy, która trafiła do niewoli relacjonowała, że miała świadomość uczestnictwa w ćwiczeniach, a nie regularnej wojnie z Ukrainą, które wielu z nich nie uważał wcale za wrogie. - Dużo osób w sztabie generalnym i Ministerstwie Obrony zastanawia się teraz co zrobić dalej, żeby umieć odpowiadać przed społeczeństwem - dodała Dyner.
Opcje
Niskie morale w rosyjskiej armii. "Tej kampanii nie da się logicznie wytłumaczyć"
3:50

Niskie morale w rosyjskiej armii. "Tej kampanii nie da się logicznie wytłumaczyć"

- Jakie jest morale w rosyjskiej armii? Wspominała pani o tym, że wśród rosyjskich żołnierzy jest pewien chaos, oni nie wiedzą, dlaczego zostali skierowani na tereny Ukrainy. Słyszymy także informacje, że tym, którzy dostali się do niewoli, Ukraińcy robią zdjęcia i wysyłają do kontaktów w ich telefonach. Jak to może wpływać na morale w rosyjskiej armii? - pytała Annę Marię Dyner Agnieszka Kopacz, prowadząca program "Newsroom WP". - Myślę, że to będzie bardzo mocno podważało morale i sądzę, że wielu żołnierzy, w tym ci, którzy jeszcze nie biorą obecnie udziału w walkach, zadaje sobie pytanie "dlaczego?". Działania tej kampanii nie da się jakkolwiek logicznie wytłumaczyć, nawet działania w Syrii można było nadać im hasło, że jest to wojna z terroryzmem, który dotyka każdego państwa na świecie, w tym Rosję. Tutaj trudno zarzucić Ukrainie jakiekolwiek agresywne działania, więc to Rosja postawiła wśród państw agresorów, które napadają na inne kraje. Im dłużej ta operacja będzie trwała, to morale i nastawienie w siłach zbrojnych będzie coraz słabsze - mówi Anna Maria Dyner, analityczka ds. Białorusi. - Wprost przeciwna sytuacja dzieje się po drugiej stronie, wśród Ukraińców, gdzie morale wydaje się być bardzo duże. Myślę, że tu działa zasada sprzężenia zwrotnego. To, że ukraińska armia się nie poddała tylko się broni, wzmacnia morale społeczeństwa. To działa także w drugą stronę: jeżeli żołnierze ukraińskiej armii widzą, że mają kogo bronić, że ludzie nie chcą, żeby się poddali, to jest im znacznie łatwiej. Poza tym oni bronią swojej ziemi, rodzin i państwa, więc siłą rzeczy morale są o wiele wyższe. Nie ma też co się oszukiwać: Wołodymir Zełeński wyrósł na męża stanu, widać, że kieruje obroną, cały czas podkreśla, że losy Ukrainy leżą w rękach wojska i społeczeństwa, które bardzo karnie wykonuje polecenia. To pokazuje też, jak duża jest determinacja wśród Ukraińców, co już jest jednym z największych zwycięstw tego państwa - dodała ekspertka.
Opcje
200 tys. ukraińskich uchodźców w Polsce. "Sytuacja będzie się pogarszać"
7:09

200 tys. ukraińskich uchodźców w Polsce. "Sytuacja będzie się pogarszać"

- Służby podają, że jeszcze dzisiaj (w niedzielę 27 lutego) liczba uchodźców, która przekroczy granicę ukraińsko-polską dobije do 200 tys. osób. Każdego dnia do Medyki przybywa mnóstwo osób i tutaj znajdują bezpośrednią pomoc zorganizowaną przez wolontariuszy. Służby graniczne poinformowały, że przez polską granicę przechodzą nie tylko Ukraińcy w ucieczce przed wojną, ale także obywatele innych krajów - donosi z Medyki reporter WP Klaudiusz Michalec. - Środków pomocy doraźnej w Medyce jest aż nadto, aczkolwiek wciąż brakuje takich rzeczy jak powerbanki, baterie oraz źródła prądu. Z najnowszych doniesień wynika, że wciąż problemem jest przejście graniczne po stronie ukraińskiej. Przedstawiciele polskiego rządu podają, że ukraińscy pogranicznicy bardzo wolno odprawiają wszystkich chętnych, ze względu na problemy techniczne np. zawieszający się system komputerowy, który wymusza wypełnianie wniosków ręcznie. Z doniesień ludzi, którzy już są w Polsce wynika, że niektórzy stali na granicy nawet do 3 dni - opowiada nasz reporter. - Już dwa dni czekamy na dzieci, które dalej są na Ukrainie. Z tego, co wiemy, mają jeszcze 20 km do granicy. Wszystko się dzieje bardzo powoli, polska strona zdecydowanie szybciej zajmuje się procedurami - mówi ukraińska kobieta czekająca na resztę swojej rodziny. - Wyobraźmy sobie ludzi, którzy stoją po kilka dni na granicy, mają ograniczone ilości jedzenia czy środków higienicznych jak choćby pampersy. 90 proc. osób zmierzających do Polski to są kobiety z dziećmi. Często brakuje toalet oraz jedzenia, a kobiety, którym w końcu uda się dostać do Polski są skrajnie wyczerpane. Z doniesień wynika, że kończy się także prowiant w okolicznych sklepach, dlatego w niedzielę 27 lutego MSWiA poinformowało, że za zgodą ukraińskich pograniczników zostanie dostarczone jedzenie na granicę. Służby zaapelowały także, aby udzielać pomocy z głową i nie przyjeżdżać na granicę bez konkretnej rodziny, której się chce pomóc, ponieważ to również wprowadza zamęt - podsumowuje reporter WP.
Opcje