WAŻNE
TERAZ

Oficjalnie. Lewandowski ogłosił decyzję ws. przyszłości!

inwazja

Jak powstrzymać Putina? "Trzeba użyć siły"
6:38
WIDEO

Jak powstrzymać Putina? "Trzeba użyć siły"

Jak powstrzymać Władimira Putina? – Jeszcze bardziej konsekwentna postawa Zachodu – odpowiedział stanowczo w programie "Newsroom" WP Paweł Kowal z Koalicji Obywatelskiej. – NATO. Ludzie wierzą w NATO. Dla nich NATO to jest Zachód, a Zachód to jest nasze zobowiązanie – dodał. Jak podkreślił, w zakresie sankcji należy „bardziej cisnąć naszych sojuszników”. – Już dzisiaj po tym, jak się nie udało wczoraj ze SWIFT-em, powinna jechać delegacja z Polski do Niemiec, do Francji, do wszystkich dużych stolic – kontynuował. – Bardzo negatywną rolę w tym procesie odgrywa Wiktor Orban (...). Trzeba do nich jechać (...) nie odpuszczać, bo to jest nasz interes (…). Trzeba więcej, i my to musimy mówić: to jest nasz polski interes – podkreślił. – Każdy ten ruch to jest wielka inwestycja w bezpieczeństwo każdej polskiej rodziny – dodawał. Zaznaczył, że Putin jest "szalonym, rozjuszonym dyktatorem". – To jest naprawdę jak w '39 roku. Nawet zaczął o godz. 4.45 – ocenił. – Wielka klasyczna wojna. Dawno czegoś takiego nie widzieliśmy i musimy rozumieć związek między tą wojną a naszym bezpieczeństwem. On jest bezpośredni – powiedział Kowal. – Mamy do czynienia z szalonym wrogiem – wskazywał. Dodał, że również polski rząd i opozycja powinni być "w tych dniach jednością". – Rząd jeszcze nie czuje tego dramatyzmu sytuacji – ocenił gość WP. Jak więc NATO i USA w praktyce powinny pomóc Ukrainie? Zdaniem posła KO, poprzez m.in. dostawy broni i zaangażowanie militarne. – USA może dostarczać broń, może się zaangażować militarnie – oznajmił. Czy zdaniem polityka Putin nie zatrzyma się na Ukrainie? – Ale on nie ma żadnego ograniczenia. To jest szalony dyktator. Nic nie zrobimy, jeśli nie zrozumiemy, w jakiej jesteśmy sytuacji. Jeśli ktoś w Warszawie, czy w Paryżu, myśli, że jeśli pozwoli mu się zjeść jeszcze dwa czy trzy ukraińskie miasta, zbombardować Lwów (…) i pogrążyć Charków, to on się uspokoi? Nie. Taki dyktator się nie uspokoi. Będzie tylko bardziej rozjuszony – przekonywał Paweł Kowal.
Atak Rosji na Ukrainę. "Najtrudniejszy moment w powojennej historii Europy"
4:19
WIDEO

Atak Rosji na Ukrainę. "Najtrudniejszy moment w powojennej historii Europy"

- Myślę, że w tym nieszczęściu, w tej tragedii, którą obserwujemy, to jest najtrudniejszy moment w powojennej historii Europy. Bez wątpienia najbardziej dramatyczny – ocenił w programie "Newsroom" WP były ambasador RP w Waszyngtonie, Ryszard Schnepf. – Mamy szczęście, że na czele Stanów Zjednoczonych stoi człowieka, który jest nie tylko odpowiedzialny, ale jest emocjonalnie zaangażowany w promowanie, umacnianie wolności (…). Jego słowa należy traktować serio. Nawet nie chcę myśleć o tym, co by było, gdyby na czele państwa amerykańskiego stał jego poprzednik Donald Trump i wówczas jak dochodziłoby do porozumień pomiędzy Moskwą a Waszyngtonem – ponad naszym głowami i z ponownym dzieleniem całego świata na strefy wpływów. A o to właśnie chodzi Putinowi – precyzował. – Bardzo jestem zmartwiony zmasowanym atakiem na politykę niemiecką. Chociaż Olaf Scholz pokazuje absolutnie wszystko, że jest z Zachodem – kontynuował Schnepf, nawiązując do rezygnacji z budowy Nord Stream 2. Odniósł się też do słów Piotra Wawrzyka, który stwierdził, że "Niemcy zachowują się nieprzyzwoicie", nie chcąc odciąć Rosji od systemu SWIFT. – Myślę, że pan Piotr Wawrzyk może nie końca rozumie SWIFT i może nie wie, że SWIFT to nie jest mechanizm, który można przy pomocy kluczyka wyłączyć (…). To nie jest coś, co po prostu odłączy rosyjską agresję od prądu – dodawał. – Rosja z całą pewnością przygotowywała się na ten scenariusz bardzo precyzyjnie – mówił. – W ciągu ostatnich miesięcy Rosja zgromadziła ogromne zasoby finansów (…). Oni się do tego przygotowywali. Myślę, że jeżeli Zachód ma coś uruchamiać, to warunkiem skuteczności jest, aby to rzeczywiście zadziałało. A nie było tylko pozornym działaniem – podkreślił gość WP.
Rosyjski atak na Kijów. "Nikt nie wie, czego można się spodziewać"
3:30
WIDEO

Rosyjski atak na Kijów. "Nikt nie wie, czego można się spodziewać"

W piątek nad ranem Rosja rozpoczęła bombardowanie Kijowa. - Sytuacja była bardzo trudna, przede wszystkim ze względu na niepewność mieszkańców, którzy nie wiedzieli, w którym miejscu o i kiedy będą mogli spodziewać się tego ewentualnego i możliwego bombardowania. Dlatego tak wiele osób już późnym wieczorem skierowało się do schronów – relacjonował w programie "Newsroom" WP reporter Wirtualnej Polski, przebywający w Kijowie. Dodawał, że wielu mieszkańców miasta spędziło noc w schronach. – Widać było wcześnie rano, jak ludzie zabierali swoje karimaty, śpiwory – mówił. Jak przekazał, mieszkańcy Kijowa gromadzą się w pobliżu metra na wypadek ewentualnego bombardowania. – Nikt nie wie, czego można się spodziewać – podkreślał. – Pojawiają się informacje o tym, że celem Rosjan będzie dzielnica rządowa i zdaje się, że wszyscy oficjele, którzy tutaj w dzielnicy rządowej pracują, się do tego przygotowują. Dlatego w ostatnich godzinach trwało bardzo intensywnie palenie dokumentów na wypadek, gdyby Rosjanom udało się zdobyć ważne instytucje – wyjaśnił. – Taka jest procedura: chodzi o to, by niepożądane informacje nie dostały się w ręce Rosjan, jeśli uda im się zdobyć te kluczowe punkty – dodawał. Jak także relacjonował, na ulicach widać młodych mężczyzn, zmobilizowanych do wojska, ale też takich, którzy "jeszcze przed powszechną mobilizacją (…) mówili, że są gotowi do ewentualnej walki". – Trudno wyobrazić sobie, że ta sytuacja tak bardzo zmieniła się w stolicy i to w ciągu kilkudziesięciu godzin – oznajmił. Wskazał też na ogromną wartość pracy ukraińskich dziennikarzy. – Dziennikarze ukraińscy, którzy są wiarygodnymi źródłami informacji, pracują nieprzerwanie od niemal ponad 40 godzin non stop – podkreślił.
Apel do obywateli Ukrainy. "Każdy może liczyć na wsparcie"
7:33
WIDEO

Apel do obywateli Ukrainy. "Każdy może liczyć na wsparcie"

- Przede wszystkim stawiamy tutaj na współpracę sojuszniczą, bo żadne pojedyncze państwo nie jest w stanie samodzielnie przeciwdziałać takiej agresji – oznajmił wiceszef MSZ Paweł Jabłoński w programie "Newsroom" WP, pytany o to, jakie kolejne kroki podejmie Polska w kwestii pomocy Ukrainie zaatakowanej przez Rosję. – W sferze krajowej przygotowujemy się przede wszystkim do wzmocnienia poziomu bezpieczeństwa, a także do przyjęcia grupy ludzi, którzy mogą przez naszą wschodnią granicę przedostać się do Polski. (…) Jesteśmy przygotowani na to, żeby tym ludziom pomagać – zapewnił. Dopytywany, czy Polska może zapewnić schronienie np., setkom tysięcy Ukraińców, odpowiedział – Jest taka możliwość. – Będziemy robić wszystko, co w naszej mocy, aby pomóc każdemu, kto będzie się o takie wsparcie do nas zwracał – dodawał. Wiceminister wystosował też apel do Ukraińców, m.in. tych przebywających obecnie w Polsce. – Jesteśmy z wami, jesteśmy z Ukrainą. Polska przez ostatnie kilka lat stała się domem dla nawet pół miliona obywateli Ukrainy. Jesteśmy mieszkańcami jednego kraju i myślę, że każdy, kto mieszka w Polsce, każdy obywatel Ukrainy wie, że może liczyć na wsparcie Polski, na wsparcie Polaków – powiedział. – Każdemu, komu tylko będziemy mogli, pomożemy – zapewniał. Zwrócił się także do Polaków. – Odradzamy absolutnie wszelkie podróże na Ukrainę. Sugerujemy każdej z takich osób, (która przebywa obecnie na Ukrainie – red.), aby natychmiast podjęła działania zmierzające do opuszczenia terytorium Ukrainy (…). Jeśli to nie jest możliwe - ważne, żeby każdy kto może, zarejestrował się w systemie Odyseusz. To jest system MSZ, który umożliwia nam sprawną łączność z naszymi obywatelami – uściślił. – Sytuacja jest bardzo trudna, bardzo poważna, ale trzeba działać spokojnie, w opanowany sposób i śledzić komunikaty, nie dawać się dezinformacji – podkreślił. Zapytany z kolei o to, czy możliwa są konkretne zmiany w prawie, ułatwiające obywatelom Ukrainy przybycie do naszego kraj, zarejestrowanie się i pracę w Polsce, odparł: - My się przygotowujemy poprzez działania administracji. Bo jeśli chodzi o działania legislacyjne, to te działania prawne są niezwykle proste – mówił, podając przykład uzyskania pozwolenia na pracę. Dodał, że w ramach systemów administracyjnych czasami dochodzi do ich przeciążenia, jednak – jak zapewnił – "będziemy w to także inwestowali, żeby systemy działały sprawnie".
"Kreml liczy się tylko z Waszyngtonem".  Analityk OSW: "Europejczyków uważają za mięczaków i frajerów"
6:26
WIDEO

"Kreml liczy się tylko z Waszyngtonem". Analityk OSW: "Europejczyków uważają za mięczaków i frajerów"

- Rosjanie niczego się nie obawiają. Są bezkarni. Cała historia relacji rosyjsko-zachodnich ostatnich 30 lat, zwłaszcza od 2008 roku, doprowadziła elitę rosyjską do przekonania, że mogą sobie pozwolić na prawie wszystko, a nie zapłacą za to żadnej realnej ceny - wskazał w programie "Newsroom" Wirtualnej Polski analityk Ośrodka Studiów Wschodnich dr Witold Rodkiewicz. - W związku z tym realizują swój program imperialny, który polega na tym, aby obszar postsowiecki był bezpośrednio podporządkowany - wskazał gość WP. Zdaniem eksperta ostatnie poruszenie dyplomatyczne i obecność amerykańskich wojsk na terenie Polski to jest "konkretna odpowiedź". - Problem polega na tym, że to ciągle są takie doraźne działania - wskazał rozmówca Patrycjusza Wyżgi. - Moim zdaniem trzeba rozmawiać z nimi - dodał dr Rodkiewicz. Według gościa WP te sygnały w stronę Kremla są ciągle za słabe. - One sugerują, że jesteśmy gotowi iść na ustępstwa. Dopytywany o mocne sygnały, Rodkiewicz dodał, że rola Nord Stream 2 jest przesadzona, ale dobrym tropem byłoby wpłynięcie na życie oligarchów i ich rodzin. - To przesłanie powinno być przede wszystkim z Waszyngtonu - wskazał ekspert i dodał, że tylko z tą stolicą Kreml się liczy i traktuje poważnie. - Europejczyków uważają za mięczaków i frajerów, których można oszukiwać, oszwabiać i straszyć - podkreślił dr Rodkiewicz. - Są początki odpowiedzi, ale ona powinna być twardsza. Nie idziemy na ustępstwa - powtórzył analityk OSW. - Ta rozgrywka może trwać bardzo długo. Zwiększanie napięcia, zmniejszanie napięcia, grożenie wojną, organizowanie jakichś incydentów - wymieniał gość programu "Newsroom" WP.