Dramatyczna relacja ewakuacji z Afganistanu. Kluzik-Rostkowska: ''Nie mieliśmy pewności, czy dzieci dotrwają do rana''
Poseł Platformy Obywatelskiej, Joanna Kluzik-Rostkowska, brała czynny udział w pomocy Polakom oraz Afgańczykom, współpracującym z rządem w Polsce, w ewakuacji z Afganistanu, po zdobyciu kraju przez Talibów. W programie Newsroom WP opowiedziała o dramatycznych okolicznościach, w których musiała działać. - Ewakuowaliśmy afgańskiego dyplomatę z żoną i czwórką dzieci. Na lotnisku zgubił nam się dyplomata. Później znaleźliśmy dyplomatę, ale zgubiła się żona z tymi dziećmi. Kłopot był taki, że jedno z dzieci zostało poturbowane, musiało trafić do szpitala. Drugie dziecko dostało gazem po oczach. Musieli pojechać do szpitala, ale poprosiliśmy, aby wrócili na lotnisko. Dziecko z kłopotami doszło do bramy Brytyjczyków 2 minuty po zamknięciu lotniska - wspominała poseł. Dalej przedstawiła dalsze losy tej rodziny, które na szczęście skończyły się dobrze. - Nie udało nam się przekonać Brytyjczyków, aby otworzyli to lotnisko dla tej kobiety i dla tych dzieci. Nie mieliśmy żadnej pewności, czy te dzieci dotrwają do rana. Szczęśliwie, tak się okazało - powiedziała poseł PO. Inną historią, którą zapamiętała z tamtego ciężkiego czasu, była próba ewakuacji afgańskiej kobiety w zaawansowanej ciąży, która na lotnisku zaczęła rodzić. Musiała zostać przewieziona do szpitala i tam urodziła. - Z takim dzieckiem trzydniowym postanowili jednak dojść do lotniska. Ja im mówiła, że to ich ryzyko. Miałam w głowie przeświadczenie, co oni tam robią. Teraz w rozmowach wyszło, że doszli, pojechali i są w Polsce - przekazał gość Newsroom WP. Ostatnia przytoczona historia dotyczyła ojca z synem. Byli oni na liście poseł Kluzik-Rostkowskiej do pomocy. - Oni mi się zgubili dwa razy. [...] W niedzielę się odnaleźli. [...] Ja do szefa operacji, aby ich szukał na lotnisku. Padła komórka i znowu ich nie ma. Minął dzień albo dwa, brat mi pisze, są, znaleźli się w Ugandzie. Okazało się, że Amerykanie poprosili Ugandyjczyków, aby zabrali im 2 tys. ludzi i te samoloty z Ugandy wylądowały i pytali ludzi, czy polecą z nimi. Zamiast w Warszawie, wylądowali w Ugandzie. Skończyło się dobrze - powiedziała na koniec Joanna Kluzik-Rostkowska.