ministerstwo zdrowia (strona 2 z 5)

Koronawirus. Maseczki opadną z twarzy. Ministerstwo Zdrowia wyjaśniło wątpliwości
5:31

Koronawirus. Maseczki opadną z twarzy. Ministerstwo Zdrowia wyjaśniło wątpliwości

- Dokładnie 15 maja będzie pan mógł na otwartym powietrzu zrezygnować z maseczki. Otwarte powietrze oznacza przestrzeń poza wszelkimi budynkami, nieograniczoną żadnymi ścianami - wyjaśniał w programie "Newsroom WP" rzecznik Ministerstwa Zdrowia Wojciech Andrusiewicz, zapytany o nowe rozporządzenie rządu dotyczące zasłaniania ust i nosa. - Na otwartym powietrzu nie musimy nosić maseczki, ale logicznym jest, że jeżeli na przykład czekamy na przystanku i jest dość duża grupa osób, która również czeka z nami na autobus czy tramwaj i nie jesteśmy w stanie zachować 1,5-metrowego dystansu, to dla naszego bezpieczeństwa i bezpieczeństwa innych powinniśmy być zaopatrzeni w maseczkę - dodał rzecznik resortu zdrowia. Jak podkreślił, "wszędzie tam, gdzie jesteśmy w stanie utrzymać dystans, możemy poruszać się bez maseczki". - Jeżeli wchodzimy do pomieszczenia zamkniętego, to obowiązuje nas nadal maseczka. Dla własnego bezpieczeństwa i poczucia spokoju powinniśmy ją mieć w kieszeni – dodał Andrusiewicz. Zapytany o stadiony sportowe, odpowiedział, że są to przestrzenie otwarte i nie trzeba będzie zasłaniać tam ust i nosa. Zastrzegł jednak, że na trybunach będzie obowiązywał dystans społeczny. - Nie zapominajmy, że wirus nadal jest w społeczeństwie, jest w Polsce. W przestrzeniach zamkniętych, gdzie kontakt interpersonalny jest dość duży i bliski, maseczka nas obowiązuje - zaznaczył rzecznik resortu zdrowia.
Justyna Adamczyk Justyna Adamczyk
Ekspert o apelu MZ i słowach rzecznika. "Nie ma żadnej wiedzy"
4:58

Ekspert o apelu MZ i słowach rzecznika. "Nie ma żadnej wiedzy"

NFZ wystosował apel o wstrzymanie zabiegów i hospitalizacji planowych w trakcie trzeciej fali koronawirusa w Polsce. – Ta decyzja była podyktowana ochroną życia i zdrowia ludzi (…). Czy chcielibyśmy mieć na oddziałach intensywnej terapii medycznej dość dużą grupę np. pacjentów po zabiegu endoprotezowania, który nie jest wymagany na cito? A karetki, które będą jechały z pacjentami COVID-owymi na OIOM-y nie dotrą. Nie dotrą, bo właśnie tam będą pacjenci z zabiegów i operacji planowych. To jest zalecenie i jeżeli lekarz, jeżeli Marszałek Senatu – który jest lekarzem – mówi, że to doprowadzi do wzrostu liczby zgonów to znaczy, że lekarze nie potrafią podejmować decyzji w indywidualnych sprawach – powiedział w porannym programie "Tłit" WP rzecznik MZ, Wojciech Andrusiewicz. O komentarz do jego słów poproszony został z kolei prof. Andrzej Matyja, prezes Naczelnej Rady Lekarskiej, który był gościem programu "Newsroom" WP. Ekspert bezlitośnie skomentował wypowiedź rzecznika resortu. – To, co usłyszałem z ust pana rzecznika, jest wręcz niewiarygodne. Jak może nie-lekarz mówić, co lekarz powinien robić? Dam przykład, kierując się wypowiedzią pana rzecznika. Proteza stawu biodrowego – czy wie, w jaki sposób wykonywany jest ten zabieg? Ile osób po zabiegu wymaga intensywnej terapii? Mówmy o konkretach –stwierdził prof. Matyja. – Endoproteza stawu biodrowego wykonywana jest dla osób, które nie mogą normalnie funkcjonować. Przebywają na zwolnieniu lekarskim 1, 2 lub 3 miesiące i nie wiemy, jak długi będzie okres wykonywania procedur – zaznaczył. Jak dodał, przesunięcie terminu zabiegu dla takiego chorego to dodatkowy koszt dla państwa. – Już nie mówię o wydłużeniu okresu rehabilitacji – podkreślił. Pytany o to, czy wypowiedź rzecznika może wynikać z niewiedzy odparł: - Myślę, że (rzecznik – red.) nie ma żadnej wiedzy, na czym polega leczenie i dobrze byłoby, gdyby w takich kwestiach wypowiadał się lekarz, który zna się na tych sytuacjach i wie, kiedy i w jakim momencie powinniśmy wdrożyć planowe leczenie operacyjne. Dla dobra chorych, żeby nie było za późno – oznajmił. – Szanujmy się wzajemnie i nie narzucajmy lekarzom, co mają robić. Decyzje o wdrożeniu leczenia powinny należeć do lekarza. My nie potrzebujemy żadnych zaleceń w tej sprawie – skwitował ekspert.
Przegrywamy walkę z pandemią? Ekspert nie ma wątpliwości
5:29

Przegrywamy walkę z pandemią? Ekspert nie ma wątpliwości

Ministerstwo Zdrowia wydało zalecenie, aby w czasie trzeciej fali koronawirusa wstrzymać część zabiegów i hospitalizacji planowych w placówkach medycznych. - To jest dowód na to, że niestety po raz kolejny przegrywamy z pandemią. Teraz mamy do czynienia z trzecią falą epidemiczną i niestety nie przygotowaliśmy się dość dobrze, i przez to musimy część tego personelu, który przyjmowałby pacjentów na tzw. zabiegi planowe, przerzucić do tych tzw. szpitali tymczasowych. Bo lekarzy w Polsce jest najmniej w całej UE – powiedział w programie "Newsroom" WP dr Bartosz Fiałek, lekarz reumatolog odnosząc się do rekomendacji resortu zdrowia. Jego zdaniem, planowa praca lekarzy w połączeniu z "obstawieniem" szpitali tymczasowych jest niewykonalna. – Więc po prostu robi się w miejsce zabiegów planowych jakaś pauzę tylko po to, żeby wyrwać pewnych pracowników i przenieść ich do szpitali tymczasowych – ocenił. Dodał również, że obecnie jesteśmy w stanie wojny z epidemią. – Tę wojnę prowadzimy już od ponad roku – zaznaczył. Podkreślił, że resort powinien wziąć wcześniej pod uwagę apele środowiska lekarskiego i stworzyć tzw. listę rezerwową lekarzy, którzy mogą być oddelegowani do placówek tymczasowych. Oznajmił także, że zalecenia wydane przez MZ mogą skutkować znacznym wzrostem liczby powikłań po nieleczonych chorobach. Szczególnie ważne są – jak twierdził – wczesne wykrycie i terapia pacjentów reumatologicznych. – Niestety obecna medycyna nie jest w stanie leczyć powikłań chorób autoimmunologicznych (…). I to jest wyrok niepełnosprawności – dodał. Dr Fiałek krytycznie odniósł się także do słów rzecznika MZ, który stwierdził, że lekarze – w obliczu zagrożenia życia – nie muszą wprowadzać w życie rekomendacji ministerstwa. – Ministerstwo Zdrowia, jeśli wprowadziłoby nakazem to odroczenie postępowań planowych, wówczas można byłoby się do niego odwoływać: dlaczego nam zakazaliście się leczyć? Pacjenci mogliby mieć pretensje do ministerstwa. A co to znaczy "miękkie rekomendacje"? To znaczy, że spada na nas po prostu cała odpowiedzialność – skwitował.
Nowe obostrzenia w województwie pomorskim. "To cios dla przesiębiorców"
2:35

Nowe obostrzenia w województwie pomorskim. "To cios dla przesiębiorców"

Koronawirus w Polsce nabrał tempa. Do kraju dotarła trzecia fala pandemii COVID-19. Rząd zadecydował o wprowadzeniu tych samych obostrzeń w województwie pomorskim, jakie obowiązują aktualnie na Warmii i Mazurach. Od najbliższej soboty 5 marca w województwie pomorskim znów zamknięte zostaną m.in. hotele, centra handlowe, galerie sztuki, kina, teatry, a także baseny, sauny, korty oraz inne obiekty sportowe, które do tej pory były otwarte. Od 13 do 20 marca uczniowie klas I-III szkół podstawowych w województwie pomorskim będą uczyć się w trybie hybrydowym. Do tej pory kształcili się oni stacjonarnie. - Byliśmy świadomi, że zostaniemy objęci dodatkowymi obostrzeniami, bo obserwujemy statystyki - skomentowała decyzję rządu o restrykcjach w województwie pomorskim wiceprezydent Sopotu Magdalena Czarzyńska-Jachim. - Czekam jednak na wytyczne dotyczące edukacji hybrydowej. Minister zdrowia powiedział podczas konferencji, że część dzieci będzie uczyć się w szkole, a część w domu. Tylko jak wybierać uczniów, którzy mają się uczyć w szkole i tych, którzy mają mieć edukację zdalną? Czekamy na dalsze informacje - wyjaśniała Czarzyńska-Jachim. Wiceprezydent Sopotu odniosła się też do rezerwacji w hotelach i turystyki, z której żyje Sopot. - Mamy tydzień, aby odwołać rezerwacje, to duży cios dla branży, która nie miała i nadal nie ma dobrego czasu. Przyjazdy turystów do Sopotu były dla wielu przedsiębiorców ratunkiem. Rząd zapowiedział jednak, że z tygodnia na tydzień będzie podejmował decyzję o luzowaniu obostrzeń. Tydzień niepewności będzie jednak ciężki, m.in dla obsługi hotelowej. Mamy trudną sytuację pandemiczną i rozumiem, że obostrzenia muszą być wprowadzone, pytanie tylko, czy te restrykcje będą skuteczne - mówiła wiceprezydent Sopotu. Ministerstwo Zdrowia podało w piątek najnowszy raport o stanie epidemicznym w kraju. Przybyło 15 829 zakażonych. Zmarły 263 osoby.
Liczba zgonów drastycznie rośnie. Prof. Simon: duża liczba jest nierejestrowana
3:03

Liczba zgonów drastycznie rośnie. Prof. Simon: duża liczba jest nierejestrowana

Dotąd na COVID-19 lub choroby współistniejące zmarło w Polsce nieco ponad 20 tys. osób. Oficjalne dane dot. liczby ofiar koronawirusa w Polsce są zaniżone? - Dane, które podawano, to byli pacjenci objawowi, czyli mniej więcej 1/5 wszystkich dziennych zakażeń, przy śmiertelności 500 czy 600 osób. Jednego dnia 500, po 10 dniach 5 tysięcy, a po miesiącu - 15 tysięcy. I jedno miasteczko w Polsce znikało z powierzchni ziemi, a do tego duża liczba zgonów, których nie rejestrujemy, ale wzrasta, bo zakłady pogrzebowe nas informują. To osoby, które z różnych powodów nie były w stanie dotrzeć do służby zdrowia - powiedział w programie "Newsroom" prof. Krzysztof Simon, kierownik wrocławskiej kliniki chorób zakaźnych. Pytany o porównanie z liczbą zgonów w Niemczech, gdzie przy ponad dwa razy większej liczbie ludności na koronawirusa zmarło 19 tys. osób, prof. Simon odparł, że wynika to z tego, iż Niemcy są dużo bardziej uporządkowani, przestrzegają restrykcji i dostosowali się do obostrzeń. - Jednak to restrykcje prowadzą do zahamowania zakażeń. W Polsce w maju, gdy zaczynała się walka wyborcza, nikt niczego nie przestrzegał. GIS nie wiadomo dlaczego poluzował restrykcje, takie idiotyczne, jak na weselach czy mszach. Były jakieś ruchy antycovidowe, ba, wypowiadali się jacyś niemądrzy, utytułowani pseudonaukowcy, którzy mówili, że to wszystko jest bzdura i spisek koncernów - wyjaśnił.
Sebastian Ogórek Sebastian Ogórek
Paweł Orlikowski Paweł Orlikowski