newsroom (strona 2 z 30)

Leszek Miller ostro o "lex Kaczyński". Nawet się nie zająknął
WIDEO

Leszek Miller ostro o "lex Kaczyński". Nawet się nie zająknął

Były premier, europoseł Leszek Miller pytany był w programie "Newsroom" WP o nowy projekt ustawy covidowej, tym razem forsowany przez Jarosława Kaczyńskiego. Projekt wzbudza kontrowersje. Nie tylko umożliwia on pracodawcy zażądanie od pracownika informacji o negatywnym wyniku testu na obecność koronawirusa, ale także zakłada możliwość karania tych, którzy się nie podporządkują. W myśl nowych propozycji pracownik, który nie poddałby się testowi, a w miejscu jego pracy pojawiłoby się ognisko koronawirusa, mógłby zostać zobowiązany do zapłaty odszkodowania. - To jest jakaś kolejna brednia. Przecież my nie wiemy, kto nas zakaża. Czy ktoś nas zakazi w miejscu pracy, a może w tramwaju, a może w autobusie, a może w pociągu - komentował Miller. - Na tym polega działanie polskiego rządu, który porusza się w rzeczywistości równoległej, którą sam stara się wytworzyć przy pomocy działań medialno-wizerunkowych. To, co robi rząd, to rzucanie kolejnych pomysłów na konferencjach prasowych. I to wszystko. Bo jeżeli chodzi o skuteczną walkę z pandemią, to - biorąc pod uwagę wszystkie możliwe statystyki - ona jest żałosna - stwierdził. Miller zgodził się z postulatem Lewicy o obowiązkowych szczepieniach. - Od samego początku uważam, że powinny być obowiązkowe szczepienia albo coś w rodzaju sankcji finansowych, tzn. jeżeli ktoś niezaszczepiony trafia do szpitala, powinien się leczyć na własny koszt - oznajmił Miller.
Natalia Durman Natalia Durman
Maseczki na zewnątrz? Ministerstwo Zdrowia komentuje
WIDEO

Maseczki na zewnątrz? Ministerstwo Zdrowia komentuje

Maseczki obowiązkowe na zewnątrz? - Tutaj wracamy do rekomendacji ekspertów, (...) że nie ma to większego sensu w przestrzeni otwartej - powiedział w programie "Newsroom" WP wiceminister zdrowia Waldemar Kraska. - Mamy w ministerstwie przygotowane plany A, B i C, chwilami nawet i D, gdyby sytuacja się zmieniła, więc bardzo szybko możemy pewne rekomendacje wdrażać - dodawał. Z kolei pytany o słowa ministra zdrowia o tym, że już niedługo będziemy mieć 60 tys. zakażeń dziennie, odparł: - Opieramy się na pewnych symulacjach, prognozach, które przygotowują dla nas ośrodki już od wielu miesięcy. Te prognozy są rozbieżne, ale pokazują dość dużą ilość dziennych zakażeń - mówił. Dopytywany o obostrzenia i o to, dlaczego Polska nie zabezpiecza się przed kolejną falą zakażeń, odpowiedział: - Mamy w tej chwili obostrzenia, które - jeżeli byśmy je przestrzegali wszyscy (…) - to dla mnie jest to wystarczające - uważa Kraska. - Także dzienne raporty, które dostajemy z MSWiA, pokazują, że jednak służby egzekwują te obostrzenia, mandatów jest coraz więcej - dodawał. Na uwagę o tym, że - jak sam wspomniał - nie wszyscy stosują się do obowiązujących restrykcji, stwierdził, że "ubolewa nad tym". - W tym takim dość ciężkim okresie powinniśmy się bardzo skupić, aby przetrwać piątą falę. Niektórzy mówią, że ostatnią, ale zobaczymy - powiedział gość WP,
Kontrowersyjna ustawa. Znamy stanowisko "Solidarności"
WIDEO

Kontrowersyjna ustawa. Znamy stanowisko "Solidarności"

Sejmowa Komisja Zdrowia pozytywnie zaopiniowała projekt ustawy o weryfikacji covidowej. Trafi on teraz do drugiego czytania. O opinię na jego temat pytany był w programie "Newsroom" WP Marek Lewandowski z NSZZ "Solidarność". Jak stwierdził, "ocena jest niejednoznaczna". - Z jednej strony pracodawca ma obowiązek zapewnić bezpieczne warunki pracy, (...) natomiast to, co nam zaprezentowano, zawiera kilka bardzo istotnych wad, które należy usunąć, które stwarzają bardzo poważne zagrożenie - podkreślił. - Po pierwsze projekt musi dotyczyć ochrony zdrowia i życia, a jest zatytułowany, że ma umożliwiać działalność gospodarczą. Więc już u samej podstawy idea tego projektu jest niewłaściwa - tłumaczył Lewandowski. Po drugie - kontynuował - pracodawca może żądać w sposób nieograniczony testowania się, a test jest skuteczny na dwa dni. Jeżeli więc zaczną się masowe testy, to jest pytanie, czy jesteśmy w stanie to przerobić. Projekt ustawy nie określa, co w sytuacji, gdy będzie się czekało na wynik testu, bo zatka się cały system. Gość WP wskazał też, że "jest zagrożenie, że pracownik może zostać zwolniony z art. 52 Kodeksu pracy". - Mówi o tym, że jeżeli pracownik utraci uprawnienia do wykonywania pracy, na którą został zatrudniony, może zostać zwolniony - wyjaśnił. - Jeżeli zostaną uwzględnione te uwagi, które myśmy zgłosili, to projekt będzie do przyjęcia - zapowiedział Lewandowski.
Natalia Durman Natalia Durman
Nagła zmiana pogody. Z domu nie wychodź bez parasola
WIDEO

Nagła zmiana pogody. Z domu nie wychodź bez parasola

Jak zapowiada się pogoda na długi weekend? - Po tym napływie chłodnego powietrza - jak się okazuje - zostanie ono z nami troszeczkę dłużej. Temperatury lekko dodatnie w dzień, a następnie lekkie minusy w nocy, z czym będziemy mieli do czynienia do niedzieli - powiedział w programie "Newsroom" WP synoptyk z IMGW-PIB, Grzegorz Walijewski. Dodał, że od środy możemy spodziewać się zmiany pogody. - Będziemy musieli przygotować parasol, w niektórych miejscach nawet może już wyciągnąć ciepłą czapkę, bo 1-2 stopnie na plusie to wiadomo - już troszeczkę chłodniej. Noce będą nieco chłodniejsze, bo do minus 5 stopni Celsjusza - podkreślał. Walijewski ostrzegał, że już od środy czeka nas napływ chłodniejszego powietrza i temperatura około 3 st. C., na południu Polski do 6 st. C. W czwartek z kolei - jak mówił - na północy kraju około 1 stopień, w pozostałej części i centrum 0-1 st. C., na południu natomiast około 3 stopni. - Przelotne opady śniegu jak najbardziej mogą się pojawić w czwartek - zaznaczył. - W piątek natomiast już troszkę więcej słońca, chociaż w północno-zachodniej części kraju może pojawić się nieco więcej śniegu - poinformował. - Jakieś przelotne opady śniegu będą się pojawiały - dodawał. W niedzielę z kolei mieszkańcy północnej i centralnej części Polski mogą spodziewać się zachmurzenia i również przelotnych opadów śniegu. Natomiast na południu nieco więcej słońca i wyższa temperatura - wymieniał ekspert. - Mimo tego, że będzie odczuwalne ochłodzenie to i tak jak na początek stycznia te temperatury rzędu 2-3 - czy nawet 0 st. C. - to i tak jest cieplej, niż tak naprawdę powinno być - powiedział Grzegorz Walijewski.
Wróci Lex TVN? "PiS nie będzie ustawać w wysiłkach"
WIDEO

Wróci Lex TVN? "PiS nie będzie ustawać w wysiłkach"

Lex TVN wróci do Sejmu? PiS zapowiada prace nad nowym projektem, który uzyskałby akceptację prezydenta. - Jest pytanie, czy zostanie również zaakceptowany przez Amerykanów, bo to, że pan prezydent zawetował tę ustawę, to nie jest tylko czynnik wynikający z jego woli i jego rozeznania w sytuacji, ale także z nacisku amerykańskiego - ocenił w programie "Newsroom" WP Leszek Miller. Na wzmiankę o tym, że Andrzej Duda twierdził, iż rozmawiał na temat tej nowelizacji z obywatelami, Miller skwitował: - Oczywiście, ja widziałem tysiące Polaków na manifestacjach i na demonstracjach w wielu polskich miastach, ale nie widziałem tam prezydenta. Szkoda, że prezydent nie wyszedł do manifestujących. - Oczywiście, że ten temat nie zginął i PiS nie będzie ustawać w wysiłkach, aby wszystkie media były tubą propagandową ich przekazów informacyjnych. Codziennie dzięki wolnym, niezależnym mediom - także Wirtualnej Polsce - dowiadujemy się o kolejnych skandalach, o kolejnym nadużywaniu stanowisk, o takim bezustannym rozkradaniu naszego wspólnego majątku i to musi doprowadzać do szału działaczy PiS-u, łącznie z panem Kaczyńskim - kontynuował gość WP. - Więc w takim systemie autorytarnym, który w Polsce jest budowany, wszyscy muszą mówić to samo. Więc gdyby udało się zaszlachtować TVN, to oczywiście przyjdzie pora na inne media. Więc tak ważne jest to, żeby PiS nie mógł przejąć tej stacji - oznajmił Leszek Miller.
Nowe stawki mandatów. Efekty już są
WIDEO

Nowe stawki mandatów. Efekty już są

1 stycznia weszła w życie nowelizacja Prawa o ruchu drogowym zaostrzająca kary dla sprawców wykroczeń drogowych. Podwyższa ona maksymalną wysokość grzywny, którą może nałożyć sąd - z 5 do 30 tys. zł oraz zwiększa wysokości mandatów nakładanych przez policjanta - do 5 tys. zł. O efekty nowych przepisów pytany był w programie "Newsroom" WP nadkom. Sylwester Marczak z Komendy Stołecznej Policji. - To już jest widoczne na drogach. Kierujących, którzy decydują się na łamanie przepisów prawa, zwłaszcza tych związanych z prędkością, jest mniej. Inaczej też wygląda rozmowa z policjantem w momencie, kiedy taka osoba zatrzymana jest do kontroli. W momencie, kiedy osoba słyszy, że mandat wynosi 1500, 2000 czy 2500 zł, to już nie myślimy o dalszej dyskusji z policjantem, tylko myślimy, ile pieniędzy straciliśmy - relacjonował. Marczak przekazał, jak pierwsze dni nowego roku, i obowiązywania nowych przepisów, wyglądały w przypadku Warszawy. - Policjanci nałożyli ponad 200 nowych mandatów, nierzadko wynosiły one po 1500, 2000, czy 2500 zł. Niestety są też przypadki skrajnej nieodpowiedzialności. W weekend zatrzymany został kierowca, który poruszał się z prędkością blisko 180 km/h na Trasie Siekierkowskiej, będąc w stanie nietrzeźwości, bo miał ponad 2 promile, pomimo obowiązującego zakazu. Oczywiście za te przestępstwa będzie odpowiadał, ale w przypadku wykroczenia prędkości 180 km/h skierujemy wniosek o ukaranie do sądu. W tym przypadku ma on możliwość zastosowania grzywny nawet 30 tys. zł - podkreślił Marczak.
Natalia Durman Natalia Durman
Jak rząd walczy z pandemią? Marek Borowski mówi wprost
WIDEO

Jak rząd walczy z pandemią? Marek Borowski mówi wprost

- Jak każdy rozsądny Polak słucham specjalistów i zastanawiam się, czy realizowane są rekomendacje. Niestety wygląda na to, że nie. Postawmy sobie proste pytanie: mamy epidemię, czy jest jakiś sposób na to, żeby ona wygasła, przygasła, żeby nie przynosiła tyle ofiar? Jest tylko jeden sposób - szczepienia. Wszyscy to wiedzą - mówił w programie "Newsroom" WP senator KO Marek Borowski. - Logika pokazuje, że trzeba robić wszystko, żeby ludzie się szczepili. I to "wszystko" w innych krajach wygląda tak, że paszporty covidowe są przepustką do funkcjonowania w społeczeństwie. Nie wejdziesz do restauracji, do kina, do teatru, na imprezę jeśli nie pokażesz albo zaświadczenia o szczepieniu, albo negatywnego testu - podkreślił. W ocenie Borowskiego rządzący publicznie opowiadają "bzdury". - Dlaczego się nie podejmuje takich decyzji? Ten rząd opiera swoje poparcie na ludziach, którzy są szczególnie podatni, mówiąc delikatnie, na różnego rodzaju mitach, strachach, w tym na antyszczepionkowcach. Oni się po prostu boją podjąć taką decyzję, bo im słupki sondażowe spadną - tak im się wydaje. Ja uważam, że to nieprawda, że gdyby takie działania podjęli wcześniej, w sposób jasny, wyraźny, zdecydowany ograniczyli liczbę zgonów, to raczej by zyskali w opinii publicznej. Ale tam jest takie działanie, że codziennie robi się jakiś sondaż, patrzy się na wyniki tego sondażu i podejmuje się decyzje zgodne z sondażem - stwierdził Borowski.
Natalia Durman Natalia Durman
Sikorski o działaniach rząd wobec IV fali. "To ma swoją nazwę w kodeksie karnym"
WIDEO

Sikorski o działaniach rząd wobec IV fali. "To ma swoją nazwę w kodeksie karnym"

Obostrzenia ze względu na czwartą falę koronawirusa wprowadzono w Polsce o wiele później niż w innych krajach europejskich. Dziennie w naszym kraju z powodu COVID-19 umiera kilkaset osób, a eksperci z Rady Medycznej alarmują, że restrykcje są zbyt łagodne w stosunku do tego, z czym walczymy. Czy rząd to rozumie? - Oczywiście, że rząd rozumie, tylko, że nie robi tego, co potrzebne, aby ratować życie Polaków. To ma swoją nazwę w Kodeksie karnym: to jest niedopełnienie obowiązków - przekonywał w programie "Newsroom" WP Radosław Sikorski. Europoseł PO dodał, że jako kraj "jesteśmy grubo w umieralności przed znacznie większymi od nas krajami", m.in. przed USA. - W zgonach "na głowę mieszkańca" jesteśmy w czołówce światowej. Właśnie dlatego, że rząd nie potrafi przekonać swoich własnych wyznawców do szczepień i boi się antynaukowych szaleńców w swoim klubie. Boi się utraty władzy - podkreślał gość WP. - Więcej Polaków umiera, niż to konieczne, dlatego że rząd nie robi tego, co sugeruje Rada Medyczna - wskazywał. Zaznaczył też, że "jak to się skończy, będziemy mieli strasznego kaca moralnego, bo zginie może ponad 100 tysięcy Polaków i ktoś porówna rekomendacje Rady Medycznej z działaniami rządu. I wyjdą straszliwe zaniedbania". - Mam wrażenie, że rząd ma w nosie to, ilu Polaków umiera. Jedyne, co go obchodzi, to słupki poparcia. Oni wolą, żeby część ludzi umarła - i to proporcjonalna część ich własnych zwolenników, niż żeby większość ich własnych zwolenników przestała ich popierać ze względu na antyszczepionkowe poglądy. To jest jakiś straszliwy taniec śmierci - spuentował Radosław Sikorski.