newsroom

Polski ksiądz o świętach w Ukrainie: została garstka parafian
WIDEO

Polski ksiądz o świętach w Ukrainie: została garstka parafian

Ukrainę czekają drugie święta wielkanocne w cieniu wojny. W programie "Newsroom" Wirtualnej Polski ks. Wojciech Stasiewicz, dyrektor Caritas-Spes-Charków, mówił, że Ukraińcy wciąż żyją wizytą prezydenta Wołodymyra Zełenskiego w Polsce. - To pierwsza oficjalna wizyta zagraniczna. W nieprzypadkowym miejscu. Doskonale sobie zdajemy sprawę, ile Polska do dnia dzisiejszego zrobiła i ile dalej robi. Ta wizyta to sygnał dla nas, mieszkańców całej Ukrainy. Czytam wypowiedzi, że jest nieco bezpieczniej i stabilniej niż przed kilkoma miesiącami - komentował duchowny. Wspomniał też o spotkaniu Zełenskiego z Ukraińcami w Polsce. Jak mówił, sytuacja w obwodzie charkowskim wciąż jest trudna. - Dzisiejszej doby (7.04 - red.) ostrzelano sześć rejonów w obwodzie charkowskim. Przede wszystkim te ostrzały są już od wielu tygodni kontrolowane, ich intensywność się utrzymuje. W samym Charkowie te strzały trwają od ok. tygodnia. Słychać czasem po kilkanaście rakiet. Dotyczy to infrastruktury krytycznej. Nie czuć, że to się skończyło. Czuć niepewność. Z granicy są przymusowe ewakuacje. Władze przymuszają, by ewakuować osoby. Ze Słowiańska, oddalonego od nas o 150 km, ewakuowano dzieci. Wojna trwa dalej - podkreślił. Jak będą wyglądać święta wielkanocne? - Z pewnością świętowanie w wymiarze wojny jest czymś bardzo trudnym. Tradycja jest tradycją. Święta zawsze były momentem spotkania, odnowienia wiary w Boga, ale zawsze były związane z rodziną. To już trzecie święta w wymiarze zminimalizowanym. W Wielki Czwartek ok. 20 proc. osób przybyło na celebrację liturgiczną w porównaniu z poprzednim tygodniem. Księża wspominają, że nie ma dzieci i młodzieży, została garstka parafian. W takim wymiarze próbujemy organizować liturgię. Wiedzą o tym zainteresowane osoby. Nie rozgłaszamy tego. Musimy przestrzegać godzin policyjnych. Dajemy możliwość wspólnej modlitwy, nadziei i poczucia normalności. Trudno cokolwiek planować. Obudziłem się i dziękowałem Bogu, że w ogóle się obudziłem - podkreślił ks. Stasiewicz.
Rafał Mrowicki Rafał Mrowicki
Reporter WP w Kijowie: Ludzie wracają do stolicy. W tle widać tłum
WIDEO

Reporter WP w Kijowie: Ludzie wracają do stolicy. W tle widać tłum

Do Kijowa wracają ludzie, którzy opuścili miasto w pierwszych tygodniach wojny. Jak mówi korespondent Wirtualnej Polski w Kijowie Patryk Michalski, ludzie czują się bezpieczniej. - Wszyscy tutaj mamy świadomość, że może to być złudne poczucie bezpieczeństwa. Wyczuwa się tu powracającą normalność, ale z drugiej strony w nocy na terenie prawie całego kraju, również w Kijowie, słychać było syreny alarmowe. Ministerstwo obrony wystosowało w nocy komunikat, by nie lekceważyć tego sygnału. To łączenie ze sobą rzeczywistości wojennej i próby powrotu do normalności. Wszyscy mamy poczucie, że zaczyna się drugi etap, kiedy jeszcze nikt tak naprawdę nie wie, jaką strategię przyjmie Rosja, mówię tu o bitwie o Donbas - mówił Patryk Michalski w programie "Newsroom". Mateusz Ratajczak dopytywał jakie informacje dot. wschodu kraju docierają od ukraińskich wojskowych. - Zaczęła się bitwa o Donbas. Jedna z kluczowych, jeśli nie najważniejsza. Rosjanie, po tym jak wycofali się z obwodu kijowskiego, czyniąc tu potężne szkody, mówiąc wprost: przeprowadzili ludobójstwo. Wycofanie to ich porażka. Drugą porażką jest zatopienie "Moskwy". Bitwa o Donbas to kluczowy punkt dla Rosjan, którzy potrzebują sukcesów. Będą próbowali odciąć znaczącą część kraju. Ta bitwa może zadecydować o losach wojny i o tym, jak długo będzie trwała. Jeżeli Rosja odniosłaby sukces w Donbasie, to z pewnością spróbowaliby wrócić tutaj. Jeżeli poniosłaby klęskę, to wiele osób mówi, że po tych trzech klęskach będzie musiała wykonać krok w tył i to może być początek końca wojny. Oczywiście to hipotetyczne scenariusze, bo wojna przynosi codziennie tyle nowych wydarzeń, że nie można powiedzieć jakie będą jej dalsze losy. Nie ma jednak wątpliwości, że bitwa o Donbas jest kluczowa dla Ukrainy, a także dla Europy, dlatego tak ważne jest wsparcie całego świata. Chcę państwu pokazać jeszcze jedną rzecz. Jesteśmy w centrum. Ten tłum jest zdecydowanie większy niż to, co widać w tym momencie na obrazu. To budynek głównej siedziby poczty. Jak państwo się domyślają, ta kolejka stoi po ten znaczek wypuszczony na część tych dzielnych ukraińskich żołnierzy, którzy rosyjski okręt posłali doskonale wiemy gdzie. Ta ich przepowiednia się spełniła. Każdy chce kupić ten znaczek - relacjonował nasz reporter.
Jak powstrzymać Putina? "Trzeba użyć siły"
WIDEO

Jak powstrzymać Putina? "Trzeba użyć siły"

Jak powstrzymać Władimira Putina? – Jeszcze bardziej konsekwentna postawa Zachodu – odpowiedział stanowczo w programie "Newsroom" WP Paweł Kowal z Koalicji Obywatelskiej. – NATO. Ludzie wierzą w NATO. Dla nich NATO to jest Zachód, a Zachód to jest nasze zobowiązanie – dodał. Jak podkreślił, w zakresie sankcji należy „bardziej cisnąć naszych sojuszników”. – Już dzisiaj po tym, jak się nie udało wczoraj ze SWIFT-em, powinna jechać delegacja z Polski do Niemiec, do Francji, do wszystkich dużych stolic – kontynuował. – Bardzo negatywną rolę w tym procesie odgrywa Wiktor Orban (...). Trzeba do nich jechać (...) nie odpuszczać, bo to jest nasz interes (…). Trzeba więcej, i my to musimy mówić: to jest nasz polski interes – podkreślił. – Każdy ten ruch to jest wielka inwestycja w bezpieczeństwo każdej polskiej rodziny – dodawał. Zaznaczył, że Putin jest "szalonym, rozjuszonym dyktatorem". – To jest naprawdę jak w '39 roku. Nawet zaczął o godz. 4.45 – ocenił. – Wielka klasyczna wojna. Dawno czegoś takiego nie widzieliśmy i musimy rozumieć związek między tą wojną a naszym bezpieczeństwem. On jest bezpośredni – powiedział Kowal. – Mamy do czynienia z szalonym wrogiem – wskazywał. Dodał, że również polski rząd i opozycja powinni być "w tych dniach jednością". – Rząd jeszcze nie czuje tego dramatyzmu sytuacji – ocenił gość WP. Jak więc NATO i USA w praktyce powinny pomóc Ukrainie? Zdaniem posła KO, poprzez m.in. dostawy broni i zaangażowanie militarne. – USA może dostarczać broń, może się zaangażować militarnie – oznajmił. Czy zdaniem polityka Putin nie zatrzyma się na Ukrainie? – Ale on nie ma żadnego ograniczenia. To jest szalony dyktator. Nic nie zrobimy, jeśli nie zrozumiemy, w jakiej jesteśmy sytuacji. Jeśli ktoś w Warszawie, czy w Paryżu, myśli, że jeśli pozwoli mu się zjeść jeszcze dwa czy trzy ukraińskie miasta, zbombardować Lwów (…) i pogrążyć Charków, to on się uspokoi? Nie. Taki dyktator się nie uspokoi. Będzie tylko bardziej rozjuszony – przekonywał Paweł Kowal.
Atak Rosji na Ukrainę. "Najtrudniejszy moment w powojennej historii Europy"
WIDEO

Atak Rosji na Ukrainę. "Najtrudniejszy moment w powojennej historii Europy"

- Myślę, że w tym nieszczęściu, w tej tragedii, którą obserwujemy, to jest najtrudniejszy moment w powojennej historii Europy. Bez wątpienia najbardziej dramatyczny – ocenił w programie "Newsroom" WP były ambasador RP w Waszyngtonie, Ryszard Schnepf. – Mamy szczęście, że na czele Stanów Zjednoczonych stoi człowieka, który jest nie tylko odpowiedzialny, ale jest emocjonalnie zaangażowany w promowanie, umacnianie wolności (…). Jego słowa należy traktować serio. Nawet nie chcę myśleć o tym, co by było, gdyby na czele państwa amerykańskiego stał jego poprzednik Donald Trump i wówczas jak dochodziłoby do porozumień pomiędzy Moskwą a Waszyngtonem – ponad naszym głowami i z ponownym dzieleniem całego świata na strefy wpływów. A o to właśnie chodzi Putinowi – precyzował. – Bardzo jestem zmartwiony zmasowanym atakiem na politykę niemiecką. Chociaż Olaf Scholz pokazuje absolutnie wszystko, że jest z Zachodem – kontynuował Schnepf, nawiązując do rezygnacji z budowy Nord Stream 2. Odniósł się też do słów Piotra Wawrzyka, który stwierdził, że "Niemcy zachowują się nieprzyzwoicie", nie chcąc odciąć Rosji od systemu SWIFT. – Myślę, że pan Piotr Wawrzyk może nie końca rozumie SWIFT i może nie wie, że SWIFT to nie jest mechanizm, który można przy pomocy kluczyka wyłączyć (…). To nie jest coś, co po prostu odłączy rosyjską agresję od prądu – dodawał. – Rosja z całą pewnością przygotowywała się na ten scenariusz bardzo precyzyjnie – mówił. – W ciągu ostatnich miesięcy Rosja zgromadziła ogromne zasoby finansów (…). Oni się do tego przygotowywali. Myślę, że jeżeli Zachód ma coś uruchamiać, to warunkiem skuteczności jest, aby to rzeczywiście zadziałało. A nie było tylko pozornym działaniem – podkreślił gość WP.
Rosyjski atak na Kijów. "Nikt nie wie, czego można się spodziewać"
WIDEO

Rosyjski atak na Kijów. "Nikt nie wie, czego można się spodziewać"

W piątek nad ranem Rosja rozpoczęła bombardowanie Kijowa. - Sytuacja była bardzo trudna, przede wszystkim ze względu na niepewność mieszkańców, którzy nie wiedzieli, w którym miejscu o i kiedy będą mogli spodziewać się tego ewentualnego i możliwego bombardowania. Dlatego tak wiele osób już późnym wieczorem skierowało się do schronów – relacjonował w programie "Newsroom" WP reporter Wirtualnej Polski, przebywający w Kijowie. Dodawał, że wielu mieszkańców miasta spędziło noc w schronach. – Widać było wcześnie rano, jak ludzie zabierali swoje karimaty, śpiwory – mówił. Jak przekazał, mieszkańcy Kijowa gromadzą się w pobliżu metra na wypadek ewentualnego bombardowania. – Nikt nie wie, czego można się spodziewać – podkreślał. – Pojawiają się informacje o tym, że celem Rosjan będzie dzielnica rządowa i zdaje się, że wszyscy oficjele, którzy tutaj w dzielnicy rządowej pracują, się do tego przygotowują. Dlatego w ostatnich godzinach trwało bardzo intensywnie palenie dokumentów na wypadek, gdyby Rosjanom udało się zdobyć ważne instytucje – wyjaśnił. – Taka jest procedura: chodzi o to, by niepożądane informacje nie dostały się w ręce Rosjan, jeśli uda im się zdobyć te kluczowe punkty – dodawał. Jak także relacjonował, na ulicach widać młodych mężczyzn, zmobilizowanych do wojska, ale też takich, którzy "jeszcze przed powszechną mobilizacją (…) mówili, że są gotowi do ewentualnej walki". – Trudno wyobrazić sobie, że ta sytuacja tak bardzo zmieniła się w stolicy i to w ciągu kilkudziesięciu godzin – oznajmił. Wskazał też na ogromną wartość pracy ukraińskich dziennikarzy. – Dziennikarze ukraińscy, którzy są wiarygodnymi źródłami informacji, pracują nieprzerwanie od niemal ponad 40 godzin non stop – podkreślił.
Apel do obywateli Ukrainy. "Każdy może liczyć na wsparcie"
WIDEO

Apel do obywateli Ukrainy. "Każdy może liczyć na wsparcie"

- Przede wszystkim stawiamy tutaj na współpracę sojuszniczą, bo żadne pojedyncze państwo nie jest w stanie samodzielnie przeciwdziałać takiej agresji – oznajmił wiceszef MSZ Paweł Jabłoński w programie "Newsroom" WP, pytany o to, jakie kolejne kroki podejmie Polska w kwestii pomocy Ukrainie zaatakowanej przez Rosję. – W sferze krajowej przygotowujemy się przede wszystkim do wzmocnienia poziomu bezpieczeństwa, a także do przyjęcia grupy ludzi, którzy mogą przez naszą wschodnią granicę przedostać się do Polski. (…) Jesteśmy przygotowani na to, żeby tym ludziom pomagać – zapewnił. Dopytywany, czy Polska może zapewnić schronienie np., setkom tysięcy Ukraińców, odpowiedział – Jest taka możliwość. – Będziemy robić wszystko, co w naszej mocy, aby pomóc każdemu, kto będzie się o takie wsparcie do nas zwracał – dodawał. Wiceminister wystosował też apel do Ukraińców, m.in. tych przebywających obecnie w Polsce. – Jesteśmy z wami, jesteśmy z Ukrainą. Polska przez ostatnie kilka lat stała się domem dla nawet pół miliona obywateli Ukrainy. Jesteśmy mieszkańcami jednego kraju i myślę, że każdy, kto mieszka w Polsce, każdy obywatel Ukrainy wie, że może liczyć na wsparcie Polski, na wsparcie Polaków – powiedział. – Każdemu, komu tylko będziemy mogli, pomożemy – zapewniał. Zwrócił się także do Polaków. – Odradzamy absolutnie wszelkie podróże na Ukrainę. Sugerujemy każdej z takich osób, (która przebywa obecnie na Ukrainie – red.), aby natychmiast podjęła działania zmierzające do opuszczenia terytorium Ukrainy (…). Jeśli to nie jest możliwe - ważne, żeby każdy kto może, zarejestrował się w systemie Odyseusz. To jest system MSZ, który umożliwia nam sprawną łączność z naszymi obywatelami – uściślił. – Sytuacja jest bardzo trudna, bardzo poważna, ale trzeba działać spokojnie, w opanowany sposób i śledzić komunikaty, nie dawać się dezinformacji – podkreślił. Zapytany z kolei o to, czy możliwa są konkretne zmiany w prawie, ułatwiające obywatelom Ukrainy przybycie do naszego kraj, zarejestrowanie się i pracę w Polsce, odparł: - My się przygotowujemy poprzez działania administracji. Bo jeśli chodzi o działania legislacyjne, to te działania prawne są niezwykle proste – mówił, podając przykład uzyskania pozwolenia na pracę. Dodał, że w ramach systemów administracyjnych czasami dochodzi do ich przeciążenia, jednak – jak zapewnił – "będziemy w to także inwestowali, żeby systemy działały sprawnie".
Putin sięgnie po kraje bałtyckie? "Mało prawdopodobne"
WIDEO

Putin sięgnie po kraje bałtyckie? "Mało prawdopodobne"

W jakim świetle Władimir Putin, który kilka dni temu dopuścił się inwazji na Ukrainę, ukazuje Polskę – sojusznika Ukrainy? – Polska jest wrogiem, była wrogiem i będzie wrogiem (Rosji – red.) – powiedział w programie "Newsroom" WP prof. Daniel Boćkowski. – Natomiast nie jesteśmy w tym głównym nurcie. Jesteśmy symbolicznym kraje, który cały czas wspiera Ukrainę, który działa na rzecz Ukrainy, który jest antyrosyjski, ma gigantyczne antyrosyjskie fobie – kontynuował. – Wszystkie kraje, które należały do bratniego sojuszu Związku Radzieckiego plus wchodziły w skład ZSRR, nagle po rozpadzie Związku Radzieckiego stały się wrogami, stały się antyrosyjskie. A więc i my jesteśmy w tej antyrosyjskości zapiekli i tak naprawdę nie wiadomo, co robić i jak działać – dodawał. Zapytany o to, czy w świetle ostatnich wydarzeń można podejrzewać, że kraje bałtyckie będą następnym celem Putina, odparł iż Putin rzeczywiście sądzi, że Rosja została "ograbiona" przy rozpadzie ZSRR. – Tutaj nie ulega wątpliwości, że jest to pewna teza, która będzie teraz mocno realizowana. Nie sądzę, by Rosja odpuściła sobie poprzez Ługańsk i Donieck Ukrainę. Teraz będzie właśnie grała na całe obwody, a tak naprawdę celem de facto jest wchłonięcie Ukrainy w tej czy innej formie – oznajmił ekspert dodając, że może mieć to miejsce "w taki sposób, jak Białoruś". – Bo tylko z Ukrainą (…) Rosja będzie mogła grać w tej lidze światowej. Na razie jest takim kieszonkowym pancernikiem. Natomiast czy sięgnie po państwa bałtyckie? Mało prawdopodobne, bo mimo wszystko myślę, że tutaj ogromną rolę gra jednak to, że sojusz jest silny, zwarty i tutaj Rosja nie może sobie pozwolić na takie same działania, jak w przypadku Ukrainy. Co nie oznacza, że cały czas będzie nie będzie działać na osłabienie tych państw czy na ewentualne siły wewnętrzne, które zmieniałyby np. wektory polityki. Czyli taka hungaryzacja państw bałtyckich, żeby tam też nastroje były takie, jak na Węgrzech, żeby pozyskać takiego Orbana bis – podsumował prof. Boćkowski.
Silny mróz. IMGW o ostrzeżeniach
WIDEO

Silny mróz. IMGW o ostrzeżeniach

Jakiej pogody możemy się spodziewać w weekend? – Zdecydowanie najwięcej zjawisk będzie miało miejsce dzisiaj (piątek – red.). Przechodzący front i wymiana mas powietrza spowodują pojawienie się opadów deszczu, deszczu ze śniegiem, krupy – mówił w programie "Newsroom" Mateusz Barczyk, synoptyk z IMGW-PIB. Dodał, że opady, wraz z upływem dnia, zmienią się z jednostajnych w przelotne. Ponadto należy też spodziewać się burz – "głównie w zachodniej i centralnej Polsce oraz na północy". Po opadach z kolei może być ślisko na drogach. - Po dzisiejszych opadach spodziewamy się pojawienia się możliwości oblodzenia – mówił. Wskazywał, że "wilgotne nawierzchnie mogą ulegać oblodzeniu w miejscach, gdzie odnotowane zostaną szybkie spadki temperatury". – Nie będzie to jakiś przeważający obszar – zaznaczał. – Dzisiaj spodziewamy się w wielu miejscach ostrzeżeń o oblodzeniu. To jedno z niewielu ostrzeżeń, jakich się spodziewamy na najbliższy weekend – dodawał. To natomiast szczególnie ważna informacja dla kierowców. – Jest to zdecydowanie niebezpieczne zjawisko – podkreślił gość WP. - Jeszcze jutro przewidujemy możliwość wystąpienia silnego mrozu – powiedział specjalista i od razu dodał, że dotyczyć on będzie jedynie powiatu tatrzańskiego. Na Podhalu zaś - jak mówił – temperatura może spaść nawet do 15 stopni Celsjusza na minusie. - Ta wymiana pogodowa zakończy się jutro (w sobotę - red.). Napłynie nad Polskę dość silny wyż i zacznie rozganiać to zachmurzenie. Pojawi się sporo słońca już jutro, nad większością obszarów Polski. Taka pogoda ma szansę wytrwać w dobrej kondycji do niedzieli. Wygląda na to, że ten weekend jest całkiem obiecujący – zauważył synoptyk. - W tej chwili rzeczywiście można powiedzieć, że pogoda w Polsce bardziej przypomina to, co mamy w zachodniej Europie, gdzie wpływ Atlantyku jest "książkowy". Cały styczeń nam pokazał, jak często ta łagodna (…) pogoda napływała do nas i to przez to, że kształtuje nas powietrze znad Atlantyku. I mamy to, co mamy, czyli taką pogodę przedwiośniową – wyjaśniał.
"Lex Czarnek" przyjęte przez Sejm. "Tak było w czasach komuny"
WIDEO

"Lex Czarnek" przyjęte przez Sejm. "Tak było w czasach komuny"

"Lex Czarnek" zostało przyjęte przez Sejm, co zostało nagrodzone przez członków obozu Zjednoczonej Prawicy gromkimi brawami i gratulacjami dla ministra edukacji i nauki. –To też świadczy o tym, że do końca Prawo i Sprawiedliwość nie było pewne, że ta większość będzie i że ta ustawa zostanie uchwalona. Chyba bardziej cieszyli się z tego, że jednak udało im się tę większość zebrać, niż z tego, że ta ustawa jest uchwalona – oceniła Krystyna Szumilas z Koalicji Obywatelskiej w programie "Newsroom" WP. Jak dodała, ustawa Przemysława Czarnka jest aktem "wracającym polską szkołę do czasów PRL". – Z jednej strony posłowie PiS-u cały czas mówią, że oni są tymi, którzy z tym czasem PRL szukają rozliczenia, z drugiej strony stanowią prawo (…) w taki sposób, żeby do tych czasów wrócić – oceniła i zaznaczyła, że "w szkole to najbardziej widać". – Ta ustawa jest tego koronnym przykładem – wtrąciła Szumilas. Przepis – jak kontynuowała – o zwiększeniu uprawnień kuratora jest "przepisem dokładnie wziętym z ustawy o systemie oświaty z '61 roku". – Tak było w czasach komuny, tak było w czasach PRL. Nauczyciel nie miał swobody, decydował za niego kurator – przypominała. Odpowiadając na argument Czarnka o tym, że teraz to rodzice mają mieć pełną decyzyjność ws. organizacji zajęć lekcyjnych, odpowiedziała: - Rodzice mogą chcieć jakichś zajęć pozalekcyjnych (…), ale ten wniosek musi pójść do kuratora oświaty i to kurator oświaty ostatecznie powie tak lub nie – wskazywała polityk. – Takie mówienie, że rodzice podejmują decyzje, w momencie kiedy to kurator może tego typu zajęcia zablokować, jest okłamywaniem ludzi – stwierdziła Szumilas. – Po co to robi minister Czarnek? Otóż po to, żeby zablokować te zajęcia, które być może rodzice będą chcieli zorganizować dla swoich dzieci, ale nie spodoba się to kuratorowi oświaty. To nie jest wolność. Wolność rodziców, oddanie decyzji w ręce rodziców, to jest zaufanie rodzicom. To jest powiedzenie: tak, wy macie tę decyzyjność, my nie będziemy się wtrącać – zauważyła posłanka.
Niedzielski wieszczy koniec pandemii. "Wirus dalej będzie zabijał"
WIDEO

Niedzielski wieszczy koniec pandemii. "Wirus dalej będzie zabijał"

Słowa ministra zdrowia Adama Niedzielskiego o tym, że "mamy do czynienia z początkiem końca pandemii" odbiły się szerokim echem. Wypowiedź tę skomentowali w programie "Newsroom" WP eksperci: profesor Robert Flisiak i profesor Krzysztof Pyrć. – Myślę, że pan minister trochę przesadził bo na pewno można być optymistą odnośnie początku końca piątej fali, natomiast co do końca pandemii to myślę, że poczekamy do jesieni. A poza tym przypomnę, że koniec pandemii to ogłosić powinna Światowa Organizacja Zdrowia, bo pandemia to jest epidemia dotycząca całego świata, a nie tylko Polski – ocenił prof. Flisiak. Drugi gość Wirtualnej Polski zgodził się ze swoim przedmówcą co do stwierdzenia, że "najważniejsza w tym momencie jest ostrożność" i – jak stwierdził - ważne też, "żeby jednak troszkę ważyć słowa". – Istotne jest to, żeby zdefiniować to, co mamy na myśli, mówiąc o końcu pandemii. Dlatego, że można się spodziewać, że z dużym prawdopodobieństwem takich fal, jak na początku tej pandemii, już nie zobaczymy – dodał prof. Pyrć. – Ta choroba nie blokuje naszego społeczeństwa już tak mocno, natomiast pozostaje bardzo dużym problemem – wskazał. – To jest ważna rzecz , żeby to podkreślić: jesienią będziemy mieli z powrotem przypadku SARS-CoV-2, nawet w tym wariancie Omikron (który jest nieco łagodniejszy). Te przypadku u osób wrażliwych mogą być śmiertelne i ważne, żeby pamiętać, że ten wirus dalej będzie zabijał – zauważył ekspert. – Te fale mogą już nie mieć takiego charakteru niszczącego, natomiast one się będą powtarzały, czyli prawdopodobnie tak definiując, faktycznie ta pandemia gdzieś zmierza ku końcowi. Natomiast to nie oznacza, że wirus zniknie, że jest nagle przyjazny i nieszkodliwy, tylko oznacza to, że te wartości nie są tak oszałamiające i nie mamy całego świata zablokowanego – powiedział rozmówca WP.
Traktory znowu w stolicy? "Organizujemy wyjazd do Warszawy"
WIDEO

Traktory znowu w stolicy? "Organizujemy wyjazd do Warszawy"

Będzie kolejny protest rolników w Warszawie? – Takie mamy plany, bo stoimy dziś na straży tego, co jest bardzo ważne, istotne, to, z czego słyniemy – czyli z produkcji dobrej, normalnej żywności, która jest dostępna dla Polaków w przystępnej cenie – zapowiedział w programie "Newsroom" WP prezes AgroUnii, Michał Kołodziejczak. – Udamy się teraz do premiera. Organizujemy najprawdopodobniej na 23 lutego wyjazd do Warszawy. Jeszcze dokładnie ustalamy formę, ale najprawdopodobniej w Warszawie pojawią się traktory, tak jak wczoraj pojawiły się w Łodzi – zadeklarował Kołodziejczak. Dodał, że rok temu w grudniu – kiedy traktory wjechały do stolicy, blokując całkowicie ruch drogowy – wygrał w sądzie sprawę "o to, że można było nimi wjechać, bo nie było żadnego znaku zakazu wjazdu traktorów do miasta". – Możemy to zrobić, zgłosimy legalny wjazd i pokażemy, że jesteśmy zdeterminowani – dodawał. – Mam wrażenie, że dzisiaj premier jest oszukiwany i okłamywany przez swoich ministrów – stwierdził. Dopytywany o to, czy planowany jest konkretnie tylko protest, czy też manifestacja i jednocześnie rozmowy z szefem rządu, odpowiedział: - Wczoraj złożyliśmy u kilku wojewodów dokumenty, dzisiaj jeszcze zostaną wysłane do kilku – też z informacją, że chcemy się spotkać z premierem – sprecyzował. – Chcemy pokazać premierowi, że ta sprawa jest pilna i istotna i on musi wiedzieć po dniu wczorajszym, że coś jest nie tak, że dzieje się coś złego – powiedział gość WP.