newsroom (strona 3 z 30)

Lekarz apeluje do kobiet w ciąży. "Dlatego to tak szalenie ważne"
WIDEO

Lekarz apeluje do kobiet w ciąży. "Dlatego to tak szalenie ważne"

Do szpitala w Legnicy trafiły cztery niemowlęta, u których potwierdzono zakażenie koronawirusem. Lekarze ich stan określają jako ciężki. Trójka z nich znalazła się pod respiratorami - ich matki nie były zaszczepione przeciwko COVID-19. Co na to dr Konstanty Szułdrzyński z Centralnego Szpitala Klinicznego MSWiA w Warszawie? - Niedobrze, że niemowlęta znajdują się pod respiratorem. To dla tych dzieci ogromne obciążenie. Tych przypadków na szczęście nie ma dużo, ale to, że one się zdarzają, pokazuje, że nikt nie jest bezpieczny, że nieszczepienie się jest grą w rosyjską ruletkę - komentował w programie "Newsroom" WP. - Nie jest tak, jak się ludziom wydaje, że umierają starzy, chorzy, a jak ktoś jest młody i zdrowy, to nie ma szansy, żeby umrzeć. Ma. Ona jest oczywiście mniejsza, ale jest. A w momencie, kiedy zachorujemy, wtedy tak naprawdę medycyna już bardzo niewiele może zrobić - podkreślił. Dr Szułdrzyński stwierdził jednoznacznie: "Najlepsze, co możemy dla siebie zrobić, to zaszczepić się". - A kobiety w ciąży chronią za pomocą szczepionki nie tylko życie i zdrowie własne, ale również własnych dzieci. Dzieci po urodzeniu mają jeszcze przeciwciała, które wytworzyły matki i te przeciwciała chronią niemowlę. Dlatego to jest tak szalenie ważne, żeby się szczepić - zaznaczył. - Noworodek jest szczególnie kruchą istotą i narażanie go jest nieracjonalne. Z wyjątkiem bardzo początkowego okresu ciąży, kiedy zarodek jest wyjątkowo wrażliwy na różne uszkodzenia, przez cały pozostały okres można i trzeba się szczepić - zaapelował lekarz.
Natalia Durman Natalia Durman
Nowe obostrzenia? Ekspert nie ma złudzeń
WIDEO

Nowe obostrzenia? Ekspert nie ma złudzeń

W związku z narastającą IV falą COVID-19 w Polsce i pojawieniem się mutacji Omikron w innych krajach minister zdrowia Adam Niedzielski przedstawił "pakiet alertowy obostrzeń". Nowe restrykcje mają obowiązywać od 1 do 17 grudnia. Zakładają one m.in. zakaz lotów do wybranych krajów oraz zmniejszenie dotychczasowych limitów obłożenia w instytucjach kultury, kościołach, hotelach, lokalach gastronomicznych, obiektach sportowych i na weselach. Sprawę obostrzeń komentowała w programie "Newsroom" WP prof. Agnieszka Szuster-Ciesielska z Katedry Wirusologii i Immunologii UMCS w Lublinie. - Uważam, że to zmiana kosmetyczna. Jeżeli organizujemy wesele, to jeśli chodzi o rozprzestrzenianie wirusa, praktycznie nie ma znaczenia, czy na 100, czy 150 osób - podkreśliła. W jej ocenie zmiany są niewystarczające. - I naukowcy, i lekarze, i nawet członkowie Rady Medycznej postulowali, by wprowadzić bardziej zdecydowane obostrzenia. Na początku mówiło się o lockdownie. Ja jestem zwolennikiem tego, by wreszcie zacząć egzekwować paszporty covidowe. Z tym że w tej chwili to już też jest późno, jeśli się mówi na ten temat dopiero, kiedy już jest apogeum IV fali. To należało wprowadzić przynajmniej 3 tygodnie temu - stwierdziła. - Widzimy, że te obostrzenia doskonale funkcjonują w krajach zachodnich. Ludzie się przyzwyczaili, traktują to jak coś zupełnie naturalnego - dodała.
Natalia Durman Natalia Durman
"Wie, jaka jest prawda". Wiceminister odpowiada Tuskowi
WIDEO

"Wie, jaka jest prawda". Wiceminister odpowiada Tuskowi

- Od początku kryzysu na wschodniej granicy mówiliśmy o potrzebie umiędzynarodowienia. Polska nie powinna być samotna w sytuacji, w której się znalazła. Zajęło to dużo czasu, niestety za dużo czasu, by rząd zajął się aktywnym działaniem na arenie międzynarodowej. Trzeba robić wszystko, by utrzymywać jak najlepsze relacje, ale to w jakimś sensie musztarda po obiedzie. O dwa miesiące za późno - powiedział szef Platformy Obywatelskiej Donald Tusk. Co na to wiceminister spraw zagranicznych Paweł Jabłoński? - Kompletnie nie mogę się z tym zgodzić. Tusk doskonale wie, że to jest wyłącznie jego teza publicystyczna. Podejrzewam, że wie, jaka jest prawda. Każdy, kto śledził aktywność polskiej dyplomacji od lata tego roku, kiedy była niezwykle duża aktywność i premiera, i prezydenta, i MSZ, zarówno z państwami unijnymi, jak i z państwami w regionie Bliskiego Wschodu, doskonale wie, że ta aktywność miała miejsce (...). To była praca dyplomatyczna, która wymagała długich tygodni, bo tak to w dyplomacji jest - komentował w programie "Newsroom" WP. - To, że dziś premier wyruszył w kolejną, jeszcze bardziej intensywną podróż, związane jest także z innym niebezpieczeństwem, które mamy na Wschodzie - z narastającym zagrożeniem działań rosyjskich wobec Ukrainy. Z tego też powinniśmy wszyscy zdawać sobie sprawę - dodał wiceminister.
Natalia Durman Natalia Durman
Lockdown dla niezaszczepionych? Poseł PiS mówi wprost
WIDEO

Lockdown dla niezaszczepionych? Poseł PiS mówi wprost

Podczas gdy czwarta fala nabiera na sile, niektóre państwa europejskie decydują się w znaczący sposób ograniczyć dostęp do publicznych usług dla osób niezaszczepionych. Nieco inaczej jest w polskim rządzie, który nadal nie zdecydował się na taki ruch. Posła Bolesława Piechę z PiS zapytaliśmy w programie "Newsroom WP", czy boi się antyszczepionkowców. - Akurat ja się nie boję. Wiem, że istnieją takie siły i nie są nawet takie małe, ale jestem zwolennikiem działań, które chronią jak największą liczbę obywateli - powiedział. Jak przekonywał poseł, ewentualny lockdown nie powinien objąć wszystkich Polaków. - Jeżeli zostałby wprowadzony, powinien dotyczyć tylko osób niezaszczepionych. Nie bałbym się wprowadzania dla nich pewnych ograniczeń. Trzeba korzystać ze szczepień, na które zarówno Polska, jak i UE wydały setki milionów euro –tłumaczył. Piecha przyznał, że jest absolutnym zwolennikiem wykorzystywania możliwości, jakie idą za zaświadczeniem covidowym. - Tym ludziom, którzy się zaszczepili, podjęli ten obywatelski obowiązek, należy umożliwić więcej, niż pozostałym - powiedział. Gość programu dodał, że nie ma wątpliwości, że w razie wprowadzenia lockdownu dla niezaszczepionych, osoby te wyjdą na ulice. - Obserwujemy świat, nie żyjemy w bańce mydlanej. Widzieliśmy zamieszki w Belgii, Austrii czy we Włoszech. Sądzę jednak, że jest to pewien margines, bardzo agresywny, ale nadal margines. Ja się ich nie boję. Uważam, ze wykorzystywanie paszportu covidowego do pewnych usług gastronomicznych, kulturalnych i społecznych jest jak najbardziej na miejscu. (…) Nie mam wszystkich danych dotyczących epidemii w Polsce, ale wiem, że musimy bezwzględnie chronić naszą służbę zdrowia przed krachem. To niedopuszczalne, żebyśmy czwarty raz z rzędu popełnili te same błędy i nie próbowali ochronić zasobów służby zdrowia: respiratorów, tlenu, personelu i oddziałów szpitalnych - powiedział. Poseł przyznał również, że jego formacja powinna zastanowić się nad wprowadzeniem obowiązkowych szczepień dla pewnych grup społecznych.
Ks. Isakowicz-Zaleski chce pomóc na granicy. Mówi o reakcji na wpis
WIDEO

Ks. Isakowicz-Zaleski chce pomóc na granicy. Mówi o reakcji na wpis

"Jako ksiądz i podporucznik rezerwy jestem gotów pojechać do pomocy na granicę, o ile dowództwo Straży Granicznej wyrazi taką potrzebę. Mam swoje lata, ale obsługiwać kuchnię lub stać na warcie mogę" - napisał na Twitterze ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski. O tym, co stało się potem, mówił w programie "Newsroom" WP. - Dostałem bardzo dużo maili od rodzin funkcjonariuszy Straży Granicznej oraz policji, którzy bardzo żywo reagują na każdy wyraz wsparcia - zdradził. - Ten tweet z mojej strony to było wywołanie dyskusji, w jaki sposób można pomóc. Akurat jestem w sytuacji, że jeszcze jako kleryk odbyłem dwuletnią obowiązkową służbę wojskową i posiadam stopień podporucznika. W Episkopacie jest bardzo duża grupa biskupów, którzy także posiadają stopnie wojskowe. Ale tu nie chodzi nawet o to, czy ktoś ma stopień wojskowy czy nie. Moim zdaniem powinnością każdego duchownego jest dziś wspieranie w najróżniejszy sposób - tak funkcjonariuszy i żołnierzy, którzy są na granicy, jak i rodzin. Bo to jest chyba najmniej w tej chwili podnoszona sprawa, że ten ogromny hejt, który płynie na żołnierzy, wywołuje w rodzinach ogromne stresy - podkreślił. - Jestem po wielu rozmowach, gdzie ci ludzie proszą, żeby ktoś im starał się pomóc. Nie chodzi nawet o pomoc psychologiczną czy duszpasterską, ale o życzliwość i empatię dla rodzin, zwłaszcza dla dzieci - dodał. Pytany, jak można pomóc, przypomniał, że jeden z portali strażackich podał informację, że brakuje kubków termicznych dla żołnierzy. - Jest to jakiś mankament w służbach. Myślę, że nawet taka skromna zbiórka na rzecz zakupu tych kubków, czy nawet zwykłe podziękowania, listy, rysunki - każda forma jest dobra, żeby rodziny miało to przekonanie, że jednak społeczeństwo jest po ich stronie - stwierdził. - Tu nie chodzi o politykę, kto na górze wydaje rozkazy, tylko że ci ludzi bronią polskich granic - wskazał Isakowicz-Zaleski.
Natalia Durman Natalia Durman
Emocje w studiu sięgneły zenitu. Bosak o śmierci 30-latki z Pszczyny
WIDEO

Emocje w studiu sięgneły zenitu. Bosak o śmierci 30-latki z Pszczyny

30-letnia Izabela była w 22. tygodniu ciąży. Kobieta zmarła w szpitalu w Pszczynie. Na temat tragicznych wydarzeń wypowiedziała się matka nieżyjącej pacjentki. Opowiedziała o wiadomościach, jakie przed śmiercią otrzymała od córki. "Dzięki ustawie antyaborcyjnej muszę leżeć i nie mogą nic zrobić" - brzmiał jeden z SMS-ów. Sprawę komentował w programie "Newsroom" WP Krzysztof Bosak z Konfederacji. - To jest absolutnie skandaliczne. Jeżeli to jest całość korespondencji, to ona pokazuje, że pacjentka nie była przez lekarzy prawidłowo poinformowana o tym, jakie przysługują jej procedury medyczne, jakie są możliwe ścieżki troski o jej zdrowie i jaki jest jej stan prawny. Jest to po prostu złamanie praw pacjenta i dlatego postępowanie w tej sprawie uważam za zasadne - oznajmił Bosak. - Uważam też za wysoce szkodliwe to, co robią w tej chwili zwolennicy aborcji, tzn. pogłębianie już istniejącej dezinformacji opinii publicznej - dodał. Polityk odniósł się do komunikatu rodziny po śmierci 30-latki. Nie wykluczono w nim, że do zabiegu, który mógłby uratować życie pacjentce, nie doszło ze strachu przed odpowiedzialnością karną po wyroku TK. Bosak ocenił, że doszło do "rażącego błędu medycznego i złamania praw pacjenta". - Może lekarz się bał, ale czy to jest wina ustawodawcy, czy lekarza? Jeśli lekarz jest sparaliżowany strachem i nie pomaga pacjentce, to jest oczywisty błąd medyczny - przekonywał. Doszło do ostrej wymiany zdań z prowadzącym program Mateuszem Ratajczakiem.
Natalia Durman Natalia Durman
"Tego się nie da inaczej nazwać". Lekarz o Niedzielskim. Użył mocnych słów
WIDEO

"Tego się nie da inaczej nazwać". Lekarz o Niedzielskim. Użył mocnych słów

Co dalej z protestem medyków? - pytany był w programie "Newsroom" WP dr Michał Bulsa - ginekolog i położnik, członek prezydium Naczelnej Rady Lekarskiej. - Bierność rządzących za chwilę spowoduje najgorszą rzecz, jaka może się wydarzyć, czyli sytuację, w której medycy przestaną mieć ochotę rozmowy z rządem, tylko przejdą do bardziej radykalnych działań - zaalarmował. - My, jako NRL, już wskazaliśmy kolegom, żeby - z powodu tego, że całe prawo i okoliczności, które się dzieją, są niekorzystne dla medyków - powstrzymali się od dodatkowej pracy, ponieważ ta praca może ich narażać na odpowiedzialność karną, cywilną czy zawodową - wskazał. - Nie wiem, czy pan minister Niedzielski chce dążyć do tego, że za chwilę skłóci się z całym środowiskiem. Jeżeli nie będzie pracowników, to nie będzie leczenia - podkreślił. Pytany, jakie "radykalne działania" wchodzą w grę, odparł, że "wachlarz możliwości jest duży". - Czujemy odpowiedzialność wobec pandemii i wobec pacjentów, natomiast mamy również własną cierpliwość - wyjaśnił Bulsa. Zachowanie Niedzielskiego określił "ignoranctwem". Tego się nie da inaczej nazwać. To jest zachowanie odpowiadające moim dzieciom, które mają lat 5 czy 6, że się obrażą i idą do innej piaskownicy - stwierdził lekarz. Jak dodał, "poleca panu ministrowi siądniecie do rozmów".
Natalia Durman Natalia Durman