niemcy (strona 9 z 27)

Ucieczka ORP Orzeł. Mija dokładnie 79 lat

Determinacją i sprytem wykazała się załoga ORP Orzeł, by uciec z internowania w Tallinie. Wszystko wydarzyło się we wrześniu 1939 roku. ORP Orzeł zawinął do estońskiego portu by wyokrętować dowódcę i dokonać drobnych napraw. Okazało się że na miejscu jest też niemiecki okręt. Estończycy poinformowali o tym Polaków i przekazali, że w tej sytuacji "Orzeł" nie może opuścić portu wcześniej, niż 24 godz. po wypłynięciu Niemców. Wkrótce jednak Estończycy uznali, że udzielony azyl z powodu podanych przez Polaków powodów był niepotrzebny. Podjęli więc decyzję o internowaniu "Orła". Załodze zabrano pomoce nawigacyjne i zaczęto rozbrajać okręt. Polacy nie zamierzali czekać z złożonymi rękami. Postanowili uciec. Bosman Władysław Narkiewicz, udając, że łowi ryby, zmierzył głębokość na trasie planowanej ucieczki. Inni członkowie załogi wyciągnęli informacje, kiedy następują zmiany warty. Zaplanowano awarię świateł w porcie. W nocy z 17 na 18 września Polacy obezwładnili dwóch wartowników i rozpoczęli wychodzenie z portu. Nie było to proste, bo awarię świateł szybko naprawiono i estońska artyleria rozpoczęła ostrzał. Na dodatek kadłub "Orła" nie zmieścił się w wyznaczonym torze - zawadził o falochron i stanął. Po kilkunastu minutach udało się jednak wyprowadzić jednostkę z potrzasku i wypłynąć na głębokie wody. Estończycy szukali "Orła". Słyszano nawet 4 echa wybuchów bomb głębinowych. Okręt po naładowaniu akumulatorów i karkołomnych działaniach patrolowych na Bałtyku, na początku października wyruszył do Anglii.
Opcje
Przebadali mózg zbrodniarza, by szukać przyczyny straszliwych czynów. Wyniki zaskakują
2:09

Przebadali mózg zbrodniarza, by szukać przyczyny straszliwych czynów. Wyniki zaskakują

Głowa należy do Petera Kürtena, zwanego Wampirem z Düsseldorfu. Ten makabryczny eksponat przyciąga wielu turystów. Po ścięciu zbrodniarzowi głowy w 1931 r. jego szczątki badano. Szukano przyczyny jego strasznych zbrodni. Kürten został skazany na śmierć za 9 morderstw. Czerpał rozkosz z dźgania swoich ofiar nożem i picia ich krwi. Badając mózg zbrodniarza, lekarze nie znaleźli żadnych nieprawidłowości. Przyczyna zła leżała gdzie indziej. Morderca wychował się w rodzinie alkoholików. Był zarówno ofiarą i świadkiem przemocy. Twierdził, że pierwsze morderstwo popełnił w wieku 9 lat. Miał utopić swoich dwóch rówieśników. Razem z sąsiadem hyclem torturował zwierzęta. Wyładowywał się na nich seksualnie, po wszystkim dźgał nożem. Jego pierwszą ofiara była Christine Klein, 9-letnia dziewczynka, którą zamordował podczas włamania. Na drugi dzień odwiedził karczmę prowadzona przez jej rodziców i upajał się zasłyszanymi tam rozmowami o zbrodni. Zabijał nie tylko dzieci, ale również kobiety i mężczyzn. Często wracał na miejsce zbrodni i rozmawiał z policją. Po jednym z morderstw wysłał policjantom list. Dołączył nawet mapę z miejscem, gdzie zakopał swoją ofiarę. Został złapany przez przypadek. Jedna z ofiar, która przeżyła atak, opisała zdarzenie w liście do przyjaciela. Ponieważ pomyła adres list został otwarty na poczcie i dostarczony policji. Dzięki niej policja poznała adres mordercy. Przed swoja egzekucją pytał, czy po tym jak zetną mu głowę, będzie choć przez chwilę słyszał jak wypływa jego krew.
Opcje