Niebezpieczny "Squid Game". Ekspert ostrzega przed "fajną zabawą w zabijanie"
"Squid Game" - południowokoreański serial - bije rekordy popularności. Opowiada o grupie ludzi, którzy uczestniczą w grach opartych na zabawach z dzieciństwa. Ci, którzy odpadają, giną na miejscu. Tu zaczyna się problem. Serial ma ograniczenie wiekowe, ale wśród widzów są dzieci ze wczesnych klas podstawówki. Wychowawcy, m.in. w szkołach w Wielkiej Brytanii, biją na alarm. Zaapelowali do rodziców, by nie pozwalali swoim pociechom na oglądanie "Squid Game", bo uczniowie odgrywają brutalne sceny z serialu. Ta "moda" zdobywa coraz większą popularność w Polsce. Zjawisko skomentował w programie "Newsroom WP" Maciej Dębski, prezes fundacji Dbam O Mój Zasięg. - To dotyczy nie tylko "Squid Game", ale także różnego rodzaju gier i w ogóle świata cyfrowego. Dla młodych osób ten cyfrowy świat jest bardzo ważny. Bardzo łatwo jest się w nim stać bohaterem, co jest trudne w świecie realnym. Dzieci i młodzież bardzo często więc przenoszą zachowania podejrzane w serialu lub grze do życia realnego - wyjaśniał ekspert. - Wczoraj miałem zajęcia w szkole podstawowej i okazało się, że uczniowie w drugiej, trzeciej klasie oglądali ten serial ("Squid Game" - red.), chociaż wszyscy wiemy, że jest on dostępny od 16 roku życia. To odwzorowywanie zachowań jest bardzo często w klasie, na przerwie albo w świetlicy. Dzieci dzielą się na strażników i graczy. Celują do siebie, jakby się chciały postrzelić. Trzeba więc powiedzieć, że stosują realną przemoc wobec przegranych. Nie jest to więc tylko odwzorowywanie, bo jeżeli ktoś przegra w grze, to dzieci biją się i szarpią - wymieniał Dębski. Dodał, że kiedy dzieci są pytane o powody takiego zachowania, nie bardzo zdają sobie sprawę, co właściwie widziały w telewizji. - Dla nich "Squid Game" to serial, w którym jedna osoba wygrywa, jest dużo przemocy i "fajnej zabawy". Ale jak zapyta się taką młodą osobę, co właściwie znaczy "fajna zabawa w zabijanie", to nabierają wody w usta. Poziom wejścia w ten serial jest płytki, ale dlatego, że dzieci nie zdają sobie sprawy, co tak naprawdę oglądają - wyjaśniał prezes fundacji.