wojna w Ukrainie (strona 9 z 15)

Rosja otworzy puszkę Pandory? Ekspert alarmuje
5:25

Rosja otworzy puszkę Pandory? Ekspert alarmuje

- Po II Wojnie Światowej umówiliśmy się, (…) że nie będziemy stosować przemocy w stosunkach międzynarodowych, zmieniać granic państwowych. Na podstawie tych zasad zbudowaliśmy porządek, dzięki któremu żyliśmy po II WŚ aż do dziś. Rosja w sposób konsekwentny dąży do złamania tego porządku opartego na niestosowaniu przemocy, niezmienianiu granic. To oczywiście otwiera ryzyko, otwiera puszkę Pandory, ponieważ - niezależnie od tego, czy Rosja efektywnie czy nie przeprowadzi działania na Ukrainie - inne państwa mogą traktować tę sytuację jako przykład tego, że można metodami siłowymi doprowadzić do realizacji swoich interesów - mówił w programie "Newsroom" WP analityk Polskiego Instytutu Spraw Międzynarodowych Arkadiusz Legieć. Odniósł się również do informacji, że Rosja zerwała pokojowe negocjacje z Japonią ws. sporu terytorialnego o Wyspy Kurylskie. - To jeden z wielu konfliktów granicznych Rosji, który pokazuje, że to państwo nie jest w stanie uregulować swoich relacji z sąsiadami w sposób pokojowy. Z całą pewnością stanowisko Rosji jest związane z tym, że Japonia w pełni przyłączyła się do międzynarodowych sankcji nakładanych na Rosję przez państwa zachodnie, (...) wiedząc, że kiedy ona może się znaleźć w analogicznej sytuacji, również będzie oczekiwała wsparcia międzynarodowego - wyjaśnił Legieć.
Natalia Durman Natalia Durman
Gigantyczne straty Rosjan. "To jest dramatyczne"
7:10

Gigantyczne straty Rosjan. "To jest dramatyczne"

Rosyjski tabloid "Komsomolskaja Prawda" opublikował artykuł na temat strat poniesionych przez rosyjskie wojsko. Napisano o blisko 10 tys. poległych żołnierzach i ponad 16 tys. rannych. To o wiele więcej niż podają oficjalne rosyjskie statystyki. Artykuł został szybko skorygowany, ale media społecznościowe obiegły zrzuty ekranu z serwisu. - Nawet jeżeli by to podzielić na pół, to i tak straty są potężne. To prawie 30 tys. ludzi wyłączonych z walki podczas miesiąca. Amerykanie przez cały okres trwania wojny w Iraku stracili ok. 6,5 tys., więc to jest dramatyczne - komentował w programie "Newsroom" WP ppłk Krzysztof Przepiórka, były żołnierz GROM. - Jeżeli w ciągu niecałego miesiąca tracimy 10 proc. stanu osobowego, to jest to fatalne dla atakujących. (...) Te straty są praktycznie nie do odrobienia. Rosjanie tracą nie tylko żołnierzy wojsk lądowych, ale przede wszystkim pilotów samolotów i śmigłowców. Wyszkolenie takiego pilota trwa latami - tłumaczył Przepiórka. Jak podkreślił, "Rosja to nie jest mały kraj, gdzie można skupić siły w jednym miejscu". - Te rezerwy, te dodatkowe siły, są rozproszone po całej Rosji, która jest rozległa. (...) Nie można powiedzieć: ten region sobie odpuszczamy, a dajemy wszystko na Ukrainę - mówił. Przepiórka przyznał, że niepokoją go ruchy wojsk białoruskich. - Jak Łukaszenka zdecyduje się wejść na zachodnią Ukrainę, może być Ukraińcom ciężko. Od strony zachodniej dostarczany jest sprzęt. Nie można go dostarczyć drogą lotniczą, ponieważ to Rosjanie panują w powietrzu. Odcięcie Ukrainy zachodniej może spowodować katastrofę humanitarną i brak dostaw amunicji na pole walki - zaalarmował.
Natalia Durman Natalia Durman
Cel Putina. "Chce z Polski strefy buforowej"
4:05

Cel Putina. "Chce z Polski strefy buforowej"

- Celem Putina jako takim, nie było zniszczenie Ukrainy, natomiast było podporządkowanie jej całkowite. Zmiana rządu, osadzenie własnych ludzi - powiedziała w programie specjalnym WP Katarzyna Pełczyńska-Nałęcz, była ambasador RP w Rosji. - Putin (…) jasno powiedział, że jego celem jest też stworzenie z naszego regionu, w tym Polski, strefy buforowej, żeby stąd wycofały się wojska amerykańskie i żeby Rosja miała możliwość współdecydowania o tym, jakie są rozwiązania militarnego bezpieczeństwa także w naszym regionie. To były cele Putina. Te cele po 3 tygodniach wojny się ewidentnie zredukowały, przynajmniej na ten moment w odniesieniu do Ukrainy - dodała. - Rosja oczekuje neutralności i to może znaczyć bardzo wiele. Natomiast kluczowe, co jest nie do przyjęcia dla Ukrainy, to jest to, co Rosja nazywa demilitaryzacją Ukrainy, czyli tak naprawdę oczekuje, że Ukraina pozbędzie się armii - wskazała. - Po tych trzech tygodniach widzimy, że Rosjanie zrozumieli, iż nie osiągnęli swoich celów i próbują już trochę zmiękczyć swoją pozycję. Trzeba przyznać, jest ona już łagodniejsza (…) - mówiła była ambasador. Jak stwierdziła, obecnie jest to "próba wynegocjowania (…) takich warunków, które de facto spowodują, że Ukraina w przyszłości nie będzie mogła się przed Rosją bronić, więc to są ciągle warunki nie do przyjęcia".