wojna w Ukrainie (strona 10 z 15)

Wrzawa po przemówieniu Zełenskiego w Bundestagu. "Ich to przerasta"
WIDEO

Wrzawa po przemówieniu Zełenskiego w Bundestagu. "Ich to przerasta"

W czwartek w niemieckim parlamencie przemawiał online prezydent Wołodymyr Zełenski. W ocenie wielu komentatorów wystąpienie nie spotkało się z odpowiednią reakcją niemieckiej klasy politycznej. Zwrócono uwagę, że dwie minuty po przemówieniu Zełenskiego Bundestag przeszedł do porządku obrad, a kanclerz Olaf Scholz milczał. Sprawę komentował w programie specjalnym WP były wiceszef MSZ Paweł Kowal (KO). - Ich to przerasta. Ale my nie możemy dać spokoju. (…) Niemców, na których liczymy, i którzy w różnych sprawach potrafią się zachować, trzeba teraz cisnąć o sankcje energetyczne. Bo jeśli nie zamykamy nieba, nie pomagamy Ukraińcom, żeby byli bezpieczni, kiedy wychodzą z zamkniętego Mariupola, to dajmy im przeciwko Ruskim mocne sakcje - ban na węgiel, na ropę i na gaz - stwierdził. - Oczywiście, że od tego będzie troszeczkę wyższa cena energii, to też trzeba powiedzieć obywatelom, ale jeśli tego dzisiaj nie zrobimy, to za dwa lata będziemy płacić krwią. Orban z tego powodu się przymila do Putina, bo chce wygrać wybory za cenę krwi tych, którzy giną w Ukrainie - podkreślił. - Deputinizacja, deputinizacja i jeszcze deputinizacja, sankcje i niech Rosjanie dobrze naucza się słowa "odszkodowania wojenne", bo będą je płacić. To też powinno być dzisiaj twardo mówione - kontynuował. - Cholera mnie bierze, jak słyszę ciągle, że UE zapłaci. Wiem, że zapłaci, (…) ale za zniszczone miasta, zabitych ludzi, odszkodowania i reparacje wojenne musi płacić Rosja. Dopóki nie będą zapłacone szkody, do tego momentu nie ma, moim zdaniem, możliwości, by znosić sankcje - podsumował Kowal.
Natalia Durman Natalia Durman
"Przepraszam za emocje". Poruszający komentarz ambasadora Ukrainy
WIDEO

"Przepraszam za emocje". Poruszający komentarz ambasadora Ukrainy

- Systemy bezpieczeństwa, które działają na świecie, zawiodły. Zawiodło Memorandum Budapesztańskie, które nic nam nie dało. Oddaliśmy broń jądrową, a nic w zamian nie mamy. Napadła na nas Rosja, odebrała część naszego terytorium i nikt w żaden sposób nie zareagował - mówił w programie specjalnym WP Andrij Deszczyca, ambasador Ukrainy w Polsce. - Mamy ONZ, które nie może podjąć skutecznej decyzji, bo po pierwsze są skorumpowani przez Rosję, sekretariat tej organizacji, a po drugie Rosja, jako członek Rady Bezpieczeństwa ONZ, ma prawo weta. Rosja, która jest agresorem i terrorystą międzynarodowym, która jest zbrodniarzem, ma prawo weta! Oczywiście, że ona zablokuje każdą decyzję. Będzie dalej zabijać, a cały świat będzie mówić: no przecież nic nie możemy zrobić, bo mamy takie układy - kontynuował. - Tak samo z NATO. Czekamy na decyzję o zamknięciu przestrzeni powietrznej, a okazuje się, że NATO nie może podjąć takiej decyzji, bo ona ma być jednomyślna. Mamy państwa, które nas wspierają, które są gotowe zaryzykować, które mają śmiałość powiedzieć prawdę, pojechać do Kijowa i wesprzeć Ukrainę, a inne państwa sobie cicho siedzą i mówią: nie, nie, nie, może nie warto, może zaczekajmy, może to się zatrzyma tylko na Ukrainie, popatrzymy sobie przez wideo, jak jest zabijany naród ukraiński, jak jest niszczona Ukraina, będziemy sobie cicho siedzieć, aby do nas nic nie doszło. Taki system bezpieczeństwa nie powinien działać. Powinien być inny, który może być skuteczny. Rosja wykorzystuje tę słabość. Musi być wymyślony taki system, który zadziała efektywnie przeciwko Rosji - podkreślił Deszczyca. - Przepraszam za emocje, ale po tym, jak widzę zdjęcia z Mariupola, ze Lwowa, nie mogę sobie nawet wyobrazić, żeby bomby spadły na historyczny Lwów, na wspólną historię polską, żydowską, austriacką. Zniszczyłaby to wszystko Rosja i my mamy na to pozwolić? - pytał ambasador.
Natalia Durman Natalia Durman
Ukraina odda Krym i Donbas? "Myślę, że to nierealne"
WIDEO

Ukraina odda Krym i Donbas? "Myślę, że to nierealne"

Jaką ofertę może mieć Ukraina dla Rosji? - pytany był, w kontekście planowanej kolejnej tury rozmów pokojowych, w programie specjalnym WP były ambasador RP w Ukrainie Jan Piekło. - Ukraińska wersja, z tego, co wiemy, pozostaje cały czas taka sama. To jest bezwzględne wycofanie wszystkich wojsk rosyjskich z terytorium Ukrainy. Wtedy można negocjować. Myślę, że jest to warunek, którego Ukraina nie odpuści. Były spekulacje, co z Krymem, z republikami doniecką i ługańską, ale myślę, że ten pierwszy warunek jest warunkiem niepodważalnym - stwierdził. Co z roszczeniami terytorialnymi Rosji ws. Krymu i Donbasu? - Rosja może sobie w tej kwestii mówić, co chce. Zgodnie z prawem międzynarodowym zarówno Krym, jak i republiki doniecka i ługańska to są tereny ukraińskie. Trudno, żeby w sytuacji zwycięstw i skutecznego oporu Ukraina stwierdziła: oddajemy wam to, chcemy pokoju. Myślę, że to jest nierealne - ocenił Piekło. Były ambasador pytany był również o żądania Rosji ws. demilitaryzacji Ukrainy i zachowania jej neutralności. Przypomniał, że dążenie do członkostwa w UE i w NATO jest wpisane do ukraińskiej konstytucji. - To by więc wymagało zmiany konstytucji. Żeby dokonać takiej zmiany, procedura jest bardzo długa. Niekoniecznie byłoby to bardzo popularne w tej chwili. Nastroje ukraińskie są pozytywne, odnoszone są zwycięstwa, Ukraina nie uległa. Władze ukraińskie nie zaryzykowałyby w tej chwili pójścia w tym kierunku - ocenił Piekło.
Natalia Durman Natalia Durman
Co stoi na propagandą Putina? Była ambasador tłumaczy
WIDEO

Co stoi na propagandą Putina? Była ambasador tłumaczy

- Rosja przez trzy tygodnie przeszła w bardzo szybkim tempie drogę od autorytaryzmu do dyktatury militarnej. Tego już się nie da inaczej nazwać. Elementem tej dyktatury jest zmasowana propaganda, wycięcie wszystkich źródeł informacji, które mówią cokolwiek innego. (…) Jest dopuszczony tylko jeden oficjalny punkt widzenia. Ten punkt widzenia jest stalinowski, faszystowski. To jest taki skrajny ogląd spraw, że w Kijowie jest junta faszystowska, sterowana przez Amerykanów, ona jest ludobójcza, zbrodnicza i przeciwko niej Rosjanie walczą - mówiła w programie specjalnym WP była ambasador RP w Rosji, dyrektor Instytutu Strategie 2050 Katarzyna Pełczyńska-Nałęcz. Jak podkreśliła, jest to budowanie obrazu fikcyjnego wroga już nie tylko na zewnątrz, ale też wewnętrznie. - Putin walczy o to, żeby większość ludzi do tej operacji przekonać. Najwyraźniej nie są. To jest gwarancja, że ludzie będą znosili te wszystkie ciężary ekonomiczne, będą w stanie dalej prowadzić tę wojnę. Ta wojna nie tylko dotyczy Ukrainy. Ta wojna toczy się dzisiaj wewnątrz Rosji ze społeczeństwem rosyjskim. Reżim próbuje do końca wyprać mózg Rosjanom. Każdy, kto myśli inaczej, jest zbrodniarzem, jest zdrajcą - tłumaczyła. W ocenie Pełczyńskiej-Nałęcz Putin rozumie, że może się tak stać, że na front ukraiński trzeba będzie wysyłać poborowych. - Trzeba zmobilizować społeczeństwo, żeby była zgoda społeczna na to, żeby młodzi ludzie tam ginęli - podkreśliła.
Natalia Durman Natalia Durman
Dramat w Mariupolu. Gen. Różański: to się nie mieści w żadnych kategoriach
WIDEO

Dramat w Mariupolu. Gen. Różański: to się nie mieści w żadnych kategoriach

- Rosjanie, mając świadomość tego, że nie osiągną sukcesów, jeśli chodzi o bardzo szybkie zajęcie Ukrainy, rozpoczęli eksterminację społeczeństwa Ukrainy. Celem tych działań jest osłabienie ducha woli walki przez stronę ukraińską i doprowadzenie do tego, że ta destrukcja dużej liczby miast spowoduje, że ten kraj będzie krajem upadłym - mówił gen. broni rez. dr Mirosław Różański, prezes Fundacji Bezpieczeństwa i Rozwoju Stratpoints, w programie specjalnym WP. Odniósł się do zbombardowania teatru w Mariupolu. - Nie można tu mówić o żadnym przypadku. Nawet jeśli ta bomba nie była skierowana bezpośrednio w ten teatr, to była skierowana w kierunku infrastruktury cywilnej. Tego typu działanie trzeba jednoznacznie nazwać ludobójstwem - ocenił Różański. - To się nie mieści się w żadnych kategoriach, jeżeli obiektem uderzenia jest szpital, przedszkole, szkoła, budynek mieszkalny, sklepy czy teatr. Nie mam wątpliwości, że ci, którzy wykonują te zadania, są tego świadomi. Oni nie mogą się tłumaczyć, jak jeden z pilotów, że on dostał współrzędne. Jeżeli przygotowywał się do wykonania zadania, miał współrzędne, to naprawdę można sprawdzić, co jest pod tymi współrzędnymi ukryte - czy to jest obiekt wojskowy czy cywilny - podkreślił. - Rosja w swojej desperacji, w swojej bezwzględności nie cofa się przed niczym. (…) Mamy do czynienia z bestialstwem - podsumował Różański.
Natalia Durman Natalia Durman
Tomasz Siemoniak chwali wyjazd do Kijowa. Ma jedno "ale"
WIDEO

Tomasz Siemoniak chwali wyjazd do Kijowa. Ma jedno "ale"

- Trudno komentować ten wyjazd innymi słowami niż prezydenta Ukrainy Wołodymyra Zełenskiego, że to było świadectwo wsparcia - ważne dla Ukrainy, ważne dla tych, którzy heroicznie walczą o swoje państwo. Na pewno w sensie moralno-politycznym ten wyjazd jest bardzo ważny i daleki jestem tutaj od dezawuowania czy powątpiewania. Tak trzeba było zrobić - mówił były szef MON Tomasz Siemoniak (PO) w programie specjalnym WP o wyjeździe Jarosława Kaczyńskiego i Mateusza Morawieckiego do Kijowa. - Dobrze, że było tych premierów trzech. Trzy państwa słowiańskie, ale członkowskie UE i NATO, pokazały, że są z Ukrainą. Uważam, że to jest ważne, potrzebne. Ktokolwiek byłby polskim premierem, powinien tak się zachowywać, dawać świadectwo wsparcia - podkreślił. Siemoniak przyznał zarazem, że "trochę nie podobał mu się hałas propagandowy, który towarzyszył tej wizycie, zanim przywódcy dojechali do Kijowa". - Historyczne porównania, cała dyskusja, czy Unia wysłała czy tylko wiedziała... Czasem lepiej jest poczekać do końca z komentarzami. Nie ogłasza się czegoś, co się dopiero dzieje, jako coś historycznego - stwierdził. Siemoniak odniósł się również do słów byłego prezydenta Bronisława Komorowskiego, który w Radiu Zet oznajmił, że jest "rozczarowany" co do efektów wizyty w Kijowie. - Unikam takich ostrych ocen, bo wiem, że takie rzeczy można ocenić dopiero w długim okresie. Szanuję to, że premier Morawieckim i wicepremier Kaczyński tam pojechali. Kto pompował oczekiwania, niech się zastanowi, czy warto robić z tego mediospołecznościowe wydarzenie - powiedział Siemoniak.
Natalia Durman Natalia Durman
Rosjanie wiedzieli o wizycie Kaczyńskiego i Morawieckiego? "Nie jest problem zaatakować"
WIDEO

Rosjanie wiedzieli o wizycie Kaczyńskiego i Morawieckiego? "Nie jest problem zaatakować"

Premier Mateusz Morawiecki i wicepremier ds. bezpieczeństwa Jarosław Kaczyński, wraz z premierem Czech Petrem Fialą i jego słoweńskim odpowiednikiem Janezem Janszą, udali się z wizytą do Kijowa. Spotkali się tam z prezydentem Ukrainy Wołodymyrem Zełenskim i premierem Denysem Szmyhalem. Sprawę komentował w programie specjalnym WP ppłk Marcin Faliński, były oficer Agencji Wywiadu. Czy wyjazd był rozsądny czy niebezpieczny? - To jest temat bardzo złożony. W tle mamy polityczne decyzje, polityczne rozwiązania. To nie jest wycieczka PR-owa do Kijowa. Myślę, że ten wyjazd był w jakiś sposób anonsowany Rosjanom. Nie mamy informacji, o czym rozmawiano. Mam nadzieję, że nie tylko o pokojowej misji NATO, którą może tak naprawdę zorganizować tylko ONZ. Czekałbym więc jeszcze na efekty tej wizyty - stwierdził. Jak się zabezpiecza takie wizyty? - To nie jest problem zaatakować taki pociąg. Rosjanie mają swoje możliwości, mają rozpoznanie, swój wywiad. Nie byłoby z tym żadnego problemu. Pewnie pociąg trochę kluczył, żeby nadjechać od południowego-zachodu - mówił Faliński. Rosjanie musieli wiedzieć o tej wizycie? - Nie wyobrażam sobie, że można zorganizować tego typu konwój, na takim poziomie, bez pełnego zabezpieczenia. Nie wiem, czy byłaby zgoda służb ochronnych państwa. W związku z tym najlepszym zabezpieczeniem byłoby jakieś porozumienie Rosjanami, którzy mieliby w tym też swój interes - tłumaczył. - To nie jest I wojna światowa, czy rewolucja październikowa, gdzie pociągi pancerne sobie spokojnie hasają po torach. W dzisiejszych czasach nie trzeba użyć specjalnych sił, żeby taki pociąg zatrzymać jednym strzałem - podkreślił Faliński. - Wystarczy rozkręcić tory, ostrzelać z podstawowego granatnika i po pociągu. W związku z tym ja sobie nie wyobrażam, że ten pociąg pojechał sobie ot tak przez stepy Ukrainy - podsumował.
Natalia Durman Natalia Durman