wojna (strona 13 z 25)

"Zakazane miasto". Leży niespełna 100 km od polskiej granicy
2:05

"Zakazane miasto". Leży niespełna 100 km od polskiej granicy

Kiedyś największa baza wojsk radzieckich poza Rosją. Dziś to puste i niszczejące miasto duchów. Kompleks znajduje się w miasteczku Wünsdorf, około 55 km na południe od Berlina. Za drobną opłatą, może zwiedzić go każdy, kogo interesuje historia tego miejsca. Wojskowa tradycja miasta sięga jeszcze XIX w, kiedy otworzono tutaj bazę wojskową. Przez lata zmieniali się jej rezydenci – od cesarskich żołnierzy, przez nazistów, aż po Sowietów. Po II wojnie światowej, Wünsdorf stał się domem dla ponad 40 tys. radzieckich żołnierzy, dla których stworzono osobną dzielnicę, nazywaną wtedy "Małą Moskwą". Dzielnica wyposażona została w teatr, szpital, sklepy, szkoły, basen czy ośrodki wypoczynkowe. Wszystko dla komfortu mieszkających w mieście rodzin oficerów sowieckich. Zwykli Niemcy nie mieli tam wstępu, a przez lata baza wojskowa dorobiła się miana "Zakazanego Miasta". Kiedy wojska radzieckie zostały odwołane ze Wschodnich Niemiec, opuściły Wünsdorf w wielkim pośpiechu. Zostawiły za sobą arsenał sprzętu wojskowego, sklepy pełne elektroniki, a nawet prywatny dobytek. Obecnie miejsce stoi puste i powoli popada w ruinę. Cztery lata temu wystawiono teren na sprzedaż, jednak nie znalazł się żaden kupiec. Miejscowe biuro podróży organizuje wycieczki, dzięki którym można poznać lepiej sekrety tego "Zakazanego Miasta".
Opcje
Znaleźli go przez przypadek. Ma co najmniej 1000 lat i "służył" nazistom
2:12

Znaleźli go przez przypadek. Ma co najmniej 1000 lat i "służył" nazistom

Po 91 latach od odkrycia, naukowcy postanowili raz na zawsze rozwiać tajemnicę pewnego czeskiego szkieletu. Mowa o ludzkich szczątkach z X w., które odkryto pod Zamkiem na Hradczanach w 1928 r. Należały do mężczyzny, który został pochowany ok. 1000 lat temu na skraju cmentarza m.in. z mieczem i dwoma nożami. Szkielet został odkryty podczas poszukiwań najstarszych części zamku przez Narodowe Muzeum Czechosłowacji. Odkrycia dokonał Iwan Borkowski - Ukrainiec, który w 1920 roku, po walce dla Rosji i Austro-Węgier, uciekł do Czechosłowacji. Borkowski postanowił nie publikować opracowania na temat odkrycia, więc kiedy w 1939 r. wkroczyła armia niemiecka, został oskarżony o próbę utajnienia znaleziska. Zarzut był poważny, bowiem Niemcy uważali, że szczątki należały raczej do Niemca lub Wikinga, niż do Słowian. Takie myślenie miało oczywiście znaczenie propagandowe. Naziści wykorzystali szkielet i jego rzekome pochodzenie na dowód, że czeski zamek był germański, a nie słowiański. Kiedy więc Borkowski wydał książkę na temat odkrycia napisał, że szkielet ma skandynawskie pochodzenie. W 1946 archeolog postanowił sprostować tę informację. Napisał, że drugie badanie wykazało, że szczątki należą do ważnej osoby z dynastii Przemyślidów. Teraz postanowiono zweryfikować wszystko, co wiemy na temat tajemniczego szkieletu. Wiadomo bowiem, że mężczyzna został pochowany z przedmiotami, które mogą świadczyć o pochodzeniu słowiańskim, jak i skandynawskim. Naukowcy zwracają uwagę, że cała historia przypomina, jak skomplikowana bywa sprawa identyfikacji szczątków.
Opcje