wojna (strona 13 z 24)

Znaleźli go przez przypadek. Ma co najmniej 1000 lat i "służył" nazistom
WIDEO

Znaleźli go przez przypadek. Ma co najmniej 1000 lat i "służył" nazistom

Po 91 latach od odkrycia, naukowcy postanowili raz na zawsze rozwiać tajemnicę pewnego czeskiego szkieletu. Mowa o ludzkich szczątkach z X w., które odkryto pod Zamkiem na Hradczanach w 1928 r. Należały do mężczyzny, który został pochowany ok. 1000 lat temu na skraju cmentarza m.in. z mieczem i dwoma nożami. Szkielet został odkryty podczas poszukiwań najstarszych części zamku przez Narodowe Muzeum Czechosłowacji. Odkrycia dokonał Iwan Borkowski - Ukrainiec, który w 1920 roku, po walce dla Rosji i Austro-Węgier, uciekł do Czechosłowacji. Borkowski postanowił nie publikować opracowania na temat odkrycia, więc kiedy w 1939 r. wkroczyła armia niemiecka, został oskarżony o próbę utajnienia znaleziska. Zarzut był poważny, bowiem Niemcy uważali, że szczątki należały raczej do Niemca lub Wikinga, niż do Słowian. Takie myślenie miało oczywiście znaczenie propagandowe. Naziści wykorzystali szkielet i jego rzekome pochodzenie na dowód, że czeski zamek był germański, a nie słowiański. Kiedy więc Borkowski wydał książkę na temat odkrycia napisał, że szkielet ma skandynawskie pochodzenie. W 1946 archeolog postanowił sprostować tę informację. Napisał, że drugie badanie wykazało, że szczątki należą do ważnej osoby z dynastii Przemyślidów. Teraz postanowiono zweryfikować wszystko, co wiemy na temat tajemniczego szkieletu. Wiadomo bowiem, że mężczyzna został pochowany z przedmiotami, które mogą świadczyć o pochodzeniu słowiańskim, jak i skandynawskim. Naukowcy zwracają uwagę, że cała historia przypomina, jak skomplikowana bywa sprawa identyfikacji szczątków.
WIDEO

Sekret matki Hepburn. Aktorka chciała tajemnicę zabrać do grobu

Audrey Hepburn zawsze mówiła, jakim koszmarem była dla niej II wojna światowa, która zastała jej rodzinę, gdy mieszkali w Holandii. W roku 1944 dotknął ich głód. Od tamtej pory aktorka miała problemy zdrowotne. Zaskakujące jest więc to, co opisał Robert Matzen w swojej książce pt: "Holenderska dziewczyna". Okazuje się bowiem, że matka Hepburn - Ella van Heemstra - podziwiała Adolfa Hitlera i nazistów. Ella poznała osobiście Fuhrera w Monachium. Hitler ponoć nawet pocałował ją w rękę. Kobieta była tak zachwycona kanclerzem Niemiec, że nawet napisała artykuł do gazety, który był peanem na jego cześć. Podczas okupacji Holandii matka Hepburn dalej uważała, że trzeba "dobrze żyć" z nazistami. Podobno umawiała się nawet z jednym oficerem, a w domu była powieszona flaga ze swastyką. Na występy młodej Audrey, która pragnęła być primabaleriną, przychodzili niemieccy żołnierze. Sytuacja zmieniła się dopiero, gdy wuj Audrey i brat matki Otto van Limburg Stirum został zamordowany przez gestapo. 6 lat po wojnie Hepburn dostała rolę Gigi, która była jej przepustką do wielkiej kariery w Hollywood. Od tamtego czasu gwiazda kina bała się, że jeśli fascynacja jej matki Hitlerem wyjdzie na jaw, zniszczy to jej filmową karierę. Podobno już przez całe życie w relacjach między matką i córką było napięcie. Hepburn nie była w stanie uporać się z przeszłością i przekonaniami matki. Sekret ten chciała zabrać do grobu.
Martin Bormann. Polowanie na "zaginionego" nazistę
WIDEO

Martin Bormann. Polowanie na "zaginionego" nazistę

Był jednym z przywódców III Rzeszy, najbardziej zaufanym człowiekiem Adolfa Hitlera. Ostatnie chwile istnienia nazistowskiego państwa spędził w bunkrze, razem z dyktatorem i spisał jego polityczny testament. Martin Bormann opuścił berliński bunkier Hitlera po jego samobójstwie i słuch po nim zaginął na długi czas. Choć jeden z towarzyszy Bormanna zeznał, że sekretarz Hitlera nie żyje, tuż po wojnie nie znaleziono jego ciała. Dało to początek licznym plotkom. Obsesja poszukiwania Bormanna ogarnęła również brytyjskie MI5. Agenci z różnych stron świata przez donosili centrali o rzekomych miejscach pobytu prominentnego nazisty. Wg raportów był widziany w Niemczech w tyrolskim kapeluszu. W Tybecie miał towarzyszyć blademu Hitlerowi. W szwajcarskim Lugano rzekomo podszywał się pod izraelskiego doktora, a w Maroko planował za pomocą map i globusa ponowny podbój świata przez nazistów. Rzekomo był też w Boliwii, Włoszech, Norwegii i Brazylii. Co raz to nowe rewelacje irytowały dowództwo MI5. Gdy kolejny meldunek doniósł, że Bormanna widziano w Szwecji, na meldunku umieszczono dowcipny dopisek: najwyższy czas, by Bormann przyjechał do Szwecji! Bormanna szukało przez wiele lat nie tylko MI5, ale też CIA, rząd RFN i łowca nazistów Szymon Weisenthal. Na próżno. W 1979 roku, podczas prac budowlanych w Zachodnim Berlinie, w okolicach gdzie świadek widział ciało Bormanna odkryto dwa szkielety. Jeden z nich został zidentyfikowany jako należący do Martina Bormanna. Został on uznany za zmarłego, a jego poszukiwania za zakończone. Nie zezwolono jednak na pochówek. Szczątki zachowano do przyszłych badań. W 1998 r., testy DNA potwierdziły śmierć ponad wszelka wątpliwość. Szkielet został skremowany, a prochy wrzucono do Bałtyku.