wojna (strona 14 z 24)

WIDEO

Wspomnienia tłumacza procesów norymberskich

Opublikowane niedawno wspomnienia jednego z tłumaczy biorących udział w procesach norymberskich ukazują zaskakującą twarz sądzonych za najgorsze zbrodnie wojenne nazistowskich dowódców i dygnitarzy. Wolfe Frank tłumaczył z angielskiego na niemiecki podczas procesów 24 nazistów. 14 z nich, w tym wysoko postawieni dowódcy, usłyszeli z jego ust wyrok śmierci. Frank miał wątpliwą przyjemność poznać większość z nich osobiście, co opisał w swoim dzienniku. O Hermannie Göringu napisał, że miał rozbrajające poczucie humoru. Były marszałek Rzeszy żartował, że nie przywieziono mu mebli z jego rezydencji i że poskarży się kierownictwu. Tłumacz wspomina też jego podkrążone oczy. Jego zdaniem był to efekt kuracji odwykowej, jaką przeszedł Göring. Tłumacz poznał też innego prominentnego nazistę Roberta Leya, który chciał, by jego obrońca był Żydem. Rudolfa Hessa opisuje jako mającego szaleństwo w oczach i zupełnie zrezygnowanego. Otto Ohlendorf, dowódca Einsatzgruppe D, który przyznał się do zabicia 90 tys. Żydów, zrobił na tłumaczu piorunujące wrażenie. Napisał o nim: był bez wątpienia dumny ze swojej pracy. Nie miał żadnych skrupułów. Wolfe Frank wspomina, że nierzadko po całym dniu w sądzie nie był w stanie jeść i musiał się upić by zasnąć. Tłumacz sam był niemieckim Żydem. Działał aktywnie w ruchu oporu, a w 1933 r. uciekł z Rzeszy do Wielkiej Brytanii. Nie znał wtedy w ogóle języka angielskiego. Po procesach norymberskich został określony "najlepszym tłumaczem świata". Później pracował jako dziennikarz śledczy, tropiąc nazistów, którym udało się uciec sprawiedliwości.
WIDEO

Ucieczka ORP Orzeł. Mija dokładnie 79 lat

Determinacją i sprytem wykazała się załoga ORP Orzeł, by uciec z internowania w Tallinie. Wszystko wydarzyło się we wrześniu 1939 roku. ORP Orzeł zawinął do estońskiego portu by wyokrętować dowódcę i dokonać drobnych napraw. Okazało się że na miejscu jest też niemiecki okręt. Estończycy poinformowali o tym Polaków i przekazali, że w tej sytuacji "Orzeł" nie może opuścić portu wcześniej, niż 24 godz. po wypłynięciu Niemców. Wkrótce jednak Estończycy uznali, że udzielony azyl z powodu podanych przez Polaków powodów był niepotrzebny. Podjęli więc decyzję o internowaniu "Orła". Załodze zabrano pomoce nawigacyjne i zaczęto rozbrajać okręt. Polacy nie zamierzali czekać z złożonymi rękami. Postanowili uciec. Bosman Władysław Narkiewicz, udając, że łowi ryby, zmierzył głębokość na trasie planowanej ucieczki. Inni członkowie załogi wyciągnęli informacje, kiedy następują zmiany warty. Zaplanowano awarię świateł w porcie. W nocy z 17 na 18 września Polacy obezwładnili dwóch wartowników i rozpoczęli wychodzenie z portu. Nie było to proste, bo awarię świateł szybko naprawiono i estońska artyleria rozpoczęła ostrzał. Na dodatek kadłub "Orła" nie zmieścił się w wyznaczonym torze - zawadził o falochron i stanął. Po kilkunastu minutach udało się jednak wyprowadzić jednostkę z potrzasku i wypłynąć na głębokie wody. Estończycy szukali "Orła". Słyszano nawet 4 echa wybuchów bomb głębinowych. Okręt po naładowaniu akumulatorów i karkołomnych działaniach patrolowych na Bałtyku, na początku października wyruszył do Anglii.