białoruś (strona 6 z 13)

Push-back na granicy z Białorusią. "To jest jakaś schizofreniczna sytuacja"
WIDEO

Push-back na granicy z Białorusią. "To jest jakaś schizofreniczna sytuacja"

- Było mi bardzo przykro. To jest jakaś paradoksalna historia. Minister epatował nas informacjami na temat złych, młodych mężczyzn, którzy do nas przybyli i u których znaleziono różne rzeczy. Natomiast okazuje się, że tych, których nie chcemy, to my mamy u siebie, a tych, których powinniśmy przyjąć, najsłabszych, wypychamy na zewnątrz. To jest jakaś schizofreniczna sytuacja - powiedział w programie "Newsroom" w WP generał Leszek Elas. Były komendant główny Straży Granicznej odniósł się w ten sposób do informacji, jakie przekazali dziennikarze "Gazety Wyborczej". Poinformowali oni o odesłaniu z Polski do Białorusi grupy ponad 20 migrantów, wśród nich znajdowały się kobiety i dzieci. Cofnięto ich na podstawie "procedury push-back" (ang. odsunąć). Elas wspomniał w programie jedną, ekstremalną sytuację, która miała miejsce za czasów, kiedy dowodził Strażą Graniczną. - W Bieszczadach, na granicy, trójka dzieci zamarzła. Została źle skierowana przez kogoś z tamtej strony. To była ogromna tragedia. Pani prezydentowa Kaczyńska zaopiekowała się wtedy matką, którą udało się uratować. Wrażliwość była nieporównywalnie większa. Bardzo współczuję funkcjonariuszom, którzy muszą wracać do domu i myśleć o tym, co się działo wtedy, kiedy byli w służbie - powiedział generał. Jak dodał, procedura push-back jest sprzeczna m.in. z ustawą o udzielaniu pomocy cudzoziemcom i konwencją genewską, dlatego nie jest w żaden sposób regulowana.
Syryjska emigrantka o sytuacji na granicy Polski i Białorusi. "Nikt nie przejmował się tym, co się z nami działo"
WIDEO

Syryjska emigrantka o sytuacji na granicy Polski i Białorusi. "Nikt nie przejmował się tym, co się z nami działo"

Po dziesięciu latach wojny w Syrii Boshra al-Moallem z Homs i jej dwie siostry wykorzystały szansę i uciekły z kraju. Kobieta przeczytała w Internecie, że przez Białoruś otworzył się nowy szlak migracyjny do Europy. Boshra postanowiła wykorzystać oszczędności brata i wyruszyła w podróż do Europy. Drogas okazała dużo bardziej niebezpieczna, niż sądziła. Al-Moallem została uwięziona na granicy białorusko-polskiej. Przez 20 dni i była przepychana z jednego kraju do drugiego, pomiędzy uzbrojonymi strażnikami. - Bez jedzenia, bez wody, bez snu, bez żadnego ciepła - powiedziała w rozmowie z Associated Press. Dopiero po tym, jak kobieta padła z wycieńczenia i odwodnienia, polscy strażnicy zabrali ją do szpitala. 48-latka wyznała, że białoruscy urzędnicy oszukali ją. - Powiedzieli nam, że naprawdę łatwo jest pojechać do Europy, znaleźć nowe życie i uciec przed wojną - mówiła Boshra al-Moallem. Kobieta uważa, że została wykorzystana ją jako "broń” w politycznej walce z Polską. Kobieta skrytykowała również polskie służby. Przekazała, że strażnicy na granicy byli zbyt surowi, odmawiali jej podania wody i używali psów do straszenia. Trzy kraje UE, graniczące z Białorusią – Polska, Litwa i Łotwa – oskarżają Łukaszenkę o działania na rzecz destabilizacji ich społeczeństw. Poprzez odmówienie wjazdu i azylu tysiącom imigrantom, władzom zarzuca się łamie praw człowieka. Polska jest coraz częściej krytykowana przez inne kraje. Rzecznik polskich służb specjalnych Stanisław Żaryn przekazał Associated Press, że polskie siły zawsze udzielają pomocy migrantom, jeśli ich życie jest zagrożone. - Polska stoi na stanowisku, że tylko dokładnie zabezpieczając naszą granicę z Białorusią, jesteśmy w stanie zatrzymać ten szlak migracyjny, który jest szlakiem sztucznie wykreowanym przez Łukaszenkę przy wsparciu Putina. Został on sztucznie stworzony, aby zemścić się na całej Unii Europejskiej. - Łukaszenka zaprzecza, jakoby jego siły popychały ludzi do Polski, ale jego państwowe media wykorzystały odpowiedź naszego kraju, by przedstawić UE jako miejsce, w którym prawa człowieka nie są przestrzegane. Al-Moallem planuje z rodziną opuścić ośrodek, w którym obecnie przebywa. Chce dotrzeć do Belgii, gdzie przebywa jej brat i tam szukać azylu.
Stan wyjątkowy. Bartomiej Sienkiewicz ma teorię. Zwraca uwagę na szczegół
WIDEO

Stan wyjątkowy. Bartomiej Sienkiewicz ma teorię. Zwraca uwagę na szczegół

- Realne zagrożenie jest i zamykanie na to oczu jest niewłaściwe. Łukaszenka prowadzi tę operację z uchodźcami jako operację polityczną wymierzoną w UE, w NATO, w Polskę, w Litwę i w Łotwę. To są fakty, ale władza publiczna pochodząca z mandatu demokratycznego ma obowiązek pokazywać, czy jej działania są właściwe czy nie - mówił były szef MWSiA, poseł Koalicji Obywatelskiej Bartłomiej Sienkiewicz w programie "Tłit" Wirtualnej Polski. Mamy do czynienia z posługiwaniem się uchodźcami jako formą presji na UE. Łukaszenka robił to najpierw intensywnie na Litwie i na Łotwie. Teraz robi to na polskiej granicy. Tamte kraje wprowadziły stan wyjątkowy, ale to wcale nie oznaczało, że kompletnie odsunęły opinię publiczną od tego, co się dzieje na granicy. Wręcz przeciwnie - litewscy dziennikarze mogli być na granicy. Polscy nie mogą być. No, to ma pan odpowiedź na pytanie, o co chodzi ze stanem wyjątkowym. Nie o faktyczne zabezpieczenie granicy, tylko o ukrycie sprawy - kontynuował Sienkiewicz. - Jeśli zagrożenie jest tak poważne, to od tego jest Frontex, żeby pomógł, żeby skierował siły, środki, funkcjonariuszy i sprzęt na polską granicę. Korzystali z tego Litwini, a Polska zdecydowanie odmawia - zwrócił uwagę polityk PO. W jego ocenie rząd PiS-u nie chce żadnego niezależnego świadka na polsko-białoruskiej granicy.
Natalia Durman Natalia Durman
Wojna hybrydowa nabiera tempa. Gen. Skrzypczak: im zależy na sianiu strachu i chaosu
WIDEO

Wojna hybrydowa nabiera tempa. Gen. Skrzypczak: im zależy na sianiu strachu i chaosu

Na granicy polsko-białoruskiej trwa kryzys i codziennie dochodzą nowe informacje na temat prób nielegalnego przekraczania naszej granicy oraz o kolejnych zgonach wśród koczujących tam ludzi. Czy wojna hybrydowa z Polską, którą realizuje Białoruś z prawdopodobnym wsparcie Rosji, wkracza na kolejny etap? Zapytany został o to w programie ''Newsroom WP'' gen. Waldemar Skrzypczak, były dowódca wojsk lądowych. - Możemy się obawiać coraz większego oddziaływania propagandy rosyjskiej i białoruskiej na nasze społeczeństwo, bo im zależy na sianiu strachu i chaosu. Choć wydaje się, że jeżeliby ten proces, tę wojnę umiędzynarodowiono i zwiększono restrykcje w stosunku do Łukaszenki, on by ustąpił. [...] On ma świadomość, że jego działania są mało skuteczne, on oczekiwał, że będą miały większe reperkusje, jeśli chodzi o Unię Europejską i Polskę. Jednak widać wyraźnie, że te sukcesy są niewielkie. [...] Moim zdaniem, nie ma pomysłu, aby zintensyfikować tę wojnę ze strony Białorusi i ze strony Moskwy - stwierdził ekspert. Gość ''Newsroomu WP'' zapytany został jeszcze o to, czy możemy spodziewać się zwiększenia liczby migrantów, którzy pojawią się na granicy polsko-białoruskiej. - Naturalnie tak, bo ta fala z Afganistanu, która uciekła, dopiero dociera do Białorusi i ta fala dopiero rusza. W związku z tym spodziewać się należy, że przerzut ludzi będzie zintensyfikowany przez profesjonalistów, którzy się zajmują przerzutem ludzi. Na to trzeba być przygotowanym - powiedział na koniec gen. Skrzypczak.