Poruszający apel radnej Michałowa. "Te dzieciaczki nie są niczemu winne"
- To jest przerażające. Bardzo boję się tego, że coraz częściej nasze Michałowo będzie znane z tego, że w Michałowie umierają ludzie. Boję się, że w tej kukurydzy będzie bardzo dużo osób, które straciły życie - powiedziała w programie "Newsroom" WP przewodnicząca rady miejskiej w Michałowie, Maria Bożena Ancipiuk. Skomentowała w ten sposób informację o tym, że w miejscowości Klimówka, niedaleko granicy, znaleziono ciało 24-letniego mężczyzny. Ze wstępnych ustaleń wynika, że znajdował się wcześniej na terenie Białorusi i pochodził z Syrii. Radna przyznała, że jeszcze nie spotkała na swojej drodze imigrantów, ale trafiła na mnóstwo porzuconych ubrań, które świadczą o ich obecności. - Jest to odzież praktycznie nowa. Widać, że była raz założona i zmieniona. Są tam też reklamówki, ogniska. Czuć, że niektóre jeszcze niedawno były rozpalane, że jeszcze niedawno odeszli stamtąd imigranci - relacjonowała kobieta. Jak dodaje, rada nawiązała współpracę ze strażą graniczą, by pomóc koczującym w lasach. - Zawieźliśmy cały samochód strażacki ubrań, ciepłych kurtek, spodni, butów, wodoodporne koce - wymieniała Ancipiuk. Podkreśliła, że przy obecnych minusowych temperaturach nawet dorosła osoba, odpowiednio ubrana do pogody, nie byłaby w stanie przeżyć w takich warunkach, w jakich trwają imigranci. - A co dopiero dzieci? Widzimy, że osoby starsze oddają ciepło tym dzieciom. Przytulają się. Widzimy, że te osoby, jak są w grupie, to siedzą jedna przy drugiej, żeby wzajemnie się ogrzewać, a w środku leżą te dzieci. Te małe dzieci. Te dzieciaczki, które niczemu nie są winne. Zostały zabrane z domu, gdzie nie ma tego ciepła, gdzie nie ma spokoju, i wywiezione w nieznane. Przecież one nie wiedzą, co się z nimi dzieje. Przecież to nie są terroryści. Rozumiem, że nienaruszalność granic jest podstawą, że to jest konieczne, ale można pogodzić jedno i drugie, prawda? - zapytała retorycznie przewodnicząca.