chiny

Chiny uderzyły w polską spółkę. Prezes odpowiada
1:12:31

Chiny uderzyły w polską spółkę. Prezes odpowiada

Vigo Photonics, polska spółka produkująca detektory optoelektroniczne dla energetyki, kolejnictwa, transportu i wojska, trafiła na chińską listę sankcyjną razem z Politechniką Wrocławską. Prezes Adam Piotrowski w "Biznes Klasie" odpowiada na ten ruch. Piotrowski tłumaczy, że wpisanie spółki na chińską listę sankcyjną odbiera jako dowód jej znaczenia. - Niektórzy mówią, że jeżeli nie jesteś na czarnych listach, to nic nie znaczysz. Jeżeli 14 firm z Europy zostało wybranych, żeby w nie "strzelić" i my jesteśmy na tej liście, jesteśmy dumni - dodaje. Na pytanie, dlaczego akurat Vigo znalazło się na liście, Piotrowski przyznaje, że oficjalnego uzasadnienia ze strony Chin nie było. - Od lat mamy świadomość, że dostarczamy (produkty - red.) do krytycznych łańcuchów dostaw, do energetyki, wykrywania nieszczelności w sieciach metanu, kolejnictwa, transportu, bezpieczeństwa, wojskowości - mówi, dodając, że w niektórych kategoriach produktów Vigo jest jedynym dostawcą na rynku europejskim. Jak zaznacza, w komponentach wojskowych spółka nigdy nie korzystała z chińskich dostawców. - Wszystko było albo z Polski, albo z Japonii, albo z Niemiec, albo ze Stanów Zjednoczonych. Więc tutaj czuliśmy się bezpiecznie - mówi. Piotrowski tłumaczy, że Chiny od wejścia do Światowej Organizacji Handlu w 2001 r. stopniowo przejmują kontrolę nad kolejnymi produktami i rynkami, wcześniej nad fotowoltaiką i diodami świecącymi, dziś metalami ziem rzadkich i surowcami krytycznymi, takimi jak german, fosforek indu czy związki galu, które wykorzystują jako narzędzie ograniczania eksportu. - Myślę, że Chińczycy czują zagrożenie, że możemy być drugimi Chinami, czyli miejscem wytwórstwa dla wielu krajów Europy Zachodniej - tak mówi o możliwych powodach objęcia Polski sankcjami.
Łukasz Kijek

Ł. Kijek

Opcje
W co grają Chiny? Prof. Bogdan Góralczyk wyjaśnia
5:48

W co grają Chiny? Prof. Bogdan Góralczyk wyjaśnia

- Chiny były podwójnie zaskoczone. Po pierwsze nie były przygotowane na skalę i rodzaj agresji, czego dowodem pierwszy tydzień w ich wypowiedziach, które były nieskoordynowane - raz mówiono o integralności terytorialnej, drugi raz, że to nie jest inwazja (...). Drugie ogromne zaskoczenie, że Zachód tak niebywale się zjednoczył, że prezentuje - poza Viktorem Orbanem - wyraźnie jednolity front - mówił prof. Bogdan Góralczyk (Uniwersytet Warszawski) w programie specjalnym WP. Jak podkreślił, "następuje w błyskawicznym tempie odbudowa USA jako przywódcy Zachodu, co dla Chin w dalszej perspektywie jest problemem". - Mamy sytuację nową. Na naszych oczach narodził się, w strasznych bólach, w krwawej walce, naród ukraiński. Nawet Ukraińcy mówiący po rosyjsku czują się częścią tego narodu. To jest nowa jakość - podkreślił Góralczyk. Jak tłumaczył, w interesie Chin nie jest główne założenie Putina, by scalić wszystkie ziemie ruskie. - Oni woleliby mieć Federację Rosyjską i niezależną Ukrainę. Ten konflikt gra na rzecz Chin. Rosja wyjdzie z niego osłabiona, bardziej skazana na wolę i znaczenie Chin. Nie jest natomiast w interesie Chin sprzedawanie broni Rosji, tym bardziej, żeby ona leżała na deskach. Jaki to wtedy sojusznik, jakie wsparcie dla Chin w najważniejszym starciu, jakim jest nowa zimna wojna w stosunkach z USA? To jest, to wsi, to wyskoczy z jeszcze większą siłą po tym konflikcie - podsumował Góralczyk.
Natalia Durman

N. Durman

Opcje