koronawirus (strona 10 z 160)

Polskie fermy indyków ratują święta w Anglii po brexicie. "Klienci mogą spać spokojnie"
WIDEO

Polskie fermy indyków ratują święta w Anglii po brexicie. "Klienci mogą spać spokojnie"

Brexit doprowadził do wyjazdów z Wielkiej Brytanii wielu pracowników i specjalistów. Dodatkowo pandemia spowolniła tamtejszy rynek. Producenci indyków na Wyspach alarmują, że brakuje im siły roboczej, by poradzić sobie z dodatkowym popytem na ten rodzaj drobiu w okresie Bożego Narodzenia. - Widzimy szeroko w całym łańcuchu dostaw w Wielkiej Brytanii poważne problemy spowodowane brakiem rąk do pracy. Czy to kierowcy ciężarówek, czy to osoby pakujące w magazynach, czy to rzeźnicy, czy pracownicy w sektorze rolniczym – wylicza Michał Dembiński, główny doradca Brytyjsko-Polskiej Izby Handlowej. - Mamy 1,2 mln wolnych miejsc pracy, wiele z nich jest bezpośrednim skutkiem brexitu – dodaje. Z pomocą w kryzysie przychodzą polscy przedsiębiorcy. Czołowi producenci drobiu dążą do zwiększenia eksportu mięsa do Wielkiej Brytanii. - Rynek brytyjski jest bardzo ważnym rynkiem, myślę, że dla całego polskiego eksportu drobiu. W ciągu ostatnich 10 lat eksport na ten rynek wzrósł czterokrotnie – wylicza Edyta Łuczyńska, prezes Indykpol Brand. - Polski drób jest popularny na rynku brytyjskim. W 2020 r. wyeksportowaliśmy 46 proc. polskiej produkcji drobiu. To 1,6 mln ton drobiu, równowartość 2,7 mld euro – dodaje. Firma szczyci się tym, że jest producentem "od pola do stołu", tzn., że sama produkuje pasze i hoduje zwierzęta od jaj w ponad 100 fermach w całej Polsce. - Jesteśmy gotowi zaspokoić wszystkie potrzeby naszych brytyjskich klientów. Oni mogą spać spokojnie. Jedyne, co nam pozostaje, to życzyć im zdrowych i wesołych świąt – deklaruje Michał Bitner koordynator ds. zarządzania w Indykpolu.
Dr Tomasz Karauda o patriotyzmie w czasach pokoju: to troska jeden o drugiego
WIDEO

Dr Tomasz Karauda o patriotyzmie w czasach pokoju: to troska jeden o drugiego

- Już widzimy skutki tego, gdy odchodzi ponad 200 osób dziennie. Znakomita większość tych osób nie musiałaby umierać, nie musiałaby odchodzić. Dzisiaj, gdy myślimy o niepodległości i patriotyzmie, zastanawiam się jak można być patriotą w czasie pokoju. Wydaje mi się, że patriotyzm, jako umiłowanie ojczyzny jest również umiłowaniem jej obywateli, troską jeden o drugiego. Więc dzisiejszą formą takiego patriotyzmu powinno być dbanie jeden o drugiego, stosowanie tych trzech prostych zasad i dbanie o ty, byśmy z infekcją szli się wymazywać, a nie zakażali innych - stwierdził gość programu "Newsroom" w WP dr Tomasz Karauda, lekarz oddziału chorób płuc z Uniwersytetu Medycznego w Łodzi. Tak odparł na pytanie, jak bolesne będzie dla nas przypomnienie o tym, że COVID-19 wciąż nam zagraża i czwarta fala epidemii nie jest wymyślonym zagrożeniem. Dopytywany, czy strategia jaką przyjął rząd, niewprowadzania żadnych dodatkowych obostrzeń mimo gwałtownego wzrostu nowych zakażeń jest słuszna, odparł, że jest to "strategia, która akceptuje to, że może odchodzić wiele osób". - Rząd pokazał, na czym polega szczepienie, w mediach się bardzo dużo o tym mówi, ale każdy decyduje za siebie: jeżeli się boisz szczepienia i zachorujesz ciężko, postaramy ci się pomóc, ale nie zapobiegniemy temu. Dla mnie, jako lekarza, życie osoby, która się nie zaszczepiła, która może się zwyczajnie bać szczepień, nie mieć wystarczającej wiedzy, albo być zastraszona przez sąsiadów, rodzinę, że coś jej sie stanie po szczepieniu, jest tak samo ważne i powinienem je tak samo chronić w ramach mądrego państwa. My przyglądamy się tym liczbom, ale nie robimy nic, by ograniczyć rozprzestrzenianie się pandemii. A to, co można by było zrobić, to wprowadzić restrykcje na wzór francuski czy włoski i uzależnić te restrykcje od liczby osób, które są już w szpitalu - stwierdził dr Tomasz Karauda.
Violetta Baran Violetta Baran
Prof. Simon ostro o sytuacji pandemicznej w Polsce: Tak być nie może!
WIDEO

Prof. Simon ostro o sytuacji pandemicznej w Polsce: Tak być nie może!

– Jeżeli chodzi o czasy od ostatniej trzeciej fali, to tak - idziemy na rekord, ale nie jest to duży skok. Dzisiejszy wynik to będzie 15 900 i ta dynamika, niestety, utrzymuje się na wysokim poziomie, bo my już w zasadzie powoli dobijamy do średniego dziennego poziomu w tygodniu 10 tys. zakażeń. To naprawdę dużo – stwierdził w piątek minister zdrowia Adam Niedzielski. Czy te dane mogą być powodem do obaw? - Jest to rzeczywiście bardzo zły wynik i on cały czas wzrasta. Jest oczywiście pewne zróżnicowanie tych zapadalności w różnych województwach. Tam, gdzie się spodziewaliśmy, tam oczywiście dramatycznie wzrasta, ale w każdym województwie – nawet tutaj, na zachodzie Polski – są powiaty, gdzie ruchy antyszczepionkowe są aktywne, więc tam będzie niewątpliwie więcej przypadków – skomentował prof. Krzysztof Simon. Członek Rady Medycznej przy premierze odniósł się także do innego wątku z piątkowej wypowiedzi ministra Niedzielskiego, dotyczącego małej skuteczności obecnej ścieżki wprowadzania restrykcji. - Dyskutujemy na ten temat. Uważaliśmy, że określone restrykcje o określonym charakterze, z resztą ustalone i obowiązujące na całym świecie, trzeba wprowadzić, szczególnie w regionach zagrożonych, a przede wszystkim egzekwować te, które są – powiedział prof. Simon, dziwiąc się, że w Polsce nie zostały jeszcze wprowadzone tzw. paszporty covidowe. - Jaki to jest problem wprowadzić paszport covidowy, żeby ktoś chodził do restauracji i kina, gdziekolwiek? Jaki jest problem egzekwować maski i mycie rąk przy wchodzeniu do sklepów? Bo wygląda na to, że połowa przestrzega, połowa nie przestrzega. I ta połowa, co nie przestrzega, trafia do nas, a ci, co się zaszczepili, a mają jakieś deficyty, też do nas trafiają z COVID. No przecież to jest jakieś szaleństwo i kwadratura koła! No tak być nie może! – stwierdził w programie "Newsroom" WP prof. Krzysztof Simon.
Pracodawcy sprawdzą paszporty covidowe? Rzecznik MZ o szczegółach projektu
WIDEO

Pracodawcy sprawdzą paszporty covidowe? Rzecznik MZ o szczegółach projektu

Ministerstwo Zdrowia pracuje nad ustawą, która pozwoli pracodawcom na weryfikację zaszczepienia przeciw COVID-19 u swoich pracowników. Jak poinformowała w środę WP, część posłów PiS jest jednak przeciwko takiemu rozwiązaniu. - Myślę, że szczegóły dotyczące tego projektu, przekażemy w przyszłym tygodniu. (...) Póki co robimy krok do przodu. Nie chodzi o to, aby wprowadzić pewną dozę kary dla niezaszczepionego pracownika. Chodzi o to, aby pracodawca mógł uniknąć konsekwencji zakażenia jednej osoby w dużym zakładzie pracy - przekazał w programie "Newsroom" WP Wojciech Andrusiewicz, rzecznik Ministerstwa Zdrowia. - Stąd też konsekwencji finansowych czy karnych dla pracownika nie będzie. Nie będzie bezpłatnego urlopu, nie będzie zwalniania z pracy. Ale będzie możliwość przesunięcia na inne stanowisko, gdzie nie będzie kontaktu z innymi pracownikami czy klientami. My damy pracodawcy narzędzie, na podstawie którego będzie mógł wymagać okazania certyfikatu szczepiennego - tłumaczył urzędnik. Prowadzący Mateusz Ratajczak dopytywał, czy proponowana ustawa ma szansę zostać uchwalona w Sejmie. - Pewnym w życiu nie można być niczego, jak sam pan wie. Liczymy jednak, że głos pracodawców, przedsiębiorców w Sejmie spotka się ze zdecydowaną większością. (...) Uważam, że taka większość na pewno się znajdzie - stwierdził Andrusiewicz.