rosja (strona 12 z 75)

Putinowi chodzi tylko o panikę? Ekspertka o Europie Zachodniej
5:17

Putinowi chodzi tylko o panikę? Ekspertka o Europie Zachodniej

Czego można spodziewać się dziś po Władimirze Putinie? Czy możliwa jest militarna agresja na Rosji na Ukrainę? Te pytania zadaliśmy analityczce Polskiego Instytutu Spraw Międzynarodowych Annie Marii Dyner. - Wcale nie musi być to inwazja w rozumieniu takim, że zacznie się klasyczna wojna pancerna i bardzo dużo sił i środków, które są zgromadzone wokół granic Ukrainy, zostanie użytych. Równie dobrze możemy sobie wyobrazić kierowane ataki lotnicze i ataki bombowe plus np. cyberatak na infrastrukturę energetyczną Ukrainy - powiedziała. W jej ocenie Rosja nie zdecyduje się na regularną wojnę przy użyciu środków zgromadzonych u granic Ukrainy, bo są one niewystarczające. - Ukraina też dysponuje dużymi siłami i środkami i w zasadzie Rosja powinna mieć tego zaplecza jeszcze więcej, dlatego, że zawsze strona atakująca powinna zgromadzić większe siły niż strona, która się broni - powiedziała. Ekspertka odniosła się również do sprawy relacji Rosji z krajami zachodnimi. Podkreśliła, że obecna potęga Kremla jest możliwa dzięki licznym umowom wiążącym Rosję z Zachodem. - Za te zbrojenia od lat płaci Europa Zachodnia, która kupuje węglowodory od Rosji, bo dzięki tym pieniądzom Rosjanie byli w stanie przezbroić swoją armię - stwierdziła. Zdaniem Anny Marii Dyner Putin mógł już osiągnąć swój cel, ponieważ Moskwa znów zaczęła się liczyć na arenie międzynarodowej, a obecnie zależeć mu może jedynie na podtrzymywaniu napięcia. - Wywołanie tego napięcia nie ma na celu uderzać w społeczeństwo ukraińskie (…), natomiast to, co jest ważne, to wywoływanie paniki wśród państw zachodnich i zwiększanie presji na władze w różnych stolicach europejskich, żeby rozmawiać z Moskwą - oceniła ekspertka.
Generał o kolejnym kroku prezydenta Rosji. "Putin nie jest szaleńcem”
5:32

Generał o kolejnym kroku prezydenta Rosji. "Putin nie jest szaleńcem”

Bardzo dobrze, że Trójkąt Weimarski został ożywiony w tak trudnej sytuacji - mówi w programie "Newsroom" w WP gen. Mieczysław Bieniek, były zastępca dowódcy strategicznego NATO. W ten sposób ocenił wtorkowe spotkanie prezydenta Andrzeja Dudy z prezydentem Francji Emmanuelem Macronem i kanclerzem Niemiec Olafem Scholzem. - Myślę, że ta pogłębiona dyplomacja wsparta rozlokowaniem wojsk na wschodniej flance i pomocą wojskową dla Ukrainy (...) pomoc szkoleniowa, zapewnienie o tym, że gdyby nastąpiła inwazja, to dotkliwe sankcje zostaną wprowadzone, łącznie z odcięciem systemu finansowego SWIFT, to wszystko skłoni prezydenta Rosji od odstąpienia od agresywnych zachowań. Putin nie jest szaleńcem, choć 22 lata władzy może odebrać rozsądek - dodaje. Przyznał, że zgrupowanie rosyjskich wojsk na granicach z Ukrainą jest niepokojące. - To zgrupowanie przy granicy z Białorusią, jest o tyle istotne, że te wojska przybliżają się również do granic Polski i do granic państw bałtyckich. Z drugiej strony, uważam, że Putin ma jakiś ukryty cel, by pogłębić integrację Rosji z Białorusią lub całkowicie podporządkować sobie Białoruś - stwierdził gość programu "Newsroom". Zdaniem gen. Bieńka, jeśli ktoś zamierza zaatakować jakiś kraj, to "robi to znienacka, z ukrycia". - Taka wielka koncentracja służy do wywierania nacisku. Putin dąży do destabilizacji ukraińskiego systemu gospodarczego, ale również politycznego. Putin nie przyjmuje do wiadomości, że Ukraina jest niezależnym państwem. Twierdzi, że to jest część Rosji, a Krym od zawsze był rosyjski. On to wyraził, wyartykułował na szczycie NATO w Bukareszcie, mówiąc, że Ukraina nigdy nie była państwem i państwem nie będzie - dodał. - Wysuwając w grudniu te dwie absurdalne propozycje, aby NATO się nie rozszerzało i aby te państwa, które zostały do Paktu przyjęte po 1997 r. nie przyjmowały na swoje terytorium infrastruktury natowskiej, to były bezczelne propozycje, ale on wiedział, że nie zostaną one spełnione. Przedstawił również inne propozycje, które powoli zostają jakby negocjowane - ocenił gen. Mieczysław Bieniek.
Violetta Baran Violetta Baran
Nowy rozdanie dla Polski? Bartosiak: Trzeba bardzo uważać z sojuszami
6:20

Nowy rozdanie dla Polski? Bartosiak: Trzeba bardzo uważać z sojuszami

W obliczu kryzysu na wschodzie Europy coraz głośniej mówi się o sojuszu brytyjsko-polsko-ukraińskim. - To jest właśnie wynik kalkulacji. Brytyjczycy chcą przeciwdziałać konsolidacji kontynentalnej, uruchamiając klasyczne mechanizmy tworzenia koalicji antyhegemonistycznej w regonie - przekazał w programie "Newsroom" WP dr Jacek Bartosiak, prezes fundacji Strategy&Future. - Po to, aby powstrzymać potencjał rosyjskiego wpływu na system europejski, trzeba zbudować koalicję regionalną. Kto tam może być? Polacy, Ukraińcy, może Rumuni. (...) Ostatecznie żyrantem takiego porozumienia będzie ten najsilniejszy. Mam nadzieję, że Amerykanie też tam są i to oni są inicjatorami całego przedsięwzięcia. Trzeba bardzo uważać z sojuszami, bo w ostatnich 20 latach przyjęło się w Polsce, że sojusze są dobre. Są dobre, bo eksportowało to do nas bezpieczeństwo. Natomiast jeśli trzeba dawać komuś bezpieczeństwo i płacić za to, np. wejściem do wojny, trzeba się mocno zastanowić - tłumaczył ekspert. Prowadzący Patrycjusz Wyżga dopytywał o Trójkąt Weimarski. - Przed Polską są tylko dwa scenariusze i one wcale nie są takie pewnie. Pierwszy scenariusz przewiduje to, że jest silne NATO z Amerykanami. NATO reaguje, odstrasza i powstrzymuje Rosję i inwazję na Ukrainę. A drugi zakłada odejście Amerykanów i konsolidację kontynentalną. Oparcie się o Niemcy i budowę państwa federacyjnego w Europie. (...) Mamy taki wybór. Potrzebujemy mądrego nawigowania po tych wzburzonych wodach - wskazywał Bartosiak.
Polska pomoże Ukrainie. Prof. Belka: Wreszcie poszliśmy po rozum do głowy
6:17

Polska pomoże Ukrainie. Prof. Belka: Wreszcie poszliśmy po rozum do głowy

Czy Polska prowadzi właściwą politykę międzynarodową ws. kryzysu wokół Ukrainy? - Po dużych wahaniach i okresie niezdecydowania wreszcie poszliśmy po rozum do głowy - ocenił w programie "Newsroom" WP prof. Marek Belka, europoseł i były premier. - Wydaje się, że polski rząd i cała klasa polityczna zdecydowała się poprzeć Ukrainę. Mówi się o pomocy militarnej. Wszystkim zależy na tym, żeby nie dopuścić do pogorszenia się sytuacji. (...) Zwiększając zdolności obronne Ukrainy, oddalamy możliwość i zwiększamy koszty agresji ze strony Rosji. W takiej sytuacji, jaką mamy dziś, w sytuacji - jak się wydaje - bezpośredniego zagrożenia militarnego, trzeba działać i reagować - wymieniał polityk. Prowadzący Mateusz Ratajczak przytoczył słowa Putina, który na Węgrzech mówił, że "rozszerzenie NATO o Polskę było oszustwem wobec Moskwy". - To słyszymy od Putina nie pierwszy raz, ale interesujące jest to, że przekazał to liderowi jednego z państw UE. Nie słyszałem, żeby Viktor Orban się jakoś postawił. (...) Polski rząd jest tak zmarginalizowany i osamotniony, że szukamy byle kogo. Znalazł się Orban, proszę bardzo. On zresztą wykorzystuje Polskę w sposób bezwzględny dla własnych celów - wskazywał Belka. W rozmowie poruszono też wątek pomocy finansowej, jaką Ukrainie zaoferowała Komisja Europejska. Belka zauważył, że pieniądze płyną do tego kraju również z sektora prywatnego. - Ostatnio zauważyliśmy, że Turcja jest jednym z największych, jeżeli nie największym inwestorem zagranicznym na Ukrainie, co oczywiście natychmiast oznacza, że Ukraina zyskuje nowego sojusznika w postaci, skądinąd, niezbyt przyjemnego reżimu Erdogana - powiedział.
Władimir Putin o Polsce. Generał reaguje
3:22

Władimir Putin o Polsce. Generał reaguje

Prezydent Rosji Władimir Putin stwierdził, że rozszerzenie NATO na wschód, m.in. o Polskę, było "oszustwem" wobec Moskwy. Jego wypowiedź komentował w programie "Newsroom" WP gen. prof. Bogusław Pacek, dyrektor Instytutu Bezpieczeństwa i Rozwoju Międzynarodowego. - To nie jest nowa informacja. To jest wciąż ten sam język, te same żądania. Żądania, o których - jestem absolutnie o tym przekonany - Putin od początku wiedział, że nie będą spełnione, bo nie mogą być spełnione - podkreślił. Generał przypomniał, że Rosja już wiele tygodni temu sformułowała żądania pod adresem USA i NATO. - Te, które dotyczą NATO, mówią, że Rosja żąda, aby Sojusz Północnoatlantycki wycofał wszelkie instalacje natowskie, żeby zostawił tylko to, co było na rok 1997. Nazywam to żądaniem nie do spełnienia, ponieważ to jest czas, w którym do NATO została przyjęta większość państw, które wcześniej były pod wpływami Związku Radzieckiego, w tym także Polska - wyjaśnił. W ocenie generała "prawdziwa odpowiedź Putina nastąpi wraz z oficjalną odpowiedzią na stanowisko USA". - Wszyscy czekają i się obawiają, co to może być. Na dzień dzisiejszy, poza bardzo silnym oddziaływaniem propagandowym i zwiększaniem przygotowania sił wojskowych Rosji, nic innego nie ma - wskazał. Pacek odniósł się również do innej wypowiedzi Putina. - Wyobraźmy sobie, że Ukraina wchodzi do NATO i zaczyna operację wojskową na Krymie, tymczasem Rosja uważa Krym za własne terytorium. Czy w tej sytuacji Rosja ma walczyć z NATO? - pytał prezydent Rosji na konferencji prasowej w Moskwie. - Po pierwsze Rosja nie ma prawa twierdzić, że Krym stanowi integralną część Federacji Rosyjskiej. To jest argument demagogiczny. W ten sam sposób możemy mówić o Białorusi. Jeżeli na Białorusi pojawiają się rakiety, jeśli trwają tam ćwiczenia z bardzo groźnymi rodzajami broni, które mogą być niebezpieczne dla państw NATO, to co - my mamy to samo powiedziec? Proszę od jutra wycofać się z Białorusi całkowicie? - mówił Pacek.
Natalia Durman Natalia Durman
Rosja nie zdecyduje się na wojnę z Ukrainą? Ekspert tłumaczy
4:21

Rosja nie zdecyduje się na wojnę z Ukrainą? Ekspert tłumaczy

- Granica polsko-białoruska, podobnie jak polsko-rosyjska, może stać się granicą przypominającą granicę z czasów zimnej wojny między podzielonymi Niemcami - stwierdził szef Biura Bezpieczeństwa Narodowego Paweł Soloch w Polsat News. Do jego słów odniósł się w programie "Newsroom" WP ppłk Marcin Faliński, były oficer Agencji Wywiadu. - Ja tego tak nie widzę. Myślę, że otoczenie prezydenta Rosji będzie go wstrzymywało od takich, bardzo niekorzystnych dla tego środowiska decyzji. Na to się nakłada koniec kadencji Putina i szukanie jego następcy. Za tymi wyborami będą stali głównie oligarchowie, którzy również w tej chwili stoją za prezydentem Rosji. Takie zaognienie sytuacji, konflikt pełnoskalowy nie będzie sprzyjał ich interesom - stwierdził. Faliński podkreślił, że "nie widzi w tej chwili żadnych logicznych, racjonalnych przesłanek, żeby wybuchła wojna". - Czy to będzie konflikt pełnoskalowy z próbą zajęcia Kijowa, czy jawne wejście do Donbasu, czy próby militarne nadgraniczne, (...) wszelkie takie działania w skali mikro są nieracjonalne, bo mogą się spotkać z ostrym odzewem - wyjaśnił. - To uderzenie będzie nie tylko dotyczyło sprawujących władzę, ale również tych, a zwłaszcza tych, którzy stoją za tą władzą, którzy mają interesy w Europie Zachodniej, w USA, gdzie ich dzieci uczą się na uczelniach, gdzie ich piękne wille stoją przy przysłowiowym Lazurowym Wybrzeżu, gdzie konta w Szwajcarii rosną. Oni przestaną mieć dostęp do tego wszystkiego - zwrócił uwagę Faliński.
Natalia Durman Natalia Durman
Polska powinna wysłać broń na Ukrainę? Leszek Miller o "jasnej strategii"
3:58

Polska powinna wysłać broń na Ukrainę? Leszek Miller o "jasnej strategii"

Mimo narastającego konfliktu niemiecki rząd nie wesprze militarnie Ukrainy. - Zdziwienie może to budzi, ale podstawy są od dawna znane. To jest stara niemiecka teza, że nie można przekazywać broni tam, gdzie są konflikty. Broń oznacza pogłębienie konfliktu. Każdy, kto się choć trochę interesuje polityką niemiecką, o tym wie - komentował w programie "Newsroom" WP europoseł i były premier Leszek Miller. - Ja wrócę jeszcze do pana Morawieckiego, który mówi, że jak Tusk zrezygnuje z kierowania Europejską Partią Ludową, to Putin nie będzie szantażować Europy. Można wzruszyć na to ramionami i powiedzieć, że Morawiecki jest człowiekiem, który ciągle zaskakuje. Ale to jest szef rządu w 38-milionowym kraju i są granice rozmaitych bredni. Ja apeluję do Donalda Tuska, aby następnym razem lepiej dobierał swoich doradców - tłumaczył polityk. Prowadzący Mateusz Ratajczak dopytywał o wysyłanie pomocy na Ukrainę. - Trzeba działać tak, jak jest to zapisane w decyzjach NATO. Niedawno sekretarz generalny ogłosił, że Pakt Północnoatlantycki nie wyśle żołnierzy do Ukrainy, więc tu jest jasna strategia NATO. Ale najbardziej ciekawe są wypowiedzi prezydenta Zełenskiego, który mówi, żeby nie histeryzować, bo to może prowadzić do destabilizacji kraju. (...) Choć to, że szef MON Mariusz Błaszczak nie rozmawiał ze swoim ukraińskim odpowiednikiem, jest rzeczywiście dziwne - wskazywał Miller.
Zadziwiające słowa Donalda Trumpa o Rosji i Ukrainie. Reakcja ambasadora
3:09

Zadziwiające słowa Donalda Trumpa o Rosji i Ukrainie. Reakcja ambasadora

- To, co dzieje się z Rosją i Ukrainą, nigdy nie wydarzyłoby się pod administracją Trumpa. Nawet nie ma takiej możliwości - powiedział były prezydent USA Donald Trump. Jego słowa komentował w programie "Newsroom" WP Andrij Deszczyca, ambasador Ukrainy w Polsce. - Trudno ocenić, jak rozwijałaby się sytuacja, jakby Trump wygrał wybory ponownie. To spekulacje. Nie wiemy, jakie plany ma Putin. Jedyne, co na pewno możemy powiedzieć, to że Moskwa chce przywrócić swoją kontrolę nad Ukrainą, spróbować odrodzić były Związek Radziecki. To chyba jest w głowie Putina i on próbuje tę politykę realizować. Czy mógłby to robić bardziej efektywnie podczas prezydentury Trumpa, czy teraz, podczas prezydentury Bidena? Trudno to ocenić. Robi to, co robi, i trzeba mu dać stanowczą odpowiedź. Bardzo liczymy na zdecydowane stanowisko USA w tej kwestii - podkreślił. Pytany, czego jeszcze Ukraina oczekuje od USA, wskazał, że "przede wszystkim musi zapaść konkretna lista sankcji, na które może się narazić Rosja w przypadku, kiedy zacznie inwazję na Ukrainę". - Liczymy, że na tej liście znajdzie się wstrzymanie realizacji projektu Nord Stream 2, zastosowanie sankcji do konkretnych osób, polityków i firm, które działają na rzecz agresywnej polityki Rosji oraz możliwość zastosowania sankcji bankowo-finansowych, odłączenie Rosji od SWIFT - wyjaśnił ambasador.
Natalia Durman Natalia Durman
Ukraińcy gotowi na atak Rosji. Napięta sytuacja na terenach przygranicznych
2:00

Ukraińcy gotowi na atak Rosji. Napięta sytuacja na terenach przygranicznych

Ukraińcy deklarują gotowość na ewentualny atak ze strony Rosji. Siły wojskowe na terenach przygranicznych zostały wzmocnione. Ukraińska Państwowa Straż Graniczna również została wyposażona w dodatkowy sprzęt do monitorowania granicy, w ściśle strzeżony obszar skierowano również kolejne oddziały. Mieszkańcy okolic Charkowa na wschodzie Ukrainy są również mentalnie przygotowani na nadejście najgorszego. Wiktor Pichugin mieszkający w Charkowie powiedział w wywiadzie dla brytyjskiej telewizji Sky News, że ''jest przerażony i czuje, że Ukraina jest na krawędzi czegoś strasznego''. Inna mieszkanka Charkowa, Julia Napolska stwierdziła, że ''jeśli ktoś spróbuje znowu odebrać im wolność, to będą walczyli''. Rosja zgromadziła w ostatnich tygodniach ponad 100 tys. żołnierzy oraz setki czołgów i jednostek artylerii. Utrzymują w niepewności Ukrainę oraz jej zachodnich sojuszników. Napięcie pomiędzy Ukrainą a Rosją stale rośnie. Obydwa kraje deklarują, że nie zależy im na konflikcie zbrojnym. Zachowanie Kremla jednak wskazuje na coś zupełnie innego. W ostatnim czasie Rosja zorganizowała także duże manewry wojskowe blisko granicy z Ukrainą, co z pewnością nie służy stabilności w relacjach między obydwoma sąsiadami. Stany Zjednoczone oraz Unia Europejska zaapelowały do Władimira Putina, o zaniechanie dalszych działań prowokacyjnych i militarnych. Padły z ich strony nawet groźby o sankcjach, które miałaby otrzymać Rosja w razie ataku na Ukrainę. Kreml odpowiedział zgromadzeniem dodatkowych sił przy granicy z Ukrainą, ogłoszeniem, że ich wojska mogą wrócić na Karaiby, a także stwierdzeniem, że próba odzyskania przez Ukrainę kontroli nad obszarami na wschodzie, kontrolowanymi przez wspieranych przez Rosję separatystów, będzie miała ''poważne konsekwencje dla ukraińskiej państwowości''.