zmiany klimatu

"Czas bardzo nam się skrócił". Ekspert mówi, co stanie się z Helem i Gdańskiem
2:57

"Czas bardzo nam się skrócił". Ekspert mówi, co stanie się z Helem i Gdańskiem

W Arktyce pojawiła się ogromna dziura - alarmują naukowcy. To tak zwana połynia, czyli naturalny przerębel. Problem w tym, że to pierwsze takie pęknięcie na północ od Wyspy Ellesmere i jest naprawdę ogromne. Według ekspertów, pojawienie się dziury w tej części Arktyki to kolejny dowód na to, że najstarszy i najgrubszy lód Arktyki jest podatny na topnienie, a to bardzo niepokojące wydarzenie. - Wszystkie zjawiska, które teraz zachodzą, przyspieszają topnienie lodu obserwowane przez ostatnie lata. To nabrało tempa. Pojawia się coraz więcej wody ciepłej w oceanach, co zaburza cyrkulację oceaniczną, która ma wpływ na cyrkulację atmosfery. To jest jeden mechanizm sprzężenia zwrotnego między atmosferą a oceanami - tłumaczył w programie "Newsroom WP" prof. Mariusz Figurski, dyrektor Centrum Modelowania Meteorologicznego Instytutu Meteorologii i Gospodarki Wodnej. Zdaniem eksperta, konsekwencje tego procesu będą katastrofalne dla Polski. - Jeżeli chodzi o Gdańsk i Hel, to wystarczy tu niedużo. Kilkanaście, może kilkadziesiąt centymetrów podniesienia się światowego poziomu mórz i oceanów spowoduje, że Hel stanie się wyspą, a Gdańsk, przynajmniej w tej części starego miasta, zostanie pokryty wodą - prognozował profesor. Jak dodał, kiedyś uważaliśmy, że ocieplenie klimatu zachodzi w skali czasu geologicznego, czyli przez miliony lat. - Ten czas bardzo nam się skrócił. Jeżeli nie zaczniemy reagować, przekonywać - szczególnie polityków - żeby podjęli działania, które wynikają z rzetelnych badań naukowych, które wskazują właśnie na takie zjawiska, to po prostu tak się to wszystko skończy. To nie będzie dobre dla Polski. Ktoś powiedział, że jeżeli będzie cieplej, to będziemy mieli Morze Śródziemne nad Bałtykiem. Z jednej strony możemy się tak śmiać, a z drugiej musimy zwrócić uwagę, że w Polsce zaczyna brakować wody. To też efekt postępujących zmian klimatu - ostrzegł Figurski.
"Wenecja umiera". Włosi testują wielki projekt
4:11

"Wenecja umiera". Włosi testują wielki projekt

To obecnie jedyna szansa na obronę Wenecji przed zatopieniem. Włosi testują swój wielki projekt MOSE (Modulo Sperimentale Elettromeccanico) – system, który składa się z ruchomych barier podwodnych, które automatycznie mają izolować Lagunę Wenecką od Morza Adriatyckiego w trakcie przypływów. Wraz ze wzmocnieniem wybrzeża i podniesieniem nadbrzeży – MOSE ma chronić Wenecję przed pływami do wysokości nawet 3 m. - Wenecja żyje dzięki rzemiosłu i turystyce. Jeśli tego nie ma, Wenecja umiera. Ponosimy wielką odpowiedzialność, próbując ją ratować. Bardzo cierpimy - mówi Annapaola Lavena, właścicielka lokalnej kawiarni. Wenecja wciąż zmaga się ze skutkami podtopień, które w ostatnich latach nasilają się. Największy z przypływów, w listopadzie 2019 r., zalał Wenecję blisko dwoma metrami wody. Towarzyszył mu silny wiatr, przez który m.in. odpadały ołowiane płytki z zabytkowej Bazyliki św. Marka. Naukowcy twierdzą, że to ostrzeżenie o zachodzących zmianach klimatycznych. Unikatowe położenie Wenecji, na palach wśród kanałów, uczyniło ją szczególnie podatną na zmiany klimatyczne. Tylko w sierpniu 2021 r. Bazylika św. Marka była zalewana pięciokrotnie. Podnoszący się poziom morza zwiększa częstotliwość pływów, a te doprowadzają do regularnego podtapiania 1600-letniego miasta na lagunie. To dlatego część Włochów pokłada nadzieje w systemie MOSE, który oficjalnie jest w fazie testów. Projekt budzi ogromne kontrowersje i ma wielu przeciwników. Obecnie zapory są uruchamiane, gdy zbliża się powódź z wodą o wysokości ponad 1,3 m. Od października 2020 r. zapory były podnoszone 20 razy. Do 2023 r. zapowiedziano oficjalne zatwierdzenie kosztującego ok. 6 mld euro systemu. Będzie on uruchamiał się w przypadku powodzi o wysokości 1,1 m. W przeciwnym razie 12 proc. miasta zabytkowego miasta znajdzie się pod wodą.