WAŻNE
TERAZ

Giertych, tajemnicza Rosjanka i przelewy z raju podatkowego

śmierć (strona 2 z 45)

WIDEO

"Radowe dziewczyny". Nieświadomie szły na śmierć w męczarniach

Gdy Maria Skłodowska-Curie odkryła promieniotwórczy rad w 1898 r., dość szybko stało się jasne, że nie jest to w pełni bezpieczna substancja. Mimo to, pierwiastek nawet na początku XX w. uchodził za cudowny lek. Wiedziano bowiem, że niszczy komórki nowotworowe. Nie pomyślano, że oprócz raka, niszczy też zdrowe komórki. Do kupienia były więc np. toniki, pudry i inne produkty z radem. Rad ma też inną właściwość – świeci w ciemności. Zaczęto więc malować farbą z dodatkiem radu tarcze zegarków. W czasie I wojny światowej używali ich amerykańscy żołnierze. Firma produkująca zegarki zatrudniała do malowania tarcz młode dziewczyny, często nawet 14-letnie. Praca była bardzo dobrze płatna i lekka. Dziewczynom kazano oblizywać pędzelek przed zanurzeniem go w radioaktywnej farbie, by ją oszczędzać. Pracownicom nie powiedziano, że to niebezpieczne, wręcz przekonywano je, że rad jest całkowicie niegroźny i "zaróżowi im policzki". Nikt jakoś nie zwrócił uwagi, że mężczyźni, którzy produkowali radową farbę dostali specjalne stroje. Toksyczny pierwiastek kumulował się w kościach pracownic, powoli je zabijając w męczarniach. Gniły im szczęki, pękała skóra, bolały stawy. Jako przyczynę zgonu lekarze wpisywali inne choroby, np. syfilis. Skala zjawiska była tak duża, że w 1924 r. już nikt nie chciał pracować w fabryce zegarków. Powoli stawało się jasne, że radowa farba jest zabójcza. Firma, która ją produkowała, wypierała się odpowiedzialności i fałszowała raporty medyczne. Umierające dziewczyny musiały szukać sprawiedliwości przed sądem. Gdy ekshumowano jedną z ofiar zatrucia (zmarła w 1922 r.) okazało się, że jej kości wciąż świecą w ciemności. Ofiarom ostatecznie udało się wywalczyć odszkodowania. Radu z organizmu nie da się usunąć. Okres połowiczego rozpadu tego pierwiastka to 1600 lat.