Covid-19 (strona 4 z 18)

WHO o medykach zmarłych na COVID-19. Stanowcza reakcja ws. szczepionki Moderny
3:43

WHO o medykach zmarłych na COVID-19. Stanowcza reakcja ws. szczepionki Moderny

- Ta pandemia dobitnie pokazuje, jak bardzo polegamy na pracownikach służby zdrowia i jak bardzo wszyscy jesteśmy bezbronni, gdy ludzie, którzy chronią nasze zdrowie, sami pozostają bez ochrony – powiedział na konferencji dr Tedros Adhanom Ghebreyesus, szef Światowej Organizacji Zdrowia. Najnowszy raport WHO szacuje, że 115 tys. pracowników służby zdrowia mogło umrzeć przez COVID-19 od stycznia 2020 r. do maja 2021 r. Ekspert zwrócił uwagę, że to więc oni powinni być traktowani priorytetowo w kwestii szczepień. - Tymczasem dane ze 119 krajów sugerują, że średnio 2 na 5 medyków z całego świata jest zaszczepionych. Tę średnią maskują ogromne różnice między regionami i krajami. W Afryce mniej niż 1 na 10 pracowników służby zdrowia jest w pełni zaszczepiony – wyliczał szef WHO. Ghebreyesus zwrócił uwagę na problem spadającego tempa szczepień i osiągnięcia poziomu co najmniej 40 proc. w pełni zaszczepionych obywateli w każdym kraju na świecie. - Za 10 dni w Rzymie spotka się 20 osób, które mogą to zmienić – przywódcy G20. Do tego czasu akurat wyprodukowanych zostanie ok. 500 mln dawek szczepionek. Tyle właśnie dodatkowych dawek potrzebujemy, by osiągnąć nasz cel, jakim jest zaszczepienie 40 proc. populacji każdego kraju do końca roku – apelował na konferencji. Za kilka dni komitet ds. bezpieczeństwa szczepień (SAGE) przy WHO wyda także oświadczenie odnoszące się do decyzji Szwecji i Dani, które zaprzestały stosowania szczepionki Moderny u osób w wieku 12-30 lat. Chodzi o zarejestrowane niepożądane odczyny poszczepienne (NOP) w postaci zapalenia mięśnia sercowego zwłaszcza u osób w wieku 18-24. - Zaobserwowane zapalenie jest bardzo łagodne. Niektórzy ludzie musieli być hospitalizowani, ale nie odnotowaliśmy żadnych zgonów z tym związanych - podkreśliła dr Mariângela Simão zastępca szefa WHO ds. dostępu do leków i produktów. - Dotychczasowe oceny różnych instytucji oraz międzynarodowe oceny WHO wskazują, że korzyści ze szczepionki nadal przewyższają ryzyko – dodała.
Rośnie liczba zakażeń na COVID-19. Ekspert: do wiosny nie będzie z górki, jeśli ludzie nie będą się szczepić
1:22

Rośnie liczba zakażeń na COVID-19. Ekspert: do wiosny nie będzie z górki, jeśli ludzie nie będą się szczepić

Łotwa odnotowuje drastyczny wzrost zachorowań na koronawirusa i tamtejsze władze ogłosiły miesięczny lockdown. Główny doradca premiera ds. COVID-19 - prof. Andrzej Horban uspokaja natomiast, że do wiosny pandemia się uspokoi, wirus z nami pozostanie, ale nie będzie już wpływał aż tak bardzo na nasze codzienne życie. O ten optymizm zapytany został w programie ''Newsroom WP'' prof. Krzysztof Simon, członek Rady Medycznej ds. COVID-19. - Takie stwierdzenie możemy użyć do określonego kraju, miejsca i czasu jako takiego. W krajach gdzie jest zaszczepione 80 proc. i do tego część już przechorowała, oczywiście jest już z górki dawno i nawet tej jesieni. A w krajach gdzie zaszczepiło się 50 proc. ludzi, 3 mln zachorowało i nie wiadomo, ile było zakażonych, oczywiście nie jest z górki, bo te 40 proc. prawdopodobnie w większości się zakazi prawda, albo zdąży się jeszcze zaszczepić - powiedział prof. Simon. Dodał również, że reszta tych osób będzie chorowała teraz, aż do samej wiosny. Według gościa ''Newsroomu WP'', nie ma innego wyjścia w tej sytuacji. Dopytany jeszcze na koniec przez redaktor, czy będzie zatem na wiosnę z górki u nas, prof. Simon odpowiedział. - Ja myślę, że do wiosny nie będzie z górki, jeśli ludzie nie będą się szczepić.
Fatalne wiadomości z Rosji. Szpitale walczą z rekordowym wzrostem COVID
2:44

Fatalne wiadomości z Rosji. Szpitale walczą z rekordowym wzrostem COVID

Europa zmaga się z IV falą COVID-19 Coraz więcej państw odnotowuje rekordowe liczby zakażeń. Również Rosja zgłosiła największą dzienną liczbę nowych infekcji koronawirusem. Według oficjalnych danych liczba zakażonych wzrosła o ponad 70 procent względem poprzedniego miesiąca. W niedzielę (17 października) służby odnotowały 34 303 nowe infekcje oraz 999 przypadków śmiertelnych. Zaledwie dzień wcześniej Rosja odnotowała najwyższą liczbę zgonów. W sobotę (16 października) 1002 osoby zmarły z powodu wirusa i zgłoszono 20 174 przypadków zakażeń. Kraj zmaga się ze z systematycznie rosnącą ilością chorych, a szpitale stają się przepełnione. – Jesteśmy zmuszeni przyjmować pacjentów na korytarzach - mówi w rozmowie z agencją Associated Press kierownik Miejskiego Szpitala Klinicznego w regionie regionu Saratowa, Raisa Polikarpova. Rosyjskie władze próbowały przyspieszyć tempo szczepień za pomocą loterii oraz premii, jednak obywatele pozostają bierni. Rząd poinformował, że zaledwie 43 miliony Rosjan (około 29 procent) z prawie 146 milionów mieszkańców kraju, zostało w pełni zaszczepionych. W celu usprawnienia walki z pandemią część regionów Rosji wprowadziły ograniczenia. Ograniczono liczbę osób mogących wchodzić do restauracji, teatrów i biorących udział w imprezach masowych. Jednak największe miasta Moskwa i Sankt Petersburg nie wprowadziły obostrzeń. Według przekazu Associated Press największe ogniska zachorowań występują głównie w zachodniej Rosji oraz w miejscowościach leżących wzdłuż wybrzeża Pacyfiku, takich jak Władywostok i Chabarowsk. Specjalna grupa zadaniowa ds. koronawirusa zarejestrowała w Rosji do tej pory ponad 7,99 miliona potwierdzonych przypadków i 223 312 zgonów. To najwyższy wskaźnik zgonów w Europie. Te dane plasują kraj jako piąty pod względem liczby zgonów związanych z pandemią na świecie. Rosja znajduje się na liście zaraz po Stanach Zjednoczonych, Brazylii, Indiach i Meksyku.
Liczba zakażeń rośnie, Niedzielski uspokaja. Zwraca uwagę na jeden wskaźnik
3:44

Liczba zakażeń rośnie, Niedzielski uspokaja. Zwraca uwagę na jeden wskaźnik

Minister zdrowia Adam Niedzielski przekazał w programie "Newsroom WP", że ostatniej doby odnotowano w Polsce 2770 nowych przypadków COVID-19. Przypomniał, że choć to mniej niż w czwartek, to w porównaniu z ubiegłym tygodniem liczba zakażeń znacznie wzrosła. Jednocześnie - jak dodał - biorąc pod uwagę dane z analogicznego okresu ubiegłego roku, sytuacja jest znacznie lepsza. - Chcę państwu powiedzieć, że w zeszłym roku tego samego dnia mieliśmy już blisko 9 tys. zakażeń, a dzisiaj mamy niecałe 3 tys. W zeszłym roku mieliśmy 6,5 tysiąca hospitalizacji o tej porze, a dzisiaj mamy ich niecałe 2800 - wyliczał minister. Mniejsza jest również liczba zgonów. Rok temu w połowie października odnotowano ich 115, dziś 49. - Na każdym poziomie bardzo wyraźnie widać efekt szczepień - oświadczył Niedzielski. Szef MZ zwrócił też uwagę, że sytuacja epidemiczna w Polsce jest bardzo zróżnicowana. Na tle kraju - jak zaznaczył - wyróżniają się zwłaszcza województwa podlaskie i lubelskie. - W przypadku obu tych województw liczba zakażeń na 100 tys. mieszkańców jest w okolicach dwudziestu. Wszystkie pozostałe województwa są tu poniżej dziesięciu zakażeń na 100 tys. mieszkańców. To są niestety regiony, które mają najniższy poziom wyszczepienia - mówił gość Mateusza Ratajczaka.
Maciej Zubel Maciej Zubel
Lockdown w Australii. Sydney luzuje obostrzenia i świętuje wysoki poziom wyszczepienia
1:03

Lockdown w Australii. Sydney luzuje obostrzenia i świętuje wysoki poziom wyszczepienia

Strzelające korki od szampanów i powszechna radość – tak mieszkańcy i przedsiębiorcy w Sydney, w Australii, świętowali luzowanie obostrzeń po miesiącach lockdownu. Fryzjerzy, siłownie, restauracje, bary i inne usługi zostały otwarte bez ograniczeń dla osób w pełni zaszczepionych przeciwko koronawirusowi. To pierwsza taka decyzja od ponad 100 dni po tym, jak największe miasto Australii osiągnęło zakładany poziom wyszczepienia. 73,5 proc. mieszkańców stanu Nowa Południowa Walia powyżej 16. roku życia jest już w pełni zaszczepionych. Ponad 90 proc. otrzymało tu co najmniej jedną dawkę szczepionki. Niektóre z firm otwierały się o północy w oczekiwaniu na zniecierpliwionych klientów. Kolejne ograniczenia pandemiczne mają zostać zniesione 1 grudnia, po przekroczeniu progu 80 proc. w pełni zaszczepionych. Nowa Południowa Walia odnotowała 496 nowych infekcji w ciągu ostatniej doby i osiem zgonów z powodu COVID-19. Eksperci podkreślają, że na obszarze stanu może nastąpić wzrost liczby zakażeń i osób hospitalizowanych. Będzie to skutek tego, że mieszkańcy Sydney wychodzą z domów, wracają do biur i zaczynają się częściej przemieszczać. Jednak Dominic Perrottet, premier Nowej Południowej Walii, z dumą poinformował, że wskaźniki zakażeń i hospitalizowanych pacjentów z COVID-19 są niższe od przewidywań. Sytuacja w pozostałych australijskich metropoliach wygląda nieco gorzej. Stolica kraju, Canberra, ma znosić pierwsze ograniczenia pandemiczne w piątek. Ponad 95 proc. populacji otrzymało tam co najmniej jedną dawkę szczepionki, a 72,8 proc. mieszkańców jest w pełni zaszczepione. Godzina policyjna i obostrzenia mogą za to przeciągnąć się o ok. dwa tygodnie w Melbourne, drugim największym mieście Australii. Powód? Tylko 58,6 proc. mieszkańców jest tam w pełni zaszczepionych. Lockdown w Sydney rozpoczął się 26 czerwca a w Melbourne 5 sierpnia. Z kolei w stolicy, Canberry, obostrzenia wprowadzono 12 sierpnia.
Eksperci ostrzegają przed "bliźniaczą pandemią". Liczba zachorowań na grypę i COVID-19 może gwałtownie wzrosnąć
2:13

Eksperci ostrzegają przed "bliźniaczą pandemią". Liczba zachorowań na grypę i COVID-19 może gwałtownie wzrosnąć

Szpitale w Europie i w Stanach Zjednoczonych biją na alarm w związku z wrastającą liczbą przypadków COVID-19 i przestrzegają przed nadchodzącym sezonem grypowym. Eksperci z Laboratorium Dynamiki Zdrowia Publicznego (PHDL) na Uniwersytecie w Pittsburghu ostrzegają przed tegoroczną zimą i zapowiadają, że może nas czekać "bliźniacza pandemia" (twindemia). Naukowcy uważają, że zeszłoroczny, stłumiony sezon grypowy, może doprowadzić do gwałtownego wzrostu infekcji w nadchodzącym sezonie. Szczyt zarażeń może się zbiec z apogeum IV fali koronawirusa. Laboratorium przygląda się rozwojowi grypy od ponad dekady. Według analizy specjalistów, zeszłoroczne stłumienie choroby miało związek z nałożonymi obostrzeniami. Stany Zjednoczone odnotowały ogromny spadek zachorowalności na grypę w 2020 roku, kiedy wprowadzono ograniczenia, mające na celu zatrzymanie COVID-19, takie jak ograniczenia podróży, noszenie masek, dystans społeczny czy lekcje zdalne. Co roku liczbę pacjentów trafiających do szpitali w USA w wyniku grypy podaje się w setkach tysięcy. Wstępne badanie wykazało, że w tym roku może nastąpić aż ponad 100 tys. dodatkowych przypadków potrzebujących hospitalizacji. Należy zaznaczyć, że opieka medyczna w Stanach Zjednoczonych jest bardzo droga, co oznacza, że nie wszyscy chorzy trafiają do szpitali. Analiza została przeprowadzona przez tradycyjne narzędzie do modelowania chorób zakaźnych, które dzieli populację na osoby podatne na infekcje, zakażone, wyleczone, hospitalizowane i zmarłe. Według ekspertów, na skutki "bliźniaczej pandemii" najbardziej narażone są małe dzieci. Wynika to z tego, że miały one mniejszą styczność z wirusem, więc nie rozwinęły wystarczającej odporności. Zagrożone są również osoby starsze, zwłaszcza dziadkowie, którzy mają częsty kontakt z wnukami. Przeprowadzone badania wykazały, że zwiększenie liczby szczepień przeciwko grypie wśród dzieci może zmniejszyć u nich liczbę infekcji o połowę. Naukowcy apelują więc o przyjmowanie dawek leku w celu złagodzenia "bliźniaczej pandemii”. Według przekazu PHDL, typowy sezon grypowy zwykle powoduje od 30 do 40 milionów przypadków choroby objawowej, od 400 000 do 800 000 hospitalizacji i od 20 000 do 50 000 zgonów.
Smog zwiększa zakażenia koronawirusem? Ekspert: chmura wirusa dłużej pozostaje zakaźna
1:43

Smog zwiększa zakażenia koronawirusem? Ekspert: chmura wirusa dłużej pozostaje zakaźna

Wchodzimy powoli w okres grzewczy, a zatem będziemy świadkami powstawania chmur smogowych zwłaszcza nad dużymi i mniejszymi miastami. Czy smog będzie dodatkowym zagrożeniem w kontekście rozprzestrzeniania się koronawirusa? Na to pytanie odpowiadał w programie ''Newsroom WP'' prof. Miłosz Parczewski, ekspert ds. chorób zakaźnych i członek Rady Medycznej ds. COVID-19. - Na pewno, bo smog ma dwie ważne cechy. Z jednej strony drażni drogi oddechowe, czyli jakby pobudza możliwość przejścia wirusa przez nasze śluzówki. [...] Z drugiej strony smog związany jest z mniejszą cyrkulacją powietrza atmosferycznego na zewnątrz. [...] Ta chmura cząstek wirusowych dłużej niestety może pozostawać zakaźna - powiedział ekspert. Prof. Parczewski dodał jednak, że ten efekt jednak jest niewielki, lecz oczywiście możliwy. Redaktor prowadząca program zapytała zatem gościa programu ''Newsroom WP'' o to, czy zasadne jest zatem noszenie masek antysmogowych na zewnątrz, które oprócz smogu być może pomogą też uniknąć zakażenia wirusem COVID-19. - Na pewno tak, ale bardziej pod kątem właśnie pyłu związanego ze smogiem, niż w kontekście wirusa, bo prawdopodobieństwo wejścia w taką chmurę na zewnątrz będzie bardzo niskie, [...] natomiast maseczki antysmogowe jak najbardziej - podsumował prof. Parczewski.
Gdzie jest COVID-19. Przełomowe badania naukowców
1:25

Gdzie jest COVID-19. Przełomowe badania naukowców

Noś maseczkę, dezynfekuj ręce, płać bezgotówkowo, zakupy rób w rękawiczkach - to typowe wytyczne w czasach pandemii. I o ile badania potwierdzają, że noszenie maseczki znacznie redukuje roznoszenie się wirusa, a mycie rąk to po prostu podstawa higieny, to dwa ostatnie punkty zdają się być właśnie podważane. Naukowcy z Imperial College London opublikowali właśnie wyniki badań dokonanych na stacjach kolejowych. Pobrali próbki z miejsc najczęściej dotykanych przez pasażerów, by ustalić, czy są one skażone COVID-19. Testy wykazały, że ani na powierzchniach, ani w pociągach, ani w powietrzu nie było koronawirusa. Z kolei eksperci z Europejskiego Banku Centralnego i naukowcy z Ruhr-Universität ustalili, że płacenie gotówką nie stwarza istotnego ryzyka zakażenia wirusem. Zanieczyścili banknoty, monety i podobne do kart kredytowych płytki PCV nieszkodliwymi koronawirusami, a w warunkach wysokiego poziomu bezpieczeństwa również Sars-Cov-2. Powierzchnie te były następnie dotykane przez badane osoby, gdy były jeszcze mokre lub już po wysuszeniu. Okazało się, że po wyschnięciu płynu praktycznie nie doszło do przeniesienia zakaźnego wirusa. - W realistycznych warunkach infekcja Sars-Cov-2 z gotówki jest bardzo mało prawdopodobna - mówi Daniel Todt z Ruhr-Universität. Jak donosi serwis "Nauka w Polsce", badania te są zgodne z wcześniejszymi. W zdecydowanej większości przypadków do zakażenia dochodzi poprzez areozole lub drogą kropelkową. Infekcje, do których doszłoby na skutek dotykania powierzchni wspólnych prawie nie istnieją.
Wstrząsająca relacja ratownika medycznego. "Nie boję się użyć słowa - rzeźnia''
2:19

Wstrząsająca relacja ratownika medycznego. "Nie boję się użyć słowa - rzeźnia''

Ratownicy medyczni od wielu miesięcy są na pierwszej linii frontu walki z koronawirusem. Ich praca w bardzo dużym stopniu przyczyniła się do tego, że wiele osób mogło otrzymać pomoc na czas i w ten sposób zachować swoje życie. Adam Piechnik, który pracuje jako ratownik medyczny, był gościem programu Newsroom WP. Opowiadał między innymi o tym, jak wyglądała jego praca w okresie kwietnia i maja 2021 roku, gdy sytuacja była bardzo poważna. - Ja w kwietniu i w maju pracowałem po 500 godzin, miesiąc ma 720. Pracowałem na Oddziale intensywnej terapii szpitala kowidowego, oglądając nieprawdopodobną śmiertelność. [...] Nie boję się użyć słowa - rzeźnia.'' - powiedział Adam Piechnik. Redaktor prowadząca zapytała także o to, jak się czują ratownicy medyczni, gdy słyszą o planach rządu dotyczących podwyżek dla nich samych. Gość Newsroomu stwierdził, że żadne pieniądze tak naprawdę nie są w stanie wynagrodzić tego, co musieli oglądać w ostatnich miesiącach w swojej pracy. - W ciągu tygodnia raptem zmienił się nam całkowicie skład osób, które były naszymi pacjentami. W poniedziałek widziałem dwunastu pacjentów, w piątek widziałem nowych dwunastu pacjentów. To jest rodzaj obciążenia psychoemocjonalnego, którego żadne pieniądze chyba nie są w stanie wynagrodzić - wyjaśnił Piechnik.