WAŻNE
TERAZ

Złożyli ślubowanie. Bezprecedensowa sytuacja w Sejmie [RELACJA NA ŻYWO]

białoruś (strona 3 z 13)

Stan wyjątkowy na stałe? Jest rządowa ustawa, opozycja grzmi. Minister Ozdoba: Absurdalny argument
WIDEO

Stan wyjątkowy na stałe? Jest rządowa ustawa, opozycja grzmi. Minister Ozdoba: Absurdalny argument

Kończy się konstytucyjny okres trwania stanu wyjątkowego. Rząd, by reagować na kryzys na granicy Polski i Białorusi, przygotował projekt ustawy o ochronie granicy, którym zajmie się teraz parlament. Opozycja grzmi, że to pozwoli rządowi na omijanie konstytucji i niedopuszczanie dziennikarzy do granicy. - Absurdalny argument, ale tak naprawdę nie chciałbym zajmować się argumentacją opozycji, bo ona pokazuje, że jest nieodpowiedzialna. Zachowania, których byliśmy świadkami, od posła, który niczym pędziwiatr czy Benny Hill biegał z torbą po granicy, czy panią Jachirę, czy ataki na godność funkcjonariuszy. Ja uważam, że nawet przekroczono uprawnienia, bo pokazywanie legitymacji, skanowanie twarzy i wyzywanie, to jest coś niedopuszczalnego, a tego byliśmy świadkami - powiedział w "Money. To się liczy" Jacek Ozdoba, wiceminister klimatu, rzecznik Solidarnej Polski. - Wprowadzono stan wyjątkowy z uwagi na sytuację, która była na polsko-białoruskiej granicy. Wojna hybrydowa, której jesteśmy świadkami, z którą nie polemizuje Unia Europejska, nie polemizuje NATO, ale polemizuje cała opozycja totalna. To świadczy o tym, że oni mają podejście podobne do strony białoruskiej. Opozycja mówi językiem Mińska, coś tu jest nie tak. Nie podejrzewam ich o agenturalne wpływy, ale być może o głupotę, albo skrajny cynizm. To mocne słowa, które z moich usta padają, ale nikt już nie traktuje poważnie tych argumentów. Mur jest potrzebny, oni są na nie, debata - są na nie. Ze wszystkim są na nie. Teraz ustawa i rozwiązania, które mają zapewnić stabilność i dać nam pas bezpieczeństwa. Nikt niczego nie chce cenzurować, tu chodzi o bezpieczeństwo - dodał minister Ozdoba w rozmowie z money.pl pytany o kryzys na granicy z Białorusią.
Paweł Orlikowski Paweł Orlikowski
Ks. Isakowicz-Zaleski chce pomóc na granicy. Mówi o reakcji na wpis
WIDEO

Ks. Isakowicz-Zaleski chce pomóc na granicy. Mówi o reakcji na wpis

"Jako ksiądz i podporucznik rezerwy jestem gotów pojechać do pomocy na granicę, o ile dowództwo Straży Granicznej wyrazi taką potrzebę. Mam swoje lata, ale obsługiwać kuchnię lub stać na warcie mogę" - napisał na Twitterze ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski. O tym, co stało się potem, mówił w programie "Newsroom" WP. - Dostałem bardzo dużo maili od rodzin funkcjonariuszy Straży Granicznej oraz policji, którzy bardzo żywo reagują na każdy wyraz wsparcia - zdradził. - Ten tweet z mojej strony to było wywołanie dyskusji, w jaki sposób można pomóc. Akurat jestem w sytuacji, że jeszcze jako kleryk odbyłem dwuletnią obowiązkową służbę wojskową i posiadam stopień podporucznika. W Episkopacie jest bardzo duża grupa biskupów, którzy także posiadają stopnie wojskowe. Ale tu nie chodzi nawet o to, czy ktoś ma stopień wojskowy czy nie. Moim zdaniem powinnością każdego duchownego jest dziś wspieranie w najróżniejszy sposób - tak funkcjonariuszy i żołnierzy, którzy są na granicy, jak i rodzin. Bo to jest chyba najmniej w tej chwili podnoszona sprawa, że ten ogromny hejt, który płynie na żołnierzy, wywołuje w rodzinach ogromne stresy - podkreślił. - Jestem po wielu rozmowach, gdzie ci ludzie proszą, żeby ktoś im starał się pomóc. Nie chodzi nawet o pomoc psychologiczną czy duszpasterską, ale o życzliwość i empatię dla rodzin, zwłaszcza dla dzieci - dodał. Pytany, jak można pomóc, przypomniał, że jeden z portali strażackich podał informację, że brakuje kubków termicznych dla żołnierzy. - Jest to jakiś mankament w służbach. Myślę, że nawet taka skromna zbiórka na rzecz zakupu tych kubków, czy nawet zwykłe podziękowania, listy, rysunki - każda forma jest dobra, żeby rodziny miało to przekonanie, że jednak społeczeństwo jest po ich stronie - stwierdził. - Tu nie chodzi o politykę, kto na górze wydaje rozkazy, tylko że ci ludzi bronią polskich granic - wskazał Isakowicz-Zaleski.
Natalia Durman Natalia Durman
Recepta na kryzys. Co zrobić, by ustabilizować sytuację na granicy?
WIDEO

Recepta na kryzys. Co zrobić, by ustabilizować sytuację na granicy?

Podczas Debaty Wirtualnej Polski: Kryzys na granicy, eksperci zastanawiali się nad kierunkiem, jaki powinny objąć polskie władzę, by zapanować nad sytuacją związaną z działaniami reżimu Alaksandra Łukaszenki. Wszyscy goście Patrycjusza Wyżgi zgodzili się, że Polska musi zadbać nie tylko o zażegnanie kryzysu politycznego, ale również o powstrzymanie dramatu wykorzystywanych przez białoruskie służby migrantów. - Nie powinniśmy marginalizować tego co się dzieje w głębi kraju i tego z czym się spotykamy. Do tego można zaangażować organizacje pozarządowe, można zaangażować Kościół, który zdeklarował już pomoc i tutaj bym zalecał rządzącym, aby się nie bali tej pomocy - mówił generał Mirosław Różański. Dr Piotr Łukasiewicz z Collegium Civitas apelował, by państwo Polskie pokazało swoje miłosierne oblicze. - Ja bym pragnął, żeby ludzie przestali umierać na polskiej granicy - mówił. - Żeby polskie państwo, które jest państwem bogatym z odpowiednimi instytucjami, mogło działać wielopłaszczyznowo. Mogło blokować granicę i strzec granicy, ale również, żeby było państwem miłosiernym - dodał. Anna Maria Dyner z Polskiego Instytutu Spraw Międzynarodowych podkreślała rolę edukacji społecznej w przeciwdziałaniu atakom hybrydowym. - Oprócz recept, które pojawiły się tutaj na rozwiązanie tej sytuacji, zwłaszcza humanitarnej, warto pomyśleć o budowaniu odporności państwa, o budowaniu odporności społecznej i to jest kwestia edukacji przez media, jak również przez komunikowanie strategiczne ze strony rządzących - mówiła.
Arłukowicz oburzony zapowiedziami rządu. Padły mocne słowa
WIDEO

Arłukowicz oburzony zapowiedziami rządu. Padły mocne słowa

Jeszcze w tym roku ma się rozpocząć budowa muru na granicy z Białorusią. Sprawę w mocnych słowach komentował w programie "Tłit" Wirtualnej Polski europoseł PO Bartosz Arłukowicz. - Oni już Ostrołękę zbudowali, a potem rozebrali. Za miliardy złotych - stwierdził. - Jestem dość zirytowany kiedy słyszę kolejne buńczuczne zapowiedzi rządu. Tak naprawdę powinni zacząć współpracować z UE, Frontexem, USA, NATO. Bo to, co się dziś dzieje na polskiej granicy, to jest problem europejski, jeśli nie światowy - kontynuował. Arłukowicz podkreślił, że "nie wierzy w żaden mur i nie wierzy w żadne porozumienie polskiego rządu z partnerami w UE", co - w jego ocenie - jest "kluczem do rozwiązania tego problemu". Polityk PO odniósł się również do projektu ustawy o ochronie granicy autorstwa MSWiA, która ma uregulować sytuację na polsko-białoruskim pograniczu po zakończeniu stanu wyjątkowego. - To są narzędzia, które rząd sobie daje po to, żeby przejąć całkowitą kontrolę informacyjną nad tym, co się dzieje na polskiej granicy (…). To są narzędzia, które - według rządzących - budują ich pozycję polityczną. Budowanie nastroju wojny, walki o granicę - to wszystko sprzyja budowaniu poparcia politycznego. Dlatego jestem bardzo oburzony tą sytuacją - że w tak trudnej sytuacji najważniejszym celem dla rządu jest budowanie narracji politycznej - oznajmił Arłukowicz.
Natalia Durman Natalia Durman
Biedroń oburzony. Uderza w rząd PiS
WIDEO

Biedroń oburzony. Uderza w rząd PiS

Jakie sankcje najbardziej zabolałyby reżim Łukaszenki? - pytany był w programie "Newsroom" WP współprzewodniczący Nowej Lewicy, europoseł Robert Biedroń. - Szerokie sankcje - sankcje, które będą uderzały tam, gdzie Łukaszenkę najbardziej boli, a boli go tam, gdzie jego najbliżsi współpracownicy tracą - tracą w swoich biznesach, które robią np. z Europą Zachodnią, tracą tam, gdzie rodziny oligarchów nie będą mogły podróżować po świecie. I takie sankcje powinny być jak najszybsze wdrożone - sankcje gospodarcze i personalne. Tak dzisiaj niestety nie jest, dlatego, że polski rząd jest bardzo słaby na arenie międzynarodowej, lobbując za takimi szerokimi sankcjami - mówił Biedroń. - To jest słabość polskiej dyplomacji. Od '89 roku Polska nie była w tak słabej kondycji dyplomatycznej. Ten rząd jest niestety dyplomatycznie nagi - przekonywał. W ocenie Biedronia działania polskiej dyplomacji są spóźnione. - Rząd PiS próbował wykorzystać tę sytuację do straszenia uchodźcami. Widzieliśmy tę tępą propagandę telewizji publicznej Kurskiego, która niczym w praktyce nie różniła się od tępej propagandy telewizji Łukaszenki - stwierdził. - Trzeba powiedzieć jasno i wyraźnie. Polska dzisiaj nie ma dyplomacji z prawdziwego zdarzenia, dyplomacji XXI wieku. Naszą dyplomację, w imieniu Polski, prowadzi np. Angela Merkel, rozmawiając z Putinem, czy Ursula von der Leyen, rozmawiając z Bidenem - mówił Biedroń. - Gdzie jest prezydent RP? Dlaczego nie jedzie do Brukseli, do Waszyngtonu, do Moskwy i nie próbuje załatwiać polskich interesów? Czy pani redaktor widziała w ostatnich miesiącach ministra spraw zagranicznych? Minister spraw zagranicznych i prezydent RP, czyli dwie osoby najwyżej odpowiadające w hierarchii za polską dyplomację, to są widma. Mamy prezydenta widmo i mamy ministra widmo - podsumował Biedroń.
Natalia Durman Natalia Durman
BBC i CNN nadają z Białorusi. Jest komentarz z rządu
WIDEO

BBC i CNN nadają z Białorusi. Jest komentarz z rządu

Na terenach przygranicznych jeszcze przez trzy tygodnie będzie obowiązywał stan wyjątkowy. Zgodnie z prawem nie można go już przedłużyć. Nic nie wskazuje jednak na to, by do tego czasu zakończył się kryzys na polsko-białoruskiej granicy. Jakie plany w tej sytuacji ma rząd PiS? Z doniesień mediów wynika, że pracuje nad ustawą, która będzie przypominała jeden z rodzajów stanów nadzwyczajnych. Sprawę komentował w programie "Tłit" Wirtualnej Polski wiceszef MSZ Marcin Przydacz. - Prawnicy analizują, w jaki sposób zgodnie z polską Konstytucją, zgodnie z prawem międzynarodowym, uregulować tę kwestię. Chyba wszyscy się zgodzimy, że jest konieczność utrzymania stabilności na polskiej granicy, a do tego potrzebne są konkretne instrumenty. Jest cały szereg potencjalnych rozwiązań, które można na podstawie ustawy wprowadzić, które będą w zgodzie z Konstytucją - przekonywał. Czy dziennikarze będą mogli być obecni na granicy, skoro nie będzie stanu wyjątkowego? - Wszystko zależy od tego, jak będą uregulowane te przepisy. Dzięki temu, że ten teren został wyblokowany, polskie wojsko może w pełni koncentrować się na obronie polskiej granicy - odparł Przydacz. - Dzięki temu wyblokowaniu, temu, że nikt postronny nie może tam przebywać, udało nam się powstrzymać już kilkuset szmuglerów - ludzi, którzy byli tam w celach przestępczych - podkreślił. Wiceminister skomentował też obecność dziennikarzy CNN i BBC po stronie białoruskiej. W ocenie Przydacza relacje stacji nie są "do końca obiektywne". - Miałbym do nich szereg uwag. Ale nie uważam, żeby obecność tych samych dziennikarzy po drugiej stronie granicy w diametralny sposób zmieniła ich nastawienie - stwierdził.
Natalia Durman Natalia Durman
Sankcje? Polska przygotowała listę
WIDEO

Sankcje? Polska przygotowała listę

- Udało nam się rozszerzyć na poziomie europejskim podstawę prawną reżimu sankcyjnego - tak, żeby objąć sankcjami nie tylko przedsiębiorstwa białoruskie, ale także przedsiębiorstwa mające swoją siedzibę w innych państwach, jeśli biorą udział w tym krwawym procederze - przekazał wiceszef MSZ Marcin Przydacz w programie "Tłit" Wirtualnej Polski. Jak podkreślił, "linie lotnicze, mając świadomość, że te sankcje mogą je dotknąć, zamykają po kolei połączenia z Mińskiem". - Turkish Airlines nie transportuje migrantów do Mińska, syryjskie linie lotnicze zamknęły w ogóle loty do Mińska, nawet białoruska Belavia ogranicza loty z kierunków bliskowschodnich. Są jeszcze loty z krajów Zatoki Perskiej - nad tym pracujemy - wyjaśnił. - Jest gotowa lista sankcyjna na stole, Polska ją przygotowała, zbudowała koalicję wewnątrz UE. Zobaczymy, jak potoczy się dzisiejsza całodniowa dyskusja - czy ta lista będzie mniej lub bardziej ambitna. Są państwa w ramach UE, które chciałyby bardziej aktywnej polityki - podkreślił Przydacz. Wiceszef MSZ pytany był również o stosunek Węgier w tej sprawie. - Jako człowiek zajmujący się polityką wschodnią widzę pewne różnice w polityce węgierskiej a w polityce polskiej wobec partnerów wschodnich. O ile w wielu innych polach z Węgrami możemy prowadzić dyplomację, bo mamy wspólny ogląd sytuacji, o tyle na odcinku wschodnim czasami pojawiają się różnice - oznajmił.
Natalia Durman Natalia Durman
Polsko-białoruska granica. Fundacja Ocalenie uratowała na terenie Polski migrantów
WIDEO

Polsko-białoruska granica. Fundacja Ocalenie uratowała na terenie Polski migrantów

Dwóch Syryjczyków odnaleźli i uratowali w niedzielę na terenie Polski wolontariusze fundacji Ocalenie. Migranci byli wychłodzeni i prawie nieprzytomni. Wcześniej błąkali się w lasach niedaleko Bielska Podlaskiego. Do mężczyzn wezwano pogotowie i policję – podała fundacja. Jej członkini, Agata Kołodziej, w rozmowie z agencją Associated Press, wspomina swój pierwszy dzień pracy w lasach wzdłuż granicy z Białorusią. To tutaj w trakcie pierwszej interwencji w środku nocy udało jej się znaleźć w rowie wyziębionego migranta, który potrzebował pomocy medycznej. Służby medyczne zajęły się nim, a fundacja pomogła ubiegać się o azyl w Polsce. - Pomoc to jedyny słuszny wybór. Staramy się pomagać ludziom, którzy są zmuszeni do przebywania w lesie, często przez bardzo wiele dni. Chcemy tym ludziom po prostu pomóc. Dać jedzenie, ciepłe ubrania i w miarę możliwości znaleźć wyjście z sytuacji – tłumaczy Kołodziej. Organizacja istnieje od 20 lat i pomaga cudzoziemcom w osiedlaniu się w Polsce. Od czasu kryzysu migracyjnego jej wolontariusze podejmują interwencje wobec migrantów, głównie z Bliskiego Wschodu, którzy przekraczają granice Polski i Unii Europejskiej szukając azylu. Działania polegają na przekazaniu ciepłych posiłków, ubrań, wezwaniu pomocy medycznej i zapewnieniu pomocy prawnej. Wszystko odbywa się już na obszarze wyłączonym stanem wyjątkowym. - Po każdej interwencji, nieważne jak się skończy, czy pozostawieniem ludzi w lesie, czy zabraniem na posterunek Straży Granicznej, myślisz i zastanawiasz się, czy mogłeś bardziej pomóc i zrobić więcej – tłumaczy Agata Kołodziej. - We wszystkich tych sytuacjach nigdy nie wiesz, co stanie się następnego dnia. Czy rzeczywiście ci ludzie zostaną zabrani do odpowiednich placówek, a jeśli nie, to co stanie się z nimi za tydzień, za miesiąc – dodaje. Jak podkreśla agencji AP, najbardziej boi się zimy i tego, że w lasach odkrywane będzie więcej ciał uciekających migrantów.