WAŻNE
TERAZ

Złożyli ślubowanie. Bezprecedensowa sytuacja w Sejmie [RELACJA NA ŻYWO]

białoruś (strona 2 z 13)

"Zadziwiająca sprawa, że taki żołnierz został dopuszczony do takich czynności". Gen. Bieniek o dezerterze
WIDEO

"Zadziwiająca sprawa, że taki żołnierz został dopuszczony do takich czynności". Gen. Bieniek o dezerterze

Rzeczniczka prasowa Prokuratury Okręgowej w Warszawie Aleksandra Skrzyniarz poinformowała, że żołnierz, który w ubiegłym tygodniu uciekł na Białoruś, usłyszy zarzut dezercji. Taki czyn zagrożony jest karą do 10 lat więzienia. W programie "Newsroom WP" gen. Mieczysław Bieniek powiedział, że kwalifikacja czynu może ulec zmianie, jeśli prokuratura znajdzie dowody świadczące o tym, że Emil Cz. mógł przekazać Białorusinom jakieś informacje dotyczące polskiej armii. - W przypadku szpiegostwa, taki czyn zagrożony jest karą do 25 lat więzienia. Pytanie, jakie on mógł przekazać tajemnice. Rozmieszczenie jednostki, częstotliwości, na których nadajemy. Dla strony białoruskiej to jest jasne. Mają po drugiej stronie granicy system walki radioelektronicznej. Oni wiedzą, na jakich częstotliwościach pracujemy, podsłuchują nasze rozmowy. Mam nadzieję, że nasze służby o tym również wiedzą i stosują jakąś szyfrografię - mówił gen. Bieniek. Generał został również zapytany o to, jak to się stało, że w wojsku służył człowiek, który nie raz popadł w konflikt z prawem. - Sam sobie zadaję takie pytanie. Selekcjonując żołnierzy (...) służby kontrwywiadu wojskowego, które są tak bardzo teraz rozbudowane, powinny nadzorować, monitorować takie sprawy. Szczególnie monitorować zachowania żołnierzy, którym powierzane są odpowiedzialne zadania, na granicy. To jest dla mnie zadziwiająca sprawa, że taki żołnierz został dopuszczony do takich czynności - podsumował gen. Bieniek.
Drugi lot powrotny migrantów z Białorusi do Iraku. "Ludzie bardzo żałują, że tam pojechali"
WIDEO

Drugi lot powrotny migrantów z Białorusi do Iraku. "Ludzie bardzo żałują, że tam pojechali"

W nocy z czwartku na piątek 26 listopada w irackim Irbilu wylądował kolejny samolot z migrantami. To drugi lot repatriacyjny z Białorusi. Zorganizowały go irackie władze. Samolot linii Iraqi Airways, Airbus A320, mógł zabrać do 180 osób. Do Mińska wysłano dwa samoloty, które łącznie przewiozą ponad 600 osób. Kolejny lot z Mińska Do Irbilu odbędzie się w ciągu najbliższej doby. Do Iraku wracają głównie Kurdowie, którym nie udało się przedostać przez Polskę do innych krajów Unii Europejskiej. W rozmowie z agencją Associated Press migranci nie kryli żalu. - Dziś do Iraku wróciło ponad 170 osób. Jesteśmy bardzo wdzięczni za to, że dotarliśmy do domu. Człowieczeństwo i sprawiedliwość, o których ludzie mówią w kontekście Europy, są dalekie od rzeczywistości. To w ogóle nie jest prawda – mówił Awat Nassir, migrant z Ranii w prowincji As-Sulajmanijja. - Zostaliśmy na Białorusi dotkliwie pobici. Tam regularnie bito ludzi. Niektórzy stracili części ciała po pobiciu. Nadal jest tam wielu ludzi, którzy utknęli na granicy – dodał. Od 8 listopada na granicy między Polską i Białorusią utknęło kilka tysięcy migrantów z Bliskiego Wschodu. Zdeterminowani ludzie próbowali nielegalnie przedostać się do Europy Zachodniej. Polskie służby broniły szczelności granic kraju i Unii Europejskiej. Setki ludzi utknęły w lesie między polskimi i białoruskimi oddziałami. Dzieci na lotnisku pokazywały rany na dłoniach. Niektórym Kurdom schodziła skóra z rąk. - Najtrudniej jest, gdy widzisz te dzieci, które tam utknęły. Kiedy widzisz rodziny i dzieci, pozostawione w lesie między dwoma krajami. To bardzo trudne – mówił na lotnisku po powrocie Emad Hussein, migrant z Sindżaru w prowincji Niniwa. - Oni potrzebują pomocy. Zostali w lesie i potrzebują pilnego wsparcia – dodał. Pierwszy lot repatriacyjny z Białorusi do Iraku odbył się tydzień temu w czwartek 18 listopada. Do kraju wróciło wtedy ponad 430 Irakijczyków.
Przemyca imigrantów do Europy. Zarabia nawet 100 tysięcy dolarów rocznie
WIDEO

Przemyca imigrantów do Europy. Zarabia nawet 100 tysięcy dolarów rocznie

Przemytnicy ludzi wciąż szukają chętnych i zdesperowanych osób, które za wszelką cenę próbują uciec z Bliskiego Wschodu i dotrzeć do Europy. Nie liczy ich życie, liczy się zysk. Brytyjski nadawca "Sky News" rozmawiał z jednym z przemytników z prowincji Irbil w Iraku. W opublikowanym przez agencję Associated Press wywiadzie, mężczyzna przyznał, że na nielegalnej działalności zarabia 100 tys. dolarów rocznie. Anonimowo potwierdził, że przemytniczy biznes "nie zatrzymuje się". Szlaki przemytnicze rozpoczynają się w Turcji i Iraku i kierują na północ do Białorusi lub na zachód przez morze do Grecji i Włoch. - Przerzucamy ludzi np. do Wielkiej Brytanii z Francji przez Dunkierkę, gdzie umieszczamy ich na łodziach – ujawnił w wywiadzie. - Łodzie mieszczą 5 osób. Wzmacniamy je metalowymi prętami, silnikiem i możemy wtedy wysłać na nich 15-20 osób – dodał. W ostatnich tygodniach tysiące osób kierowało się na Białoruś, chcąc przedostać przez Polskę do Unii Europejskiej. Swoje doświadczenia przed kamerą opowiedziała rodzina Mahmoudów. Irakijczycy byli traktowani przez Białorusinów "jak zwierzęta". Cała rodzina zapłaciła przemytnikom łącznie 30 tys. dolarów za ułatwienie im podróży do Europy Zachodniej. Zostawiono ich na polsko-białoruskiej granicy bez pieniędzy i jedzenia. Białoruskie służby zabraniały im się cofać. - Zmuszali nas do przerwania płotu na granicy. Kiedy sami to zrobili, pokazywali ręką i mówili tylko: idźcie do Polski – wspominał Bureen Mahmoud. Rodzina wróciła lotem do swojego kraju, ale deklaruje, że jeśli będzie miała pieniądze – spróbuje ponownie. - Tutaj nie mamy życia, nie mamy tu przyszłości. Straciliśmy pieniądze, straciliśmy wszystko – mówiła Bria Mahmoud.
Pogrzeb w Bohonikach. Muzułmanie pochowali nienarodzone dziecko syryjskich migrantów
WIDEO

Pogrzeb w Bohonikach. Muzułmanie pochowali nienarodzone dziecko syryjskich migrantów

To już czwarty pogrzeb migrantów w Bohonikach w powiecie sokólskim. W białej, maleńkiej trumnie przedstawiciele społeczności muzułmańskiej pochowali nienarodzone dziecko, które poroniła syryjska migrantka. Kobieta została znaleziona 2 tyg. temu po polskiej stronie w lesie przez Straż Graniczną. W ciężkim stanie trafiła do szpitala. Poroniła 14 listopada, będąc w 27 tygodniu ciąży. Jej mąż z pięciorgiem dzieci trafił do otwartego ośrodka Dialog. Halikari Dhaker – tak chcieli nazwać nienarodzonego chłopca rodzice – spoczął w wyznaczonym dla wyznawców islamu miejscu – na skraju największego cmentarza muzułmańskiego w Polsce, który należy do społeczności tatarskiej. Ceremonię poprowadził imam Aleksander Ali Bazarewicz. Rodzice dziecka nie dotarli na pogrzeb. "Niewinne dzieciątko jeszcze nienarodzone podzieliło los swoich starszych braci" – mówił w trakcie ceremonii imam bohonickich Tatarów. Od 8 listopada duża grupa setek ludzi, głównie z Bliskiego Wschodu, utknęła na Białorusi na przejściu granicznym z Polską, próbując nielegalnie przekroczyć granice kraju i przedostać się do Unii Europejskiej. - Zmagamy się z konsekwencjami tego kryzysu. Bierzemy na barki tą ciężką sytuację. Nie gościmy tu tych ludzi, nie częstujemy ich herbatą, tylko ich grzebiemy – mówił w rozmowie z agencją Associated Press imam Aleksander Ali Bazarewicz.
Kryzys na granicy będzie trwać? Wiceminister Woś: Łukaszenka pała żądzą zemsty
WIDEO

Kryzys na granicy będzie trwać? Wiceminister Woś: Łukaszenka pała żądzą zemsty

Kiedy może zakończyć się kryzys na granicy polsko-białoruskiej? - Nikt nie wie, kiedy ta sytuacja się zakończy, bo mamy do czynienia z agresją i nieprzewidywalnym przeciwnikiem. Pan Łukaszenka ma swoje cele polityczne, działa w emocjach i chęci odwetu za to, co wydarzyło się, kiedy pacyfikował opozycję, fałszował wybory i krwawo tłumił te powstanie na Białorusi. I teraz pała żądzą zemsty - komentował w programie "Newsroom" WP wiceminister sprawiedliwości Michał Woś. - Na Białorusi nic się nie dzieje bez zgody i wiedzy Kremla. To jest zorganizowana akcja, gdzie ta agresja jest realizowana przez osoby, których działania są nie do przewidzenia. Trudno jest powiedzieć, czy to się skończy za miesiąc, za trzy miesiące czy za rok. Natomiast na pewno błędem jest rozmowa z panem Łukaszenką. Jednym z jego celów politycznych jest uznanie jego władzy - stwierdził wiceszef MS. Prowadząca Agnieszka Kopacz dopytywała o obecność mediów na terenach przygranicznych. - Łukaszenka prowadzi akcję propagandową, pokazuje najbardziej korzystne dla siebie obrazki, ale Polska też dociera do świata z tymi informacjami, które są jednoznaczne. (...) Kiedy lada dzień skończy się stan wyjątkowy i wejdzie w życie ustawa o ochronie granicy, wówczas dziennikarze również będą wpuszczeni na granicę, w bezpieczne miejsca. (...) Ale proszę się nie dziwić, pamiętamy, kiedy posłowie opozycji biegali przy granicy, obrażali polski mundur, przeszkadzali służbom i szukali poklasku i kamer dziennikarskich. I to był ich główny cel - stwierdził wiceminister Woś.
Kurdyjski lekarz z Polski ostrzega migrantów przed przyjazdem. Apeluje do władz Iraku: ratujcie tych ludzi
WIDEO

Kurdyjski lekarz z Polski ostrzega migrantów przed przyjazdem. Apeluje do władz Iraku: ratujcie tych ludzi

Lekarz kurdyjskiego pochodzenia, od 40 lat mieszkający w Polsce, ostrzegł swoich rodaków, by nie podejmowali śmiertelnie niebezpiecznej podróży do Unii Europejskiej przez Białoruś i Polskę. Dr n. med. Arsalan Azzaddin codziennie pomaga migrantom z Iraku i Syrii, którzy trafiają do jego szpitala w Bielsku Podlaskim w ciężkim stanie – najczęściej z hipotermią, zapaleniem płuc, złamanymi kośćmi lub dużym odwodnieniem. Azzaddin w rozmowie z agencją Associated Press przyznał, że jego szpital przyjmuje od dwóch do pięciu migrantów dziennie, którzy potrzebują pilnej pomocy medycznej. Mężczyzna poprosił kurdyjski kanał telewizyjny, by pozwolił mu wystąpić w tamtejszych wiadomościach. Ostrzegł ludzi, by nie podejmowali ryzykownej podróży. Początkowo Azzaddin był oskarżany przez widzów o przyjęcie twardego stanowiska polskiego rządu, który nie ugina się i broni granicy kraju i Unii Europejskiej przed nielegalnym przekraczaniem granicy. Lekarz pojawił się więc w telewizji ponownie, razem z pacjentami, którzy opisywali swoje cierpienie ze szpitalnych łóżek. Przy okazji wystąpił z apelem do irackich przywódców. – Puścili moje wypowiedzi w głównych wiadomościach. Wystąpiłem z apelem do premiera i prezydenta: ratujcie tych ludzi. Kurdowie nie zasługują na coś takiego – wspomina z rozmowie z AP dr n. med. Arsalan Azzaddin, zastępca dyrektora ds. lecznictwa w Szpitalu Powiatowym w Bielsku Podlaskim. Kilka dni później iracki rząd zaczął podejmować pierwsze kroki w celu powstrzymania migracji, wstrzymując loty i zamykając biura, które wydawały wizy turystyczne na Białoruś. - Musimy uczyć tych młodych ludzi, że nielegalna droga nie jest dobrą drogą. Jeśli masz wykształcenie, szukaj pracy, ale rób to legalnie. Ja jestem dyrektorem medycznym tego szpitala. Gdyby 20 lekarzy chciało tu pracować, to od jutra mógłbym dać im pracę, ale muszą oni spełnić pewne wymagania. Przyjazd tutaj, narażając na śmierć swoją rodzinę i dzieci, nie jest właściwą drogą – tłumaczył wicedyrektor placówki. Azzaddin, pochodzi z Irbilu w regionie Kurdystanu w Iraku. Kieruje szpitalem w 25-tys. mieście położonym ok. 30 km od granicy z Białorusią.
Ukraina: Rosja może zaatakować w styczniu. "Niestety wiemy, jaka jest forma polskiej dyplomacji"
WIDEO

Ukraina: Rosja może zaatakować w styczniu. "Niestety wiemy, jaka jest forma polskiej dyplomacji"

Rosja w styczniu będzie gotowa by zaatakować Ukrainę - poinformował naczelnik głównego zarządu wywiadu ministerstwa obrony Ukrainy Kyryło Budanow. Czy Moskwa zamierza przy tym wykorzystać kryzys na granicy polsko-białoruskiej? - Tutaj są rozgrywane dwie sprawy. Na pewno kwestia gazu i kwestia Ukrainy. Dołożyłbym też kwestię Białorusi. Na ile Białoruś będzie państwem niezależnym lub też kwaziniezależnym. Na ile Rosja będzie coraz bardziej ten kraj pochłaniać, ze szkodą strategiczną dla Polski - powiedział w rozmowie z "Newsroom WP" ppłk Marcin Faliński, były oficer Agencji Wywiadu. Dodał jednak, że Kijów ma duże wsparcie ze strony USA i Brytyjczyków. - Jeżeli Ukraińcy to czują, i my też powinniśmy zdecydowanie udzielać takiego wsparcia, tym trudniej będzie Rosji zdecydować się na jakiekolwiek ruchy. To jest taka analogia - czym więcej zaangażowania międzynarodowego, czym więcej poparcia dla Polski w przypadku kryzysu granicznego, tym trudniej jest operować reżimowi w Mińsku jak i w Moskwie - mówił podpułkownik. Podkreślił jednocześnie, że Polska powinna w tej sprawie działać zgodnie z wytycznymi NATO, bo "Polska jest mocna na tyle, ile jest mocna w strukturach północnoatlantyckich". Na pytanie, czy nasz kraj w odpowiedni sposób reprezentuje interes Ukrainy, powiedział: niestety wiemy, jaka jest forma polskiej dyplomacji. - Jeżeli porównamy nasze możliwości z okresem "pomarańczowej rewolucji" na Ukrainie i teraz, to niestety to porównanie wypada na niekorzyść Polski - podsumował Faliński.
Iracka migrantka po powrocie o tym, co przeżyła na granicy. "Rząd Białorusi jest bardzo zły"
WIDEO

Iracka migrantka po powrocie o tym, co przeżyła na granicy. "Rząd Białorusi jest bardzo zły"

Zeina Khalaf, iracka jazydka, opowiedziała w rozmowie z agencją Associated Press o tym, co przeżyła na polsko-białoruskiej granicy. Kobieta wraz z rodziną wróciła do Iraku, ale deklaruje, że ponownie zdecydowałaby się próbować przedostać do Europy, by uciec z miejsca, w którym jej rodzina przeżyła rzeź. Obecnie przebywa w obozie namiotowym dla przesiedleńców niedaleko miasta Dahuk, w północnym Iraku. W zasadzie mieszka tam od 2014 roku. Bojownicy Państwa Islamskiego brutalnie wymordowali tysiące jazydów, a kolejne tysiące przedstawicieli tej grupy wyznaniowej wzięli w niewolę lub zmusili do ucieczki. Khalaf, mąż Zeiny, teściowa i trójka ich dzieci wrócili kilka dni temu do kraju zorganizowanym lotem z Mińska. Kobieta spędziła z rodziną 13 dni pod granicą Polski, chcąc przedostać się do Unii Europejskiej. Jak przyznaje, Białorusini zmuszali ją i innych migrantów do forsowania polskiej granicy. - Utknęliśmy na 13 dni między dwoma granicznymi płotami Białorusi i Polski. Każdego wieczoru Białorusini mówili nam, żebyśmy przygotowali się i ruszyli w stronę Polski. Mówiliśmy im, że mamy chorych ludzi i dzieci. Oni mówili: nie, musicie iść – opowiada Zeina Khalaf, jazydka z Sindżaru. - Wraz z przybyciem nowych grup, byli tu też ludzie z Kurdystanu, niektórzy z południa Iraku. Wszystkim tym grupom mówiono, żeby przecięły płot i przeszły. Szczerze to rząd Białorusi jest bardzo zły. Napadali na nas i dalej to robią na ludziach, którzy tam zostali. Uniemożliwiają też im powrót – dodaje. Kobieta przeżyła rzeź Państwa Islamskiego Sindżarze w 2014 r. i gdyby mogła, ponownie próbowałaby przekroczyć granicę Polski, szukając schronienia i lepszych warunków do życia w Europie Zachodniej. - Gdyby to było w moich rękach, spróbowałabym jeszcze raz. Gdyby dzieci i nasi seniorzy nie byli chorzy, próbowałabym dalej z mężem i nie wracała tu, bo nasz rząd nic dla nas nie zrobi. Gdyby coś zrobili, to nie zostalibyśmy w tym obozie przez osiem lat – deklaruje migrantka. - Bardzo trudno jest tu być, kiedy te namioty są podpalane. Bardzo trudno jest ludziom mieszkać w tym samym namiocie. Moje dzieci tu dorastają. Jeśli zapytasz ich: skąd jesteście?. Odpowiedziałyby: jesteśmy z obozu. One nie wiedzą, skąd pochodzą – podkreśla Zeina Khalaf.
Pierwsi migranci wrócili z Białorusi do Iraku. "Rażono nas prąd, pryskano gazem i wodą"
WIDEO

Pierwsi migranci wrócili z Białorusi do Iraku. "Rażono nas prąd, pryskano gazem i wodą"

Setki Irakijczyków powróciły drogą lotniczą z Białorusi do kraju po porzuceniu nadziei na dotarcie do Unii Europejskiej. Pierwsi migranci zdecydowali się na powrót po tym, jak utknęli tuż przy granicy Polski i zewnętrznej granicy Unii Europejskiej. Setki osób wciąż koczują po białoruskiej stronie, co jakiś czas próbując forsować ogrodzenia i granicę. Spośród 430 pasażerów linii Iraqi Airways, 390 osób leciało do portu w Irbilu – stolicy irackiego Kurdystanu. Pozostali pasażerowie lecieli do Bagdadu. Zorganizowany przelot dla chętnych osób był bezpłatny. Większość pasażerów miała na sobie ciężkie i zimowe ubrania z Białorusi, mimo ciepłej pogody w Iraku. W rozmowie z dziennikarzami agencji Associated Press Irakijczycy mówili o złym traktowaniu – zarówno przez stronę białoruską, jak i polską. Relacje i wrażenia z pobytu były różne. - Daesh [Państwo Islamskie] zniszczyło nasze życie. Zostaliśmy wysiedleni. Od ośmiu lat mieszkamy w namiotach, które regularnie zapalają się, nasze dzieci są wtedy poparzone – tłumaczyła Zeina Khalaf, Jazydka wracająca do Sindżaru. - Wyjechaliśmy do innego kraju, na Białoruś, ale tam rażono nas prądem, pryskano wodą i gazem. Także nasze dzieci. Przytrafiły nam się tam możliwie wszystkie złe rzeczy - dodawała. Niektórzy migranci doceniali działania reżimu Łukaszenki. Niyaz Suleiman, Irakijczyk wracający do Irbilu, chwalił białoruskie służby za dostarczanie jedzenia wody i "innego sprzętu", oskarżając przy tym przed kamerą polskie jednostki o "używanie gazu łzawiącego na oczy i stałe próby odpychania i zawracania". Lot dla Irakijczyków zorganizowało tamtejsze ministerstwo spraw zagranicznych we współpracy z Białorusią. Wcześniej władze Iraku poinformowały o zawieszeniu lotów na linii Bagdad-Mińsk.
Gromy w Merkel. "W sposób ewidentny popełniła błąd"
WIDEO

Gromy w Merkel. "W sposób ewidentny popełniła błąd"

Kanclerz Niemiec Angela Merkel rozmawiała z premierem Mateuszem Morawieckim o sytuacji na granicy polsko-białoruskiej. Wcześniej Merkel odbyła drugą rozmowę telefoniczną z Aleksandrem Łukaszenką, co zostało skrytykowane przez część komentatorów. Co na to wiceminister infrastruktury Marcin Horała (PiS)? - Uważam, że pani kanclerz w sposób ewidentny popełniła błąd. To widać. O ile sam przekaz, z tego, co mówi strona niemiecka, był słuszny - to były twarde, jednoznaczne słowa, to formułowanie ich w bezpośredniej rozmowie daje tylko pożywkę drugiej stronie, żeby budować cały arsenał manipulacji i dezinformacji o tym, co tam rzekomo podczas tych rozmów było, plus uwiarygodnia Łukaszenkę, który zasadniczo nie jest obecnie legalnym, uznawanym przez społeczność międzynarodową prezydentem Białorusi. Więc to był niewątpliwy błąd - stwierdził. Pytany, co dalej wydarzy się na granicy z Białorusią, powiedział: "Wydaje mi się, że nasza zdecydowana reakcja zaskoczyła drugą stronę. Od pewnego momentu chyba tam nie ma już dobrego planu, bo plan był inny. Będą próbowali się jakoś z tej sytuacji wycofać. Tę rundę wygraliśmy, ale wiele rund jeszcze z pewnością przegramy". Pytany o pomysł korytarza humanitarnego dla migrantów, o czym miała być mowa podczas rozmowy Merkel z Łukaszenką, oznajmił, że "zdecydowanie nie ma takiej opcji".
Natalia Durman Natalia Durman
Sytuacja migrantów przy polsko-białoruskiej granicy. Pokazali, jak żyją w magazynie
WIDEO

Sytuacja migrantów przy polsko-białoruskiej granicy. Pokazali, jak żyją w magazynie

Migranci pokazali warunki panujące w hali magazynowej w pobliżu przejścia granicznego Bruzgi, ok. 500 metrów od granicy z Polską. To tutaj reżim Łukaszenki przeniósł setki ludzi, oferując im do dyspozycji fragment ogrzewanego centrum logistycznego, a także koce, jedzenie i leki. Na nagraniu jednego z migrantów, zweryfikowanym i udostępnionym przez agencję Associated Press, widać tłum ludzi wewnątrz hali oraz przed nią. Ludzie leżą na kocach i śpiworach. Migrantów jest tak dużo, że wykorzystują półki z regałów na żywność na drugim i trzecim poziomie, zajmując każdy skrawek wolnego miejsca. Według autora nagrania, irackiego Kurda - Mirana Aliego, magazyn w Bruzgach jest obecnie przepełniony, bo w poszukiwaniu noclegu przybyły tu kolejne setki osób, które koczowały bezpośrednio przy polskiej granicy. Jak relacjonuje mężczyzna, nowo przybyłe osoby z lasu muszą pozostać na zewnątrz. Dla wszystkich nie ma już miejsca. Polskie Ministerstwo Obrony Narodowej publikuje cały czas nowe nagrania z okolic przejść granicznych w Kuźnicy i Bruzgach. Jak podają służby, na miejscu wciąż przebywa kilkaset osób, które nocuje w namiotach i rozpala przed nimi ogniska. Potwierdzają to także zdjęcia lotnicze. Irakijczyk Miran Ali nagrał, jak wygląda jedzenie, które koczownicy otrzymują od białoruskich służb. "Nie wiem dokładnie, co to jest, ale to wygląda jak gotowana pszenica" – relacjonuje na nagraniu iracki Kurd. Polskie służby chronią granicę Polski i jednocześnie zewnętrzną granicę Unii Europejskiej przed jej nielegalnym przekroczeniem. Od 8 listopada co najmniej 2 tys. migrantów z Bliskiego Wschodu utknęło na przejściu granicznym. Według agencji ONZ ds. uchodźców, mniejszą połowę z nich stanowią kobiety i dzieci. W ostatnich tygodniach w tym rejonie zginęło co najmniej 12 osób, w tym roczny chłopiec, o którego śmierci poinformowała w czwartek polska organizacja humanitarna.
Wrzawa po wpisie Pawłowicz. Ochojska odpowiada
WIDEO

Wrzawa po wpisie Pawłowicz. Ochojska odpowiada

"Do p. Janiny OCHOJSKIEJ pytanie: KOGO na WOJNIE PRZECIW RP mamy bronić? AGRESORA atakującego ŻYCIE polskiego Żołnierza broniącego RP, czy tego ŻOŁNIERZA, odpierającego bezpośredni atak na jego ŻYCIE WODĄ? CO ważniejsze: PRZEZIĘBIENIE agresora, czy ŻYCIE żołnierza?" - napisała na Twitterze była posłanka PiS, sędzia Trybunału Konstytucyjnego Krystyna Pawłowicz (pis. oryg. - przyp. red.). To reakcja na skrytykowanie przez Ochojską użycia armatek wodnych na migrantów. Europosłanka stwierdziła, że ich ewentualna śmierć obciąży Straż Graniczną oraz Mariusza Kamińskiego. O skomentowanie słów Pawłowicz Ochojska była proszona w programie "Newsroom" WP. - Z reguły nie odpowiadam na pytania, które zawierają w sobie odpowiedź - zaznaczyła na wstępie. Po czym dodała: "Oczywiście chcę powiedzieć, że jestem za obroną polskiej granicy. Ale powiedzmy sobie szczerze, tej granicy nikt nie kwestionuje, nikt jej nie atakuje. Owszem, są migranci, którzy chcą złożyć wnioski o ochronę międzynarodową, znaleźli się na legalnym przejściu, gdzie powinni móc złożyć te wnioski, ale nie pozwala im się na to". Na uwagę, że jak migranci dotarli na przejście, to było już ono zamknięte, odparła: "Bo je zamknięto". - Grupy mogą przechodzić z miejsca na miejsce i próbować się przedostać. Były już wcześniej takie przypadki mniejszych grupek, kiedy na legalnym przejściu nie pozwalano im złożyć wniosków - wskazała Ochojska. - Czy Łukaszenka ich tam sprowadził, czy przyjechali tam sami, ale to są ludzie. To są ludzie, którzy cierpią. Czy nas nie stać na przyjęcie tej grupy, która tam stoi, po to, żeby mogli złożyć wnioski? Te wnioski można rozpatrzyć. Wystarczy uruchomić procedury, które są - stwierdziła Ochojska.
Natalia Durman Natalia Durman
Imigranci wiwatują w białoruskim magazynie. Tłum wykrzykuje jedno
WIDEO

Imigranci wiwatują w białoruskim magazynie. Tłum wykrzykuje jedno

Białoruskie służby przeniosły setki migrantów, w tym kobiety i dzieci, do hali magazynowej w pobliżu przejścia granicznego Bruzgi, ok. 500 metrów od granicy z Polską. W środę migranci otrzymali tam do dyspozycji część ogrzewanego budynku, żywność, wodę, materace i pomoc medyczną. Tłum opuścił obozowisko założone w pobliżu przejścia granicznego w Kuźnicy, kierując się w nieznane miejsce pod nadzorem strażników, co zarejestrowała polska Straż Graniczna. Na nagraniu jednego z migrantów z hali, zweryfikowanym i udostępnionym przez agencję Associated Press, widać setki osób skandujące "Białoruś, Białoruś". Według autora nagrania, irackiego Kurda o imieniu Miran Ali, tłum zareagował tak w podziękowaniu na informację o tym, że migranci nie będą zmuszani do powrotu na Bliski Wschód. Białoruskie służby miały zapewniać ludzi, że mogą pozostać w tym miejscu do momentu, "gdy Niemcy lub któreś z niemieckich miast ich przyjmie". Reżim Łukaszenki twierdzi, że w ten sposób Białoruś pomaga migrantom, zapewniając im dostęp do ciepłych i zamkniętych pomieszczeń po wielu nocach spędzonych na zewnątrz w namiotach. Białoruska agencja informacyjna BiełTA podała, że co najmniej 1000 osób zgodziło się na skorzystanie z pomocy Białorusi, by "poczekać na rozwiązanie sytuacji". Kilkanaście osób zdecydowało się pozostać bezpośrednio pod granicą. Potwierdziło to polskie Ministerstwo Obrony Narodowej, publikując nagranie, na którym widać pojedyncze namioty i ogniska z unoszącym się dymem. Kilka tysięcy migrantów z Bliskiego Wschodu utknęło na polsko-białoruskim przejściu granicznym 8 listopada. Ich celem jest przedostanie się do Niemiec lub innych krajów Europy Zachodniej. Polskie służby chronią granicę Polski i jednocześnie zewnętrzną granicę Unii Europejskiej przed jej nielegalnym przekroczeniem.