granica (strona 2 z 6)

Iracka migrantka po powrocie o tym, co przeżyła na granicy. "Rząd Białorusi jest bardzo zły"
1:43

Iracka migrantka po powrocie o tym, co przeżyła na granicy. "Rząd Białorusi jest bardzo zły"

Zeina Khalaf, iracka jazydka, opowiedziała w rozmowie z agencją Associated Press o tym, co przeżyła na polsko-białoruskiej granicy. Kobieta wraz z rodziną wróciła do Iraku, ale deklaruje, że ponownie zdecydowałaby się próbować przedostać do Europy, by uciec z miejsca, w którym jej rodzina przeżyła rzeź. Obecnie przebywa w obozie namiotowym dla przesiedleńców niedaleko miasta Dahuk, w północnym Iraku. W zasadzie mieszka tam od 2014 roku. Bojownicy Państwa Islamskiego brutalnie wymordowali tysiące jazydów, a kolejne tysiące przedstawicieli tej grupy wyznaniowej wzięli w niewolę lub zmusili do ucieczki. Khalaf, mąż Zeiny, teściowa i trójka ich dzieci wrócili kilka dni temu do kraju zorganizowanym lotem z Mińska. Kobieta spędziła z rodziną 13 dni pod granicą Polski, chcąc przedostać się do Unii Europejskiej. Jak przyznaje, Białorusini zmuszali ją i innych migrantów do forsowania polskiej granicy. - Utknęliśmy na 13 dni między dwoma granicznymi płotami Białorusi i Polski. Każdego wieczoru Białorusini mówili nam, żebyśmy przygotowali się i ruszyli w stronę Polski. Mówiliśmy im, że mamy chorych ludzi i dzieci. Oni mówili: nie, musicie iść – opowiada Zeina Khalaf, jazydka z Sindżaru. - Wraz z przybyciem nowych grup, byli tu też ludzie z Kurdystanu, niektórzy z południa Iraku. Wszystkim tym grupom mówiono, żeby przecięły płot i przeszły. Szczerze to rząd Białorusi jest bardzo zły. Napadali na nas i dalej to robią na ludziach, którzy tam zostali. Uniemożliwiają też im powrót – dodaje. Kobieta przeżyła rzeź Państwa Islamskiego Sindżarze w 2014 r. i gdyby mogła, ponownie próbowałaby przekroczyć granicę Polski, szukając schronienia i lepszych warunków do życia w Europie Zachodniej. - Gdyby to było w moich rękach, spróbowałabym jeszcze raz. Gdyby dzieci i nasi seniorzy nie byli chorzy, próbowałabym dalej z mężem i nie wracała tu, bo nasz rząd nic dla nas nie zrobi. Gdyby coś zrobili, to nie zostalibyśmy w tym obozie przez osiem lat – deklaruje migrantka. - Bardzo trudno jest tu być, kiedy te namioty są podpalane. Bardzo trudno jest ludziom mieszkać w tym samym namiocie. Moje dzieci tu dorastają. Jeśli zapytasz ich: skąd jesteście?. Odpowiedziałyby: jesteśmy z obozu. One nie wiedzą, skąd pochodzą – podkreśla Zeina Khalaf.
Stan wyjątkowy na stałe? Jest rządowa ustawa, opozycja grzmi. Minister Ozdoba: Absurdalny argument
3:32

Stan wyjątkowy na stałe? Jest rządowa ustawa, opozycja grzmi. Minister Ozdoba: Absurdalny argument

Kończy się konstytucyjny okres trwania stanu wyjątkowego. Rząd, by reagować na kryzys na granicy Polski i Białorusi, przygotował projekt ustawy o ochronie granicy, którym zajmie się teraz parlament. Opozycja grzmi, że to pozwoli rządowi na omijanie konstytucji i niedopuszczanie dziennikarzy do granicy. - Absurdalny argument, ale tak naprawdę nie chciałbym zajmować się argumentacją opozycji, bo ona pokazuje, że jest nieodpowiedzialna. Zachowania, których byliśmy świadkami, od posła, który niczym pędziwiatr czy Benny Hill biegał z torbą po granicy, czy panią Jachirę, czy ataki na godność funkcjonariuszy. Ja uważam, że nawet przekroczono uprawnienia, bo pokazywanie legitymacji, skanowanie twarzy i wyzywanie, to jest coś niedopuszczalnego, a tego byliśmy świadkami - powiedział w "Money. To się liczy" Jacek Ozdoba, wiceminister klimatu, rzecznik Solidarnej Polski. - Wprowadzono stan wyjątkowy z uwagi na sytuację, która była na polsko-białoruskiej granicy. Wojna hybrydowa, której jesteśmy świadkami, z którą nie polemizuje Unia Europejska, nie polemizuje NATO, ale polemizuje cała opozycja totalna. To świadczy o tym, że oni mają podejście podobne do strony białoruskiej. Opozycja mówi językiem Mińska, coś tu jest nie tak. Nie podejrzewam ich o agenturalne wpływy, ale być może o głupotę, albo skrajny cynizm. To mocne słowa, które z moich usta padają, ale nikt już nie traktuje poważnie tych argumentów. Mur jest potrzebny, oni są na nie, debata - są na nie. Ze wszystkim są na nie. Teraz ustawa i rozwiązania, które mają zapewnić stabilność i dać nam pas bezpieczeństwa. Nikt niczego nie chce cenzurować, tu chodzi o bezpieczeństwo - dodał minister Ozdoba w rozmowie z money.pl pytany o kryzys na granicy z Białorusią.
Paweł Orlikowski Paweł Orlikowski
Łukaszenka zarzuca Polsce kłamstwo. UE: za agresję hybrydową odpowiada reżim Łukaszenki
0:56

Łukaszenka zarzuca Polsce kłamstwo. UE: za agresję hybrydową odpowiada reżim Łukaszenki

- Nie zbieramy uchodźców na całym świecie i nie sprowadzamy ich na Białoruś, jak Polska przedstawiła to Unii Europejskiej - powiedział we wtorek (16 listopada) na spotkaniu z urzędnikami Alaksandr Łukaszenka. Oświadczenie prezydenta Białorusi jest sprzeczne z doniesieniami polskich służb. Jeszcze w sierpniu premier Mateusz Morawiecki podczas spotkania z funkcjonariuszami Straży Granicznej mówił, że na granicy mamy do czynienia z atakiem hybrydowym. - To jest ten rodzaj ataku, kiedy w sposób systematyczny i zorganizowany nasz sąsiad ze Wschodu próbuje zdestabilizować sytuację polityczną. Ta próba polega na tym, że przyciągani są imigranci, głównie z Iraku. Ci imigranci transportowani są na granicę białorusko-polską, od strony Białorusi - mówił szef polskiego rządu. W środę (17 listopada) wiceszef ministerstwa spraw wewnętrznych i administracji Maciej Wąsik poinformował, że "Łukaszenka postawił pierwsze autobusy, do których wsiadają migranci i odjeżdżają". Całej sytuacji bacznie przygląda się Unia Europejska. Josep Borrell, szef dyplomacji UE, powiedział, że Wspólnota obserwuje agresję hybrydową, za którą odpowiada reżim Łukaszenki. - Od dzisiaj będziemy mogli nakładać sankcje na więcej osób za organizację tych lotów z ludźmi z kilku krajów na Białoruś, a stamtąd nad granicę UE. Uzgodniliśmy przyjęcie piątego pakietu sankcji, który zostanie sfinalizowany w najbliższych dniach - oświadczył Borrell w poniedziałek. We wtorek doszło do eskalacji konfliktu przy przejściu granicznym w Kuźnicy. Polskie służby użyły m.in. armatek wodnych do pacyfikacji tłumu migrantów. Rzecznik policji, Mariusz Ciarka podał, że napastnicy rzucali w funkcjonariuszy granatami dymnymi i kamieniami otrzymanymi przez Białorusinów, a zdarzenia monitorowały z drona białoruskie służby.
Polsko-białoruska granica. Fundacja Ocalenie uratowała na terenie Polski migrantów
2:15

Polsko-białoruska granica. Fundacja Ocalenie uratowała na terenie Polski migrantów

Dwóch Syryjczyków odnaleźli i uratowali w niedzielę na terenie Polski wolontariusze fundacji Ocalenie. Migranci byli wychłodzeni i prawie nieprzytomni. Wcześniej błąkali się w lasach niedaleko Bielska Podlaskiego. Do mężczyzn wezwano pogotowie i policję – podała fundacja. Jej członkini, Agata Kołodziej, w rozmowie z agencją Associated Press, wspomina swój pierwszy dzień pracy w lasach wzdłuż granicy z Białorusią. To tutaj w trakcie pierwszej interwencji w środku nocy udało jej się znaleźć w rowie wyziębionego migranta, który potrzebował pomocy medycznej. Służby medyczne zajęły się nim, a fundacja pomogła ubiegać się o azyl w Polsce. - Pomoc to jedyny słuszny wybór. Staramy się pomagać ludziom, którzy są zmuszeni do przebywania w lesie, często przez bardzo wiele dni. Chcemy tym ludziom po prostu pomóc. Dać jedzenie, ciepłe ubrania i w miarę możliwości znaleźć wyjście z sytuacji – tłumaczy Kołodziej. Organizacja istnieje od 20 lat i pomaga cudzoziemcom w osiedlaniu się w Polsce. Od czasu kryzysu migracyjnego jej wolontariusze podejmują interwencje wobec migrantów, głównie z Bliskiego Wschodu, którzy przekraczają granice Polski i Unii Europejskiej szukając azylu. Działania polegają na przekazaniu ciepłych posiłków, ubrań, wezwaniu pomocy medycznej i zapewnieniu pomocy prawnej. Wszystko odbywa się już na obszarze wyłączonym stanem wyjątkowym. - Po każdej interwencji, nieważne jak się skończy, czy pozostawieniem ludzi w lesie, czy zabraniem na posterunek Straży Granicznej, myślisz i zastanawiasz się, czy mogłeś bardziej pomóc i zrobić więcej – tłumaczy Agata Kołodziej. - We wszystkich tych sytuacjach nigdy nie wiesz, co stanie się następnego dnia. Czy rzeczywiście ci ludzie zostaną zabrani do odpowiednich placówek, a jeśli nie, to co stanie się z nimi za tydzień, za miesiąc – dodaje. Jak podkreśla agencji AP, najbardziej boi się zimy i tego, że w lasach odkrywane będzie więcej ciał uciekających migrantów.
Kryzys na granicy z Białorusią. Tak na miejscu działają żolnierze WOT
5:05

Kryzys na granicy z Białorusią. Tak na miejscu działają żolnierze WOT

Sytuacja na granicy polsko-białoruskiej wciąż jest niestabilna. Według rzecznika rządu Piotra Müllera, w okolicy przejścia granicznego w Kuźnicy koczuje nawet cztery tysiące osób. Straż graniczną wspiera regularne wojsko, a także siły Wojsk Obrony Terytorialnej. Gościem programu "Newsroom WP" był pułkownik Marek Pietrzak, rzecznik prasowy Wojsk Obrony Terytorialnej. - Od ponad dwóch miesięcy wspomagamy straż graniczną. [...] Tysiące polskich żołnierzy wspiera działania na granicy, ale to są też działania, które są prowadzone głębiej, w tym pasie objętym stanem wyjątkowym. Tam też prowadzone są patrole, spotkania z lokalnymi społecznościami, bardzo mocno wykorzystywane są "bezzałogowce" rozpoznawcze, dzięki którym mamy wgląd w to, co się dzieje po stronie białoruskiej. Mamy pełen monitoring i pełen nadzór nad tym, co się dzieje. Wzdłuż granicy. Rzecznik prasowy WOT wspomniał również o tym, że sytuacja w rejonie przejścia granicznego w Kuźnicy pogorszyła się znacząco. W związku z tym dowództwo Wojsk Obrony Terytorialnej zdecydowało się o podniesieniu statusu gotowości żołnierzy. Oznacza to, że ochotnicy z WOT muszą mieć możliwość stawienia się w swoich jednostkach maksymalnie do sześciu godzin. Tysiąc żołnierzy z Hajnówki i Białegostoku zostało już wezwanych i pozostają do dyspozycji straży granicznej.