granica (strona 3 z 6)

Migranci rozbili obóz na granicy Polski i Białorusi. "Nie mamy wody i jedzenia"
1:05

Migranci rozbili obóz na granicy Polski i Białorusi. "Nie mamy wody i jedzenia"

Ponad 2 tys. migrantów utknęło na granicy z zamiarem przedostania się do Polski – podał rzecznik białoruskich służb granicznych. Rosyjska telewizja państwowa wyemitowała reportaż z prowizorycznego obozu, który powstał na białorusko-polskiej granicy. Tłumy ludzi utknęły w tym miejscu z zamiarem przedostania się do Polski i Unii Europejskiej. Rosjanie podali, że większość z koczujących migrantów w tym miejscu to Kurdowie z Iraku. - Nie mamy wody, nie mamy jedzenia. Ile czasu mamy czekać? Nie wiemy. Nic nie wiemy. Ile czasu jeszcze? – pytał reporterkę rosyjskiej TV jeden z migrantów. - To nie jest taka sytuacja, jaką widzicie. Wszyscy prawie umierają tu z zimna, z głodu i wszystkiego – komentował inny Irakijczyk. Polski MON podał, że Straż Graniczna, policja i Wojsko Polskie skutecznie odparły pierwszą masową i siłową próbę nielegalnego przekroczenia granicy w rejonie Kuźnicy. Piotr Müller, rzecznik rządu podał, że bezpośrednio przy granicy znajduje się ok. 3-4 tys. osób. Służby opublikowały nagrania, na których widać agresywnych migrantów, którzy z nożycami do drutu i łopatami próbują forsować granice. Po nieudanej akcji tłumy pozostały w powstałym obozowisku. Strona polska podkreśla, że migranci są cały czas pilnowani przez białoruskie służby. Dziennikarze i organizacje społeczne mają ograniczone możliwości działania na Białorusi, a stan wyjątkowy w Polsce nie pozwala na przebywanie bezpośrednio w pobliżu polsko-białoruskiej granicy. Masowe pojawienie się tylu migrantów eskaluje trwający od miesięcy kryzys, w ramach którego reżim Łukaszenki zachęca migrantów z Bliskiego Wschodu i innych krajów do nielegalnego wjazdu do Unii Europejskiej, najpierw przez Litwę i Łotwę, a teraz głównie przez Polskę. Docelowym kierunkiem tych ludzi jest Europa Zachodnia, głównie Niemcy.
Gen. Skrzypczak: nie ma takiego muru, który zatrzyma falę uchodźców
4:40

Gen. Skrzypczak: nie ma takiego muru, który zatrzyma falę uchodźców

Jak wnika z szacunków rządu, budowa muru na polsko-białoruskiej granicy pochłonie ponad półtora miliarda złotych. O zasadność tej inwestycji zapytaliśmy w programie "Newsroom WP" generała Waldemara Skrzypczaka. - Nie ma takiego muru, który zatrzyma falę uchodźców, która moim zdaniem dopiero nas czeka. Bliski Wschód, Afryka Północna ruszyły do Europy. I widać wyraźnie, że Europa sobie z tym problemem nie radzi. Państwa się grodzą, stawiają mury i płoty. To rozwiązanie tymczasowe, doraźne, ono nie zatrzyma fali migracji i nie rozwiąże problemu. Tereny, z których przychodzą ci ludzie, to tereny ubogie - wskazał. Zdaniem Skrzypczaka, polsko-białoruska granica nie jest jedyną drogą przerzutu migrantów. Jak przekonywał, uruchomiony został także kierunek ukraiński. - Podobnie jak każdy inny kraj od południa Polski. Granice są otwarte w związku z tym z tych kierunków dokonywane są przerzuty migrantów przez zorganizowane grupy przestępcze - powiedział. Zapytany o rozwiązanie, które widzi w tej sytuacji, generał stwierdził, że przede wszystkim zmobilizowałby Unię Europejską, by "pomagała tym ludziom tam, skąd pochodzą". - Miliony ludzi z tamtych rejonów wegetują w obozach dla uchodźców. To nie jest żadna perspektywa. (…) UE nie daje tym ludziom niczego oprócz jedzenia i jakiegoś zakwaterowania. Ale czy oni mają spędzić tam całe życie? Na to wygląda i zdaniem UE tak ma być. To nie jest rozwiązanie. Środki, które ma Unia powinno angażować się na to, by tym ludziom zapewnić warunki do godnego życia tam, skąd pochodzą. (…) Tam powinny być inwestycje, które zatrzymają ich w ojczyznach - tłumaczył.
Poruszający apel radnej Michałowa. "Te dzieciaczki nie są niczemu winne"
2:45

Poruszający apel radnej Michałowa. "Te dzieciaczki nie są niczemu winne"

- To jest przerażające. Bardzo boję się tego, że coraz częściej nasze Michałowo będzie znane z tego, że w Michałowie umierają ludzie. Boję się, że w tej kukurydzy będzie bardzo dużo osób, które straciły życie - powiedziała w programie "Newsroom" WP przewodnicząca rady miejskiej w Michałowie, Maria Bożena Ancipiuk. Skomentowała w ten sposób informację o tym, że w miejscowości Klimówka, niedaleko granicy, znaleziono ciało 24-letniego mężczyzny. Ze wstępnych ustaleń wynika, że znajdował się wcześniej na terenie Białorusi i pochodził z Syrii. Radna przyznała, że jeszcze nie spotkała na swojej drodze imigrantów, ale trafiła na mnóstwo porzuconych ubrań, które świadczą o ich obecności. - Jest to odzież praktycznie nowa. Widać, że była raz założona i zmieniona. Są tam też reklamówki, ogniska. Czuć, że niektóre jeszcze niedawno były rozpalane, że jeszcze niedawno odeszli stamtąd imigranci - relacjonowała kobieta. Jak dodaje, rada nawiązała współpracę ze strażą graniczą, by pomóc koczującym w lasach. - Zawieźliśmy cały samochód strażacki ubrań, ciepłych kurtek, spodni, butów, wodoodporne koce - wymieniała Ancipiuk. Podkreśliła, że przy obecnych minusowych temperaturach nawet dorosła osoba, odpowiednio ubrana do pogody, nie byłaby w stanie przeżyć w takich warunkach, w jakich trwają imigranci. - A co dopiero dzieci? Widzimy, że osoby starsze oddają ciepło tym dzieciom. Przytulają się. Widzimy, że te osoby, jak są w grupie, to siedzą jedna przy drugiej, żeby wzajemnie się ogrzewać, a w środku leżą te dzieci. Te małe dzieci. Te dzieciaczki, które niczemu nie są winne. Zostały zabrane z domu, gdzie nie ma tego ciepła, gdzie nie ma spokoju, i wywiezione w nieznane. Przecież one nie wiedzą, co się z nimi dzieje. Przecież to nie są terroryści. Rozumiem, że nienaruszalność granic jest podstawą, że to jest konieczne, ale można pogodzić jedno i drugie, prawda? - zapytała retorycznie przewodnicząca.
Holland o sytuacji a granicy: karalny egoizm
3:04

Holland o sytuacji a granicy: karalny egoizm

- To karalny egoizm. Niewątpliwie zostaniemy ukarani tym, że świat nas zmusi do tego, żeby skonfrontować się z różnicami między naszym bogactwem, a nędzą świata - tak Agnieszka Holland w programie "Newsroom" w WP skomentowała obecną sytuację migrantów na granicy polsko-białoruskiej i ich losy. Reżyserka zwróciła także uwagę na fakt, że my - Polacy "byliśmy uchodźcami przez wieki i byliśmy nimi jeszcze całkiem niedawno". Skomentowała także list "Rodzin bez Granic", który został odczytany podczas gali Nagrody Literackiej Nike 2021. - Inaczej człowiek reaguje, jeżeli słyszy o jakimś zmarłym w lesie anonimowym człowieku, a inaczej, jeżeli widzi dzieciaki, które są takie jak nasze. One mają prawo do życia, do bezpieczeństwa do zdrowia, do zabawy, do poczucia, że są chciane i kochane. Do tego wszystkiego, do czego mają prawo wszystkie dzieci na świecie - mówiła Holland. "Rodziny bez Granic" to - jak sami o sobie piszą - "grupa założona przez rodziców solidaryzujących się z uchodźcami i sprzeciwiających okrucieństwu polskich służb na wschodniej granicy RP". W niedzielę opublikowali list, w którym apelują: "I jedno spojrzenie wystarczy, żeby nie zgodzić się na ich [dzieci - red.] śmierć w lesie. Musicie zrobić wszystko, co w waszej mocy, żeby jeszcze dziś dostały ciepłe mleko i lekarstwa. Jeśli politycy nie potrafią ich zobaczyć, to my im pomóżmy, przypomnijmy im, że też mają dzieci i wnuki. Przypomnijmy, że nasi przodkowie też nieraz musieli uciekać i ktoś im wtedy pomógł.".
Push-back na granicy z Białorusią. "To jest jakaś schizofreniczna sytuacja"
3:47

Push-back na granicy z Białorusią. "To jest jakaś schizofreniczna sytuacja"

- Było mi bardzo przykro. To jest jakaś paradoksalna historia. Minister epatował nas informacjami na temat złych, młodych mężczyzn, którzy do nas przybyli i u których znaleziono różne rzeczy. Natomiast okazuje się, że tych, których nie chcemy, to my mamy u siebie, a tych, których powinniśmy przyjąć, najsłabszych, wypychamy na zewnątrz. To jest jakaś schizofreniczna sytuacja - powiedział w programie "Newsroom" w WP generał Leszek Elas. Były komendant główny Straży Granicznej odniósł się w ten sposób do informacji, jakie przekazali dziennikarze "Gazety Wyborczej". Poinformowali oni o odesłaniu z Polski do Białorusi grupy ponad 20 migrantów, wśród nich znajdowały się kobiety i dzieci. Cofnięto ich na podstawie "procedury push-back" (ang. odsunąć). Elas wspomniał w programie jedną, ekstremalną sytuację, która miała miejsce za czasów, kiedy dowodził Strażą Graniczną. - W Bieszczadach, na granicy, trójka dzieci zamarzła. Została źle skierowana przez kogoś z tamtej strony. To była ogromna tragedia. Pani prezydentowa Kaczyńska zaopiekowała się wtedy matką, którą udało się uratować. Wrażliwość była nieporównywalnie większa. Bardzo współczuję funkcjonariuszom, którzy muszą wracać do domu i myśleć o tym, co się działo wtedy, kiedy byli w służbie - powiedział generał. Jak dodał, procedura push-back jest sprzeczna m.in. z ustawą o udzielaniu pomocy cudzoziemcom i konwencją genewską, dlatego nie jest w żaden sposób regulowana.
Syryjska emigrantka o sytuacji na granicy Polski i Białorusi. "Nikt nie przejmował się tym, co się z nami działo"
4:55

Syryjska emigrantka o sytuacji na granicy Polski i Białorusi. "Nikt nie przejmował się tym, co się z nami działo"

Po dziesięciu latach wojny w Syrii Boshra al-Moallem z Homs i jej dwie siostry wykorzystały szansę i uciekły z kraju. Kobieta przeczytała w Internecie, że przez Białoruś otworzył się nowy szlak migracyjny do Europy. Boshra postanowiła wykorzystać oszczędności brata i wyruszyła w podróż do Europy. Drogas okazała dużo bardziej niebezpieczna, niż sądziła. Al-Moallem została uwięziona na granicy białorusko-polskiej. Przez 20 dni i była przepychana z jednego kraju do drugiego, pomiędzy uzbrojonymi strażnikami. - Bez jedzenia, bez wody, bez snu, bez żadnego ciepła - powiedziała w rozmowie z Associated Press. Dopiero po tym, jak kobieta padła z wycieńczenia i odwodnienia, polscy strażnicy zabrali ją do szpitala. 48-latka wyznała, że białoruscy urzędnicy oszukali ją. - Powiedzieli nam, że naprawdę łatwo jest pojechać do Europy, znaleźć nowe życie i uciec przed wojną - mówiła Boshra al-Moallem. Kobieta uważa, że została wykorzystana ją jako "broń” w politycznej walce z Polską. Kobieta skrytykowała również polskie służby. Przekazała, że strażnicy na granicy byli zbyt surowi, odmawiali jej podania wody i używali psów do straszenia. Trzy kraje UE, graniczące z Białorusią – Polska, Litwa i Łotwa – oskarżają Łukaszenkę o działania na rzecz destabilizacji ich społeczeństw. Poprzez odmówienie wjazdu i azylu tysiącom imigrantom, władzom zarzuca się łamie praw człowieka. Polska jest coraz częściej krytykowana przez inne kraje. Rzecznik polskich służb specjalnych Stanisław Żaryn przekazał Associated Press, że polskie siły zawsze udzielają pomocy migrantom, jeśli ich życie jest zagrożone. - Polska stoi na stanowisku, że tylko dokładnie zabezpieczając naszą granicę z Białorusią, jesteśmy w stanie zatrzymać ten szlak migracyjny, który jest szlakiem sztucznie wykreowanym przez Łukaszenkę przy wsparciu Putina. Został on sztucznie stworzony, aby zemścić się na całej Unii Europejskiej. - Łukaszenka zaprzecza, jakoby jego siły popychały ludzi do Polski, ale jego państwowe media wykorzystały odpowiedź naszego kraju, by przedstawić UE jako miejsce, w którym prawa człowieka nie są przestrzegane. Al-Moallem planuje z rodziną opuścić ośrodek, w którym obecnie przebywa. Chce dotrzeć do Belgii, gdzie przebywa jej brat i tam szukać azylu.