pandemia (strona 3 z 18)

Koronawirus na świecie. Dramatyczne dane o globalnej liczbie zgonów
WIDEO

Koronawirus na świecie. Dramatyczne dane o globalnej liczbie zgonów

Liczba ofiar śmiertelnych COVID-19 przekroczyła na świecie już 4 mln. Według szacunków Instytutu Badań nad Pokojem w Oslo, zebranych ze źródeł Uniwersytetu Johnsa Hopkinsa, przez półtora roku pandemii zmarło tyle osób, ile we wszystkich wojnach na świecie od 1982 r. Koronawirus ze swoimi mutacjami dociera do najbardziej odległych zakątków świata. W Afryce, przyczynia się do gwałtownego wzrostu zakażeń. W Ameryce Łacińskiej tylko 1 na 10 osób jest w pełni zaszczepiona. Najbardziej dotkniętym krajem jest Peru. Ostatnio głośno było o tamtejszym dziennikarzu, który stał się symbolem rozpaczy spowodowanej pandemią i nierównością w dostępie do leczenia. Zdesperowany 43-letni Jose Vilca z Arequipy popełnij samobójstwo, wyskakując z okna szpitala. Zakażony koronawirusem mężczyzna dusił się i oczekiwał na pomoc medyków. W tym czasie lekarze zajmowali się 80 innymi osobami podłączonymi do aparatury pomagającej w oddychaniu. - Odebrał sobie życie wzywając do siebie lekarzy. Powiedział: codziennie jestem bez opieki, nie przychodzą do nas – podsumowuje Nohemí Huanacchire, zrozpaczona żona mężczyzny. Vilca nie zdążył otrzymać pomocy, na którą tak czekał. Mężczyzna nie znalazł się również w gronie 14 proc. zaszczepionych Peruwiańczyków. Poza Ameryką Południową najgorzej sytuacja wygląda w Indiach, gdzie dzienna liczba zgonów jest mocno zaniżana. Równie źle wygląda globalna kwestia samych szczepień. – To katastrofa – podsumowuje Ann Lindstrand z WHO, szefowa ds. programu szczepień. Jak podkreśla, w krajach o niskich dochodach jest podawanych około 70 razy mniej dawek (jedna na 100 osób) niż w krajach bogatych. W tych z wysokim dochodzie wskaźnik wynosi ok. 80 dawek na 100 osób. Eksperci twierdzą, że potrzeba aż 11 mld podanych szczepionek, aby uodpornić cały świat. Z 3 mld dawek, które podano dotąd, tylko ok. 2 proc. trafiło do krajów rozwijających się. Bogate państwa takie jak Wielka Brytania, Stany Zjednoczone i Francja obiecały przekazać miliard dawek szczepionki dla biedniejszych krajów, by pomóc zwalczać globalną nierówność. Wspierana przez ONZ dystrybucja szczepionek do krajów potrzebujących promowana pod nazwą COVAX nie przyniosła dotąd zakładanych rezultatów.
Jak stworzy miejską dżunglę w domu. Popularne gatunki roślin i patenty ekspertów
WIDEO

Jak stworzy miejską dżunglę w domu. Popularne gatunki roślin i patenty ekspertów

Polacy w czasie pandemii chętniej zaczęli tworzyć tzw. miejskie dżungle w swoich mieszkaniach. Na jakie gatunki roślin decydujemy się? Jak wygląda ich uprawa w domowych warunkach? - Wybieramy rośliny egzotyczne, najpopularniejsze są te o dużych liściach – filodendrony, strelicje, monstery. Im więcej ich w domu, tym lepiej – tłumaczy Rafał Mgłosiek, współwłaściciel warszawskiego "Domu Roślin". Zdecydowana większość roślin wymaga rozproszonego światła i wysokiej wilgotności w mieszkaniu. Na początku nie musimy decydować się na drogie rośliny z tropikalnej części Ameryki Płd. czy Afryki. - Wystarczy sięgnąć po sansewierię (wężownicę), która pochodzi z terenów równikowej Afryki. Kiedyś była popularna w szkołach, na pocztach i w urzędach. Po latach znowu podbija nasze wnętrza, a dodatkowo oczyszcza powietrze i produkuje tlen – wyjaśnia Damian Kohyt, współwłaściciel "Domu Roślin". Do łask wracają także znane z domów babć takie gatunki jak epipremnum, fikus i różne paprocie. Te ostatnie nadają się do bardziej zacienionych wnętrz, ale o dużej wilgotności powietrza. Coraz popularniejsze są także egzotyczne i trudno dostępne rośliny kolekcjonerskie, które właściciele "Domu Roślin" sprowadzają. W trakcie pierwszej i drugiej fali pandemii rośliny były dostarczane pod drzwi. Teraz sprzedaż znów odbywa się stacjonarnie. – Okres pandemii pozytywnie wpłynął na zwracanie uwagi na zieleń wokół siebie, na puste miejsca w mieszkaniach, które potrzebują zazielenienia. Rośliny tropikalne trochę rekompensują nam też brak możliwości dalekiego podróżowania – dodają eksperci.
Polacy zdjęli maseczki przed terminem. "Nie żałuję rekomendacji"
WIDEO

Polacy zdjęli maseczki przed terminem. "Nie żałuję rekomendacji"

Polski rząd od 15 maja znosi obowiązek noszenia maseczek na świeżym powietrzu. Trzeba tylko pamiętać o zachowaniu dystansu co najmniej 1,5 metra od innych osób. Można jednak zaobserwować, że Polacy, prawdopodobnie z uwagi na piękną pogodę postanowili ściągnąć maseczki wcześniej. Czy takie zachowanie jest rozsądne? Członek Rady Medycznej ds. COVID-19 prof. Miłosz Parczewski w rozmowie z Mateuszem Ratajczakiem przyznał, że powinno do tego dojść dopiero w dniu, o którym jest mowa w rozporządzeniu. - Rzeczywiście, większość naszego społeczeństwa już w tej chwili czuje się pod względem (zdejmowania) masek bezkarnie. Pamiętajmy oczywiście, że rozporządzenie wchodzi w życie wtedy, kiedy minister je podpisał i dopiero od tego momentu zdjęcie masek obowiązuje. Natomiast rzeczywiście trudno jest wymagać noszenia masek przy takiej pogodzie, jaką mamy teraz za oknem – przyznał prof. Parczewski. Z kolei zapytany o to, czy żałuje rekomendacji w związku ze zniesieniem obowiązku noszenia maseczek na świeżym powietrzu, odpowiedział, że decyzja ta oparta jest o naukowe dowody. - Nie, nie żałuję ponieważ jest ona naukowo uzasadniona. Nie ma praktycznie możliwości zakażenia się wirusem na otwartym powietrzu przy zachowaniu dystansu powyżej 1,5 metra – stwierdził. Zwrócił się również z prośbą do Polaków o rozsądek w kwestii utrzymywania dystansu społecznego po zniesieniu nakazu noszenia maseczek. - Apel do wszystkich państwa. Jeżeli będziecie widzieli, że jest zgromadzenie ludzi to należałoby tę maseczkę założyć, więc dobrze jest mieć ją (zawsze) przy sobie – apelował gość programu "Newsroom".