pożar

Katastrofa w kopalni w Rosji. Wdowa po górniku: mąż mówił, że to się źle skończy
WIDEO

Katastrofa w kopalni w Rosji. Wdowa po górniku: mąż mówił, że to się źle skończy

W czwartek (25 listopada) w rosyjskiej kopalni Listwiażnaja znajdującej się w regionie Kemerowskim doszło do ogromnego pożaru. Potwierdzono jak dotąd śmierć 52 górników, lecz bilans ofiar może być jeszcze większy. Przyczyną pożaru był najprawdopodobniej wybuch metanu. Wiadomo było, że w kopalni szwankowały systemy bezpieczeństwa i władze kopalni przymykały na to oko. Dyrektor kopalni Listwiażnaja został aresztowany. Pożar wybuchł na głębokości ok. 250 metrów. Pod ziemią znajdowało się wówczas 285 osób. Na pomoc ruszyło im 11 oddziałów ratowników. Na powierzchnię udało się wydobyć 239 górników. Wielu z nich ma ciężkie obrażenia. Na miejscu katastrofy wciąż pracują ekipy ratunkowe. Szanse na to, że ktoś jeszcze przeżył, są jednak bardzo niewielkie. Rozpoczęto już śledztwo w celu wyjaśnienia pełnych okoliczności katastrofy. Rosyjska agencja prasowa TASS przekazała, że kontrola systemów bezpieczeństwa w kopalni Listwiażnaja z października tego roku wykazała aż 139 naruszeń, w tym również przy tych związanych z systemem przeciwpożarowym. W raporcie była mowa o tym, że nie działają czujniki przy bramie wentylacyjnej nr 823. To przy tej bramie zauważono najpierw dym, a następnie pojawienie się ognia. Dramat w kopalni Listwiażnaja jest najbardziej tragiczną katastrofą w kopalni w Rosji od 2010 roku, kiedy to dwa wybuchy metanu i pożar zabiły aż 91 osób w kopalni Raspadskaya. Znajduje się ona w tym samym regionie, czyli Kemerowo.