rosja (strona 16 z 75)

Wojna hybrydowa nabiera tempa. Gen. Skrzypczak: im zależy na sianiu strachu i chaosu
2:00

Wojna hybrydowa nabiera tempa. Gen. Skrzypczak: im zależy na sianiu strachu i chaosu

Na granicy polsko-białoruskiej trwa kryzys i codziennie dochodzą nowe informacje na temat prób nielegalnego przekraczania naszej granicy oraz o kolejnych zgonach wśród koczujących tam ludzi. Czy wojna hybrydowa z Polską, którą realizuje Białoruś z prawdopodobnym wsparcie Rosji, wkracza na kolejny etap? Zapytany został o to w programie ''Newsroom WP'' gen. Waldemar Skrzypczak, były dowódca wojsk lądowych. - Możemy się obawiać coraz większego oddziaływania propagandy rosyjskiej i białoruskiej na nasze społeczeństwo, bo im zależy na sianiu strachu i chaosu. Choć wydaje się, że jeżeliby ten proces, tę wojnę umiędzynarodowiono i zwiększono restrykcje w stosunku do Łukaszenki, on by ustąpił. [...] On ma świadomość, że jego działania są mało skuteczne, on oczekiwał, że będą miały większe reperkusje, jeśli chodzi o Unię Europejską i Polskę. Jednak widać wyraźnie, że te sukcesy są niewielkie. [...] Moim zdaniem, nie ma pomysłu, aby zintensyfikować tę wojnę ze strony Białorusi i ze strony Moskwy - stwierdził ekspert. Gość ''Newsroomu WP'' zapytany został jeszcze o to, czy możemy spodziewać się zwiększenia liczby migrantów, którzy pojawią się na granicy polsko-białoruskiej. - Naturalnie tak, bo ta fala z Afganistanu, która uciekła, dopiero dociera do Białorusi i ta fala dopiero rusza. W związku z tym spodziewać się należy, że przerzut ludzi będzie zintensyfikowany przez profesjonalistów, którzy się zajmują przerzutem ludzi. Na to trzeba być przygotowanym - powiedział na koniec gen. Skrzypczak.
Abp Marek Jędraszewski krytykuje UE. Ks. Kobyliński: dyskusja jest barwna, ale nie merytoryczna
6:30

Abp Marek Jędraszewski krytykuje UE. Ks. Kobyliński: dyskusja jest barwna, ale nie merytoryczna

Abp Marek Jędraszewski podczas homilii na Jasnej Górze skrytykował postawę Unii Europejskiej, która według niego obiecuje pieniądze, w zamian za odejście od bożego prawa. W programie ''Newsroom WP'' gościem był ks. prof. Andrzej Kobyliński z Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego. Ksiądz profesor został zapytany przez prowadzącego o słowa arcybiskupa. - Ta nasza polska dyskusja naprawdę jest barwna, ale nie merytoryczna. Pytanie najważniejsze jest, czym będzie w przyszłości Unia Europejska, a te pytania u nas w Polsce w ogóle nie padają, także jeśli chodzi o polityków czy duchownych - stwierdził ks. prof. Kobyliński. Dalej gość ''Newsroomu WP'' dopytany został jeszcze o to, czy jego zdaniem UE rzeczywiście zagraża polskiemu kościołowi. - To nie jest tak, że kościół katolicki w Polsce ktoś chce zniszczyć, prześladować czy ograniczać jego działalność i uważam, że te nastroje wojenne są trochę przesadzone. Pytanie jest inne, w jaki sposób kościół w Polsce może przetrwać w tym nowym modelu Unii Europejskiej. [...] W 2004 roku wchodziliśmy do Unii już do tego modelu preferującego europejskie superpaństwo w wersji lewicowo-liberalnej. Warto dzisiaj pytać w Polsce co dalej i jaką mieliśmy świadomość tego problemu w 2004 roku - powiedział gość programu ''Newsroom WP''. Na koniec prowadzący zapytał księdza profesora o to, czy nie jest jednak tak, że politycy najpierw zgodzili się na takie warunki, wzięli pieniądze z Unii, a teraz, gdy rodzą się problemy, to chcą się od Unii odciąć. - Zupełnie o czym innym dyskutuje dzisiaj świat, gdy chodzi o Europę, Amerykę czy Azję. Chodzi o zmianę globalnego porządku. [...] Tzn. przechodzimy od modelu jednobiegunowego, w którym jedynym supermocarstwem były Stany Zjednoczone, w stronę modelu wielobiegunowego, w którym będzie kilka supermocarstw. [...] To sprawia, że wywraca się do góry nogami stary porządek i w tym nowym rozdaniu, jest pytanie bardzo trudne, jeśli chodzi o Unię Europejską. Czy Unia Europejska jako związek państw narodowych, może sprostać tej szalonej konkurencji, czy też Europie jest potrzebne silne, europejskie superpaństwo z jedną polityką zagraniczną i z jedną armią. Gdy obecnie śledzę dyskusję niemiecką, francuską czy włoską, dotyczącą świata po Afganistanie, to mam coraz więcej wątpliwości, czy nie trzeba w Europie iść w kierunku jakiejś formy federacji - podsumował ks. prof. Andrzej Kobyliński.
Nazistowski "kamieniołom śmierci". Makabryczne odkrycie w południowej Rosji
1:05

Nazistowski "kamieniołom śmierci". Makabryczne odkrycie w południowej Rosji

Przerażające odkrycie rosyjskich archeologów. Szczątki ok. 3,5 tys. osób, pochowane w masowym grobie, odkryli badacze na terenie cegielni w Salsku (obwód rostowski) w południowo-wschodniej Rosji. Miejsce to nazwano nazistowskim "kamieniołomem śmierci". Ofiary to cywile, miejscowa ludność, którą wojska Hitlera zmasakrowały w latach 1942-43, w trakcie bitwy stalingradzkiej. Archeologów szczególnie zszokowała liczba zamordowanych dzieci, w tym niemowląt. Zabijano także kobiety w ciąży. Niemcy oszczędzali amunicję lub zabrakło im naboi. Dzieci miały roztrzaskane głowy o glinę kamieniołomu. Kopano je butami lub okładano pięściami po głowie. Badacze przekazali, że kaci mieli tu bardzo dużo pracy. Ludzie byli zabijani kolbami karabinów, bagnetami. Wszystkich wrzucano do ogromnych dołów. Obszar ten był wcześniej słabo zbadany, dopiero najnowsze wykopaliska ujawniły szokującą prawdę. Na miejsce masowej zbrodni z II wojny światowej Rosjanie trafili dopiero teraz, po odnalezieniu i odtajnieniu dokumentów z archiwów KGB. Badacze twierdzą, że wśród zabitych są Rosjanie, Żydzi i Cyganie. Są tu też szczątki kilku jeńców wojennych Armii Czerwonej. Większość to jednak kobiety i małe dzieci, wśród nich starcy i młode osoby. Salsk był kluczowym rosyjskim węzłem kolejowym, który obsługiwał Stalingrad (obecnie Wołgograd). Niedaleko rozegrała się bitwa stalingradzka – jedna z najważniejszych bitew II wojny światowej, stoczona na froncie wschodnim przez Niemcy i ich sojuszników przeciwko ZSRR o kontrolę nad Stalingradem.
Pucz moskiewski. 30. rocznica nieudanego zamachu stanu, który obalił ZSRR
2:09

Pucz moskiewski. 30. rocznica nieudanego zamachu stanu, który obalił ZSRR

Równo 30 lat temu miał miejsce pucz moskiewski. To była próba powstrzymania rozpadu systemu komunistycznego w ZSRR, zorganizowana przez przeciwników pieriestrojki, w tym wiceprezydenta - Giennadija Janajewa. Pucz trwał 3 dni i upadł, przyczyniając się wręcz do przyspieszenia demokratycznych reform w kraju. Wydarzenia z 19 sierpnia 1991 r. wspomina Alexander Zemlianichenko, rosyjski fotograf agencji Associated Press. Tego dnia Rosjanina obudził dźwięk czołgów, które otaczały najważniejsze polityczne siedziby. - Udałem się pod budynek moskiewskiego Białego Domu. Tam też były już czołgi i w ogół gromadzili się ludzie. Na szczycie jednego z tych czołgów wyszedł ówczesny prezydent RFSRR Borys Jelcyn i wygłosił przemówienie – wspomina Zemlianichenko. Prezydent Borys Jelcyn był głównym zwolennikiem demokratycznych reform i przeciwnikiem zamachu stanu. Przed swoją siedzibą gromadził tłumy, które protestowały przeciwko puczowi. W trakcie starć zginęło 15 osób, mimo tego, jak wspomina Zemlianichenko, panowało "podniosłe i radosne uczucie". - Nawet teraz, mówiąc o tym, czuję te emocje na nowo – wspomina fotograf. Mężczyzna relacjonował protesty tłumów i obalenie pomnika Feliksa Dzierżyńskiego, nazywanego Czerwonym Katem. Zdjęcia, które on i jego koledzy zrobili podczas zamachu stanu i upadku ZSRR przyniosły im Nagrodę Pulitzera w 1992 r.
Zagrożenie ze strony Talibów. Manewry Rosji i sojuszników przy granicy z Afganistanem
1:53

Zagrożenie ze strony Talibów. Manewry Rosji i sojuszników przy granicy z Afganistanem

Władze Afganistanu ogłosiły, że Talibowie kontrolują już większość kraju. Rosja, Tadżykistan oraz Uzbekistan zakończyły we wtorek 10 sierpnia duże manewry wojskowe, które mają dać jasny sygnał Talibom, że kraje te są gotowe na zagrożenie militarne z ich strony. Wspólne ćwiczenia Rosji, Tadżykistanu i Uzbekistanu miały miejsce na poligonie Harb-Maidon ok. 20 km na północ od granicy z Afganistanem. Łącznie w manewrach wzięło udział 2500 żołnierzy oraz ok. 500 pojazdów wojskowych. Rosyjscy dowódcy podczas briefingu powiedzieli, że ćwiczenia musiały odbyć się z powodu ''destabilizacji sytuacji w sąsiednim Afganistanie, w celu wspólnego wypracowania kwestii odparcia ewentualnego zagrożenia i praktycznego zapewnienia bezpieczeństwa i stabilności w rejonie Azji Środkowej''. Rosja, która ma swoje bazy wojskowe w sąsiadującym z Afganistanem Tadżykistanie, zobowiązała się również oficjalnie do wsparcia militarnego swojemu sojusznikowi oraz innym krajom byłego bloku postradzieckiego, w przypadku jakiejkolwiek agresji ze strony Talibów. Ćwiczenia na terenie Tadżykistanu odbyły się po podobnych manewrach mających miejsce w ubiegłym tygodniu na terytorium Uzbekistanu. Wzięło w nich udział 1500 rosyjskich i uzbeckich żołnierzy oraz ok. 200 pojazdów wojskowych. Wiosną 2021 roku prezydent Stanów Zjednoczonych - Joe Biden, ogłosił, że USA wycofują swoje wojska z Afganistanu. Sytuacja ta była powodem nagłej destabilizacji państwa. Talibowie w szybkim tempie odbili od sił rządowych strategiczne punkty na terenie Afganistanu. Kontrolują już ponad połowę kraju. We wtorek 10 sierpnia przejęli kontrolę nad stolicą już siódmego regionu - miastem Farah, które znajduje się w zachodniej prowincji o tej samej nazwie. Siły rządowe Afganistanu nie są w stanie samodzielnie odeprzeć natarcia Talibów.